Statystyka

środa, 27 lutego 2013

#85. Louis

Imagin z dedykacją dla : ZUZKI


Louis kilka dni temu złamał rękę. Mieszkaliście razem, więc starałaś się mu jak najwięcej pomagać. Louis często miał jakieś wywiady, próby i inne rzeczy związane z zespołem. Ty chodziłaś na uczelnie, musiałaś utrzymywać dom w porządku, gotować itp. Ledwo wyrabiałaś się z czasem. Louis tego nie doceniał. Często przychodził naburmuszony z pracy. Przymykałaś na to oko. Często przesadzał. Tobie pewnego dnia puściły nerwy na niego.
                *tego dnia*
Louis wraca zmęczony i naburmuszony z wywiadu. Ty w tym czasie zdążyłaś przyjść z uczelni, ogarnąć w domu i kończyłaś gotować obiad, gdy on już wrócił. Głośno zamknął drzwi, włączył telewizor i usiadł na kanapie :
- Przynieś mi wody ! - krzyknął
- Zaraz ! - odkrzyknęłaś
- Wracam do domu zmęczony po pracy, mogłabyś się trochę mną zająć, przecież rękę złamałem ! - krzyczał ze złości
- Wyobraź sobie, że ja też jestem zmęczona !
Louis zezłoszczony podchodzi do kuchni i staje w drzwiach :
- Przynieść szklankę wody to przecież nie tak dużo !
- Podnieść się i samemu sobie wziąć to też nie dużo !
- Dobra, wiesz co, daj mi spokój !
Tobie już puszczają nerwy na niego. Nie dość, że utrzymywałaś dom w porządku, chodziłaś na uczelnie, gotowałaś i zajmowałaś się nim, to on tego nie docenia :
- Tak ? Chcesz mieć spokój, to będziesz go miał. Będziesz miał święty spokój !
Wychodzisz z kuchni i zaczynasz pakować swoją walizkę. Zabierasz swoje rzeczy i wychodzisz z domu. Louis próbuje cię zatrzymać, ale nie udaje mu się to.
          *trzy miesiące później*
Po wyprowadzeniu się z waszego domu zamieszkałaś w hotelu. Było ci o wiele łatwiej. Miałaś sporo czasu na przemyślenia. Jednak nie zamierzałaś jeszcze wracać do waszego domu. Idąc z uczelni natrafiasz na Harr'ego :
- Hej [T.I], jak dobrze, że cię widzę. Louis'owi kompletnie odbiło po twoim odejściu. - mówił
- Jeśli chcesz mnie przekonywać, żebym do niego wróciła to tylko marnujesz czas. - odpowiedziałaś
- Posłuchaj. Louis przesadził, słyszałem o tym. On żałuje tego. Jednej nocy tak się upił, że trzeba było go do szpitala zawozić. - mówił
- Ale wytrzeźwiał. - mówiłaś
Chciałaś już odchodzić, ale Harry złapał cię za rękę :
- To może zmienisz zdanie, gdy ci powiem, że chciał się zabić ? - spytał
- Co ? Co chciał zrobić ?!
- Zabić się. Dobrze, że Zayn w porę zareagował. Chciał skoczyć z okna ! - mówił
- Kurcze, muszę do niego szybko jechać, pójdę zostawię rzeczy i przyjadę do niego. Cześć Harry, dzięki, że mi o tym powiedziałeś. - mówisz przytulając go i odchodzisz
           *w twoim pokoju hotelowym*
Zostawiasz swoje rzeczy. Chcesz już wychodzić, gdy dostajesz SMS-a od Harr'ego : ,,[T.I] przyjedź szybko do szpitala, Louis wpadł pod samochód". Nogi się pod tobą ugięły. Louis wpadł pod samochód. Pędzisz jak najszybciej możesz do szpitala, w którym znajduje się Louis.
          *w szpitalu*
Jesteś już na miejscu. Zayn, Niall, Liam i Harry siedzą przed salą, gdzie leży Louis :
- Chłopaki, mogę do niego wejść ? - pytasz, gdy tylko ich zauważasz
- Tak, tylko, nie pokazuj, że płaczesz, on by się też od razu rozkleił. - mówił Liam
Wchodzisz do sali. Widzisz Louis'a leżącego na łóżku szpitalnym. Jest cały podrapany, jedną rękę i nogę ma w gipsie. Oko jest podbite, z obydwu lecą łzy. Wygląda przerażająco :
- Louis, boże. - mówisz, gdy tylko go widzisz
- [T.I], to na prawdę ty ? - pyta
- Tak, to ja, Louis, boże co ty zrobiłeś, co ja zrobiłam zostawiając cię. Boże tak strasznie cię przepraszam. - mówisz, łzy samowolnie lecą ci po policzkach
Siadach obok niego na krześle :
- [T.I] to nie twoja wina, ja po prostu, nie chciałem żyć bez ciebie. Brakowało mi ciebie. I przepraszam za moje zachowanie. - mówił
Ty płaczesz, lekko chwytasz za jego rękę :
- [T.I] chcę ci coś dać, zanim umrę. - mówił, kilka łez spływało mu po policzkach
- Louis, nie umrzesz, nie mów tak ! - zaczynasz coraz bardziej płakać
- Wiem jak jest, mój czas dobiega już końca. Chcę ci dać wisiorek z moim imieniem. Gdy tylko będziesz na niego patrzeć, przypomnij sobie o mnie. Obiecaj mi, że będziesz żyć dalej. Żyć tak jak żyłaś, beze mnie. Obiecaj mi to, proszę. - mówił
- Louis, nie umrzesz, na pewno ! - płakałaś
- Obiecaj [T.I], obiecaj, proszę.
- Louis, obiecuję ci ! - mówisz mu
- [T.I] ? - pyta
- Tak ?
- Kocham cię i z całej siły, jaka mi jeszcze została, przepraszam cię. Nie doceniałem twoich starań. Zachowałem się jak idiota. Wybacz mi, proszę ! - mówi
- Louis, wiesz, że zawsze ci wybaczę. - mówisz całując go w usta
- Louis, Louis proszę powiedz coś, proszę popatrz na mnie ! - krzyczysz
Louis zaczyna zamykać oczy. Maszyny zaczynają piszczeć. Jego serce powoli przestaje bić. Lekarze wyciągają cię płaczącą z sali. Próbują uratować jego życie. Może im się nie udać, obiecałaś Louis'owi żyć, nawet bez niego. Słowa na pewno mu dotrzymasz. Nie zrobisz żadnego głupstwa.
             * w twojej głowie*
Trzymasz w mocno zaciśniętych rękach wisiorek, który dostałaś od niego :
- Louis, dlaczego mnie zostawiasz, dlaczego go zostawiłam wtedy, co ja zrobiłam ! - tysiące pytać przeskakuje ci przez myśli
Może widziałaś Louis'a już po raz ostatni. Przypominają ci się wszystkie wasze momenty. Gdy się całowaliście, kłóciliście, wygłupialiście i razem spędzaliście czas. Początki były zawsze trudne. Dawaliście zawsze jakoś radę. Płaczesz i siedzisz na podłodze. Nikt nie jest w stanie cię pocieszyć. Louis, może już nigdy nie otworzyć oczu, nie przytulić cię ani nie powiedzieć żadnego słowa. Gdy umrze pozostanie tylko pustka w twoim sercu. Nic. Zupełne nic.
              *30 min. później*
Lekarz wychodzi z sali. Zrobili wszystko, co było w ich mocy. Chłopcy szybko podchodzą do niego. Ty nadal siedzisz na podłodze, bez ruchu :
- Udało nam się go uratować, Louis przeżył. - mówił
Ty gdy tylko usłyszałaś to, od razu pobiegłaś do sali. Wszystko jest takie same, jak wchodziłaś pierwszy raz do niego. Tylko Louis wygląda troszkę lepiej, a maszyny pokazują lepszy stan jego serca. Podchodzisz do niego. Obydwoje patrzycie się na siebie. Powoli zaczynasz płakać i przysuwać się do niego. On głaszcze cię po głowie i szeptem mówi :
- [T.I] nie płacz, będzie dobrze.
Kładziesz się obok Louis'a na łóżku. Mocno przytulasz się do niego. On robi to samo.
          *dwa lata później*
Wszystko z Louis'em w porządku. Pogodziliście się na dobre. Stworzyliście wszystko od nowa. W waszym życiu pojawił się ktoś nowy. Wasza córeczka Hope. Kochacie ją z całych sił. Nie dopuszczacie do siebie myśli o żadnych kłótniach ani problemach.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Happy birthday Agnieszka ! ♥

Agnieszko ♥ :

Z okazji urodzin, życzę ci wszystkiego co najlepsze. Szczęścia, zdrowia, pomyślności. Radości czerpanej z każdego nowego dnia. Nowych wspaniałych znajomości. Przede wszystkim dobrych ocen. Przyjemnej pracy na blogu. Tony świetnych pomysłów na opowiadania. Pogody ducha. Żeby uśmiech nigdy nie znikał z twojej twarzy. Byś spotkała całe One direction. Abyś jednym słowem, była szczęśliwa ! ♥


                                                                                              Załoga bloga :
                                                                                      Gosia, Dominika i Oliwia ♥

# 84. Niall.



Dla Oliwii M.

