Statystyka

piątek, 30 listopada 2012

Osobiście / 1o ooo wejść

Wchodzę na bloga sprawdzić jak statystyki i wgl, a tam ...

PRZEKROCZYŁYŚMY 10 000 WYŚWIETLEŃ !

Zacznę od podziękowań. Bardzo wielkie " Thank You " należą się WAM. Gdyby nie Wy, na pewno nie pisałybyśmy, nie miałybyśmy przecież dla kogo. W ostatnich dniach statystyki bardzo podskoczyły, pojawiło się dużo nowych Marcheweczek ♥
Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać, ale mam wielką nadzieję, że będziecie z nami jeszcze długo, długo. 

KOCHAMY WAS !


~Dominika

Imaginy z gifami

I oto jest to urozmaicenie. Postanowiłam, że będę publikowała na tym blogu imaginy z gifami. Już wcześniej miało to być, ale nie wyszło. Imaginy nie są moje, pochodzą z TT : klik.



1. Mama: Nie kupię ci biletów na koncert One Direction. T: O mój boże. Chyba dostałam zawał.

2. Li:Dlaczego ty jesteś taka ładna? T: Dzisiaj jest Prima Aprilis? Li:Nie a co? T:Bo powiedziałeś, że jestem ładna. Li:To prawda.

3. Lou: Pokaż nam jak rano układają ci się loczki. H-



4. Zayn gdy dowiedział sie że oglądasz jego wywiad



5. Fan: Kochasz swoją dziewczynę? H: tak.



6. Fan: Harry zamknij oczka. Proszę. H: Nie i nawet nie chce. Po co miałem to zrobić? t: Kochanie zamknij oczka. H :



7. Hazza miał mieć spotkanie z fanami. Po skończeniu go poprosił żebys jeszcze chwile z nim została. Zrobiłaś to, a Hazza od waszego spotkania ciągle się tak na ciebie gapi.



8. T: Kto mnie przytuli? H: ja!



9. Reporter: Jeśli chcecie żeby Zayn lub Harry zrobili striptiz naciśnijcie guzik. N: 




10. T: Masz super koszulkę.

Lou: Wiem. Założyłem ją bo ten dzień spędzę z tobą.

11. T: Zayn! Z:

12. T: Kocham cię i będę tęskniła.  Z: Ja też.

13. N:

T: Zdechłam.

14. Lou:


T: O rany ale ty masz muskuły.

15. Lou: Chciałeś mi coś powiedzieć? Z: Tak




Kocham cię.

16. T: Nialluś wstawaj. N: Jeszcze 5 minutek mamo.



T: Nie jestem twoją mamą i za 5 minut masz być na dole.

17. Z: Nie martw się wszystko będzie dobrze.



18. Zayn podchodzi do Lou i



T: Ej tylko ja mogę łapać Louis'a za tyłek.

19. T: Chłopcy uśmiechnijcie się bo chcę wam zrobić zdjęcie. Lou i Z:



T:



20. Z i Lou: 



T: O mój boże oni są piękni.



21. N: Chodzę z twoją byłą dziewczyną. 



H:




 22. Lou: Twoja dziewczyna ma sexi bieliznę. Z:





23. Z: Patrzcie co znalazłem.






To było słodkie.

24. 



T: Czy wy wszystko robicie w tym samym czasie? Lou i N: Nie.



25. H: Jestem zawsze przygotowany do walki.



Lou: Taa jasne. H:



26. T: Hazza jestem zmęczona. H: Wskakuj mi na barana.



27. T: Uwielbiam tą bandę debili.



 28. H:



Ja i [t.i] nie wiedzieliśmy się już 2 tygodnie. Strasznie za nią tęsknię.

29. Lou: Rękawki podwija się z gracją.



30. *przebierasz się* Lou: Ona ma fantastyczne ciało.



31. H: Kocham cię. T: Ja ciebie też. H: Ja mówiłem do Louis'a.



32. Reporter: Co robicie żeby rozweselić [t.i]? N:



33. H: No przepraszam. N: Nie dotykaj mnie.






~Agnieszka

# 51. Liam.


- Chodźmy do Empiku - namawiałam przyjaciółkę, która była nieugięta i chciała już wracać do domu.
- No dobrze, ale raz dwa. Bo naprawdę mam już mało czasu - zgodziła się. Weszłyśmy do sklepu i chodziłyśmy, przeszukując półki.
 - [T.I]? - zagadnęła nagle.
 - Tak?
 - Ostatnio dużo myślałam ...
 - O czym? - jeśli Luiza zwraca się do mnie takim poważnym tonem, nigdy nie wróży to nic dobrego.
 - Jest naprawdę mnóstwo portali randkowych - dokończyła.
 - O nie. Błagam cię. Już przerabiałyśmy ten temat. Nie chcę mieć konta na żadnym z nich, ani nie chcę żadnej randki w ciemno. - powiedziałam, nie chcąc poruszać tego tematu. - Czy to jest jasne?
 - Jak słońce - mruknęła pod nosem, a potem odeszła na kilka kroków. Gdy wróciła, wręczyła mi do ręki płytę, której szukałam.
 - Nigdy nie umiałaś niczego znaleźć. Dlatego nie masz chłopaka - powiedziała przy tym. Wspaniałomyślnie nie skomentowałam jej słów, bo nareszcie miałam to co chciałam.
 - Take Me Home! Widzisz? Mam 5-ciu chłopaków. Nie potrzebuję więcej.
 Udałyśmy się do kasy, a następnie do swoich mieszkań. Gdy tylko przekroczyłam próg domu, rzuciłam wszystko i podbiegłam do odtwarzacza, aby odtworzyć płytę. Usiadłam na kanapie z laptopem w ręku. To co następnie zrobiłam wykraczało poza granice mojego rozsądku. Wyszukałam jeden z tych portali i postanowiłam się zarejestrować. Po wpisaniu wszystkich formalności okazało się, że moje imię i nazwisko jest już zajęte. W takim razie poszukałam tą dziewczynę. Była to dziewiętnastoletnia szatynka w dodatku z moim zdjęciem. Natychmiast zadzwoniłam do Luizy.
 - Miałaś tego nie robić! - zawołałam, gdy tylko odebrała.
 - A jednak chciałaś się zalogować! - ucieszyła się pomimo moich słów. - A poza tym zrobiłam to jakiś czas temu, więc nie złamałam obietnicy z dzisiaj.
 - Hasło - zażądałam.
 - One Direction. Ale nie rezygnuj. Poszukaj jednego z twoich adoratorów. - namawiała mnie dalej.
 - Jak się nazywa? - spytałam, po zastanowieniu.
 - Liam Payne.
 - Żartujesz?!
 - Wyglądam jakbym żartowała?
 - Rozmawiamy przez telefon - uprzytomniłam ją.
 - A no tak. Sorki. W każdym razie zajrzyj.
 - Teraz nie musisz mnie namawiać.
 Rozłączyłam się i wpisałam 12 literek w wymagane pole. Na moje szczęście chłopak był zalogowany i właśnie do mnie napisał. Nie zastanawiając się długo zrobiłam to samo.

