Statystyka

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wybieranka :)

Uwaga !
Mam kilka propozycji, by mile spędzić czas. Wy, w komentarzach wybieracie, co chcecie robić najpierw :)
1. Quiz o redaktorkach.
2. Znajomość pisania redaktorek, a tym samym imaginów :D
3. Coś o 1D.
4. Piosenki.
5. Zmiany i blog :D

DO KOMENTOWANIA :)

D. x

Kilka słów ode mnie ♥ :)

Pamiętam jak zobaczyłam informacje, że właśnie na tym blogu jest poszukiwana redaktorka do pisania imaginów. Zgłosiłam się od razu, nie wiem dlaczego, pierwszą moją myślą było ,,A co mi tam, zaryzykuje". Nie wiedziałam, że się dostanę, że mi się uda. Nigdy wcześniej nie pisałam żadnych opowiadań albo nigdy nie pomyślałabym, żeby założyć bloga czy spróbować pisać. Bez żadnego doświadczenia zgłosiłam się. Gdybym nie znalazła tej informacji, na pewno mnie tu by nie było. Pewnie nie zaczęłabym pisać, nawet nie pomyślałabym o tym. Z biegiem czasu coraz lepiej sobie radziłam, więcej miałam pomysłów. Był taki czas, że chciałam zrezygnować, opuścić bloga. Ale zawsze pojawiała się nadzieja, że może będzie  lepiej, że bardziej się rozwinę. Bardzo pomagały mi wasze miłe komentarze, podnosiły mnie na duchu i zachęcały do pisania. Myślę, że mój sposób pisania na pewno będzie się stawał coraz lepszy. Bardzo się cieszę, że poznałam Dominikę, muszę przyznać, że ona też mi bardzo pomogła. Podnosiła mnie na duchu, zawsze starała się jakoś pomóc. Znalazłam u niej duże oparcie. Cieszę się, że spróbowałam, że nie zrezygnowałam po kilku upadkach. Wiem, że na pewno moja przygoda z pisaniem się jeszcze nie skończy. Jednym słowem - Dziękuję. Dziękuję Dominice za szansę, przede wszystkim dziękuję wam, gdyby nie wy, gdyby nie wasze komentarze i szczere opinie, na pewno przestałabym pisać. Szczerze z całego serca dziękuję, kocham was bardzo, bardzo, bardzo :) Dziś jest pierwsza rocznica powstania tego bloga. Nie jestem tu od samego początku, ale bardzo zżyłam się z tym blogiem. Jest dla mnie bardzo ważny. Cóż, to tyle ode mnie, bawmy się dobrze na rocznicy naszego bloga :) ♥

URODZINOWO ! ♥

Cześć. Witam Was wszystkie na PIERWSZYCH URODZINACH BLOGA !
Przepraszam za spóźnienie, biegłam z kortu tenisowego najszybciej, jak się dało. Wybaczcie, a za chwilkę kilka przyjemności. Ale najpierw obok zaznaczcie swoją obecność :)

Dominika xx

niedziela, 18 sierpnia 2013

# 139. Louis.

Stwierdzam, że zamiast imagina wyszło, za przeproszeniem, gówno. Wybaczcie x

Cierpienie uczy. Uczy pokory, nadziei i bycia lepszym. Wiem, bo moje życie nigdy nie było usłane różami. Ale inaczej mogłabym być zbytnią szczęściarą, by chodzić po tym świecie. Nie żałuję niczego. Może tylko tego, że nie ma Ciebie obok.  Jednak wiem, że będziesz. Nie dzisiaj ani jutro, ale będziesz. Wierzę, bo tego nauczyło mnie cierpienie.

Nie pamiętam czasów sprzed wypadku. Byłam za mała, by cieszyć się tym, że mam obie, sprawne nogi. Przyszedł czas, kiedy miałam te sześć lat. Biegłam beztrosko, jak to dziecko biegnące za kolorowym motylem, jak za szczęściem. Nie zauważyłam samochodu. I bum. 

Biel, pikanie, biel. Tyle pamiętam z pobytu w szpitalu. Słyszałam, że podobno mnie tam odwiedziłam. Żyjesz dwa lata dłużej niż ja. Ale jakoś nie pamiętam kochanego braciszka kręcącego się przy moim szpitalnym łóżku i pocieszającego mnie. Nie pamiętam, bo może już wtedy Ciebie nie interesowałam?
Wybacz, że jako siostra nie mogłam biegać za Tobą, a jedynie jechałam wolniutko wózkiem inwalidzkim. Nie Ty miałeś ciężko ! Miałam dziesięć lat i nie mogłam wyjechać nad jezioro czy w góry, na narty. A Ty ? Ciebie rodzice wszędzie puszczali. Miałeś do mnie żal, czułam to. Ale z jakiego powodu? Dlatego, że mogłeś więcej ? Cudownie.

Kocham Cię. W końcu jesteś moim bratem. Piszę, bo czuję cholerną potrzebę wyrzucenia Ci, że nie jesteś dobrym bratem. Dla Ciebie nie liczy się rodzina. Przecież jesteś sławny. I masz mnie za nic.
Było jeszcze gorzej, kiedy poszłam do tego samego gimnazjum, co Ty. Nie przyznałeś się do siostry inwalidki. Po co, prawda ? Wszystko wyszło na jaw, kiedy ktoś zapytał mnie, czy oprócz nazwisko coś nas łączy. Dlaczego miałam kłamać? I się wydało. Pamiętam, że przez miesiąc się do mnie nie odzywałeś. To miała być kara? Przyznam, że wolałam to niż wytykanie mi, że jestem Twoją siostrą. 

Potem było tylko gorzej. Wiem, że jestem inna, ale nic na to nie poradzę. Wolę być odludkiem niż pieprzonym, zapatrzonym w siebie gówniarzem. Wyrzekłeś się mnie, kiedy wyjawiłam rodzinie, że jestem biseksualna. Nie, nie jestem lesbijką. Ale lubię obie płci, a Tobie to oczywiście przeszkadzało. Uważałeś, że robię to specjalnie, żeby splamić nasze nazwisko. Louis, tak nie było. Ja nigdy nie chciałam i nadal nie chcę Twojej krzywdy. Ja za dużo jej doświadczyłam i chcę Ciebie uchronić. Uwierz mi. Po prostu mi uwierz ...