♥ Koniecznie włącz to (dodaje atmosfery) ♥

~ Niall

Obudziłem się z potwornym kacem. Cholera. Co się wczoraj działo? Aaa.. Impreza... Ogarnąłem wzrokiem moją chatę. No tak... Nathan leżał nieprzytomny na stole, Harry na podłodze, Zayn na kanapie, Louis pod stołem a Liama nie było. Musiało być wczoraj ostro. Wszędzie leżały puszki po piwie, papierosy, a waliło niemiłosiernie.
Podniosłem się z kanapy. Szybko tego pożałowałem. Czułem się jak by ktoś od środka rozwalał mi łeb. Jęknąłem i ujrzałem w drzwiach Liama niosącego aspirynę.
-Masz.- podał mi szklankę.
-Aha.- mruknąłem i wypiłem lekarstwo.- A ty jakim cudem trzymasz się na nogach?
Liam roześmiał się i powiedział:
-Ja nie schlałem się jak świnia.
Wyszedł z pokoju a ja jakimś cudem doszedłem do łazienki. Wziąłem zimny prysznic. Ooo taaak... Nawet zacząłem śpiewać. Byłem strasznie zachrypnięty więc fałszowałem.
-Niall zamknij się.- usłyszałem marudzenie Liama.
Ubrałem się w czyste ciuchy i wróciłem do salonu.
-Hmmm... Trzeba ich jakoś obudzić.- powiedział Liam.
-Ta.- przytaknąłem.
Sam byłem zdziwiony kiedy po pięciu minutach wszyscy byli na nogach. Szczęka Liama była gdzieś przy ziemi, a jego oczy zrobiły ogromny wytrzeszcz. Zachichotałem w duchu na ten widok i poszedłem coś zjeść.
-Ej Nathan.- powiedziałem do wysokiego bruneta ( brunet – czarne włosy. (Niektórzy mylą) dop. aut.)
-Yhym.- mruknął.
-Zrób śniadanie.- poprosiłem.
-Sam se zrób.- burknął i strzelił focha.
-Ej no stary.
-Zamknij się.- powiedział i podszedł do lodówki.
Zaczął wyjmować składniki do naleśników. Po dziesięciu minutach leżał przede mną stos naleśników polanych nutellą. Oczy zaświeciły mi się a na ustach pojawił się banan. Z uśmiechem pałaszowałem śniadanie. Nathan stał przy blacie z założonymi rękami i patrzył jak jem.
~ Nathan ~

Ten debil jest naprawdę nie możliwy. Czasami wydaje mi się że przyjaźni się ze mną tylko przez moje zdolności kulinarne. Z Niallem znamy się od piaskownicy. Kiedy poszedł do tego cholernego x factora zapomniał o mnie. Na początku dzwonił i wysyłał bilety na koncerty 1D ale potem przestał. Zapomniał... Cholernie bolało... Aż pewnego zimowego dnia, stanął w moich drzwiach i zapytał czy może liczyć na gorącą czekoladę. Miałem zatrzasnąć mu drzwi przed nosem? Nie... to nie w moim stylu. Dałem mu tą cholerną czekoladę, a potem wykrzyczałem mu wszystko w twarz. ,,Jakim prawem wróciłeś?! Chcesz żebym znów przez ciebie cierpiał?! Byliśmy jak bracia, a tobie wystarczył bilet do sławy i tłumy fanek żeby zapomnieć o najlepszym przyjacielu!”
Wysłuchiwał się w każde moje zdanie, każde słowo, każdą sylabę. To mnie jeszcze bardziej wkurzyło. Wysłuchał nawet każdą obelgę pod swoim adresem... Potem wstał i ze łzami w oczach powiedział ,,Przepraszam”. Wiedziałem że nie uda nam się nadrobić straconego czasu, bo mi zostało go już nie wiele. W każdym momencie mogłem przegrać walkę o swoje życie.

~ Niall ~

Coraz częściej obserwowałem Nathana. Wiedziałem że jest coś nie tak, ale nie chciał powiedzieć.
Koniec w końcu postanowiłem go śledzić. ,,Zachowuje się jak zazdrosna żona” Zachichotałem w myślach. Przeraziłem się kiedy zobaczyłem dokąd zmierza. ,,Centrum Szpitalne, Walka z rakiem” (nazwa mojego autorstwa xD dop. aut.) Dobra, na pewno jest jakieś logiczne wyjaśnienie. Hmm...

* Następny dzień *


~ Niall ~

Zaciskając pięści czekałem na Nathana. Dobra Niall. Ogar. Poczochrane czarne włosy opadały mu na zielone oczy.
-Siema, co tam.- powiedział i usiał przy stole. ( Tak, mieszkają razem, 1D i Nathan dop. aut.)
-Cholera Nathan nie udawaj.- krzyknąłem.
-O co ci chodzi?- spytał zdziwiony.
-Jak to o co?! Przecież cię widziałem. Po cholerę chodzisz do tego szpitala?!
Momentalnie pobladł i wpatrywał się we mnie z wściekłością.
-Śledziłeś mnie?!- wrzasnął.
-Tak, a bo co?!
-Jakim prawem?!
-Martwiłem się o ciebie Nathan.- powiedziałem spokojnie.
-Mam raka.- powiedział smutno.
    Wmurowało mnie. Cholera! Straciliśmy tyle czasu, a teraz on znów odejdzie?! Nie, nie Niall. Przecież raka da się wyleczyć. On jest silny. Poradzi sobie.
-Pamiętasz jak ukradliśmy kota sąsiadce?- spytałem z uśmiechem.
-Ta.- mruknął a jego kąciki ust poszły lekko w górę.
-No. Mieliśmy szlaban.
-Ta.- zaśmial się.
-Ale...
-Ale co?- spytał.
-Poradziliśmy sobie.- odparłem.
-Nie musiałeś brać całej winy na siebie.- uśmiechnął się.- I tak mi się dostało.
-Nathan... Teraz też tak będzie. Poradzimy sobie.
-Dzięki Niall.
-Za co?
-Za wszystko...
~ KONIEC ~
___________________________

     Ohayo ! :) Hmm... Imagin taki sobie wyszedł. To smutne :C Jestem chora i czuje się jak bym miała umierać. A propos imagina, ten Nathan miał jeszcze umrzeć, ale nie jestem w stanie pisać tego dalej. Okropnie się czuje i głowa mnie strasznie boli. Aha, jest mi niezmiernie przykro, ponieważ ktoś dał mi ,,1" pod ostatnim imaginem :C Domyślam się kto ale nie ważne. Rozumiem że mogło się komuś nie spodobać, ale miło by było, gdyby w komentarzu napisał dlaczego wystawił mi taką notę. W tedy bym wiedziała co poprawić. :)

    Ohh i namęczyłam się z piosenką, żadna mi nie spasowała :/ Zdecydowałam się więc na Adele ♥

Sayonara
...~~
Ol.



sobota, 23 lutego 2013

# 83. Zayn.

PRZEPRASZAM

- [T.I.], mam świetną wiadomość - już z połowy korytarza słychać było dość donośny głos Violi.
- Violet, ciszej. A teraz zamieniam się w słuch - moja przyjaciółka uwielbiała dużo mówić, a ja byłam już do tego przyzwyczajona.
- Zostałam wybrana z samorządu, by zorganizować imprezę walentynkową. Mam świetny pomysł - spojrzała na mnie. Pewnie myślała, że jestem jasnowidzem i zgadnę, co ma na myśli.
- Tak ? Jaki ? 
- Czytałam kiedyś o takim pomyśle, znaczy się był on wydarzeniem ... -zaczęła.
- Do rzeczy, Violet !
- Każdy z nas dostanie numerek. Każda dziewczyna i każdy chłopak, rzecz jasna. I w taki oto sposób stworzą się parki. Oh, wiem, że jestem genialna - wykonała dziwny ruch ręką i spojrzała na mnie - A Ty co o tym sądzisz ? 
- Hmm, brzmi dość nieźle. Pomogę Ci, ale jeśli wylosuję jakiegoś luzera nie ręczę za siebie.
- Dobrze, dobrze. Tobie wybiorę jakieś ciacho.
- Kochana jesteś - przytuliłam przyjaciółkę i ruszyłyśmy do sali od matematyki, którą to właśnie miałyśmy mieć.

- Nie, nie tu ! [T.I.], gdzie Ty masz głowę ? Przecież to nie pasuje - Viola narzekała, choć powinna się cieszyć, że jej pomagam.
- Wiem, że chcesz, żeby wszystko wyszło idealnie, ale spokojnie. Damy radę. A teraz powiedz mi, kogo dla mnie wybierzesz ? - zaświeciły mi się oczy. - Błagam, powiedz, że chodziło Ci o Lukasa.
- No coś Ty ! Przecież Lukas jest zajęty, on kocha Cammile. Są szczęśliwi. Wiem, że Luka jest mega przystojny, ale wybrałam kogoś lepszego - uśmiechnęła się tajemniczo.
- Przystojniejszy ? No nie mów, że kogoś takiego znasz.
- A Daniel ? 
- Dan ? To mój kumpel. Myślałam, że mi kogoś znajdziesz, no wiesz, kogoś z kim nie mam tak dobrego kontaktu.
- [T.I.[, przymknij się. Nie powiem Ci wszystkiego, bo nie będzie niespodzianki.
- Violet, o czym ty mówisz ? - byłam naprawdę zdziwiona. - Tą niespodzianką będzie mój prezent urodzinowy, tak ?
W walentynki miałam skończyć szesnaście lat. Pewnie dlatego powiedziała o niespodziance.
- Yyy, tak. A teraz dmuchaj te balony, bo nie zdążymy - roześmiała się serdecznie i poszła po serpentyny i serduszka.

Walentynkowy wieczór. Stałam przed szafą niby pełną ubrań, ale ja nie mogłam w niej niczego znaleźć. Przeklnęłam w duchu. Nie miałam, co na siebie włożyć. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Prooszę !
- Skarbie, chcemy Ci na urodziny dać tą sukienkę. Widziałam, że Ci się spodobała - faktycznie. Piękna, butelkowa zieleń wspaniale komponowała się z moimi brązowymi włosami i zielonymi oczyma.
- Dziękuję. Nie trzeba było - przytuliłam się do rodziców.
- Musisz ślicznie wyglądać. Może akurat ktoś wpadnie Ci w oko.
- Mamuś !
- Dobra, dobra. Nie musisz się pieklić.Już Ci nie przeszkadzamy.
I wyszli. A ja zostałam sama z sukienką w ręce, odliczając czas do 18.

" Idziesz już ? " - Violet przysłała mi takiego esemesa. Niecierpliwość to główna  cecha mojej kumpeli. Pogładziłam materiał, starając się, by ładnie wyglądał. Poprawiłam włosy, założyłam buty i zbiegłam po schodach.

