Statystyka

poniedziałek, 26 listopada 2012

# 49. Louis.

 - Przepraszam. Przepraszam, nie widzicie, że idę? Suńcie się - z tymi słowy na ustach przepychałam się w tłumie ludzi do wyjścia z domu. Gdy wreszcie znalazłam się przy drzwiach, odetchnęłam z ulgą, ale zanim wyszłam zatrzymała mnie przyjaciółka.
 - Już wychodzisz? - spytała.
 - Tak. Muszę już iść. Impreza była super. Zobaczymy się w poniedziałek w szkole - odparłam, przytulając ją.
 - No dobrze, ale jest 2 w nocy. Czekaj, poproszę brata, żeby cię odwiózł - zaproponowała.
 - Nie trzeba, poradzę sobie. - zapewniłam ją -  Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
 - Uważaj na siebie.
 - Taki mam plan - powiedziałam, zamykając za sobą drzwi.
 Narzuciłam na ramiona cienki sweterek i ruszyłam ulicami Londynu. Nie mam wielu okazji do oglądania nocnej stolicy Anglii, więc szłam wolno, oglądając się na boki. Po jakimś czasie zaczęłam żałować, że nie przyjęłam podwózki od brata kumpeli. Po pierwsze, zaczęło mi się robić zimno. A po drugie, wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi. Przyspieszyłam kroku i weszłam w kolejną uliczkę, a wtedy jak spod ziemi przede mną pojawił się wysoki chłopak z kapturem na głowie. Odwróciłam się i zobaczyłam drugiego takiego.
 - Dokąd to się chodzi po nocy? - spytał ten przede mną.
 - Pewnie od chłopaka wraca - dociekał dalej - Przecież taka dziewczyna musi kogoś mieć.
 - Zostawcie mnie - cofnęłam się i wpadłam na tego drugiego.
 - Sama mi wpada w ramiona - zaśmiał się.
 - Trzeba to wykorzystać - dodał całkiem na poważnie kapturzasty, zbliżając się do mnie.
 - Będę krzyczeć - ostrzegłam ich.
 - A proszę cię bardzo. I tak nikt cię nie usłyszy.
 Kolejne zdarzenia potoczyły się błyskawicznie. Jeden z nich złapał mnie w talii, podnosząc do góry, a drugi zaczął się dobierać do mojej spódniczki. Najpierw krzyknęłam, a gdy zatkał mi usta dłonią, ugryzłam go. Wtedy wypuścił mnie na ziemię, a ja szybko wstałam i zaczęłam uciekać w przeciwnym kierunku. Słyszałam ciężkie kroki i przekleństwa, więc biegłam jeszcze szybciej, co chwila oglądając się za siebie. Gdy byłam przed jednym z klubów, zauważyłam bus jakiejś grupy. Nie mogłam się skupić i przeczytać nazwy zespołu, ale widziałam, że drzwi są otwarte. Dosłownie wskoczyłam do auta i skryłam się wśród foteli. Potem do autobusu weszło 5 - ciu chłopaków plus jakiś facet, który musiał być ich ochroniarzem. Usiadł za kierownicą i jak najszybciej ruszył. Trochę się uspokoiłam, a oni usiedli obok mnie.
 - Jak się czujesz? - spytał jeden z nich, ten który usiadł obok mnie. Miał na sobie czerwone spodnie i białą bluzkę w niebieskie paski.

 - Mówiłem, że się uda - zadowalał się blondyn.
 - Zrobiliście to specjalnie? - spytałam.
 - Tak. Słyszeliśmy twój krzyk, a potem zobaczyliśmy jak przed nimi uciekasz - wyjaśnił ładny brunet z czekoladowymi oczami.
 - A Lou uważał, że to będzie lepszy pomysł, niż stawienie im czoła - dodał Liam, wskazując na pasiastego.
 - Dziękuję - szepnęłam, wtulając się w chłopaka. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Obudziłam się w ładnym, schludnym pokoju. Podeszłam do dużego okna. Widok? Zapierający dech w piersi. Drzwi do pokoju się otworzyły i stanął w nich Louis. Inni mogliby powiedzieć, że poranek mu nie służy. Jednak ja uważam, że nie do końca obudzony, trochę wymięty wygląda jak najbardziej słodko.
 - Hej, i jak się czujesz? - spytał, podchodząc do mnie.
 - Dużo lepiej. Porządny sen zawsze pomaga - odpowiedziałam z uśmiechem. Na jego widok naprawdę poprawił mi się humor.
 - To dobrze. Zaraz będzie śniadanie. Zejdziesz?
 - Bardzo chętnie coś zjem. Zwłaszcza jak ty zrobiłeś. Tylko zaczekaj chwilę, muszę skorzystać z łazienki.
 Szybko poszłam do toalety, w której opłukałam twarz i rozczesałam skołtunione włosy. Gdy wróciłam do pokoju, nikogo nie było. Zeszłam na dół. W kuchni zastałam wszystkich chłopaków. Dosiadłam się do nich. W trakcie posiłku zaproponowali wspólne popołudnie. Ponieważ mieszkałam sama i nie musiałam się martwić o zaniepokojonych rodziców, zgodziłam się. Wróciłam do nie mojego pokoju, aby się przygotować. Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam Louisa.
 - Lou? Coś się stało? - zapytałam.
 - [T.I] muszę ci to powiedzieć. Nie mam w zwyczaju niczego udawać i teraz też nie będę. Chodzi o to, że mi się podobasz. Wczoraj, gdy cię pierwszy raz zobaczyłam, to ... a gdy się do mnie przytuliłaś w  busie. To jest nie do opisania. - mówił chłopak, a ja patrzyłam na niego z coraz szerzej otwartymi oczami. Dłużej się nie zastanawiając podbiegłam do niego i wskoczyłam mu w ramiona. Tomlinson, trochę zdziwiony, zatoczył się do tyłu, ale już chwilę później złapał równowagę.
 - Czy to znaczy, że ...
 - Ja też cię kocham - dokończyłam, tuląc się do niego.


Oto kolejny imagin o Lou. Po przeczytaniu nie zapomnijcie zajrzeć do zakładki Liebster Award..

~Agnieszka

7 komentarzy:

  1. Nie uważasz że to troche za szybko? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miała być miłość od pierwszego wejrzenia.
      ~Agnieszka

      Usuń
    2. Uważam tak samo jak shibushi:3

      Usuń
  2. świetny, bardzo fajny i ogólnie ciekawy motyw dałaś :3
    czekam na nowy kurczę no z Zaynem chce albo Harrym :D
    dawajcie szybciej (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Ostatnio przestałam komentować, przepraszam!
    Według mnie (a ja jestem okropną, wymagającą, marudą) to to wszystko dzieje się za szybko, z resztą motyw oklepany... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz? Oto wynik braku pomysłów na imaginy.
      ~Agnieszka

      Usuń

Szablon by S1K