***

Miesiąc później. Już nie potrzebujemy internetu, aby ze sobą rozmawiać. Od dwóch tygodni się spotykamy. Mam już za sobą poznanie chłopaków z 1D i poznanie ich z Luizą. Co ciekawe ona i Louis znaleźli wspólny język. Bardzo się z tego powodu cieszę i nie żałuję tego co zrobiła Lou.




  I wyszło takie oto coś. Stwierdzam fakt, że ostatnio mi nie idzie z pisaniem. Jako rekompensatę dodam jeszcze coś dzisiaj. Może to będzie lepsze.
  Od dzisiaj zostaję sama na pół miesiąca. Będzie ciężko, ale chyba sobie poradzę. Teraz tak gadam, a później zleci raz dwa. Ale coż, postanowiłam wprowadzić pewne urozmaicenie. To już w następnym poście.


~Agnieszka

środa, 28 listopada 2012

# 50. Harry.

Antyfani zespołu One Direction pod rezydencją gwiazd. - takie i inne, podobne informacje widniały na stronkach plotkarskich.
- Mam dość!- krzyknąłem - Kurde, ile można! Czy my im coś zrobiliśmy?
Wtem do pokoju wpadł Louis.
- Hazz, czego masz dość? - zapytał zdziwiony.
- Tych pożal się Boże, antyfanów. Trzeba coś z tym zrobić. Nie wiem, jak Ty, ale ja ulatniam się z domu. Mam pewien plan - odparłem tajemniczo i wyszedłem z pokoju zostawiając tam zdziwionego Lou. Ruszyłem w stronę pokoju Zayna. Chłopak ma naprawdę dużo fajnych ciuchów.

~*~

Stałam wśród wielu innych, takich jak ja. Wśród antyfanów tego całego One Direction. O mamusiu, co dziewczyny w nich widzą? Pięciu gejowatych chłopaków w obcisłych spodniach. I te dziewczęce głosiki... Trzeba było pozbyć się ich ze światowej sceny. Wtem poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
- Hej, co tam? Widzę, że też przeciwniczka 1D. Edward jestem.
- Cześć Ed. Tak też. Ja jestem [T.I.] Protestujemy razem przeciwko tym chłoptasiom? - zapytałam z iskierkami w oczach.
- Tak - chłopak przełknął głośno ślinę i objął mnie ramieniem.
No to nieźle...

~*~

- Ed, może pójdziemy coś zjeść? - usłyszałem. Ed... Moje drugie imię używane podczas 'akcji'. Tak naprawdę nazywam się Harry Styles i należę do One Direction. Postanowiłem zobaczyć, za co niektórzy ludzie tak nas nienawidzą.
- Z Tobą? No ja nie wiem - dziewczyna uśmiechnęła się przekornie i ruszyliśmy w stronę kawiarni.
- [T.I.] za co nie lubisz 1D? - zapytałem, gdy siedzieliśmy już w lokalu.
- Przygotuj się na długi monolog. Więc: ich styl - masakra, głosy jeszcze gorsze. Piosenki mogłabym przeboleć, ale wolę inny typ muzyki - no tak, ubrana była w dresy i czapkę z daszkiem do tyłu - Po za tym ten 'bromance' Larry Stylinson... Są po prostu żałośni i tyle. A Ty co o nich sądzisz?
Już chciałem powiedzieć, że są dla mnie jak bracia, ale wówczas wszystko spaliłoby na panewce. Mój makijaż i strój miały wtopić mnie w tłum i nie dać ludziom poznać, że jestem tym sławnym Harry'm.
- Są... są dziwni - tak, bardzo wyczerpująca odpowiedź, panie Styles. Zdenerwowałem się, nie potrafiłbym powiedzieć złego słowa o Lou, Niallu, Zaynie czy Liamie. Dziewczyna ślicznie się roześmiała. Spędziliśmy cały dzień i umówiliśmy się na kolejne spotkanie. Tym razem na randkę...

Chodziłem jak struty. Brawo Hazza, zakochałeś się w przeciwniczce waszej muzyki. Chłopcy zauważyli moje zdenerwowanie i spytali o co chodzi. Musiałem się przyznać.
- Spotykam się z antyfanką. Poznaliśmy się na... na zlocie antyfanów.
- Co? Nie poznali Cię? - głos zabrał Liam.
- Przedstawiłem się jako Edward i pożyczyłem od Ciebie ubrania, Zayn - uśmiechnąłem się lekko.
- A ja myślałem, że to Perrie. Ona kocha moje ciuchy - rozmarzył się - Ale wracając do tematu, moim zdaniem nie jest to dobry pomysł. Co chcesz im udowodnić?
- Chciałem się dowiedzieć, co o nas sądzą. [T.I.] twierdzi, iż ubieramy się co najmniej dziwnie. Uważa też, że mamy kiepskie głosy i tak samo denne piosenki. I nie cierpi Harry'ego Stylesa i tego całego zamieszania z Larry'm Stylinsonem. Ale nie żałuję swojego postępowania. A Wy co o tym sądzicie? - zapytałem Horana, Lou i Payne'a.
- Jestem za - odparli jednocześnie blondyn i Louis.
- A ja nie - Li stanął po stronie Malika - Zrobisz z siebie idiotę - odparł, wychodząc z pokoju. Przyjaciel - pomyślałem. I tak nie zamierzałem odwoływać spotkania z [T.I.]. Miałem misję do spełnienia.

Nie mogłem doczekać się, gdy w końcu ujrzę dziewczynę moich marzeń. Czekałem nieopodal hali, w której miało odbyć się spotkanie.
- Pierwszy rząd napalony antyfanie? - zapytała całując mnie. Kiwnąłem potakująco głową i zajęliśmy miejsca z przodu. Po kilku ośmieszających nas żartach nie wytrzymałem. Jak najszybciej musiałem coś zrobić. Podniosłem rękę w celu wypowiedzenia się i stanąłem w miejscu, tuż przed ludźmi. Zacząłem śpiewać kawałek 'I want' , a następnie zdjąłem kostium.
- Tak, jestem Harry Styles. Gówno obchodzi mnie, czy lubicie nas czy Evanescene. Ale do cholery może nie obnosilibyście się z tym tak? Przez to i tak nie staniecie się fajniejsi! Nie obrażajcie mnie i moich przyjaciół, bo nas nie znacie! - krzyknąłem.
- On ma rację. Tak naprawdę to świetny chłopak. Nie rańcie One Direction, to przecież nastolatkowie tacy jak my i mają prawo tworzyć własną muzykę, czy nam się to spodoba czy nie! Też nie lubię ... nie lubiłam tego zespołu, ale teraz wiem, że oni są naprawdę inni niż wam się wydaje. Nie ocenia się książki po okładce. - usłyszałem głos [T.I.] - Nie musicie ich lubić, bo przecież każdy ma swój gust. Odwołajcie wszystkie zloty hejterów i żyjcie swoim życiem. Z One Direction czy bez nich, ale ZOSTAWICIE ICH W SPOKOJU - krzyczała.
Była niesamowita. Ludzie wstali i usłyszałem głośne 'Przepraszamy' i wyszli z lokalu. Kamień spadł mi z serca. Przytuliłem ją.
- Harry, kocham Cię nieważne kim jesteś, wiesz.