- Wychodzę - krzyknęłam w stronę salonu.
- Baw się dobrze - usłyszałam tylko i zamknęłam drzwi.
Na dworzec było wietrznie. Sukienka zawiewała mi, utrudniając poruszanie się. Viola już czekała na mnie w samochodzie postawionym na podjeździe.
- Nareszcie - na jej twarzy zagościła ulga - Przecież ja muszę być tam pierwsza, zobaczyć czy wszystko gra.
- To mogłaś powiedzieć Danielowi, żeby po mnie przyjechał - fochnęłam się.
- To on nie pisał Ci, że się rozchorował ? - Viola udała zdziwienie.
- Skąd ja niby mam to wiedzieć ? To nawet nie wiem, po co ja jadę.
- Daj działać i nie przerywaj - poprosiła.
Co ona kombinuje ? Ciekawa jestem.
Do szkoły dotarłyśmy w 10 minut. Violet wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę głównej sali, która na tę okazję stała się salą balową.
- Idę sprawdzić czy dają sobie radę z muzyką. Zaraz wracam.
Kiwnęłam głową, ale Viola gnała już w kierunku Toma, szkolnego DJ-a. Usiadłam na ławeczce pod ścianą. Obróciłam w dłoniach numerek, który otrzymałam przy wejściu. Przywiesić czy nie ? I tak Daniel się nie pojawi, więc się nie przyda.
- Mogę się przysiąść ?
Podskoczyłam. Podniosłam głowę i ujrzałam wysokiego, bardzo przystojnego chłopaka o kruczoczarnych, świetnie ułożonych włosach. Spod rękawa koszuli wyłaniały się tatuaże.
- Pewnie, ale nie szukasz swojej połówki ? - zapytałam.
- Już ją znalazłem - odparł, jednak widząc moją minę dodał - Trzynaście, prawda ? 
Spojrzałam na numerek, który nadal trzymałam w dłoniach. Trzynaście. Ale jak to możliwe ? Przecież Daniel miał mieć ten numerek.
- To na pewno nie pomyłka ? 
- Nie, [T.I.]. To nie pomyłka. Zayn jestem - zdezorientowało mnie to. Dostrzegłam wracającą Violet i zapytałam - Może mi to wyjaśnisz ? 
- No dobrze. Bo tak naprawdę to moja sprawka. To miała być niespodzianka. Nie chciałam, żebyś wiedziała, dlatego Daniel mi pomógł. Chciałam poznać Cię z kimś naprawdę interesującym, a Zayn nadawał się do tego. A teraz zostawiam Cię z Twoim urodzinowym prezentem.
Spojrzałam na Zayna. Ten uśmiechnął się i poprosił mnie do tańca.
Przyznam, że była to jedna z najlepiej spędzonych nocy. Cała w ramionach Malika. Zayn nie odstępowął mnie na krok.
Intryga mojej szalonej kumpeli się udała. Jestem z Zaynem szczęśliwa. Nigdy nie przypuszczałabym, że Violet tak mnie uszczęśliwi. Bo miłość to najlepsze, co mogło mnie spotkać.



Przepraszam, że musicie czytać takie coś. Nie mam weny. Imagin dokończony dopiero dzisiaj, na szybko. Pełno sprawdzianów i brak czasu dla Was. Ale teraz szykuję dwupartowca z Liamem, o lepszej tematyce, ciekawszy moim zdaniem.
Kocham Was xox

Dominika ♥

czwartek, 21 lutego 2013

#82. Liam.


Początek kolejnego nudnego dnia. Od kilku dni jest ponuro i buro, a zaczynają się wakacje. Jeszcze trochę, a zwariuję zamknięta w czterech ścianach. Ale dzięki mojej siostrze nie jest aż tak źle. Jestem od niej starsza o rok, a właściwie o półtora roku. Nocami siedzimy w internecie i przeglądamy wszystko, co związane z One Direction. Właśnie po takiej zarwanej nocy zeszłam do kuchni na śniadanie.
- Hej, mamo – przywitałam krzątającą się po pomieszczeniu kobietę.
- Jak to miło cię widzieć. Ostatnio zdarza się to naprawdę rzadko. - odpowiedziała.
- Takie życie – podeszłam do lodówki i wyciągnęłam z niej sok, który po chwili nawilżył moje suche gardło. - Idę spać.
- Co ? Przecież jest południe – zauważyła ze zdziwieniem.
- No właśnie, dla mnie to jeszcze środek nocy – zbierałam się już do powrotu do pokoju, gdy zatrzymała mnie mama.
- [T.I], pozwól tu na chwilę – usiadłam przy stole i mówiła dalej – Niedługo przyjeżdża Karen.
- Twoja znajoma z Anglii ? - chciałam się upewnić, czy dobrze pamiętam.
- Tak – przytaknęła mama – Wiesz, jak to jest : kilka lat się nie widziałyśmy, chcemy nadrobić zaległości. Przyjedzie ze swoim najmłodszym senem. I tu zaczyna się moja prośba do ciebie.
- Ale dlaczego do mnie ? Przecież jest jeszcze Sylwia, ona chętnie zajmie się jakimś dzieciakiem – zauważyłam.
- Twoja siostra w czasie tej wizyty będzie u przyjaciółki, a poza tym jesteś starsza i mam nadzieję, że mądrzejsza. - nie ustępowała.
- Och, no dobra już – poddałam się. I tak bym nie wygrała, a nie chciałam do końca dnia słuchać jej gadania.
- Zobaczysz, że nie pożałujesz tej decyzji – usłyszałam jeszcze na odchodnym.
 Wieczorem mama przyszła do pokoju, aby się upewnić czy nie zmieniłam zdania.
 - Wszystko jest tak, jak ustaliłyśmy - zapewniłam ją.
 - To świetnie, bo wpadłam na genialny pomysł - ucieszyła się - Mogłybyśmy pojechać z Karen nad morze. To tylko kilka kilometrów, a mimo tego dawno już nie byłam. Wynajmę coś na szybko, a ty jsteś już dorosła, poradzisz sobie i nikt wam nie będzie przeszkadzał.
 - Przeszkadzał w czym ? - nie zrozumiałam. Dotychczas myślałam, że to ma być jakiś rozkapryszony dzieciak, góra 8-letni. A jeśli się mylę ? Przecież 'najmłodszy' nie zawsze znaczy kilkuletni.
 - Ok, to ja wam już nie przeszkadzam - mama wyszła.
 - Sylwia, możesz mi pożyczyć swoją niebieską sukienkę ? - zwróciłam się z prośbą do siostry.
 - Jasne, nie ma problemu - odpowiedziała.
 Trzy dni później stałam przed lustrem dopracowując swój wygląd. W sukience Sylwii, w długich rozpuszczonych włosach prezentowałam się całkiem dobrze. Za kilka minut mama ma wrócić z lotniska skąd odbierała naszych gości. Nim się obejrzałam usłyszałam silnik samochodu wjeżdżającego na podjazd. Z wahaniem otworzyłam drzwi i przyglądałam się małej krzątaninie. Mama z wypiekami na twarzy wyjmowała z bagażnika walizki, które należały do syna pani Karen. Ale nie tylko to przykuło moją uwagę. Przyjrzałam się chłopakowi, który właśnie wysiadał z auta. Wysoki, ciemne włosy i oczy. W ogóle nie wyglądał na dzieciaka. Podeszłam do mamy po drodze posyłając śmiały uśmiech do nastolatka. Odebrałam od niej jedną z toreb i powiedziałam :
 - Z tym wyjazdem to może nie jest taki kiepski pomysł.
 Weszliśmy w czwórkę do domu. Mama pokazała brunetowi pokój, a ja zapoznałam się z jego mamą.
 - Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy. Są wakacje, pewnie chciałabyś spędzić trochę czasu z przyjaciółmi - zaniepokoiła się.
 - Nie, znajomych o ja mam przez 10 miesięcy. Czasem dobrze robi inne towarzystwo - uspokoiłam ją.
 Zostały do wieczora, a potem wsiadły do samochodu  i już ich nie było. Zostałam sama z Liamem.
 - Jakieś propozycje na resztę wieczora ?
 I padło na kino i pizzę. Szybko poszłam się przebrać i wyszliśmy na miasto.
 Kolejny dzień miał być dniem leniuchowania. Nic, tylko opalanie w ogródku. Po śniadaniu wyszłam na tyły domu, uprzednio zakładając bikini i krótkie spodenki. Położyłam się na leżaku i żeby się zrelaksować zamknęłam oczy. Jednak po jakimś czasie przyszedł Liam. Zakradł się do mnie i ochlapał wodą z węża ogrodowego. Zerwałam się z miejsca z krzykiem i zaczęliśmy się gonić po całym ogrodzie. Wczorajszy wieczór pozwolił nam przełamać pierwsze lody. Ucieczka przed deszczem, gdy na niebie szaleją błyskawice szalenie integruje ludzi. Kolejne dni spędzaliśmy podobnie. Oczywiście oprócz deszczu. Nie sądziłam, że moje życie może tak się zmienić przez jednego człowieka, ale niestety czas Liama w Polsce powoli dobiega końca. Taksówką pojechaliśmy na lotnisko. Już wcześniej umówiliśmy się, że tam się spotkamy. Gdy ich szukaliśmy, złapałam Liama za rękę, aby przypadkiem tłum nas nie rozdzielił. W końcu je wypatrzyłam. Stały przy walizkach przy jednej z ławek i rozglądały się na boki w poszukiwaniu nas. Ruszyliśmy w ich stronę, a mama i pani Karen wymieniły znaczące spojrzenia na widok naszych złączonych dłoni. Później było wielkie pożegnanie. Ja i mama machałyśmy, a Li i jego mama oddalali się w kierunku odprawy.
 - Powiedziałaś mu ? - zapytała mama, obejmując mnie ramieniem.
 - Jakoś nie - pociągnęłam nosem.
 - No to na co jeszcze czekasz ?
 - Ale ...
 - Żadnego 'ale' - przerwała mi - Na to nigdy nie jest za późno.
 Zerwałam się z miejsca. Najpierw niepewnie stawiając krok za krokiem, potem coraz odważniej, aż w końcu biegłam, jednocześnie nie tracąc Liama z oczu. Zaczęłam go wołać, ale on nie słyszał. Krzyczałam dalej, normalnie darłam się na całego. Ludzie schodzili mi z drogi, patrząc na mnie jakbym była jakąś wariatką. Liam mnie usłyszał, zatrzymał się i obejrzał. Mieliśmy do siebie wolną drogę. Po chwili już wpadaliśmy sobie w ramiona.
 - Będę tęsknić - powiedziałam.
 - Ja też - odparł Liam - Nie bój się, będę dzwonił, pisał. Przyjadę już w następne wakacje. Szybko minie, zobaczysz. Kocham cię, [T.I].
 Mama miała rację : na miłość nigdy nie jest za późno. Gdy ostatecznie puściłam dłoń Liasia, powiedział kilka słów, które do teraz odbijają się echem w mojej głowie.
 - Right back for you 
   Right back for you 
   Right back for you.