Byłeś już dorosły, kiedy poszedłeś do X-Factora. Nie mówiłam Ci, że jesteś niesamowicie uzdolniony, bo stwierdziłbyś, że chcę się podlizać. Wolałam milczeć. Połączono Ciebie w zespół z czwórką innych, cudownych chłopaków. A Ty co zrobiłeś zamiast cieszyć się z sukcesu razem z rodziną? Spakowałeś się i powiedziałeś, że fajnie wyprowadzić się z tego bagna. Pomyśl co my mogliśmy czuć. Ale Ty o nas nie myślisz, przepraszam.

Niedługo skończę te dwadzieścia lat, Ty w grudniu będziesz już dwudziestodwulatkiem. Może już czas zmądrzeć. Pomyśl nad tym.

Tak. Mam dwadzieścia dwa lata i co? [T.I.], nie jest mi łatwo. Co ludzie pomyślą, kiedy zobaczą mnie z biseksualną inwalidką, jako moją siostrą?

Nie wiem. A co ludzie pomyślą, kiedy zobaczą inwalidkę-cudaczkę ze sławnym bratem u boku? Idiotka? Dziwaczka? Nie. Dlaczego? Bo są tolerancyjni, w odróżnieniu od Ciebie, braciszku.

Ja nie jestem tolerancyjny? A kto pojechał do Afryki pomagać murzyńskim dzieciakom? Święty Mikołaj? Czy ja z kumplami z zespołu?

Idiota. Nie szanujesz własnej rodziny, a myślisz, że nazwą Ciebie Matką Teresą z Kalkuty. Rusz głową i pomyśl, co ja mogłam czuć przez te wszystkie lata. Lata upokorzenia, życia w cieniu cudownego Louisa Tomlinsona? Ja, taka nikomu niepotrzebna dziewczyna. Pewnie pomyślisz, że mnie to nie obchodzi, że nic nie czuję. Mylisz się. Czuję podwójnie. Zraniłeś mnie, ale nadal Cię kocham, w końcu jesteś moim bratem. Nie musisz pokazywać się ze mną ludziom. Przecież co by powiedzieli. Ale błagam, zacznij traktować mnie, jak człowieka. Jak siostrę.

Nic Ci nie obiecuję. Ale wiem jedno. Czas pomyśleć nad sobą. Dziękuję, [T.I.] za lekcję życia. Bo spotykając całkiem obcych ludzi zaczynam rozumieć, że cierpienie uczy wielu rzeczy. Nadeszła pora, bym nad wszystkim głęboko się zastanowił. Czas pokaże, jaką decyzję podejmę.

Odmienność wcale nie musi oznaczać odrzucenia. Jeśli nie wiedziałbyś, że ktoś jest gejem, lesbijką czy inwalidą, powiedziałbyś, że to całkiem miła i sympatyczna istota. A kiedy wiesz o nim wszystko, brzydzisz się. Nie potrafisz zaakceptować różności na tym świecie. Pozory mylą. Ludzie troszkę inni niż my także mają prawo normalnie funkcjonować. Bo przecież w środku każdy z nas jest taką samą, trochę zagubioną w świecie nienawiści i nietolerancji istotą.


Napisane pod wpływem emocji i mojej Wiktorii. Chociaż całkiem różnisz się ode mnie - jesteś dla mnie jak siostra i za to chcę Ci podziękować, choć wiem, że i tak tego nie przeczytasz ♥

/ Dzisiejszy zlot? Cudowne emocje + kupienie biletu na TIU. Może jutro na naszych urodzinach dodam zdjęcia? Zobaczymy :)


Dominika xx

piątek, 16 sierpnia 2013

#138. Zayn

Tak. To właśnie dziś. To jest dzień, na który czekałaś całe swoje życie. Dzień, w którym staniesz przed ołtarzem, w pięknej sukni ślubnej, powiesz swojemu ukochanemu ,,tak". Dziś wychodzisz za swojego ukochanego, Zayn'a Malika. Ten dzień zapamiętasz do końca swojego życia.
Idziesz właśnie do ołtarza ze swoim tatą, czujesz, że serce zaraz wyleci ci z piersi. Czujesz, że nogi robią ci się jak z waty. Pojedyncza łza spływa ci po policzku, ze szczęścia jakie cię spotkało. Twój tata oddaje twoją rękę Zayn'owi, jego wyraz twarzy mówi, jakby chciał powiedzieć ,,Zaopiekuj się nią, bo wiesz co się stanie". Uśmiechasz się do Zayn'a, on odwzajemnia uśmiech :
- Zebraliśmy się tu wszyscy, by połączyć tych dwoje świętym węzłem małżeńskim - ksiądz zaczyna, po nim od razu Zayn
- Ja Zayn Malik biorę sobie Ciebie [T.I] [T.N] za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci - patrzycie sobie głęboko w oczy, kolej na ciebie :
- Ja [T.I] [T.N] biorę sobie Ciebie Zayn'ie Maliku za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci - powoli się rozklejasz, pojedyncze łzy zaczynają spływać ci po policzku
Zayn uśmiecha się do ciebie, bierze obrączkę :
- [T.I] [T.N] przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności - zakłada ci obrączkę na palec
Teraz to ty już łzy zaczynają lecieć ci mimowolnie, teraz ty bierzesz obrączkę :
- Zayn'ie Maliku przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności - zakładasz mu na palec
- Ogłaszam was mężem i żoną, możecie się pocałować !
Zayn zaczyna przybliżać swoje usta do twoich. Po chwili złącza wasze usta w namiętnym pocałunku. Czujesz jakby cały świat się zatrzymał. Mogłabyś trwać w tej chwili już zawsze. Wszyscy biją wam brawa.
 