A teraz uciekam od Was ^.^  Cóż, wreszcie "urlopik" :) Wrócę do Was w okolicach 16 grudnia z niespodzianką. Kto będzie tęsknił komentuje :)
50 imaginów *.* WoW ♥




Kocham Was moje marcheweczki ♥



~Dominikaa ♥

poniedziałek, 26 listopada 2012

# 49. Louis.

 - Przepraszam. Przepraszam, nie widzicie, że idę? Suńcie się - z tymi słowy na ustach przepychałam się w tłumie ludzi do wyjścia z domu. Gdy wreszcie znalazłam się przy drzwiach, odetchnęłam z ulgą, ale zanim wyszłam zatrzymała mnie przyjaciółka.
 - Już wychodzisz? - spytała.
 - Tak. Muszę już iść. Impreza była super. Zobaczymy się w poniedziałek w szkole - odparłam, przytulając ją.
 - No dobrze, ale jest 2 w nocy. Czekaj, poproszę brata, żeby cię odwiózł - zaproponowała.
 - Nie trzeba, poradzę sobie. - zapewniłam ją -  Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
 - Uważaj na siebie.
 - Taki mam plan - powiedziałam, zamykając za sobą drzwi.
 Narzuciłam na ramiona cienki sweterek i ruszyłam ulicami Londynu. Nie mam wielu okazji do oglądania nocnej stolicy Anglii, więc szłam wolno, oglądając się na boki. Po jakimś czasie zaczęłam żałować, że nie przyjęłam podwózki od brata kumpeli. Po pierwsze, zaczęło mi się robić zimno. A po drugie, wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi. Przyspieszyłam kroku i weszłam w kolejną uliczkę, a wtedy jak spod ziemi przede mną pojawił się wysoki chłopak z kapturem na głowie. Odwróciłam się i zobaczyłam drugiego takiego.
 - Dokąd to się chodzi po nocy? - spytał ten przede mną.
 - Pewnie od chłopaka wraca - dociekał dalej - Przecież taka dziewczyna musi kogoś mieć.
 - Zostawcie mnie - cofnęłam się i wpadłam na tego drugiego.
 - Sama mi wpada w ramiona - zaśmiał się.
 - Trzeba to wykorzystać - dodał całkiem na poważnie kapturzasty, zbliżając się do mnie.
 - Będę krzyczeć - ostrzegłam ich.
 - A proszę cię bardzo. I tak nikt cię nie usłyszy.
 Kolejne zdarzenia potoczyły się błyskawicznie. Jeden z nich złapał mnie w talii, podnosząc do góry, a drugi zaczął się dobierać do mojej spódniczki. Najpierw krzyknęłam, a gdy zatkał mi usta dłonią, ugryzłam go. Wtedy wypuścił mnie na ziemię, a ja szybko wstałam i zaczęłam uciekać w przeciwnym kierunku. Słyszałam ciężkie kroki i przekleństwa, więc biegłam jeszcze szybciej, co chwila oglądając się za siebie. Gdy byłam przed jednym z klubów, zauważyłam bus jakiejś grupy. Nie mogłam się skupić i przeczytać nazwy zespołu, ale widziałam, że drzwi są otwarte. Dosłownie wskoczyłam do auta i skryłam się wśród foteli. Potem do autobusu weszło 5 - ciu chłopaków plus jakiś facet, który musiał być ich ochroniarzem. Usiadł za kierownicą i jak najszybciej ruszył. Trochę się uspokoiłam, a oni usiedli obok mnie.
 - Jak się czujesz? - spytał jeden z nich, ten który usiadł obok mnie. Miał na sobie czerwone spodnie i białą bluzkę w niebieskie paski.

 - Mówiłem, że się uda - zadowalał się blondyn.
 - Zrobiliście to specjalnie? - spytałam.
 - Tak. Słyszeliśmy twój krzyk, a potem zobaczyliśmy jak przed nimi uciekasz - wyjaśnił ładny brunet z czekoladowymi oczami.
 - A Lou uważał, że to będzie lepszy pomysł, niż stawienie im czoła - dodał Liam, wskazując na pasiastego.
 - Dziękuję - szepnęłam, wtulając się w chłopaka. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Obudziłam się w ładnym, schludnym pokoju. Podeszłam do dużego okna. Widok? Zapierający dech w piersi. Drzwi do pokoju się otworzyły i stanął w nich Louis. Inni mogliby powiedzieć, że poranek mu nie służy. Jednak ja uważam, że nie do końca obudzony, trochę wymięty wygląda jak najbardziej słodko.
 - Hej, i jak się czujesz? - spytał, podchodząc do mnie.
 - Dużo lepiej. Porządny sen zawsze pomaga - odpowiedziałam z uśmiechem. Na jego widok naprawdę poprawił mi się humor.
 - To dobrze. Zaraz będzie śniadanie. Zejdziesz?
 - Bardzo chętnie coś zjem. Zwłaszcza jak ty zrobiłeś. Tylko zaczekaj chwilę, muszę skorzystać z łazienki.
 Szybko poszłam do toalety, w której opłukałam twarz i rozczesałam skołtunione włosy. Gdy wróciłam do pokoju, nikogo nie było. Zeszłam na dół. W kuchni zastałam wszystkich chłopaków. Dosiadłam się do nich. W trakcie posiłku zaproponowali wspólne popołudnie. Ponieważ mieszkałam sama i nie musiałam się martwić o zaniepokojonych rodziców, zgodziłam się. Wróciłam do nie mojego pokoju, aby się przygotować. Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam Louisa.
 - Lou? Coś się stało? - zapytałam.
 - [T.I] muszę ci to powiedzieć. Nie mam w zwyczaju niczego udawać i teraz też nie będę. Chodzi o to, że mi się podobasz. Wczoraj, gdy cię pierwszy raz zobaczyłam, to ... a gdy się do mnie przytuliłaś w  busie. To jest nie do opisania. - mówił chłopak, a ja patrzyłam na niego z coraz szerzej otwartymi oczami. Dłużej się nie zastanawiając podbiegłam do niego i wskoczyłam mu w ramiona. Tomlinson, trochę zdziwiony, zatoczył się do tyłu, ale już chwilę później złapał równowagę.
 - Czy to znaczy, że ...
 - Ja też cię kocham - dokończyłam, tuląc się do niego.


Oto kolejny imagin o Lou. Po przeczytaniu nie zapomnijcie zajrzeć do zakładki Liebster Award..