I oczywiście mały dodatek do imagina. Jak pewnie wszyscy już wiemy dzisiaj pojawił się teledysk do ONE WAY OR ANOTHER. Dlatego kilka zdjęć.






















środa, 20 lutego 2013

! # 78. Niall.

 PATRZ NA DÓŁ.

"And I know there's nothin'
that I wanna change "
Zniknęła z mojego życia równie szybko jak się pojawiła. Cierpię.


" Can't believe your packin' your bags,
Tryin' so hard not to cry "

Przyjechała do Mullingar na wakacje. Do ojca. Doskonale pamiętam moment, gdy ją poznałem.
- Może Ci pomóc ? - zapytałem śliczną brunetkę, która uginała się pod ciężarem niesionych toreb.
- Jeśli możesz ... - podniosła głowę. Spojrzała na mnie oczyma o barwie czekolady. Dostrzegłem na jej twarzy drobne zakłopotanie, jednak nie przejmowałem się tym. Chwyciłem część jej zakupów.
Okazało się, że na czas wakacji miała zamieszkać niedaleko mnie.
Zaprosiłem ją na spotkanie, które w myślach nazwałem randką. Randka z przeznaczeniem ? Miałem przeczucie, że to ta jedyna.
Przyszła punktualnie. Ubrana w sięgającą do kolan zwiewną sukienkę w kwiatki. Wyglądała jak bogini. Poszliśmy na lody. Sorbet pomarańczowy, jej ulubiony.
Na koniec spotkania pocałowałem ją delikatnie. Tak, by podkreślić jej naturę, wrażliwość.
" Don't say the word that's on your lips "
Nie powiedziałem. Ona pewnie właśnie na to czekała, a ja zawiodłem.
Codziennie oboje wymykaliśmy się z domów, by spędzić ze sobą jak najwięcej czasu. Każdy kolejny zachód mógł być tym ostatnim. Ona wydawała mi się być zagubioną księżniczką, nie z tej ziemi. Czasem nieobecna, czasem roześmiana, ukazująca białe ząbki.
Właśnie takiej jej potrzebowałem. Dwadzieścia dni przed wyjazdem również się spotkaliśmy. Ona w jednej ze swoich najśliczniejszych sukieneczek, w których było jej bardzo to twarzy. Ja w krótkich, plażowych spodenkach szczęśliwy, że Ją widzę.
- Wyjeżdżam - usłyszałem.
" Please, don't make this any harder
We can't take this any father
And I know there's nothin' that
I wanna change " 
- Już ?
- Już. I na zawsze.
" Wish that we could be alone now,
If we could find some place to hide
Make the last time just like the first time
Push a button and rewind "
- Nie - wyszeptałem - Nie rób mi tego.
- Muszę - jej czekoladowe oczy zaszkliły się - Błagam, don't look at me that way.
- Don't promise that you're gonna write,
Through promise that you'll call, 
Just promise that you won't forget we had it all "
- Obiecuję.
Nasze usta po raz ostatni się spotkały. Potem Ona lekko wypuściła moją dłoń i ruszyła przed siebie. Odwróciła się jeszcze raz, ostatni raz i zniknęła w ciemności.
" Feels like snow in September "

Pisała. Przez trzy miesiące, ale pisała. Potem mnie zostawiła. Nie odezwała się ani razu po tych cholernych dziewięćdziesięciu dniach. Teraz już wiem dlaczego. Wtedy tego nie pojmowałem.

Korytarz drzew. Dusza, dla której od dawna rzeczywistość ma szary koloryt. Dusza, której wraz z życiem niezwykle ważnej osoby zabrano i kredki. Na końcu tegoż korytarza majaczy śnieżnobiała bryła. Podszedłem do niej. Padłem na kolana i zacząłem głośno płakać i powtarzać " Dlaczego ?! ". Nie przejmowałem się nikim, kto mógłby mnie usłyszeć. Wraz z nią odeszła cząstka i mnie. Idioty, który niczego nie zauważył i pozwolił jej tak po prostu odejść.
Wstałem. Delikatnie przejechałem dłonią po marmurze i poszedłem stamtąd. W połowie dróżki stanąłem i wyszeptałem
" You were my summer love
You always will be my summer love " 
Zawsze będziesz dla mnie kimś znacznie więcej.
Moją drogą do szczęścia, która właśnie się skończyła.


 Wiem, że kolejny raz dodaję tego imagina, ale : 
1. Taka ilość komentarzy ?! A raczej ich brak. Smutno mi, że imaginy innych komentujecie, jest po 5-10 komentarzy. Dzięki mnie jest ten blog ! Nie wiem, czy jesteście tego świadome. Myślę, że mi też należy się troszkę szacunku. Nie mam czasu, ale i tak piszę dla Was, a Wy macie mnie po prostu w dupie.
2.  Chcecie jeszcze imaginy z tekstami piosenek ?
3. Jeśli chcecie bym opublikowała wasz imagin piszcie na moje gadu - 24654668
   Jeśli macie pomysł na imagina, a nie czujecie się dobrze w pisaniu również  piszcie na moje gadu :)