- Nigdy rozumiesz ! Nigdy ! Nie chcę dziecka ! - krzyczysz na Zayn'a
- Boże, [T.I] dlaczego niby ?! - Zayn'owi też puszczają nerwy
- Nie chcę dziecka, nie chcę rozumiesz ?!Nigdy nie chciałam i nigdy nie będę chciała ! Czy ty naprawdę tego nie rozumiesz ?! - bezsilnie opadasz na kanapę w waszym salonie, rękoma zasłaniasz twarz
- Ale niby dlaczego nie chcesz ?! Codziennie nie widzisz kobiet w ciąży ? Nie widzisz jakie są szczęśliwe, że będą miały dziecko ?! Ja też chce, chcę dziecka, z tobą ! - Zayn siada obok ciebie, kładzie rękę na twoim ramieniu, ale ty od razu zdejmujesz ją
- Nie chcę dziecka, to za bardzo mnie boli - łzy zaczynają spływać ci po policzku
- Co cię boli ? - pyta dociekliwie Zayn
- Ten ból jak rodzisz dziecko, zdarza się, że kobiety nie przeżywają porodu, albo dzieci. Czasem dziecko może się urodzić niepełnosprawne, nie chcę tego, rozumiesz ?! Po prostu nie chcę dziecka i już ! Mogłabym nie sprawdzić się w roli matki ! - wstajesz i idziesz do kuchni po sok
- Wiesz co [T.I], myślałem, że przed każdym wyzwaniem dasz sobie radę, że nie podkulisz ogona i nie uciekniesz. Myliłem się, naprawdę się myliłem - Zayn wychodzi z domu
Ty zostajesz sama. Jesteś w kuchni, nalewasz sobie sok i bierzesz jakieś tabletki na uspokojenie. Po chwili idziesz do łazienki, myjesz ręce, zimną ręką przytrzymujesz czoło, twoje czoło jest bardzo gorące - Może faktycznie Zayn ma racje, boję się tylko na zapas. Dziecko złączy nas już na całe życie - przez głowę przelatuje ci tysiąc myśli. Wiesz, że musisz z nim poważnie o tym porozmawiać. Może faktycznie dziecko da wam jeszcze więcej radości z waszego małżeństwa ? Musisz przemyśleć parę spraw.
Wieczór. Zayn właśnie wraca do domu :
- Zayn, to ty ? - pytasz z salonu, gdy słyszysz otwierające się drzwi
- Yhyyy, gdzie jesteś ? - zaczyna cię szukać
- W salonie, chodź musimy porozmawiać !
Zayn dociera w końcu do salonu, siada obok ciebie na kanapie, splata ręce ze sobą :
 - Ja też mam ci coś do powiedzenia - bierze głęboki oddech
- Ja też chcę ci coś powiedzieć, ale ty pierwszy, dobrze ? - patrzysz na Zayn'a
- Dobrze, bo widzisz, chcę twojego szczęścia, ty na pewno też chcesz mojego. Więc, chcę rozwodu - jesteś w szoku, patrzysz na niego z wytrzeszczonymi oczami, jednak chcesz żeby Zayn dokończył - Ty nie chcesz mieć dzieci, ja chcę. Więc najlepiej będzie, jeżeli każdy pójdzie w swoją stronę. Ty znajdziesz sobie faceta, który będzie podzielaj twoje zdanie, a ja znajdę kobietę, która też podzieli moje zdanie - Zayn posyła ci niewielki uśmiech - A ty co chciałaś powiedzieć ?
- Zayn, ja, ja też chciałam ci powiedzieć, że to nie ma sensu, masz rację powinniśmy się rozwieść - kłamiesz Zayn'owi prosto w oczy, chociaż prawda jest zupełnie inna
- Tak będzie najlepiej - Zayn wstaje i wychodzi z salonu, ty przez chwilę zostajesz jeszcze w salonie
Chwilę później otrząsasz się i idziesz do pokoju gościnnego. Zamykasz drzwi na klucz, siadasz w kącie i zaczynasz płakać - Boże, mogłam pierwsza zacząć. Przecież chciałam mu powiedzieć, że bez względu na wszystko kocham go i chcę urodzić mu dziecko. Boże, co ja zrobiłam ?! - chowasz głowę w kolana - Teraz Zayn chce rozwodu, a ja zamiast powiedzieć mu co chciałam powiedzieć, powiedziałam mu, że też się na to zgodzę.
Skoro Zayn chciał rozwodu, dasz mu go. Twoja duma nie pozwala na zatrzymanie go. Może faktycznie będzie tak lepiej ? Może znajdziesz odpowiedniego faceta, a on kobietę ? Będzie mu z nią lepiej, a tobie z innym ? - Jezu, jaką ja jestem idiotką ! - myślisz
 
Dziś podpisujecie papiery rozwodowe. Jesteś trochę przygnębiona, smutna, trudno byłoby cię dzisiaj pocieszyć :
- Otóż to są papiery rozwodowe, oczywiście obydwie strony zgadzają się na rozwód, tak ? - pyta adwokat
- Tak - Zayn błyskawicznie odpowiada
- Dobrze, proszę podpisać tutaj - adwokat wskazuje wam miejsce podpisu
Zayn od razu bierze długopis i podpisuje, później podaje tobie kartkę. Ty wahasz się, powoli i mozolnie bierzesz długopis. W końcu się przełamujesz i podpisujesz. Z bólem serca podpisywałaś to, ręka powoli trzęsła ci się. Na twarzy gościł tylko smutek, oczy straciły swój blask, teraz przyćmiła je mgła smutku. Najchętniej podarłabyś te papiery, ale wiesz, że nie możesz :
- Dobrze, dziękuję za podpis - papiery wkłada w jakąś broszurkę
Oboje wychodzicie z gabinetu, nie odzywałaś się do Zayn'a, szłaś tylko w swoją stronę. Bez słowa, żadnego spojrzenia. Chciałaś jak najszybciej pójść do domu, wskoczyć pod kołdrę i zasnąć.
 