~Agnieszka

sobota, 24 listopada 2012

# 48. Niall.

Płacz dziecka. Mojego dziecka. Nigdy go nie zapomnę. I pewnie już nigdy nie usłyszę. Miód dla moich uszu, uszu matki. Ale przecież musiałam tak postąpić. Byłam młoda i nieodpowiedzialna. Jak to siedemnastolatka. Tak, miałam tylko siedemnaście lat, gdy urodziłam Mię. Mia... Była taka malutka i urocza. A jej matka bez funduszy na jej utrzymanie i bez wsparcia. Oddałam ją. W rodzinie zastępczej będzie miała lepiej. Ale moje serce krwawiło. Jak to serce matki. Z miłości do dzieci zostałam nauczycielką nauczania wczesnoszkolnego. Widok roześmianych dzieciaczków idących za rękę z mamą lub z tatą bolał, ale nigdy nie zmieniłabym tej pracy na żadną inną. W połowie października do mojej klasy miała przyjść nowa uczennica. Nie lubię takich sytuacji, lecz usłyszałam od jej byłej nauczycielki (do której odważyłam się napisać, by poznać tą dziewczynkę) naprawdę dużo pozytywów. I nadszedł ten dzień. Dzieciaki z mojej klasy były bardzo podekscytowane. Tak ja i ja. Może się to wydać dziwne, ale bardzo czekałam na chwilę, gdy ośmioletnia Amelia Martha Horan stanie w drzwiach sali. Pukanie.
- Dzień dobry, pani [T.N.]? - zapytał średniowysoki, około dwudziestoośmioletni mężczyzna. Przed blondynem stała drobna brunetka w ślicznej niebieskiej sukieneczce. Spojrzała na mnie i...
Wybiegłam z pomieszczenia. Byłam załamana, ale zarazem przeszczęśliwa. To była Mia. Moja Mia.  Ten wzrok, tak strasznie podobny do jej ojca (z którym nie utrzymywałam kontaktu). I ten malutki nosek podobny do mojego. Byłam matką i wiedziałam, że to moja córka. Ale co ja najlepszego zrobiłam, musiała wrócić do dzieci.
- Przepraszam, źle się poczułam. Dziękuję, że został pan z dziećmi. A to jest M... Amelia, prawda? - uśmiechnęłam się do córki mężczyzny.
- Nie ma sprawy. Tak, to Amelka. Może ja już pójdę?
- Nie, niech pan zostanie. Mam do pana pytanie, ale to po zajęciach.
Mężczyzna skinął głową. Po skończonej lekcji (na której nie mogłam się skupić, gdyż cały czas patrzyłam na Mię - Amelię), gdy już wszystkie dzieci wyszły na przerwę podeszłam do blondyna siedzącego z tyłu sali.
- Jest pan ojcem Amelki, tak? Jak córka reaguje na przeprowadzkę? - 'zaatakowałam' z psychologicznej strony.
- Przeprowadzkę przeszła dość dobrze. Gorzej było z odejściem mojej narzeczonej... - posmutniał.
- Cóż, gdy matka zostawia dziecko, jest to dla niego ciężkie... - zaczęłam. Robił się ze mnie niezły psycholog.
- Maria nie była mamą Amelki. Ja też nie jestem jej biologicznym ojcem. Adoptowaliśmy ją ponad 5 lat temu, ale Maria nie podołała i mnie zostawiła. Przepraszam, wszystko w porządku? Może wody? - zapytał zaniepokojony.
- Nie, nie dziękuję i... przepraszam.
- Moja córeczka ma z panią coś wspólnego, tak? - niesamowicie dobrze wyczuł sytuację. Już chciałam powiedzieć, że geny, kolor oczu i nos, ale się wstrzymałam.
- To nie jest odpowiedni moment na taką rozmowę. Jutro w kawiarni niedaleko szkoły? - zaproponowałam.
Zgodził się i wyszedł. Odnalazłam córkę. Trzeba tylko sprawdzić, czy moja intuicja mnie z zawiodła. Tylko jak? Testy DNA? A może po prostu byłam wpisana jako jej matka?

- Dzień dobry. Jak samopoczucie, panie Horan? - zapytałam uprzejmie, gdy spotkaliśmy się w kawiarni.
- Niall. Proszę mówić mi po imieniu. Przyszła pani zapytać o Amelię. O co chodzi? 
- Bo... bo - zaczęłam się jąkać - ja czuję, że to moja córeczka. Czuję, co nie znaczy, że to prawda. Urodziłam ją, gdy tak naprawdę sama byłam dzieckiem. Może... sprawdzilibyśmy to? Testy? A może jestem wpisana jako matka?
Mężczyzna z niedowierzaniem spojrzał na mnie. Poczułam się jak idiotka. 
- Dobrze. Wiem, że będzie najlepiej, gdy Amelia pozna swoją biologiczną matkę. O ile pani nią jest.
Uśmiechnęłam się i... rzuciłam na szyję blondynowi. Ten objął mnie mocniej. Poczułam się, jakbym była w raju. 

W trzy tygodnie później przyszedł list. Prawdopodobnie najważniejszy w moim życiu. 
- Niall! List doszedł! - zawołałam, gdy tylko odebrałam przesyłkę. Tak, zamieszkaliśmy razem. Horan stwierdził, że 'jeżeli pokochałem to maleństwo, to moje uczucie tym bardziej będzie skierowane w stronę jej rodzicielki'. Rozumowanie mojego chłopaka rozumowaniem, a list czekał, więc odpuściłam sobie różnego rodzaj przemyślenia.
- Jestem matką Amelii! - rzuciłam się na szyję Niallerowi. Dziwne uczucie, gdy to kobieta sprawdza, czy jest matką, ale dziwne czy mniej to śliczna brunetka to moja córka. MOJA CÓRKA. Z Niallem planujemy ślub. Amelia to całe nasze życie i wierzę, że stworzymy rodzinę. Taką z prawdziwego zdarzenia, o jakiej zawsze marzyłam.