Dominika

wtorek, 19 lutego 2013

#81. Harry

Imagin dedykuję Pasiastej zebrze ♥

Harry budzi się na swoim łóżku. Wczoraj był na imprezie u znajomych. Widocznie zaszalał i to bardzo. Obudził się na kacu. Przeciera oczy, rozciąga się. Patrzy się wokoło i widzi jakąś kobietę leżącą na podłodze. Jest związana, oczy, ręce i nogi ma związane szmatkami. Na sobie ma tylko bieliznę. Harry nie wie co się stało, nie pamięta, był pijany. Podnosi się i bliżej przygląda kobiecie. Okazuje się, że to ty. Coś ci zrobił. Widzi, że się trzęsiesz. Zaczyna cię rozwiązywać. Każdy jego dotyk sprawia, że coraz bardziej się boisz i zaczynasz płakać. Kiedy już cię rozwiązał, cofasz się jak najdalej od niego. Siadasz przy ścianie płacząc. Harry nie wie co ci jest. Płaczesz, trzęsiesz się i oddalasz od niego. Robisz wszystko, aby od niego uciec :
- Zostaw mnie, proszę, nie zbliżaj się ! - krzyczysz przerażona
- [T.I] co się stało ?!
- Zgwałciłeś mnie, zgwałciłeś słyszysz !
Harry nie wierzy w to, co mówisz, ty płaczesz i się trzęsiesz. On jest załamany. Zgwałcił cię. Jak on mógł to zrobić ? Przecież cię kocha. Patrzysz na Harr'ego. Boisz się go. Chcesz, żeby jak najszybciej stąd wyszedł. Zostawił cię samą. Harr'emu zaczynają spływać łzy po policzkach :
- Zostaw mnie, wyjdź stąd !
Harry wychodzi z pokoju. Jest na siebie wściekły. Co on ci zrobił. Jak mógł ?
                               *oczami Harr'ego*
- Co ja zrobiłem. Zgwałciłem ją. Boże dlaczego. Byłem pijany. Przecież ja ją kocham ! - mówi do siebie
Jest oszołomiony. Chce to naprawić. Ty chcesz jak najszybciej od niego uciec. Harry być może już nigdy nie odzyska twojej miłości. Spróbuje jednak na pewno. Gdy cię zobaczył, jak płaczesz i się trzęsiesz z przerażenia, omal mu serce nie pękło. Z każdym jego przybliżeniem do ciebie, ty od niego uciekałaś. Dla niego, był to potworny widok.
                     *oczami [T.I]*
- Boże, dlaczego on mi to zrobił ? - mówisz do siebie
Boisz się, że znów może to zrobić, gdy będzie pijany. Trzęsiesz się, płaczesz. Twoje ciało jest całe obolałe. Na nogach i rękach jest pełno siniaków i zadrapań. Na policzku są ślady podrapań. Ledwo możesz się ruszać. Zimno ci, ale nie masz siły podnieść się. Leżysz bezwładnie na podłodze. Nic już nie zwróci twojej miłości do niego. Nienawidzisz i boisz się go. Wasza miłość umarła. Nic nie ma między wami. Sam ból, którego nie chciałabyś nawet opisywać.
Harry lekko otwiera drzwi. Wchodzi do pokoju, gdzie jesteś. Leżysz bez sił :
- [T.I], proszę, porozmawiaj ze mną - mówi cicho, żeby cię nie przestraszyć
- Odejdź, proszę, nie rób mi krzywdy, nie rozumiesz, że boje się ciebie, odejdź stąd !
- [T.I] proszę, byłem pijany, nie wiedziałem, że to będzie tak !
- Odejdź, odejdź proszę i nie rób mi krzywdy !
Harry odchodzi z pokoju. Pojawiają się u niego myśli samobójcze. Wie jednak, że będzie walczył o ciebie. Nie zostawi cię.
                    *noc*
Słyszysz jakieś głośne dźwięki. To Harry, tłucze szklanki, talerze i rozwala wszystko. Jest na siebie wściekły za to, co ci zrobił. Gdybyś się go nie bała, poszłabyś tam i go uspokoiła. Ruszyć się nie możesz. Nie chcesz go widzieć :
- Co ja zrobiłem, ku*wa dlaczego ?! Gdzie są te pie****one proszki ! - krzyczy
Nie chcesz tam iść, może ze złości cię uderzyć, albo co innego. Boisz się za bardzo.
                    *następnego dnia*
Harry całą noc płakał i krzyczał. Rankiem ktoś dzwoni do drzwi. To [I.T.P]. Ty i ona przyjaźnicie się. [I.T.P] przychodzi, żeby cię odwiedzić. Zastaje jednak dom w niesamowitym bałaganie :
- Cześć Harry, jest [T.I] ? - spyta Harr'ego [I.T.P]
- Jest, ale to nie jest dobry pomysł na odwiedziny.
- Jak to, co się stało !?
- Bo wiesz, byłem pijany i ją zgwałciłem. Nie wiem dlaczego, byłem po imprezie.
- Jak to ją zgwałciłeś ?! - krzyczy [I.T.P]
- Byłem pijany, Teraz tego żałuję !
[I.T.P] szybko biegnie do ciebie. Popycha Harr'ego i wchodzi do domu. Dobiega do twojego pokoju. Wchodzi. Widzi cię całą poobijaną. Leżysz na podłodze przykryta lekko kocem. Znalazłaś trochę siły, aby go naciągnąć na siebie. Podbiega do ciebie :
- [T.I], powiedz co się stało ! Dlaczego ten drań cię zgwałcił ! Co zrobił ?!
Ty zaczynasz płakać i się trząść. Powoli podnosisz się z bólem. Wszystko cię boli. Zaczynasz opowiadać wszystko [I.T.P] :
- Harry mnie zgwałcił ! Myślałam, że mnie kocha. Przyszedł pijany z imprezy. Głośno otwierał każde drzwi. Kiedy wpakował się do pokoju, myślałam, że mnie zabije. Ja siedziałam wtedy na łóżku i czytałam książkę. Spytałam co się stało a on wziął kilka szmat i zaczął mnie związywać. Jak zaczęłam się wyrywać to on uderzył mnie w twarz. Krzyczałam, wyrywałam się, ale to nic i tak nie dało. Był silniejszy ode mnie. Wziął mnie siłą. Bił mnie. Gdy już skończył się mną bawić, wyrzucił mnie z łóżka !
[I.T.P] mocno cię przytuliła :
- [T.I], proszę nie płacz, jestem tu z tobą. Nie zostawię cię. Zabiorę cie stąd. Jutro przyjdę po ciebie.
Po kilku godzinach [I.T.P] musiała wyjść i iść na lekcje do szkoły tanecznej. Pożegnała się z tobą i obiecała, że jutro po ciebie przyjdzie i cię zabierze. Wyszła z pokoju zamykając cicho drzwi. Pierwsze co zrobiła to rzuciła się na Harr'ego krzycząc na niego :
- Coś ty jej zrobił. Ona się ciebie boi. Tknij ją tylko a przyrzekam, że już nigdy jej nie zobaczysz i zgnijesz w więzieniu, rozumiesz ? Chyba jasno się wyraziłam ? Zrobię wszystko, żebyś już nigdy jej nie zobaczył !
- [I.T.P], żałuje tego co zrobiłem, uwierz mi. Ja ją kocham !
Ona nie chciała go słuchać. Ubrała się i wyszła.
                *wieczorem*
Zachciało ci się bardzo pić. Bałaś się jednak wyjść z pokoju, bo był na dole Harry. Przełamałaś jednak strach. Wyszłaś po cichu z pokoju. Każdy krok sprawiał, że coraz bardziej się bałaś. Na twoje nieszczęście Harry był w kuchni i sprzątał ten bałagan, który zrobił tamtej nocy :
- [T.I] to ty, proszę, powiedz, że to ty - mówił
Ty lekko stawiałaś każdy krok. Było już za późno, żeby uciec. I tak by cię złapał. Ty przerażona, że może cię zaraz uderzyć, tylko cicho powiedziałaś :
- Ja, ja tylko soku chciałam.
- Soku, jasne proszę - odpowiedział płacząc
Wyjął z szafki szklankę i z lodówki sok. Nalał ci i podał. Ty, gdy tylko on zwrócił rękę w twoją stronę, przestraszyłaś się i odeszłaś o kilka kroków od niego. Nie uciekałaś jednak. Harry, gdy tylko zobaczył, że się boisz, łzy leciały mu już strumieniami. Szklankę położył na stoliku, abyś sama mogła wziąć. Później oddalił się odrobinę od ciebie i schował głowę w ręce. Zaczął mocniej płakać. Ty wpatrywałaś się w go. Nie patrzyłaś na niego tak jak, na kogoś kogo się boisz, tylko na osobę, którą właśnie chcesz przytulić. Napiłaś się soku i chciałaś już uciec od niego. Cofałaś się powoli, jednak nie mogłaś tego zrobić. Podeszłaś do niego bliżej, położyłaś rękę na jego ramieniu. Harry popatrzył na ciebie. Całe oczy miał czerwone od łez. Policzki całe mokre. Patrzyliście się sobie głęboko w oczy. Ty już mniej się go bałaś. Podchodziłaś coraz bliżej i bliżej. Obie ręce położyłaś na jego ramionach:
- Harry, czy, czy na pewno, chciałeś to zrobić ? Kochasz mnie ?
- [T.I] przecież wiesz, że cię kocham, gdybym tamtej nocy wiedział co robię, najpierw był strzelił sobie w twarz i następnie poszedłbym się zabić za to, co bym ci zrobił. Ja na prawdę cię kocham. Nad życie !
Harry opadł bezwładnie na ziemię i schował głowę w rękach. Ty też zaczęłaś płakać. Ukucnęłaś obok niego. Przybliżałaś się do niego powoli :
- Harry, Harry przytul mnie !
Harry bez wahania cię przytulił. Poczułaś się jak byś była w ramionach człowieka, z którym chcesz spędzić resztę życia, którego kochasz nad życie a nie jakbyś była w ramionach człowieka, który cię zgwałcił. Trwaliście w przytuleniu przez dobre kilka minut. Oboje płakaliście. Wiedziałaś, że nie chciał tego zrobić. Jednak uczucie miłości, nie wróciło. Przestałaś go kochać. Światełko miłości w twoim sercu zgasło. Czułaś się przy nim bezpiecznie, ale miłości już nie było. Powoli odsuwałaś się od niego. On robił to samo. Patrzył ci w oczy :
- Harry, wiem, że tego nie chciałeś, wierzę ci. Ale moja miłość do ciebie umarła. Nie chce już z tobą być. To co mi zrobiłeś już na zawsze będzie w mojej głowie i w mojej pamięci. To już ostatnia chwila, w której mnie widzisz. Jutro mnie już nie będzie. Żegnaj.
Znowu zaczęłaś się trząść, więc szybko pobiegłaś do swojego pokoju. Schowałaś się pod kołdrą na łóżku i zaczęłaś płakać. Harry został już sam. Płakał jak małe dziecko.
                             *kolejny dzień*
Rankiem ktoś znowu dzwoni do drzwi. Harry cały zapłakany otwiera. W drzwiach stoi [I.T.P] z jakimś mężczyzną. Przyszła zabrać [T.I] :
- Gdzie jest [T.I] ?
- W swoim pokoju. Zabierasz ją ? - mówi zapłakany
- Tak, zabieram, nie chce, żeby cierpiała !
Oboje wchodzą do domu. [I.T.P] idzie po ciebie. Harry załamany i zapłakany patrzy na obrót akcji. Ty z [I.T.P] powoli idziecie po schodach. Ten mężczyzna co przyszedł z nią, zabiera cię do samochodu. [I.T.P] zostaje na chwile z Harr'ym :
- Widzisz do czego doprowadziłeś ? Już nigdy jej nie zobaczysz !
- [I.T.P], powiedz chociaż gdzie jedziecie ! Proszę, nie chce, żeby to tak się skończyło, proszę pomóż mi ją odzyskać !
- Myślisz, że ona będzie chciała znów cię znów pokochać, po tym co jej zrobiłeś ?
Ty patrzysz się na nich jak rozmawiając. Miłości w twoim sercu może już nigdy nie powrócić. Patrzysz na Harr'ego ostatni raz :
- Powiem ci tylko, że jedziemy do szpitala, do Europy. Nie pozwolę, żebyś znów ją skrzywdził !
Po tych słowach odchodzi. Wsiada do samochodu i odjeżdża z tobą. Patrzysz cały czas na Harr'ego w jego oczy. Widzisz ten błysk, ten sam, kiedy pierwszy raz poznałaś go. Przy nim twoje serce szalało z radości, teraz czujesz ból, gdy przy nim jesteś. Teraz to już za tobą. Już nigdy go nie zobaczysz. Odjechaliście już na zawsze.
                        *godzinę później*
Harry za wszelką cenę chce cię odzyskać. Po długim biciu się z myślami postanawia. Bierze ze sobą swoją kurtkę i biegnie do samochodu. Jedzie za wami na lotnisko. Nie daje za wygraną. W samochodzie cały czas płacze. Jego ręce się trzęsą. Po 30 minutach jest już pod domem [I.T.P]. Jednak ich już tam nie ma. Już pojechali na lotnisko. Jej mama mówi mu, gdzie jedziecie i na jakie lotnisko pojechaliście. Harry błyskawicznie wsiada do samochodu i jedzie na lotnisko. Walczy o ciebie !
                           *na lotnisku*
Harry dojechał na lotnisko. Biegnie jak najszybciej może. Może jest już za późno. Jednak on się nie poddaje. Robi wszystko, by cię odzyskać. Za wszelką cenę cię odnajdzie i przeprosi za wszystko, co ci zrobił. W recepcji pyta się, czy widzieli zapłakaną dziewczynę z brązowymi włosami i zielonymi oczami z dość wysoką dziewczyną z jasno-brązowymi kręconymi włosami. Widzieli je. Kupiły właśnie bilety i kilka minut temu wyleciały samolotem do Europy. Harry kupił bilety na ten sam lot. Musiał czekać. Samolot przyleciał z powrotem kilka godzin później.
                   *następny dzień*
Następnego dnia jest już w Europie. Odnalazł szpital, w którym jesteś z [I.T.P]. Udało mu się to dzięki pomocy recepcjonistki na lotnisku. Dziewczyny zamówiły taksówkę do szpitala. On także udał się tam. Ty i [I.T.P] jesteście w korytarzu i czekacie na swoją kolej. [I.T.P] wyszła na chwilkę do łazienki i zostawiła [T.I] samą. Harry wykorzystał tą sytuację i poszedł do ciebie :
- [T.I] - mówi
Ty odwracasz się w jego stronę. Oboje patrzycie sobie głęboko w oczy. Harry siada obok :
- [T.I], ja, ja chciałem cię za wszystko przeprosić. Gdy w tamtej chwili powiedziałaś mi, co ci zrobiłem, omal serce mi nie pękło. Kocham cię nad życie. Przyleciałem tu, żeby walczyć o ciebie !
Harr'emu po policzkach zaczęły spływać łzy :
- Harry, przyleciałeś do mnie z Londynu, aż tutaj, żeby mnie przeprosić ?
- Tak. Przecież cię kocham. Nie mógłbym żyć bez ciebie. Kocham cię bardzo mocno, ale więc, przeprosiłem cię, mogę odsunąć się od ciebie. Żegnaj [T.I].
Tobie zaczęły spływać łzy z oczu. Harry odchodził z twojego życia na zawsze. Miłość. Twoja miłość do niego kazała go zatrzymać. Harry podnosił się i już odchodził :
- Harry !
Odwraca się. Patrzy się na ciebie :
- Harry, chodź tutaj !
Harry smutny i zapłakany podchodzi i siada obok ciebie. Ty łapiesz go za ręce :
- Harry, muszę ci coś powiedzieć. Bo ja, ja nigdy nie przestałam cię kochać. Wtedy, gdy mówiłam, że cię już nie kocham, to tak naprawdę kłamałam. Ja też nie mogłabym żyć bez ciebie. Wtedy strasznie się ciebie bałam, bo myślałam, że ty w każdej chwili mogłeś mnie uderzyć. Tak na prawdę to ja nigdy nie przestanę cię kochać !
Harr'emu zrobiło się straszcie lekko na sercu. Teraz był przekonany do twojego uczucia :
- Ale [T.I], co z twoim zaufaniem do mnie ? Co jeśli nadal będziesz się mnie bać ? Już nigdy nie powrócimy do takiego związku, jaki stworzyliśmy wcześniej ?
- Poradzimy sobie. Wierzę, że pomożesz mi !
Oboje zaczęliście zbliżać do siebie swoje usta. Pocałunek był namiętny a zarazem czuły i delikatny.
Musieliście od nowa ułożyć wasz związek. Twoje zaufanie do Harr'ego powoli powracało. Razem wróciliście do Londynu. Wasza miłość przetrwała. Harry już nigdy nie poszedł na jakąś wielką imprezę. Gdy tylko wróciliście do domu, przeprowadziliście się do Holmes Chapel, do rodzinnego domu Harr'ego. Londyn przypominał ci o tym strasznym wydarzeniu, który wstrząsnął twoim życiem.
Podoba się, czy nie ? Jeśli chodzi o to w jakim świetle przedstawiłam Harr'ego i kogoś uraziłam, to przepraszam. Komentujcie ♥