Minęło już kilka tygodni od waszego rozwodu. Powoli dochodzisz do siebie, dziś wyszłaś na spacer do parku. Jest lato, dookoła biegają dzieci, bawią się, krzyczą. Na ławkach siedzą staruszkowie, ptaki śpiewają, jest pięknie, słońce mocno przygrzewa, na niebie nie ma ani jednej chmury. Idziesz właśnie przez chodnik, zauważasz na jednej ławce całującą się parę, szybko przypomina ci się Zayn, kilka łez spływa po twoim policzku. Tęsknisz za nim, ale powoli przyzwyczajasz się do sytuacji. Siadasz na ławce obok placu zabaw. Zaczynasz płakać, mimowolnie łzy spływają ci po policzku, patrzysz na swoje buty. W pewnej chwili ktoś kładzie rękę na twoim ramieniu :
- Hej, taka piękna dziewczyna nie powinna płakać, a zwłaszcza w taki piękny dzień ! - nieznajomy podaje ci chusteczkę
- No cóż, jak się ma powód to się płacze, a i dziękuję za chusteczkę - ocierasz łzy
- A tak w ogóle, nazywam się Federico, a ty ? - uśmiecha się do ciebie
- [T.I], muszę przyznać, że masz bardzo ładne imię - odwzajemniasz uśmiech
- Dziękuję, ty też, może masz ochotę na kawę ? - patrzy ci prosto w oczy, ty przez chwilę też na niego patrzysz - No dobra, na kawę i ciastka, co ty na to ? - uśmiecha się pokazując swoje śliczne, białe zęby
Ty zachichotałaś :
- No dobrze ! Chodźmy ! - wstajesz i razem z Federico idziecie do najbliższej kawiarni
Federico był przystojnym, wysokim brunetem o pięknych niebieskich oczach. Był mądry, inteligentny i bardzo zabawny. Od tego się zaczęło, zaczęliście się spotykać coraz częściej. Czasem siedzieliście w kawiarni, a czasami zapraszaliście się nawzajem do swoich domów. Bardzo dobrze czułaś się w jego towarzystwie. Czułaś, że możesz zapomnieć o Zayn'ie i być szczęśliwa z innym mężczyzną.
 
*kilka miesięcy później*
 
Tego wieczora razem postanowiliście się wybrać do teatru. Dawno nie oglądałaś dobrej sztuki z udziałem ciekawych aktorów. Wybieracie się na sztukę o włoskim gwałcicielu i zabójcy. Od zawsze miałaś słabość do kryminałów. Zawsze czytałaś tylko książki, nigdy nie widziałaś takiego czegoś na żywo.
 
Sztuka jednak okazała się zwykłą klapą. Od początku aktorzy źle akcentowali, nie mówili zbyt dobrze, jakby chcieli to zakończyć jak najszybciej :
- Uciekamy ? - mówi ci Federico na ucho
Ty patrzysz się na niego z uśmiechniętą miną na znak, że tak. Federico wstał pierwszy, ty za nim. Zaczęliście się kierować do wyjścia. Po wyjściu z sali od razu zaczęliście się śmiać i wygłupiać :
- Proszę nie, nie zabijaj mnie, ja mam dwójkę dzieci, nie, błagam haha ! - zaczęłaś się śmiać z jednego z aktorów
- Haha ! Błagam, ja mam przed sobą całe życia ! Haha ! - Federico także nie potrafił opanować śmiechu
- Ta sztuka bardziej śmieszna niż przerażająca ! Haha ! - chwytasz Federica za ramię i wychodzicie z teatru
- Idziemy do parku ? - proponujesz
- [T.I] przecież jest 22:00, o tej porze powinniśmy być już w łóżkach ! - uśmiecha się
- Trudno, łóżko poczeka, chodź ! - prowadzisz go za rękę
W parku idziecie do ogromnej fontanny, siadacie na jednej ławce. Opierasz głowę o ramię Federica :
- Wiesz, całkiem przyjemnie tak posiedzieć - przytulasz się do niego
On posyła ci ciepły uśmiech. Jest na prawdę romantycznie. Niebo jest pełne gwiazd, duży księżyc świeci pełnym blaskiem, lampy oświetlają chodniki, park, woda w fontannie świeci od lampek ustawionych dookoła :
- Wiesz [T.I], chciałbym ci coś powiedzieć - zaczynasz patrzeć na niego
Federico wstaje i klęka przed tobą :
- [T.I] kocham cię. Czy wyjdziesz za mnie ?
Oniemiałaś z zachwytu. Wiesz dokładnie, co w tej chwili powiedzieć :
- Federico, tak, wyjdę za ciebie !
Federico zakłada ci pierścionek na palec, po czym ty od razu rzucasz się żeby po przytulić. Łączycie wasze usta w pełnym, namiętnym pocałunku. Jesteś szczęśliwa.
 