Z dedykacją dla Kornela obchodzącego dziś szesnastkę. Sto lat Staruszku ♥



~Dominika

czwartek, 22 listopada 2012

# 47. Zayn.


 - [T.I] już wróciłem! - usłyszałam wołanie mojego chłopaka, a wcześniej drzwi wejściowych. - Gdzie jesteś, skarbie?
 Chciałam mu powiedzieć, że w sypialni, ale gardło odmówiło mi posłuszeństwa. Po kilku sekundach chłopak pojawił się w pokoju.
 - Och, nie - jęknął, gdy mnie zobaczył - Czyli nic ci się nie polepszyło?
 Zaprzeczyłam ruchem głowy. Brunet usiadł obok mnie, odgarniając z pościeli zużyte chusteczki i pocałował mnie w czoło.
 - To kiepsko, bo w tym fajnym barze jest dziś imprezka. Myślałem, że pójdziemy razem - powiedział ze smutkiem.
 - Charli - wymówiłam i poczułam się jakby w moim przełyku rozszalała się piła mechaniczna - Niedawno byliśmy - dodałam.
 - Wiem, ale ta byłaby wyjątkowa.
 Zawsze tak mówił ilekroć gdzieś szliśmy. Za każdym razem miało się stać coś, co zmieniłoby moje podejście do życia. Charli jest idealny - miły, opiekuńczy, ale imprezowanie jest jego wadą. Nigdy mu nie powiedziałam dlaczego nie lubię chodzić na dyskoteki. Bo jak można wytłumaczyć to, że na jednej z nich przyłapałam mojego byłego, który wtedy jeszcze nie był byłym, z inną dziewczyną? Był to chłopak, który był moją pierwszą miłością. Obiecywał mi, że będziemy razem do końca życie, że będzie mnie kochał z każdym dniem coraz bardziej, a potem tak po prostu mnie zdradził. Nie odezwał się do mnie z przeprosinami, nawet nie próbował. Zniknął, zostawiając mnie z tym bagażem, w którym dźwigałam wszystkie swoje smutki i problemy. A kim teraz jest? Jakąś pieprzoną gwiazdą jakiegoś pieprzonego brytyjskiego zespołu. Nie miałam ochoty na imprezowanie i przynajmniej miałam wymówkę w postaci mojej choroby. Lecz dwa tygodnie później Charls poprosił mnie znowu. Dodatkową atrakcją miało być to, że w klubie miały być jacyś popularni ludzie, chociaż Charli sam jeszcze nie wiedział jacy. Po namowach poszłam. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia, poczułam się jakby mi miała pęknąć głowa. Głośna, dudniąca muzyka po tylu dniach ciszy, to zdecydowanie nie jest dobry pomysł. Usiadłam przy stoliku, a Charli poszedł po drinki. Chwilę po tym jak odszedł ktoś zakrył mi oczy dłońmi. podskoczyłam, bo się tego nie spodziewałam. Gdy powiedziałam, żeby dał sobie spokój, ktokolwiek to był zabrał ręce, a ja mogłam się odwrócić i zobaczyć jego twarz.
- Niespodzianka! - zawołał Zayn.
 - Żartujesz sobie?! Co ty tutaj robisz? Zostaw mnie w spokoju! - wydarłam się.
 - To jest ta twoja dawna znajoma? - spytał blondyn, podchodząc do Malika.
 - Myślałem, że już odpuściła - przyznał tamten.
 - Twoje niedoczekanie - prychnęłam i ruszyłam do łazienki, po grodze potrącając jakąś dziewczynę.
 - Ała. Uważaj trochę - powiedziała, ale się nie obejrzałam. Jednak usłyszałam jak pytała Zayna :
 - Kto to był, kochanie?
 Wtedy uświadomiłam sobie, że to jest ta sama dziewczyna co 2 lata temu. Zamknęłam się w łazience, która na szczęście była pusta. Usiadłam na jednym z sedesów i zaczęłam płakać. Dlaczego on musi mi to robić? Wraca do mojego życia, gdy mam wszystko poukładane i znowu przewraca je do góry nogami. Z uśmiechem na ustach, z błyskiem w oku, z pasemkiem we włosach. I z tą samą laską u boku. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do łazienki, więc wytarłam twarz, spuściłam wodę i wyszłam z kabiny.
 - Zayn, czego ty ode mnie chcesz? - spytałam, gdy go zobaczyłam.
 - Chce ci wszystko wytłumaczyć - odparł chłopak.
 - Co tu jest do tłumaczenia? Zdradziłeś mnie i ... - nie dokończyłam, bo przerwał mi Malik, który mowił bardzo spokojnie i dobitnie.
 - NIE. ZDRADZIŁEM. CIĘ.
 - Nie wypieraj się.
 - Mówię prawdę! - zawołał. Wziął głęboki oddech i kontynuował :
 - Między mną a Perrie do niczego nie doszło. Wtedy chciała mnie tylko pocałować, ale ja jej na to nie pozwoliłem. Wkurzyła się i zaczęła wszystkim rozpowiadać, że było inaczej. A ty nie dałaś sobie niczego wytłumaczyć.
 - To co one tu robi?
- Kazali nam udawać parę, żeby nie było skandalu. Nasi menagerowie bali się, że przez złośliwe plotki stracimy fanów, a zespół się rozpadnie. A tak jej zespól też zyskuje popularność.
 - I niby dlaczego mam ci wierzyć? - zapytałam, chociaż już niczego nie byłam pewna. Tamtego dnia nie miałam żadnych dowodów i, jak się okazało, uwierzyłam w plotki.
 - Dlaczego masz mi wierzyć? - powtórzył moje pytanie. - Bo cię kocham. Nidy nie przestałem. Przez ten rok miałem ochotę wszystko rzucić, pójść do ciebie i wytłumaczyć ci wszystko co do słowa. - podszedł do mnie i mnie pocałował, przypierając do ściany tak, że nawet jak bym chciałam nie miałam dokąd uciec. Czekałam na to 365 dni i nie zmarnuję tej szansy.
 - A co z Charlim? - spytałam, gdy  się od siebie oderwaliśmy. 
 - Nie przejmuj się nim - odparł Zayn, muskając płatek mojego ucha - Razem z Perrie świetnie się bawią.
 Ucieszyła mnie ta informacja, bo znaczyło to bowiem, że ja i Mulat mieliśmy szansę. Chyba.
 - Zayn? - spojrzałam na niego - Co z nami będzie?
 - Powiem ci czego pragnę. Chciałbym móc zasypiać z myślą, że jestem szczęśliwy, że już na drugi dzień będę mógł cię zobaczyć, przytulić. Żebyś, siedząc mi na kolanach bawiła się moimi włosami i mówiła ile dla ciebie znaczę.
 - Ja mam pewność, że tak będzie - dodałam, wtulając się w jego kurtkę.




                                                                                                                   ~Agnieszka

wtorek, 20 listopada 2012

# 46. Liam.

Co wybrać ... Jaka miałaby być moja pierwsza praca ? No cóż, byłam osoba miłą i lubiłam spotykać się z ludźmi. Więc może praca w sklepie ? Poza tym jestem straszliwie wrażliwa i kocham zwierzęta. Schronisko ? Strzał w dziesiątkę. Włączyłam laptop i zaczęłam szukać ofert. " Powyżej 20 lat " , " z wykształceniem " , " z doświadczeniem " . odpada. Dlaczego to takie skomplikowane ? W końcu to zatrudnienie tylko na dwa miesiące wakacji. Jedno z ogłoszeń wydało mi się być odpowiednie. Spełniałam wymagania, schronisko znajdowało się niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Dodatkowo sześć godzin dziennie ze zwierzątkami i przepis na udane wakacje gotowy. Nie mogłam doczekać się rozmowy kwalifikacyjnej. Aż w końcu nadszedł piątek. 
- Dzień dobry ! - przywitałam się z, miejmy nadzieję, przyszłym szefem. 
- Siadaj, [T.I.] - wskazał na stojące nieopodal krzesło. - Nie mam dużo do powiedzenia. W podaniu napisałaś, że kochasz zwierzęta i nigdy byś ich nie skrzywdziła. Masz za to u mnie dużego plusa. Oczywiste, ale ważne wzmianki. No i uwzględniłaś, że już jako mała dziewczynka pomagałaś wujkowi weterynarzowi. I właśnie dzięki temu masz tę pracę.
Chciałam rzucić się mu na szyję, ale wolałam zostawić sobie jeszcze trochę godności.
- Bardzo dziękuję, panie Payne - uśmiechnęłam się słodko.
- Ależ nie ma sprawy. jutro przyjdź tu około 9. Mój syn oprowadzi Cię i powie, co masz robić. 
Kiwnęłam potakująco głową i opuściłam gabinet mężczyzny. 
Nazajutrz o wskazanej godzinie stawiłam się pod schroniskiem.
- Cześć. [T.I.], prawda ? - usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i ujrzałam przystojnego bruneta, zapewne syna szefa. 
- Dokładnie tak. Liam ? 
Kiwnął potakująco głową. Pokazał mi wszystkie boksy i przekazał, co mam do wykonania. Zaczęliśmy rozmawiać.
- Kochasz zwierzęta, tak jak Twój ojciec ? Chcesz w tym zostać ? - zapytałam, gdyż tematy odnoście mojej pracy już się skończyły.
- No coś Ty, tylko mu o tym nie mów. Kocham muzykę, a dokładniej chciałbym zostać piosenkarzem.
- Naprawdę ? Czyli rozmawiam z przyszłą gwiazdą. To się porobiło ... - uśmiechnęłam się i poprosiłam - Zaśpiewasz mi coś ? 
Zgodził się. Wydobywał z siebie niesamowicie czyste i piękne dźwięki. Kariera murowana. Powiedziałam mu o tym, poprosiłam by spróbował sił w jakimś programie. Wzruszył tylko ramionami, jakby nie był przekonany. Ah ...
Spotykaliśmy się dość często, nawet gdy już przestałam pracować dla jego ojca, ale tylko jako przyjaciele. Liam poznał Danielle i już szykują ślub. A co z karierą Payne'a ? Poszedł do X - Factora ( jak mu kazałam ) i od wtedy należy do zespołu One Direction. Liam powiedział kiedyś, że to właśnie dzięki mnie odważył się wystąpić w programie. Bardzo się cieszę, że przyjaźnię się z nim i że mogłam pomóc mu spełniać marzenia.