niedziela, 17 lutego 2013

#80. Louis.


~ Dla Nadii...
Koniecznie włącz to (dodaje atmosfery)




    Kolejny dzień. Więcej cierpienia. Więcej smutku. Lecz co tu można zdziałać... No właśnie nic. Ona odeszła. I nie wróci.
-Szlag, Louis przestań myśleć. JAPIERD*LE! Ja ją kocham do cholery!- krzyczałem do siebie.
    Dlaczego znalazła sobie innego?! Mogłem dać jej wszystko. Wszystko co tylko chciała! Miałem dość współczujących spojrzeń chłopaków z zespołu, uśmiechniętych faneczek na mój widok. Dość! Cholera Louis zrób coś z sobą! Staczasz się na dno! Pochlapałem twarz zimną wodą. Ubrałem się w czarne rurki, białe conversy i granatową koszule. Ona lubiła gdy tak się ubierałem. Cholera! Wyrzuć ją z pamięci, Lou. Jesteś idiotą! Nie mogłeś jej dać szczęścia. Daj jej odejść na zawsze...
    Czułem że JA mam w sobie dwóch Louisów. Miałem tego dość. Wyszedłem na miasto i skierowałem się do parku. Pochmurny dzień, w Londynie to raczej częste. Usiadłem na ławce i odchyliłem głowę do tyłu. Zamknięte oczy i wyostrzony słuch. Dziwiłem się że jeszcze faneczki się nie zleciały. Usnąłem...

    ...Spotkałem Ją przy jeziorze. Miała na twarzy błogi uśmiech, jej oczy błyszczały. Była taka wspaniała. Zarażała szczęściem! Podeszła do mnie i złożyła na moich ustach pocałunek...
-Hej! Hej! Żyjesz?!- usłyszałem i ocknąłem się. Zdałem sobie sprawę że to był tylko sen.
    Otworzyłem szerzej oczy. Przede mną stała niewysoka blondynka z kręconymi włosami, ogromnymi, niebieskimi oczami. Były takie duże że sprawiały wrażenie zdziwionych i ciekawych.
-Wszystko w porządku?- spytała i położyła rękę na moim czole.- Nie masz gorączki. Myślałam ze nie żyjesz, ale jak podeszłam to mamrotałeś coś pod nosem.- zachichotała.
    Uśmiechnąłem się na jej widok. To był mój pierwszy uśmiech odkąd Ona odeszła.
-Tak słodko spałeś że nie miałam serca cię budzić. Ale bałam się że się przeziębisz.
    Właśnie zdałem sobie sprawę ze pada deszcz i robi się ciemno.
-Hej! Jesteś niemową?- spytała.
    Strasznie dużo mówiła. Ale to mi się w niej podobało.
-Haalo! Ty w ogóle kontaktujesz?- pstryknęła mi palcami przed oczami.
Westchnęła i chciała odejść ale złapałem ją za nadgarstek i przyciąłem do siebie.
-Jak masz na imię?- spytałem nieśmiało.
-[T.I].- uśmiechnęła się szeroko.
    Odwzajemniłem jej uśmiech. Nagle mnie sparaliżowało. Ona też mnie zrani! Też mnie zostawi dla innego! Nie chcę już cierpieć! Puściłem nadgarstek [T.I] i uciekłem. Jak tchórz.
-Heej!- usłyszałem za sobą.
    Poczułem jak ktoś przytula mnie od tyłu.
-Nie mogę ci pozwolić uciec w takim stanie.- usłyszałem głos [T.I].
-Puść.- poprosiłem cicho..
-Nie.
    Wzięła mnie za rękę i zaczęła dokądś prowadzić. Miałem to gdzieś, mogła mnie nawet zadźgać, utopić albo naćpać. Może skończyło by się moje nędzne życie. Zaprowadziła mnie do przytulnego mieszkanka.
-Ściągnij te mokre ciuchy. Jeszcze się przeziębisz.- powiedziała troskliwym głosem.
    Zaprowadziła mnie do łazienki.
-Wykąp się a ja ci znajdę coś ok.
    Wyszła z pomieszczenia a ja wziąłem kąpiel. [T.I] była aniołem.

                                                               • ~ ~ rok później ~ ~ •

                                                         ♥ Wyłącz tamto a włącz to ♥





-[T.I] ty bestio!- zaśmiałem się i wepchnąłem ją do budki na zdjęcia.
-Teraz!- krzyknęła.
Zrobiliśmy ,,dzióbek”. Następnie wystawiliśmy język, a potem pocałowaliśmy się. Zdjęcia wyszły super. Z bananem na ustach zaniosłem [T.I] nad jeziorko. Usiedliśmy na trawie i spojrzeliśmy w gwiazdy. Spletliśmy swoje ręce. Nachyliłem się nad jej śliczną buzią, i skradłem jej całusa. Zarzuciła mi ręce na szyje i pogłębiła pocałunek.
-[T.I] jesteś demonem o anielskiej twarzy.- zaśmiałem się kiedy się od siebie odkleiliśmy.
-Mhmm- mruknęła i westchnęła.
    Uśmiechnęła się szeroko, jak to miała w zwyczaju i wtuliła się w mój tors.

,,Nie wyobrażam sobie Ciebie stracić, [T.I]”
_______________________________________________

Czeeść :3 Zjechaliście mnie za ostatni imagin, więc mam nadzieje ze ten jest lepszy :D Muzyczka dodaje atmosfery. Imagin dodałabym wcześniej ale tak jakoś oglądałam Naruto i.. i... xd No dobra, nie chciało mi się odrywać od niego XD No sorry, uzależniłam się :D
   Nadio, masz zaje imię ! ;O Nazwę tak kiedyś moją córcie ! :D
Idę ogladać Naruciaka. Pozdro i do następnego :*
...~~Ol.




sobota, 16 lutego 2013

# 79. Harry . Imagin czytelnika .

Imagin Van ♥ 
Prosiła o komentarze na temat jej imagina, podanego poniżej. Oceńcie jak Wam serducho mówi, to dla niej mega ważne :D


* walentynki 2011 rok *
Jesteśmy z Hazzą 6 miesięcy. Bardzo się kochamy, a fanki o dziwo mnie zaakceptowały jako wybrankę swojego idola. Są to nasze pierwsze wspólne walentynki. Gdy się obudziłam, Hazzy nie było w łóżku. Zdziwiłam się, bo ten śpioch potrafi wstać o 12 i być niewyspanym. Więc poszłam do toalety, umyłam się, lekko umalowałam i zeszłam do kuchni zjeść śniadanie. Schodząc na dół poczułam wspaniały aromat kawy i moich ulubionych naleśników z nutellą i owocami leśnymi. Gdy weszłam do kuchni, Harry najwyraźniej nie usłyszał, bo gdy do niego podeszłam, złapałam go za biodra, a ten się wzdrygnął. Odwrócił się przodem do mnie, oparł swoim czołem o moje i po chwili złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Gdy oderwaliśmy się od siebie powiedział " Szczęśliwych walentynek kochanie". Podeszłam do stołu, a na nim stał duży bukiet czerwonych róż, a koło nich leżała karteczka z napisem "Powiedz mi jak wyobrażasz sobie swoje oświadczyny? Kocham Cie Twój Harold xx " Po skonsumowaniu śniadania i włożeniu naczyń do zmywarki, poszłam do salonu, gdzie siedział Harold: 
- Dlaczego chcesz wiedzieć, jak wyobrażam sobie moje wymarzone walentynki? - spytałam wchodząc do salonu 
- Ponieważ kiedyś zamierzam Ci się oświadczyć i chciałbym wiedzieć w jakim klimacie to zrobić, żebyś była bardziej pewna swojej odpowiedzi - powiedział z uśmiechem na twarzy. 
- Na pewno chce, aby one były w Paryżu - powiedziałam rozmyślając się
Koło godzin 19:30 Harry zabrał mnie do restauracji, tam zjedliśmy romantyczną kolację i wróciliśmy do domu. 