Za dwa dni bierzesz ślub z Federico. Jesteś prze szczęśliwa. Idziesz właśnie do swojego mieszkania, żeby pozabierać stamtąd jeszcze kilka twoich rzeczy. Zostawiasz lekko uchylone drzwi, żeby od razu wynieść z nich pudełka. Właśnie przychylasz się po jedne z nich, ale ktoś zasłania ci oczy i usta jakąś szmatką. Jesteś przerażona. Zaczynasz się wyrywać, ale ten ktoś jest silniejszy od ciebie, nie dajesz mu rady. Wyczuwasz, że to mężczyzna, bo ma dobrze umięśnione ręce i męski głos :
- I tak się nie wyrwiesz ! - ty go nie słuchasz i wciąż się wyrywasz, zaczyna ci brakować sił, więc zaczynasz cicho krzyczeć - Milcz ! - od razu cię ucisza
Mężczyzna siłą wyciąga cię z mieszkania i zaprowadza gdzieś. Nie wiesz gdzie cię ciągnie, bo masz zasłonięte oczy.Po kilku minutach dochodzicie do jakiegoś miejsca. Wciąż jesteś bardzo przerażona i próbujesz jakoś się wyrwać. Mężczyzna zamyka za sobą drzwi na klucz i zapala światło. Posadził cię na jakimś krześle. Zaczyna odwiązywać ci twoje oczy i usta. Gdy skończył twoim oczom ukazała się znana ci postać, bardzo dobrze znana postać, Zayn :
- Zayn ?! Gdzie ty mnie przyprowadziłeś ? Co to ma być ?! - od razu zaczynasz się bulwersować
- [T.I] ... - patrzy ci głęboko w oczy
- Co [T.I] ? Co ? - nie wytrzymujesz ze złości
- Widziałem, że jakiś facet ci się oświadcza. Ja, ja nie mogę na to pozwolić ! - siada obok na innym krześle
- Przywlokłeś mnie do jakieś dziury tylko po to, żeby powiedzieć mi, że nie możesz pozwolić na to, żebym ponownie wyszła za mąż ? - splatasz ze sobą ręce
- Tak. Jak to zobaczyłem, po prostu, po prostu serce mi pękło. Jakbym jeszcze zobaczył jak wygląda wasza ceremonia ślubna, to już całkiem serce by mi się rozpadło na miliony kawałków - jedna łza spływa po jego policzku
- Co ? Przecież sam chciałeś rozwodu ! O co ci teraz chodzi Zayn ? - zaczynasz nerwowo chodzić po pokoju
- Proszę, nie przypominaj mi błędu z przeszłości. Myślałem, że tak będzie najlepiej, nawet nie wiesz jak bardzo chciałem mieć dziecko. Ten pomysł, żeby wziąć rozwód, to było pod wpływem emocji. Myślałem, że znajdę inną, że zastąpi mi ciebie. Ty tak bardzo nie chciałaś dziecka, nie chciałem, żeby reszta naszego małżeństwa prowadziła do kłótni o dziecko. Byłem kompletnym idiotą, zachowałem się jak szczeniak. Gdybym mógł cofnąć czas, na pewno bym tego nie zrobił ! - Zayn wstaje z krzesła
- Żeby cofnąć czas, jest już na to za późno. Za dwa dni wychodzę za Federica, nic nie możesz na to poradzić. Jest już za późno, przykro mi Zayn - chcesz już wyjść z pokoju, ale Zayn cię zatrzymuje
Łapie cię za nadgarstki i mocno przyciąga do siebie. Gwałtownie wbija się w twoje wargi. Chcesz przerwać pocałunek, ale Zayn jest silniejszy. W końcu mu ulegasz i odwzajemniasz pocałunek. Powoli ściąga z ciebie koszulkę, zaczyna obdarowywać pocałunkami twoją szyję, stopniowo zjeżdża z pocałunkami na twój dekolt, brzuch. Delikatnie bierze cię na ręce i zanosi na łóżko znajdujące się w kącie pokoju. Nie pozostajesz dłużna chłopakowi i ściągasz jego bluzkę. Po chwili Zayn zaczyna dobierać się do twoich spodni, odpina guzik i ściąga z ciebie twoje spodnie, które lądują gdzieś na podłodze. Twoje ręce wędrują na jego plecy lekko masując je. Zayn w tym czasie zdejmuje swoje spodnie. Swoimi rękoma wodzi po twoim brzuchu ....
 
Rankiem budzisz się w tym samym pokoju,na łóżku. Przykrywasz się kołdrą i siadasz opierając się o ścianę. Zaczynasz płakać, ręką zasłaniasz usta. Zayn jeszcze śpi. Nie wiesz co się stało tamtego wieczora. Wszystko w tej chwili do ciebie wraca, to wszystko co było między wami. Wasza miłość, znów zaczynasz czuć coś do Zayn'a. Te uczucie jakim darzyłaś Zayn'a. Dawna miłość odżyła. Nadal płaczesz a Zayn się budzi, nic nie mówi tylko zaczyna cię przytulać :
- Zostaw mnie ! - od razu reagujesz na jego pieszczotę
- Co się stało ? Jeszcze wczoraj .. - nie dokańcza, bo mu przerywasz
- Nie przypominaj mi wczorajszego wydarzenia ! Jutro wychodzę za Federica, a ty porywasz mnie, zamykasz w jakiejś dziurze i później się kochamy ! Zayn, Boże co ja zrobiłam ?! - zaczynasz mocniej płakać, chłopak kładzie rękę na twoim ramieniu
- Przepraszam .. - siada obok ciebie
- Wiesz co jest najgorsze w tym wszystkim ? - patrzysz na jeden punkt w pokoju - Cholernie za tobą tęskniłam, dopóki nie pojawił się Federico. A ty to wszystko popsułeś. Zapomniałabym o tobie, ale dziś do mnie dotarło, że chyba wciąż cię kocham, że mimo wszystko będę cię kochała. Wróciło to do mnie, tęskniłam za twoją bliskością, pocałunkami .. Gdyby nie to wszystko co było wczoraj, wyleciałbyś z mojej głowy już na zawsze .. - chowasz twarz w dłoniach
- [T.I] ja też cię wciąż kocham - przez chwilę patrzysz na niego
- Za późno, zapomnijmy o sobie, znajdźmy szczęście z kim innym. Ja wychodzę za mąż, a ty, rób co chcesz - zaciskasz wargi, łzy lecą po twoich policzkach
Zaczynasz się ubierać. Wychodzisz, przekręcasz klucz od zamka i wychodzisz :
- Żegnaj - mówisz przez zaciśnięte wargi
Nie czekasz na odpowiedź Zayn'a. Kierujesz się w stronę twojego domu. Wciąż płaczesz - Boże, co ja mam teraz zrobić ? - pytasz się sama siebie. Twoje serce mówi, że kochasz Zayn'a, ale rozum mówi, że powinnaś wyjść za Federica. Nie wiesz, co masz w tej chwili robić.
 