Takie oto coś. Dziwne, krótkie, niespójne. Przepraszam. Ostatnio po prostu nie wyrabiam się fizycznie i psychicznie, ale nie będę się Wam użalać. Dziękujemy za wszystkie komentarze i za to, że jesteście ♥
A ja, szczęściara po tym wszystkim, co teraz przeżywam w maju albo czerwcu jadę do IRLANDII. Ahh, czyli warto wierzyć w marzenia, a nuż się spełnią Skarby Wy mojee ♥
Do następnego x

~Dominika

poniedziałek, 19 listopada 2012

#45. Harry.

 - Jeśli to zrobisz, gorzko tego pożałujesz! - ostrzegłam chłopaka. On, nie zważając na moje słowa,  szykował się do czynu. Garść mąki, która jeszcze sekundę temu znajdowała się w jego dłoni teraz zmierzała w stronę mojej twarzy i włosów, bo po chwili się w nich zanurzyć.
 - Wiesz, ile czasu zajęło mi ich ułożenie? - spytałam i otuliłam się ramionami, jakby wstrząsnął mną dreszcz. Brunet, widząc moją reakcję, podszedł do mnie niepewnie.
 - [T.I], ja...
 Nie dane mu było skończyć, bo jednym ruchem wzięłam ze stołu jajko i rozbiłam mu je na głowie.
 - Mówiłam,że pożałujesz! - zawołałam i się roześmiałam.
 - Tak? A co powiesz na to? - zanurzył dłonie w misce, w której była masa z przeróżnych składników, a potem roztarł mi ją na policzkach.
 - Powiem, że będę musiała się umyć, zanim stąd wyjdę.
 Chociaż bardzo nie chcę stąd wychodzić - dodałam w myślach. Właśnie to lubiłam w Harry'm. Z nim zawsze się dobrze bawiłam. Gdy miałam jakiś kłopot, wiedziałam, że mogę do niego przyjść, a on mnie przytuli i pocieszy i na odwrót : on zawsze może u mnie znaleźć pomoc i zrozumienie. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Gdyby tylko wiedział, że mogłoby być coś więcej. Nie, nie myśl o tym! -  nakazałam sobie. Już raz obiecałam sobie, że nie wrócę do tego tematu. Spojrzałam na zegar i westchnęłam.
 - Co jest? - spytał Hazza.
 - Nic. Po prostu muszę już wracać do domu. Mama zaprosiła dziś "gościa". Mam być w domu za 15 minut. - mówiąc to zdjęłam fartuch, związałam włosy w kucyk i zaczęłam oczyszczać twarz.
 - Czekaj, pomogę ci - Styles wziął chusteczkę, zmoczył wodą i przyłożył do mojego policzka. - Czy za każdym razem pieczenie przez nas ciasta musi się kończyć tym, że chłopacy każą mi sprzątać całą kuchnię?
 - Ej, to ty zacząłeś!
 - Ja?!
 - A kto rzucił we mnie mąką? - przypomniałam mu.
 - Bo mnie sprowokowałaś - broił się loczek.
 - Ta, jasne. Skończyłeś już ? - spytałam, bo od pewnego czasu trzymał rękę w jednym miejscu.
 - Co skończyłem? - powtórzył, a gdy zdał sobie sprawę o co chodzi, cofnął dłoń. - Tak, skończyłem.
 Założyłam kurtkę, wzięłam torebkę i ruszyłam do wyjścia. Jednak przed drzwiami złapał mnie Zayn.
 - I jak tam wasze wypieki? Dacie do spróbowania? - spytał, starając się nie roześmiać.
 - Jasne. Jak sobie zrobisz, to będziesz miał-odpowiedziałam z słodkim uśmiechem, pokiwałam do Harolda i wyszłam. Nie lubię tych dni, gdy mama przyprowadza do domu swojego nowego faceta.
 - Spóźniłaś się - usłyszałam, gdy tylko minęłam próg - Gdzie ty spędzasz tyle czasu? - nigdy jej nie mówiłam o Hazzie i o chłopakach. Jeszcze tego by brakowało, aby mnie o wszystko wypytywała albo zabroniła tej znajomości.
 - Nie przesadzaj. Została jeszcze godzina.
 - 45 minut! - odkrzyknęła z kuchni, w której spędziła cały dzień.
 - Wielka mi różnica - mruknęłam do siebie i poszłam do pokoju. Gdy trochę się ogarnęłam, wróciłam pomóc mamie.
 - Nie mogłabyś znaleźć sobie faceta na całe życie? Dla wszystkich byłoby łatwiej.
 - Nie przesadzaj. Zawsze tak mówisz, a potem zaprzyjaźniasz się z moimi konkubentami.
 - Mamo, proszę cię! Konkubentami? Nikt już tak nie mówi! W którym wieku ty żyjesz?
 - Oj,lepiej siedź cicho. I nie zdziw się,gdy go zobaczysz, ale on jest trochę młodszy ode mnie.
 - Słucham? Masz 36 lat,a twój poprzedni 30.Ile tym razem? 20?-żadnej odpowiedzi z jej strony.-przynajmniej powiedz,że nie jest młodszy ode mnie.
 - No co ty - na to już musiała zareagować-Przecież masz dopiero 16 lat!
 - Z tobą nigdy nic nie wiadomo.
 Kilka minut później zadzwonił dzwonek.
 - Jest wcześniej-zdziwiła się mama-Otwórz, proszę.
 Poszłam do drzwi po drodze poprawiając włosy przy lustrze. No co?Mimo wszystko chcę się dobrze zaprezentować. Stanęłam przed drzwiami, nacisnęłam klamkę i pociągnęłam ją do siebie. A wtedy zobaczyłam coś,a raczej kogoś, kogo się zupełnie nie spodziewałam. Przede mną stał Harry uśmiechnięty od ucha do ucha. Podeszła do nas mama.
 - Co tak stoicie? Wejdźcie do środka-powiedziała, nie zdając sobie sprawy z zaistniałej sytuacji.
 - Jak mogłaś to zrobić? Nie mogłaś chociaż jego zostawić w spokoju? - zaatakowałam ją.
 - [T.I], uspokój się - próbował mi powiedzieć Harry.
 -Cicho! Nic do mnie nie mów. Bawcie się dobrze-rzekłam z sarkazmem i wyszłam z mieszkania. Nie wiedziałam dokąd iść,ale musiałam jak najdalej od tego domu. Zmierzałam przed siebie, aż doszłam do miejsca, które stanowiło całe moje dzieciństwo. Spędziłam tam kilka godzin, a gdy poczułam, że jestem gotowa wróciłam do domu.
 -[T.I], gdzieś ty była? Martwiłam się o ciebie - przywitała mnie mama.
 - Obchodzi cię, gdzie byłam? Lepiej opowiadaj jak minął ci wieczór z moim przyjacielem-odparłam nadal w złym humorze.
 - Nic nie rozumiesz. On tu przyszedł do ciebie - powiedziała, czym mnie całkowicie zaskoczyła.
 - Jak to?A niby skąd wiedział, gdzie mieszkam?
 - Kiedyś znalazł mój numer w twoim telefonie, zadzwonił do mnie i potem wymyśliliśmy to wszystko.
 -A po co?
 - Bo chciałem, abyś zauważyła we mnie kogoś więcej niż przyjaciela-tą odpowiedź uzyskałam nie od matki, ale od Styles'a, który wyszedł z kuchni.
 - Słucham? A ten twój facet? - zwróciłam się do rodzicielki.
 - Wymyślony. Cały dzień siedziałam w kuchni dla was i co mnie za to spotkało?
 - Przepraszam. Ale, gdy zobaczyłam tutaj Hazzę, pomyślałam, że... Teraz to już nieważne. A co do ciebie - zwróciłam się do loczka - Już dawno widzę w tobie kogoś więcej niż przyjaciela. Nie sądziłam, że ty też -podeszłam do niego - Ale są lepsze sposoby niż ta cała szopka!
 - Równie dobrze sama mogłaś wykonać pierwszy krok.
 - Ta, jasne. I pójść na łatwiznę? Chociaż się pomęczyłeś trochę.
 - Jak widzę zadziałało - uśmiechnął się, ukazując w policzkach słodkie dołeczki.
 - Debil jesteś - parsknęłam śmiechem.
 - Ale twój debil.