* tydzień przed walentynkami rok 2013* 
Minęły 2 lata, a ja dalej jest z Haroldem. Mamy już po 21 lat i jesteśmy chyba w 100% pewni uczuć, jakimi siebie darzymy. Zdarzają się kłótnie, fakt, ale to są takie głupie sprzeczki o to, np. po której stronie łóżka śpi on, a po której ja. Jak zwykle wieczorkiem siedziałam na kanapie i oglądałam komedie. Nagle usłyszałam przekręcający się zamek w drzwiach. Pewnie to Harry, więc nawet nie chciało mi się ruszać z miejsca i powitać mojego loczka. Jak to zwykle robił, najpierw ściągnął płaszcz, rzucając kluczykami od samochodu na szafkę i poszedł do kuchni po coś do picia. Wszedł do pokoju i usiadł koło mnie. 
- Co oglądasz kochanie? - powiedział, całując mnie w głowę 
- Prosto w serce - powiedziałam uśmiechają się do niego
- Ok, to ja idę się troszkę odświeżyć i wrócę - powiedział całując mnie w policzek 
Po 20 minutach wrócił w swoim ukochanym szarym dresiku z krokiem do kolan i swoją ulubioną bluzką z napisem "Free Hug's", ale w ręce miał jakąś kopertę. 
- Co to, słońce? - spytałam, kiedy siadł na kanapie obok mnie
- Bilety - odpowiedział szczerząc się 
- Jakie bilety? - zapytałam z miną typu "WTF" na twarzy
- No do Paryża! Jezu, kobieto skończ z tymi pytaniami - powiedział z wredną miną 
- Ale...- nie dokończyłam, bo chamsko mi przerwano w środku zdania 
- Uprzedzę twoje pytanie skarbie. Wylot jest za 2 dni - dokończył za mnie 
Około godziny 24 poszliśmy spać.

*dwa dni później* 
Jesteśmy w Paryżu. On jest nocą taki cudowny. Za dnia charakter temu miastu nadają Ci ludzie, co na każdym kroku wyznają sobie miłość, artyści uliczni, kupcy, którzy na każdym kroku sprzedają jadalne kasztany i jeszcze więcej maluśkich szczególików, które nadają jeszcze większej magii temu miastu. 

* za trzy dni walentynki* 
Przez te trzy dni co mogliśmy robić w Paryżu? Milion pamiątkowych zdjęć, gdzie nie obeszło się bez głupkowatych min Harolda, zwiedzanie tego pięknego miasta, spotkaliśmy też parę fanek, gdzie nie można było zapomnieć o autografach czy wspólnych zdjęciach. Wchodząc do hotelu zobaczyliśmy małą dziewczynkę miała może z 6-7 lat. Podeszła do nas i spytała się Hazzy czy może autograf. Harry dał mi swoją marynarkę i kucnął do małej. 
- Jak się nazywasz? - powiedział z uśmiechem na twarzy
- Chloé - powiedziała i podała loczkowi mały notatnik z okładką 1D. Harry wziął go od niej i podpisał 
- Dziękuję, a czy [t.i] też mogłaby się wpisać - powiedziała z miną małego szczeniaczka na buzi, aż żal mi było jej nie dać tego autografu. 
- Oczywiście - powiedział Harold i podał mi notatnik oraz długopis. Wpisałam się i oddałam jej notatnik. 
- Dziękuję - powiedziała 
- Nie ma za co kochanie - powiedzieliśmy równocześnie, a mała się uśmiechnęła 
Weszliśmy do hotelu, nasze ręce się splatały, obsługa mówiła nam "Dobry wieczór", a my im odpowiadaliśmy z uśmiechem na ustach. 

*walentynki* 
Wstałam. Była godzina 10:30. Umyłam się, ubrałam i zeszłam do stolika na śniadanie. Harry już tam był. Widząc mnie wstał, odsunął mi krzesło, ale wcześniej pocałował mnie w usta, na co zwróciło uwagę jakoś tak wszyscy, co znajdowali się w tym miejscu. Ok. 11 skończyliśmy posiłek i udaliśmy się do pokoju. Tam stwierdziliśmy, że pójdziemy na spacer po parku, który znajduje się koło wieży Eiffla. Pochodziliśmy tak z 4 godziny i wróciliśmy do hotelu. 
- Kochanie, podasz mi moje zielone bokserki? - usłyszałam głos z łazienki 
- Już Ci daje idioto, co zapomina o gadkach, jak się idzie myć - komentowałam, niosą mu jego własność 
- Dziękuję. Kocham Cię, wiesz? - ponownie zaczął się wydzierać z łazienki 
- Wiem skarbie, wiem - powiedziałam do niego i poszłam dalej czytając moją książkę
Następnie ja poszłam się myć, ułożyć włosy, pomalować bardzo delikatnie i ubrać w pudrową sukienkę. Do tego czarne szpilki i czarny żakiet i około 21 wyszliśmy z hotelu. 
- Harry, gdzie my idziemy? - spytałam się loczka
- Idziemy na kolacje - powiedział, a jednocześnie jeszcze bardziej ściskając moją rękę. Szliśmy tak około 10 minut i nagle stanęliśmy przy wieży Eiffla. 
- No chyba żartujesz? - powiedziałam podnosząc jedną brew do góry
- Nie. Czy ja kiedyś sobie żartowałem? - spytał się mnie podejrzliwie 
- Nie, nie w ogóle - powiedziałam sarkastycznie 
Wjechaliśmy windą do restauracji na wieży Eiffla. Widok był piękny i bardzo romantyczny. Weszliśmy głębiej, a tam stał tylko jeden stolik, wokół niego stały ułożone w kształcie serca czerwone świece, a całej scenerii uroku dodawał skrzypek, który grał bardzo nastrojową muzykę pasującą idealnie do dzisiejszego wieczoru. 
- To wszytko dla mnie? - spytałam się, mając szkła w oczach 
- Tak! Tylko i wyłącznie dla Ciebie! - powiedział, a jednocześnie gładził moją dłoń. - To, co zamówimy coś? - odezwał się po chwili
- Tak ... Ja poproszę mozzarelle z pomidorami - powiedziałam, uśmiechając się do kelnera 
- Ja poproszę sałatkę grecką - zamówił Harry i także uśmiechnął się do niego. Po 10 minutach dostaliśmy swoje dania. Skonsumowaliśmy je i nagle Harry wstał i powiedział do siebie "Dobra stary już czas bez stresu wszystko się uda wystąpiłeś w MSG i poradzisz sobie, Styles poradzisz sobie", ale ja to usłyszałam, nie wiedział o co chodzi. Klęknął. Wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki jakieś małe czerwone pudełeczko i otworzył je mówiąc:
- Kochanie, jesteśmy ze sobą już 2 i pół roku, więc czas najwyższy, abym się tobie oświadczył, a więc [t.i] [t.n] zaszczycisz mnie i uczynisz mnie jednocześnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i zostaniesz moją żoną, matką moich dzieci i przede wszystkim panią Styles? - powiedział patrząc mi się prosto w oczy 
- TAK. TAK. TAK. Harry wyjdę za Ciebie! Kocham Cię, mój idioto - krzyknęłam wstając z miejsca i rzucając się na szyję mojemu narzeczonemu, a ten obracając mnie wokół własnej osi o mało się nie oparzył o świeczki stojące na ziemi. 
- Wiem, kochanie, ale ja Ciebie bardziej - powiedział całują mnie namiętnie i długo w usta
Po wspaniałej kolacji wróciliśmy do hotelu, a nazajutrz do Londynu. 



Komentować. Bardzo ważne :D
Ah, i byłoby mi niezmiernie miło, jeśli i pod moim imaginem pojawiłyby się opinie ♥

piątek, 15 lutego 2013

# 78. Niall.

"And I know there's nothin'
that I wanna change "
Zniknęła z mojego życia równie szybko jak się pojawiła. Cierpię.

" Can't believe your packin' your bags,
Tryin' so hard not to cry "

Przyjechała do Mullingar na wakacje. Do ojca. Doskonale pamiętam moment, gdy ją poznałem.
- Może Ci pomóc ? - zapytałem śliczną brunetkę, która uginała się pod ciężarem niesionych toreb.
- Jeśli możesz ... - podniosła głowę. Spojrzała na mnie oczyma o barwie czekolady. Dostrzegłem na jej twarzy drobne zakłopotanie, jednak nie przejmowałem się tym. Chwyciłem część jej zakupów.
Okazało się, że na czas wakacji miała zamieszkać niedaleko mnie.
Zaprosiłem ją na spotkanie, które w myślach nazwałem randką. Randka z przeznaczeniem ? Miałem przeczucie, że to ta jedyna.
Przyszła punktualnie. Ubrana w sięgającą do kolan zwiewną sukienkę w kwiatki. Wyglądała jak bogini. Poszliśmy na lody. Sorbet pomarańczowy, jej ulubiony.
Na koniec spotkania pocałowałem ją delikatnie. Tak, by podkreślić jej naturę, wrażliwość.
" Don't say the word that's on your lips "
Nie powiedziałem. Ona pewnie właśnie na to czekała, a ja zawiodłem.
Codziennie oboje wymykaliśmy się z domów, by spędzić ze sobą jak najwięcej czasu. Każdy kolejny zachód mógł być tym ostatnim. Ona wydawała mi się być zagubioną księżniczką, nie z tej ziemi. Czasem nieobecna, czasem roześmiana, ukazująca białe ząbki.
Właśnie takiej jej potrzebowałem. Dwadzieścia dni przed wyjazdem również się spotkaliśmy. Ona w jednej ze swoich najśliczniejszych sukieneczek, w których było jej bardzo to twarzy. Ja w krótkich, plażowych spodenkach szczęśliwy, że Ją widzę.
- Wyjeżdżam - usłyszałem.
" Please, don't make this any harder
We can't take this any father
And I know there's nothin' that
I wanna change " 
- Już ?
- Już. I na zawsze.
" Wish that we could be alone now,
If we could find some place to hide
Make the last time just like the first time
Push a button and rewind "
- Nie - wyszeptałem - Nie rób mi tego.
- Muszę - jej czekoladowe oczy zaszkliły się - Błagam, don't look at me that way.
- Don't promise that you're gonna write,
Through promise that you'll call, 
Just promise that you won't forget we had it all "
- Obiecuję.
Nasze usta po raz ostatni się spotkały. Potem Ona lekko wypuściła moją dłoń i ruszyła przed siebie. Odwróciła się jeszcze raz, ostatni raz i zniknęła w ciemności.
" Feels like snow in September "

Pisała. Przez trzy miesiące, ale pisała. Potem mnie zostawiła. Nie odezwała się ani razu po tych cholernych dziewięćdziesięciu dniach. Teraz już wiem dlaczego. Wtedy tego nie pojmowałem.