- [T.I] jak dobrze, że jesteś, martwiłem się o ciebie. Dzwoniłem do ciebie, ale nie odbierałaś - mówi Federico, gdy przekraczasz prób domu
- Byłam u siebie w mieszkaniu, oglądałam album ze zdjęciami. Było już ciemno, gdy skończyłam, a nie chciałaś iść do domu po ciemku - wymyślasz wymówkę
- Płakałaś ? - pyta zaniepokojony
- Tak, bo przypomniały mi się stare czasy, które już nigdy nie wrócą, choć bardzo bym chciała - wymyślasz kolejną wymówkę
- Czasu nie da się cofnąć - Federico mocno cię przytula, ty chcesz wykrzyczeć mu wszystko, ale wiesz, że nie możesz
- Bardzo cię kocham - całuje cię w czoło
- Ja ciebie też, Federico - patrzysz mu w oczy
 
Właśnie przygotowują cię do ślubu. Dziewczyny nakładają ci makijaż, robią odpowiednią fryzurę. Ty myślami nadal jesteś przy Zayn'ie. Jesteś roztargniona, wszystkim mówisz, że to nerwy z powodu ślubu. Ponownie kłamiesz, jednak nie możesz wyznać prawdy.
Idziesz do ołtarza ze swoim tatą. Wszyscy patrzą się na ciebie i twojego tatę. Ty próbujesz się uśmiechać, ale ci to nie wychodzi. Trzęsiesz się, twoj tata zaczyna to czuć, więc patrzy na ciebie uśmiechając się pokrzepiająco. To jednak nie działa. Nerwowo patrzysz na Federica :
- Zebraliśmy się tu wszyscy, by połączyć tych dwoje świętym węzłem małżeńskim - ksiądz zaczyna, po nim od razu Federico
- Ja Federico Salvatore biorę sobie Ciebie [T.I] [T.N] za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci - patrz ci głęboko w oczy
- Ja, ja ... - jąkasz się, patrzysz na wszystkich zgromadzonych gości, później za Federica - Ja nie mogę tego zrobić, przepraszam - po tych słowach wybiegasz z kościoła
Biegniesz do domu Zayn'a. Dotarło do ciebie, że go kochasz i to właśnie z nim chcesz być nawet do końca życia. Jak najszybciej biegniesz do niego, jesteś w szpilkach i sukni ślubnej, ale to nic. Biegniesz do swojego ukochanego :
- Zayn ? - zaczynasz go szukać po jego mieszkaniu
- [T.I] ? [T.I] co ty tutaj robisz ?! - gdy tylko słyszy twój głos wybiega z jednego z pomieszczeń
- Zayn, dotarło do mnie, że to właśnie ciebie kocham i to z tobą chcę być do końca ! - przytulasz go mocno
- Naprawdę ? Uciekłaś spod ołtarza by powiedzieć mi, że mnie kochasz ? A Federico ? - patrzy na ciebie z pytającą miną
- Ciągle myślami byłam z tobą ? To ciebie tak naprawdę kocham ! - całujesz go namiętnie
- Muszę przyznać, że zdziwiło mnie, że przybiegłaś do mnie. W dodatku w sukni ślubnej - przerywa po chwili pocałunek, ale po chwili znów cię całuje i mocno przytula
- Wiesz, muszę jeszcze coś załatwić - żegnasz się z Zayn'em i wychodzisz
 
Idziesz do kościoła, by przeprosić za wszystko Federica. Napotykasz go siedzącego na schodach pod kościołem :
- Federico ?! - krzyczysz do niego, gdy tylko go zauważasz, siadasz obok niego, on patrzy na ciebie - Federico, przepraszam cię bardzo. Dotarło do mnie, że kocham innego, że to z nim tak naprawdę chcę spędzić resztę życia - łapiesz go za ramię
- Nawet nie wiesz jak bardzo byłem zszokowany, gdy zaczęłaś biec do wyjścia - zaśmiał się - Dobrze, że wróciłaś i mi to wytłumaczyłaś.
- Nie jesteś na mnie zły ?
- Nie, skoro ty jesteś szczęśliwa, to ja też - przytulasz go od razy - A teraz idź, biegnij do niego i bądź szczęśliwa - całuje cię w czoło
- Nawet nie wiesz, jak bardzo mi ulżyłeś. Na zawsze już zostaniesz w moim sercu - uśmiechasz się do niego
- Wiem, jeżeli ty będziesz szczęśliwa, to ja też. Ty też na zawsze pozostaniesz w moim sercu - zaśmiał się
Ty wstajesz i zaczynasz iść do Zayn'a :
- [T.I] ! - odwracasz się na głos Federica - Powiedz mu, jakim jest szczęściarzem, niech dba o ciebie ! - posyła ci ostatni uśmiech
 
 
Prowokująca historia, trochę ;D
 Do następnego, trzymajcie się ♥ :)
 Gosia ♥

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rocznica już wkrótce !

Niedługo mija rok, odkąd postanowiłam założyć tego bloga.
 Z tej okazji, od godziny 17 w poniedziałek będziemy świętować !

Możecie dostrzec już, po prawej stronie ekranu czat. Będę się nim zajmowała, dalsze informacje już wkrótce.

Dominika x

# 137. Harry.

Wiem. Jestem dziwna. Zawsze taka byłam i taka pozostanę. Moje imaginy nie są normalne. Mam nadzieję, że to zaakceptujecie. Inność jest fajna, trzeba być po prostu inteligentnym, żeby pojąć moje wypociny. Ale zawsze możecie liczyć na moją pomoc w zrozumieniu - PAMIĘTAĆ ! ♥
Normalna czcionka - myśli Tess.
Kursywa - myśli Harry'ego :)


Siedzę. Płaczę. Czekam. Płaczę. Czekam. Siedzę.
Cholerna monotonia i kompletny brak Ciebie, Harry. 
Wróć, przecież doskonale wiesz, że to, co nas łączy to wiele więcej niż byś pragnął.
Ale od uczucia nie uciekniesz, przykro mi. Jestem problemem i zdaję sobie z tego sprawę, kochany. 
Biel. Białość. Jasność. Zaczyna mnie to przerażać, skarbie. Chodź tutaj, usiądź obok mnie i powiedz, że będzie lepiej. O wiele lepiej. 
Patrzę tępo na drzwi mojej sali. Nie idziesz. Nie idziesz, a mnie już prawie nie ma. Sądzę, że Twoja miłość potrafiłaby mnie uzdrowić. Ale czekanie na Ciebie zaczyna zmieniać się w czekanie na cud. Nierealność mnie powoli przytłacza. 