 Tak jak obiecałam, dedykacja dla Alex.

                                                                                                                    ~Agnieszka

piątek, 16 listopada 2012

#44. Louis.

Sześćdziesiąt osiem, sześćdziesiąt dziewięć... Jeszcze jeden. Uff. Doszłam na trzecie piętro miejscowego szpitala. Ostatnio forma mi się poprawiła, dzięki temu wbieganiu po schodach. Niestety, od kiedy zostałam wolontariuszką, miałam mniej czasu dla siebie, ale czego nie robi się, by pomagać innym?  Pobiegłam w stronę dyżurki. Pobiegłam, bo byłam już spóźniona.
- Dzień dobry, siostro Garton - przywitałam się z przełożoną - W czym mam dziś pomóc? 
- Przyjęto na oddział chłopaka, na oko dwudziestoletniego. Pomyślałam, że zostawię go Tobie pod opiekę. Bardzo Ci ufam, [T.I.] - usłyszałam, gdy opuszczałam pomieszczenie. Uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam do pokoju, w którym leżał ów chłopak. 
- Cześć. Jak się miewasz? - przywitałam się.
- Hej, bywało lepiej. Ale widok tak ślicznej dziewczyny od razu poprawił mi nastrój. 
- Cieszę się bardzo. Jestem [T.I.] i od 2 miesięcy pomagam jako wolontariuszka. A Ty jesteś Louis, tak?
- Dokładnie, Twoja przełożona ma dobry gust, że przydzieliłam mi Ciebie. Trzeba przyznać. Mam nadzieję, że będziesz mnie odwiedzać i porozmawiamy - powiedział brunet.
- Co dwa dni będę meldować się w pokoju nr 315, zgoda? 
Jak obiecałam 4 razy w tygodniu odwiedzałam Louisa. Chłopak miał raka i, niestety, pozostawało mu jakieś 3 miesiące życia. Smutne, lecz prawdziwe. Lou jednak cieszył się z życia, nigdy nie narzekał. W dodatku był niesamowicie mądry i inteligentny. Nieraz mówił mądrzej niż niektórzy uczeni.
- [T.I.], będziesz ze mną do końca? - usłyszałam czerwcowego popołudnia, 9 tygodni po poznaniu Lou.
- Kochany, nigdy Cię nie opuszczę i zawsze będziesz zajmował najważniejsze miejsce w moim sercu - odparłam i pocałowałam Go. Tak bardzo bałam się dnia, gdy Go już nie będzie. Gdy Go zabraknie. Gdy Bóg zabierze Go do siebie. I zostanę sama. Był tak wyjątkowym człowiekiem, że wolałam żyć teraźniejszością niż wybiegać w przyszłość. Niż myśleć o świecie bez Louisa. Chłopak był świadomy, iż każdy kolejny dzień, a nawet godzina, może być jego ostatnią, ale nie bał się śmierci. Wyznał mi, że lęka się czegoś innego. Że boi się rzeczywistości beze mnie... Powiedział mi to dokładnie trzy miesiące po przyjeździe do szpitala. Dzień po tym wyznaniu przyszłam do "pracy" wcześniej niż zwykle.
- Dzień dobry, pani Garton - przywitałam się z pielęgniarką z uśmiechem na ustach - Lecę do Louisa.
- [T.I.], on... On zmarł tej nocy. Odszedł, kochanie, on odszedł - wyszeptała tuląc mnie do piersi jak córkę - Wiem, że Louis Cię kochał. Słyszałam, jak Ci to mówił i widziałam z jaką miłością Ci to okazywał. [T.I.] musisz dać radę żyć bez niego. Kiedyś się spotkacie.
Zaczęłam histeryzować. 
- Louis, Louis - krzyczałam jak opętana.

~*~

- Spokojnie skarbie. Coś Ci się śniło? Już dobrze - poczułam jak ktoś mnie przytula. Otworzyłam oczy... To był tylko sen. Louis był przy mnie i trzymał mnie w ramionach. 
- Louis, obiecaj mi, że będziesz ze mną do końca - poprosiłam męża.
- Kochana, nigdy Cię nie opuszczę i zawsze będziesz w moim sercu - powtórzył słowa powiedziane przeze mnie we śnie. Poczułam się bezpieczna, wtuliłam się w chłopaka i odpłynęłam w krainę Morfeusza. Mam tylko nadzieję, że tym razem przyśni mi się jakiś książę z bajki, a nie koszmar z Louisem w roli głównej. 



Takie tam, nie jestem z niego zadowolona, niestety. I taka informacja, ważna lub mniej, ale... Od 1 grudnia na 2 bądź 3 tygodnie ZAWIESZAM SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ. Dostałam się na rejonowy konkurs, co równa się z przeczytaniem kilkunastu książek na grudzień -.-'. Aga będzie dla Was pisać, ja niestety nie znajdę na to czasu :( Teraz  do końca miesiąca dodam jeszcze 3 imaginy i pożegnamy się na jakiś czas.
Jednokierunkowych Skaaarby ♥

~Dominika

środa, 14 listopada 2012

#43. Niall.