Idę. Myślę. Przystaję. Nie wiem. Nie idę. Wracam się. 
Jestem tchórzem, wykrzycz mi to prosto w twarz. Jestem chłopakiem, na którego zdecydowanie nie zasługujesz, Tess. Ale zaczyna mnie to przerastać. Zaczyna? Mnie to już dawno przerosło. Nie potrafię pomóc sobie, a co dopiero Ci. Idę, ale nie jestem przekonany, czy zdążę.

To czekanie trwa wieczność. Jak nie dłużej! Harry, do cholery, odważ się. Chyba, że bez słowa odszedłeś. Ode mnie i mojej choroby, z którą niestety nie mogę się rozstać. Pomóż mi. Błagam ...

Chcę Ci pomóc, ale coś mnie blokuje. To coś w mózgu, na pewno. Ale nie potrafię się tego wyzbyć. Tess, ja Cię kocham. Pewnie mnie już nie pamiętasz. Nie chcesz pamiętać. Kiedy mi o tym powiedziałaś, bałem się. Uciekłem, to prawda, ale nie zgubiłem miłości do Ciebie. Boże, ześlij mi kogoś, kto poradzi mi, co mam dalej robić. Co zrobić, by Cię nie stracić. Na zawsze.

Nadzieja zjada mnie od środka. Wiara zaczyna się ze mnie naśmiewać, a niebiosa odwróciły się ode mnie plecami. Macie mnie gdzieś, okej. Proszę tylko o jedno. Zanim mnie zabraknie, chcę móc powiedzieć mu, jak wiele dla mnie znaczył. 

Wyruszyłem. Nie boję się konsekwencji. Gdybym nie spróbował, żałowałbym do końca życia. Klinika majaczy gdzieś za drzewami. Jesteś dorosły, Harry, więc weź się w garść ! Wchodzę i witam się z rejestratorką. Ona wie, że jestem pełen obaw. Kto by nie był. Zarejestrowała mnie, poprosiła o jakieś dokumenty i kazała usiąść w poczekalni. Nie mam wiele czasu, ale nic na to nie poradzę. Byłem idiotą, że nie zareagowałem wcześniej. Ale odwaga nigdy nie była moją przyjaciółką. Przepraszam, jeśli Cię zawiodę, Tess.

Lekarz powiedział, że mam może dwa miesiące istnienia do wykorzystania. Jakiego wykorzystania?! Siedzenia i czekania na cud, który i tak nie nie wydarzy. Dobre mi sobie. Poczekam, jak najbardziej. Najpierw na Ciebie, Harry, a dopiero potem na Anioła w bieli kroczącego, by zabrać mnie do góry. Może tam będzie lepiej. Lepiej niż czekanie miesiącami na dawcę szpiku. Wątpię, że się znajdzie, a ja czuję się już wykończona. Umieram, nie mam sił, by dalej walczyć. O życie i szczęście, jakie dostawałam od Ciebie. 

Wchodzę. Widzę lekarza siedzącego za biurkiem. Czeka na mnie. Pyta o te same dokumenty, co rejestratorka. Mam je, inaczej bym nie przyszedł. Przegląda je uważnie, by nie przeoczyć jakiegoś szczegółu, który mógłby zaważyć na naszym szczęściu, skarbeńku. Przeprowadza wywiad środowiskowy i pobiera jakąś próbkę do badań. Postanawiam zapłacić, by jak najwcześniej dowiedzieć się, czy jestem w stanie przywrócić Ci wszystko to, co zabrała Ci choroba. Poczekaj, Tess, tak bardzo proszę.

Oddycham. Patrzę w sufit. Rozmawiam sama z sobą.
Codzienność. Minął już tydzień, od czasu kiedy wyznaczono mi datę śmierci. A dawcy szpiku nadal nie ma. Nigdy nie pomyślałabym, że umrę na białaczkę. Szybciej w jakimś wypadku albo na zawał serca. Do czasu choroby byłam szaloną nastolatką, która nie potrafiła wysiedzieć pięciu minut w jednym miejscu. Cierpienie zmienia. Nie tylko fizycznie, psychicznie tym bardziej.
Chcę odejść już teraz, bo wiem, że czekanie na Ciebie, kochanie, nie ma już sensu.

Mam wyniki. Boję się otworzyć kopertę. Boję się, że wszystko runie. Nie ma dużego procentu szans, by Ciebie uratować, ale nie poddałem się. Proszę mamę, by najpierw ona przeczytała czy mogę ofiarować Ci cząstkę siebie. Otworzyła list, a ja zakryłem sobie oczy i uszy, by nie rozumieć reakcji rodzicielki. Po chwili puka mnie w ramię i pokazuje, że wychodzi i czas, bym to ja dowiedział się o przydatność mojego szpiku. Zaczynam czytać, ale nie jestem w stanie skończyć przez załzawione oczy. Ja, dorosły facet, płaczę. Tess, płaczę, bo tak cholernie się boję! Czekam dziesięć minut aż się uspokoję. Biorę ponownie w rękę karteczkę w wynikami. 
Nie, nie wierzę. Boże, nie okłamujesz mnie, prawda ? Mogę Ci pomóc! Tess, rozumiesz. Tylko czekaj, choćby troszkę. Nie odejdziesz. Obiecałem sobie, że Ci pomogę, ale nigdy nie sądziłbym, że wiara w marzenia nadejdzie. Wtedy, kiedy byłem już bliski poddaniu się.

Nie biorę już leków. Po co faszerujecie mnie tym świństwem, skoro i tak umrę? Gdzie ta wasza lekarska logika? I tak już mi nie pomożecie. Jedyne, o co was proszę, zadzwońcie do Niego. Harry, chciałabym się z Tobą pożegnać, zanim odejdę. Niegrzecznie tak odchodzić bez powiedzenia "Żegnaj", prawda? To nie w moim stylu, a Ty doskonale o tym wiesz.

Biegnę. Wierzę, że zdążę. Lekarze już wiedzą, że idę Cię wyrwać ze szpon śmierci. Mam malutką nadzieję, że uśmiechniesz się, kiedy mnie zobaczysz. Tak, mnie. Tego wiecznie rozczochranego Harry'ego. Będziesz miała siłę się uśmiechnąć, prawda? Obawa powoduje, że płaczę.

Nie chcę odchodzić, ale muszę. Tak skonstruowano życie. Nie będę nigdy żoną, matką, babcią. Będę aniołem czuwającym, by nic Ci się nie stało. Bo ja, Harry, nie przestanę Cię kochać.

Personel każe mi do Ciebie wejść. Myślą, że to takie proste otworzyć drzwi i ujrzeć ukochaną, zatopioną w przerażającej bieli szpitalnej sali. Nic nie jest łatwe. Ale zacząłem trzymać się z odwagą. Dla Ciebie, uwierz. Oddam Ci cząstkę siebie, ale jeśli miałbym patrzeć, jak jeszcze bardziej cierpisz wolałbym oddać za Ciebie życie. Najcenniejszą rzecz, jaką może mieć człowiek. Oprócz miłości, Tess.

Znów ten cholerny psycholog. Ja o wiele bardziej wiem, jak mam przygotować się do odejścia. Wy już mi nie pomożecie. Widzę u was brak wiary. Idźcie i pozwólcie mi normalnie i z godnością, bez zbędnych rzeczy przegrać z życiem.

Otwieram drzwi. Widzę Cię. Leżysz. Śpisz. Nie chcę Cię obudzić, dlatego cichutko siadam na krzesełku obok Twojego łóżka. Czekam, aż się obudzisz.

Kolejny raz zasnęłam. Nie mam ochoty robić nic innego, może oprócz tępego wpatrywania się w ściany i sufit. Nie jestem sama. Ta cholerna biel tak razi mnie w zaspane oczy, że nie rozpoznaję Cię. Ale teraz już wiem, kim jesteś. Harry, dziękuję, że przyszedłeś się pożegnać, jak dobrze wychowany młody mężczyzna. Chcę Cię przytulić, ale nie mam siły. To nic, Ty pomagasz mi usiąść, tulisz mnie do siebie i szepczesz, że razem damy radę. Z Twoich ust padają słowa, których przenigdy bym się nie spodziewała. Chcesz mnie uratować, skarbie? Ty nadal mnie kochasz? Brakuje mi słów. Marzenia zaczynają zamieniać się w rzeczywistość.

Tulę Cię i nie potrafię powiedzieć nic innego, jak "damy radę". Musimy, nie ma innej opcji. Już Cię nie zostawię. Kocham Ciebie całą. Kocham Twój brak włosów, które straciłaś przez chemioterapię. Kocham Twoją zmęczoną cierpieniem twarz. Kocham Cię od głowy po paluszki u Twoich drobnych stóp. Już Cię nie zostawię. Obiecuję Ci to z ręką na sercu, Tess.

Harry podaruje mi nowe życie. Kawałek siebie, dzięki czemu mam szansę na dalsze trwanie. Kochasz mnie i teraz doskonale o tym wiem. Jadę na salę operacyjną. Nie ma Ciebie obok mojego łóżka, gdzieś Ciebie zabrano. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

Nie mam sił ani chęci przybliżać pobierania szpiku dla Tess. Teraz najważniejsze, żeby moja ukochana wyzdrowiała. Tess, słoneczko trzymaj się dzielnie. Powalcz o życie, tak, jak walczyłaś o mnie. Pielęgniarki powiedziały mi, że nawet przez sen wymawiałaś moje imię. Chciałaś, żebym do Ciebie przyszedł. Oto jestem. Jestem na jakiejś sali. Słyszę, że zaczyna się walka o Twoje być albo nie być. Modlę się. Tylko ten na górze jest w stanie przewidzieć, co stanie się w najbliższym czasie.

Obudziłam się. Jestem sama. Nie wiem, co się dzieje ani gdzie jestem. Leżę w jakiejś izolatce zupełnie sama. Żyję? Udało się? Zapewne jeszcze za wcześnie, by nawet lekarze mogli stwierdzić, co to ze mną będzie. Patrzę na szybę, która jest jedynym źródłem światła w tym ciemnym pomieszczeniu. Widzę Cię, Harry. Siedzisz tam i śpisz wsparty na dłoniach. Nie zostawiłeś mnie, lecz podarowałeś życie i miłość. Najważniejsze rzeczy, które człowiek jest w stanie dać człowiekowi. 

Wróciłem do domu. Tess nadal leży w szpitalu. Lekarze wciąż powtarzają, że będzie dobrze. I ja w to wierzę. Teraz musisz, skarbeńku, odpoczywać i przyzwyczajać się do mojej obecności. Bo tak szybko Ciebie nie zostawię.



Kiedyś szpital, kontrole, czekanie na śmierć.
Dzisiaj rodzinny dom, wypady za miasto i poczucie bezpieczeństwa.

Tak niewiele brakowało, a tych dwoje szczęśliwych ponad normę ludzi nie byłoby. 
Ona zostałaby pokonana przez białaczkę, on - przez jej śmierć.
Jednakże On Ją uratował. Najpierw zostawił, całą odpowiedzialność za ukochaną wolał porzucić gdzieś tam. Ale zrozumiał, że nie potrafi bez Niej żyć.
 Że tylko Ona jest w stanie nadawać sens Jego życiu. 

Teraz już nic nie zburzy ich szczęścia. Będą trwali razem, dopóki starość i odejście jednego z nich ich nie rozłączy. Póki co, cieszą się każdą chwilą ofiarowaną przez los. Bo życie jest kruche jak lód. Wystarczy jedna, niepozorna rysa, a zawali się cały świat. Rozpadnie się na tysiące kawałeczków, których nie da się poskładać. Wtedy będzie już za późno. 
Dlatego spieszmy się dzielić miłością, bo ludzie tak szybko odchodzą. Niech każda chwila Waszego życia będzie obfita w radość i rodzinną miłość. Bo tylko tyle potrzeba, żeby być szczęśliwym.


Przepraszam, że kolejny imagin tego samego dnia. Ale muszę nadrobić moją nieobecność :)

Dominika xx
Szablon by S1K