Ruchliwa ulica. Ciągnące się za sobą w żółwim tempie samochody. Stoję na chodniku i czekam na dające nadzieję, zielone światło. Nagle słyszę jak ktoś mnie woła. W momencie, gdy się odwróciłam, zażyczyłam sobie natychmiastowej zmiany świateł. W moim kierunku zmierzał mój były trener piłki nożnej.
 - Dobrze, że cię spotkałem. Właśnie szedłem do twojego domu, ale w tym wypadku oszczędzimy sobie nadmiernej drogi. - zaczął - Jak pewnie wiesz, niedługo odbywają się zawody w piłkę.
 - Nie, nie wiem, bo nic mnie to nie obchodzi - wypaliłam, chociaż było zupełnie inaczej. Wiedziałam o tym wszystko: jest to obóz sportowy dla młodych, dobrze zapowiadających się sportowców. Pan Mullingar, człowiek, z którym rozmawiam, jest trenerem najlepszej damskiej drużyny w Londynie i w tym roku jedzie tam, aby zdobyć puchar, który był marzeniem wszystkich.
 - W każdym razie chodzi o to, że ty się tam wybierzesz - rzekł trener - Nie wykręcaj się, nie mów, że nie pojedziesz, itd. Twoja matka już wyraziła zgodę i jeśli nie pojedziesz, poniesiesz tego konsekwencje.
 - Jasne, bo moje zdanie nigdy się nie liczy - burknęłam i ruszyłam na ulicę, bo, na moje szczęście, rozbłysło zielone światło.
 Kilka dni później stoję nad spakowaną walizką i zastanawiam się nad tym, co ja właściwie robię?
 - Jesteś gotowa? - spytała mama, wchodząc do pokoju.
 - Nie. Ten cholerny obóz to ostatnie miejsce, w którym chciałabym teraz być - odparłam.
 - Wiem, ale nie możesz ciągle żyć przeszłością. Może ten wyjazd wywrze na ciebie dobry wpływ?
 - Bardzo wątpliwe - westchnęłam, zarzucając torbę na ramię i schodząc do auta. Aż tak bardzo mi nie ufają, żeby musieli czekać na mnie pod domem?
 Cały ten cyrk polegał głównie na tym, aby codziennie chodzić na treningi, które odbywały się pod czujnym okiem "łowców talentów". Zaprzyjaźnić się z innymi uczestnikami i przede wszystkim dobrze się bawić. Mnie do tego ostatniego było daleko. Byłam tam z przymusu, a w pierwszym treningu nie brałam udziału. Owszem, założyłam strój i dawno nieużywane korki, ale siedziałam  na ławce rezerwowych.
 - Wszystko w porządku? - spytał chłopak, który usiadł obok mnie. Był wysokim blondynem o niebieskich oczach.
 - Tak. Dlaczego pytasz?
 - No, bo siedzisz odizolowana.
 - Czasami samotność jest lepsza, niż jakiekolwiek towarzystwo - odparłam przygnębiona.
 - Aha. To już ci nie przeszkadzam - wstał i zbierał się do odejścia.
 - Czekaj! Ty możesz zostać. - zawołałam, zanim odszedł.
 - W takim razie masz może ochotę coś zjeść? - zapytał.
 - Bardzo chętnie.
 Wstałam z ławki i poszliśmy do jednego z kilkunastu stoisk z jedzeniem, a potem wróciliśmy na trybuny, w najdalszy ich kąt.
 - To powiesz mi dlaczego nie grałaś? - zagaił niepewnie blondyn.
 - Długa historia - odpowiedziałam, skubiąc rogalika.
 - Mam dużo czasu - uśmiechnął się zachęcająco.
 - [T.I] - wyciągnęłam w jego stronę rękę, a on ją uścisnął.
 - Niall.

 A potem, jak w transie, zaczęłam o wszystkim opowiadać.
 - Mój ojciec. To jemu zawdzięczam wszystko co potrafię. W mojej starej szkole uczył młodych, ja również chodziłam na jego treningi. Był najlepszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek znałam. - zagryzłam wargę, na dźwięk własnych słów.
 - Jak to "był"? - przerwał chłopak.
 - Zginął w wypadku samochodowym dwa lata temu. Wracaliśmy wtedy z jakiegoś ważnego meczu, w którym odnieśliśmy zwycięstwo. Gadałam jak najęta, bo miałam jakiś tam wkład w naszą wygraną. Było ciemno, padało. On tylko na chwilę odwrócił wzrok od jezdni i spojrzał na mnie, ale ta chwila wystarczyła. Z bocznej uliczki wyjechał tir. - przerwałam, aby nabrać powietrza i powstrzymać łzy - Wjechał w nas od strony kierowcy. Mi nic się nie stało, ale on... Nie przeżył. Zginął na miejscu, po kilku sekundach - tym razem spod moich powiek wyciekło kilka łez - A wiesz, czyja to wina? - spojrzałam na blondyna - Tylko i wyłącznie moja. Gdybym siedziała cicho, gdybym nie odwróciła jego uwagi, wszystko potoczyłoby się inaczej. Wiesz, jakie to uczucie, gdy codziennie rano budzisz się ze świadomością, że pozbawiłeś kogoś życia? I to własnego ojca?! Nie potrafię. Po prostu nie potrafię spojrzeć na piłkę, a co dopiero zagrać. Wszystko, co z nią związane przypomina mi o tamtym wieczorze. Przed oczami widzę obrazy z tamtego zdarzenia, nie mogę się skupić i widzę jego twarz. Zakrwawioną.
 - Przestań. Nie mów już. - Niall rozłożył ramiona, a ja w nie wpadłam i wtuliłam z całej siły. Właśnie tego potrzebowałam. Silnych, męskich ramion, gotowych nieść pomoc w każdej sytuacji. Chłopak zaproponował, żebyśmy razem próbowali pozbyć się mojego lęku. Zgodziłam się i już następnego dnia poczułam wyraźną różnicę w moim usposobieniu. Wszystko mi wychodziło, więc po kilku dniach nikt się nie zdziwił, gdy moja drużyna doszła do finału. Grałyśmy przeciwko żeńskiej drużynie z Mullingar, czyli z miejscowości, z której pochodził Niall, z którym, nawiasem mówiąc, stanowimy parę. Grałyśmy tylko 45 minut. Przez dwa kwadranse był bezbramkowy remis, ale do chwili, gdy zostałam sfaulowana przez irlandzką napastniczkę. Wtedy był rzut wolny, który wykorzystałam brawurowo. 1:0 dla Londynu! Przez resztę meczu chodziłam jak we śnie, nie mogąc uwierzyć w to, co się działo. Oczywiście zakończył się pozytywnym wynikiem dla nas. Ten czas przyniósł mi kontrakty do najbardziej prestiżowych klubów i, co najważniejsze, Nialla. Niedługo się przeprowadza do Anglii, więc będziemy mogli się częściej spotykać. Tak, to zdecydowanie najlepsza nagroda, jaką można zdobyć.



Kolejna dedykacja dla Dominiki. Miej więcej w niedzielę pojawi się imagin o Hazzie mojego autorstwa. Alex, jeśli to czytasz, przygotuj się na dedyka :)

                                                                                                                 ~Agnieszka
Szablon by S1K