Korytarz drzew. Dusza, dla której od dawna rzeczywistość ma szary koloryt. Dusza, której wraz z życiem niezwykle ważnej osoby zabrano i kredki. Na końcu tegoż korytarza majaczy śnieżnobiała bryła. Podszedłem do niej. Padłem na kolana i zacząłem głośno płakać i powtarzać " Dlaczego ?! ". Nie przejmowałem się nikim, kto mógłby mnie usłyszeć. Wraz z nią odeszła cząstka i mnie. Idioty, który niczego nie zauważył i pozwolił jej tak po prostu odejść.
Wstałem. Delikatnie przejechałem dłonią po marmurze i poszedłem stamtąd. W połowie dróżki stanąłem i wyszeptałem
" You were my summer love
You always will be my summer love " 
Zawsze będziesz dla mnie kimś znacznie więcej.
Moją drogą do szczęścia, która właśnie się skończyła.



Hej Marcheweczki ♥
1. Mam wielką nadzieję, że taki " typ " imagina przypadł Wam do gustu i dobrze się czytało. Na pomysł napisania tego imagina wpadłam podczas słuchania Summer Love. Jak widzicie cytaty z tejże piosenki są w tym tekście. Jest on dziwny, inny. A to dlatego, że chciałam Wam dać wolną rękę. Chciałam, żebyście sobie to wyobrazili i ruszyli głową. Nie napisałam niczego wprost. Możemy się jedynie domyślać o co może chodzić. Może napiszecie w komentarzach Wasze domysły na temat np. dlaczego owa dziewczyna musiała wyjechać, dlaczego zmarła itd. Jestem bardzo ciekawa :D
2. Mam dalej pisać imaginy z piosenkami ? 
3. Dedykacja dla Małgosi N.M. 
4. Wczoraj minął rok odkąd dołączyłam do wielkiej Directionerskiej Rodziny ♥ Chcę za wszystko Wam podziękować. A w szczególności Adze, Aguuusi, Pauli, Oliwii, Oliffce, Gośce, Isi, Nice, Kamili i ogółem wszystkim, którzy mnie wspierali, wspierają i mam nadzieję, będą wspierać.

KOCHAM WAS ♥


Dominika ♥

środa, 13 lutego 2013

# 77. Zayn.

 Nie zdziwcie się tematyką imagina. Wpadłam na ten pomysł dawno temu, ale dopiero teraz doprowadziłam go do końca. Szybka jestem, wiem. W każdym razie tematyka jedna z moich ulubionych. Wiele się książek naczytałam :D Zapraszam do czytania.




Początek lata i koniec szkoły. Dwie dobre wiadomości. Dziewczyna imieniem [T.I] kocha jazdę na rolkach, więc z przyjemnością przyjmuje do świadomości fakt, iż ma na to aż 2 miesiące. Skończyła liceum i, co ważne, z wyróżnieniem. Czas na studia. Ale jakie? Nigdy nie umiała podejmować tak ważnych decyzji. Gdyby byli przy niej rodzice albo chociaż starsze rodzeństwo, u którego mogłaby sięgnąć po radę. Ale nie ma nikogo. Rodzice nie żyją, a siostrzyczki ani brata nigdy nie miała. Wzięła ze sobą rolki i udała się do parku. Do swojej prywatnej publicznej oazy spokoju. Zaczęła jeździć i jakby zapomniała o wszystkim. Liczyła się tylko ta chwila. Czasami do dziewczyny dołączał się któryś z obecnych tam chłopaków. Właśnie jeden z "kolegów" pomagał nastolatce wykonać piruet, ale straciła równowagę i wylądowała na tyłku. Chłopak pytał ją czy nic jej nie jest, a gdy ona mu odpowiedziała 5 razy, że wszystko w porządku zniknął z pola widzenia. Usiadła na ławce i schyliła się, aby zdjąć buty. Gdy się podniosła do pionu, zobaczyła obok siebie chłopaka. Siedział pochylony do przodu z brodą podpartą na rękach i przyglądał się dziewczynie.
 - Heeej - powiedziała niepewnie, zwracając się do bruneta.
 - Widziałem twój wypadek - odpowiedział jej zmysłowym głosem. Był tak głęboki, że trwało chwilę, zanim dotarło do niej, że chłopak o coś pyta - Mam nadzieję, że nic ci się nie stało?
 Nie zirytowała się tak, jak w przypadku tamtego chłopaka. Teraz czuła się wyróżniona, że ktoś taki jak on zwrócił na nią swoją troskę. Założyła ręce na piersi, uśmiechnęła się i chciała powiedzieć, że wszystko jest jak najbardziej ok, ale wtedy poczuła na ręce ciepłą ciecz. Uniosła dłoń i zobaczyła cieknącą stróżkę krwi. Reakcja chłopaka nie była normalna. Jego tęczówki się rozszerzyły, tętno podskoczyło, a ręce zacisnęły w pięści. Dodatkowo jego wzrok wciąż uciekał w stroną rany [T.I], ale ona tego wszystkiego nie zauważyła, bo ścierała szkarłat z ręki. Brunet nie wytrzymał tego, wstał.
 - Przepraszam, muszę już iść - powiedział, rozglądając się na boki byle tylko nie patrzeć na dziewczynę.
 - Coś się stało? - tym razem ona o to zapytała.
 - Nie, ja po prostu ... Na razie - rzekł i odwrócił się, aby odejść.
 - Powiedz chociaż, jak masz na imię! - zawołała za nim.
 - Zayn! - odkrzyknął, nie odwracając się z powrotem w jej stronę.
 - W takim razie, do zobaczenia, Zayn - powiedziała cicho do siebie. Była pewna, że jeszcze się spotkają.

***

 Następnego pięknego dnia poszła z przyjaciółką do centrum handlowego. Jak to dziewczyny chodziły po sklepach i przekazywały sobie najnowsze plotki, nie tylko z ich otoczenia. Gdy każda z nich miała po kilka toreb ze świeżo zakupionymi częściami garderoby, usiadły w kafejce i zamówiły coś do picia.
 - [T.I], coś ty taka zamyślona? - spytała ją Martha, gdy ta zauważyła, że nastolatka jej nie słucha.
 - Nie. Wszystko jest ok - odpowiedziała, uśmiechając się nieszczerze.
 Bo tak naprawdę myślami była cały czas przy wczorajszym spotkaniu w parku. To nie mogło być nic przypadkowego. Przecież to on się do niej dosiadł i on zaczął rozmowę. Ale z drugiej strony zniknął tak nagle ...
 - I znowu mnie nie słuchasz! - zawołała kumpela.
 - Przepraszam, jestem trochę rozkojarzona - przyznała w końcu.
 - Widzę. Wiesz, ja muszę lecieć. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia w związku z nową szkołą - powiedziała Martha, dopijając sok i wstając z miejsca - Zadzwoń, jak już będziesz mogła się skupić.
 - Ok. Na pewno - odpowiedziała [T.I] z bladym uśmiechem. Starała się nie myśleć o tym, że ta cała szkoła to był tylko pretekst do wyjścia. Ostatnio coś się nie układa w ich przyjaźni. Nie rozmawiają już tak, jak dawniej. Brunetka myślała, że może dzięki tym zakupom to się zmieni i dlatego zaproponowała ten wypad, ale prawda była taka, że oddalały się od siebie. Przyłożyła słomkę do ust i pociągnęła kilka łyków zawartości kubka. Gdy go doszczętnie opróżniła, wstała, wrzuciła go do śmietnika i chciała iść do domu. Jednak coś ją zatrzymało. Na ławce pod jednym ze sklepów siedział ... Zayn. Przypatrujący się jej Zayn. Na początku się zawahała, ale chwilę później już maszerowała w stronę chłopaka. Przysiadła obok niego.
 - Cześć - przywitała się.
 - Hej - odpowiedział jej. Spojrzał na torby trzymane w trzęsących się rękach dziewczyny - Odwieźć cię do domu?
 - Jeśli nie byłby to dla ciebie problem.
 Poszli na parking. Rozglądała się, będąc ciekawą czym jeździ ten chłopak i ku jej zaskoczeniu zatrzymali się przy czarnym i na pewno bardzo drogim  <KABRIOLECIE> .

- To twój wóz? - zapytała [T.I] nie dowierzając.
 - Tak. Wsiadaj - otworzył jej drzwi od strony pasażera. Zajęli miejsca i jechali ze wskazówkami dziewczyny. Po kilkunastu minutach czucia wiatru we włosach i wesołych pokrzykiwaniach dojechali na miejsce.
 - Dzięki za podwiezienie. Wejdziesz może na chwilę? - zaproponowała.
 - Nie tym razem. Muszę już wracać - odparł i ruszył z piskiem opon.

* ZAYN *

 Dlaczego nie skorzystałem z propozycji? Nie mogłem. Nie mogłem jeszcze wytrzymać z nią tyle czasu. Musiałem się najpierw uodpornić na jej krew, a do tego potrzebowałem innej krwi. O tak, o niczym bardziej teraz nie marzę niż świeża, nęcąca krew jakiegoś człowieka. Ale z tego zrezygnowałem już wieki temu. Teraz pozostały tylko niewinne zwierzęta w lasach. Nigdy żaden ciepłokrwisty nie wywołał u mnie takiej reakcji, jak [T.I]. Czuję, jakby była stworzona tylko dla mnie. Jakbyśmy pasowali do siebie jak dwa kawałki układanki.

***

Od tamtego momentu spotykali się regularnie. Czasami wyjeżdżali za miasto, czasami wychodzili gdzieś na miasto, a czasami po prostu siedzieli w domu któregoś z nich i cieszyli się sobą. Przy okazji należy wspomnieć, że mieszkanie Zayna jest bardzo nowoczesne, przestronne i, co najbardziej widać, bogate. Gdy pierwszy raz byli u chłopaka, a [T.I] spytała go skąd ma tyle kasy na to wszystko, odpowiedział, że ma bogatych rodziców, ale nie chciał się zagłębiać w ten temat, a ona nie chciała naciskać. Któregoś dnia wybrali się na dłuższą wycieczkę. Zabrali co było im potrzebne i wyruszyli. Gdy zapadła noc, oboje poszli do swoich namiotów, ale dziewczyna nie mogła zasnąć. Poszła do Malika, ale jego namiot był pusty. Rozejrzała się za jakimiś śladami jego obecności, ale nic nie zauważyła. Poszła w stronę lasu i weszła w jego głębię. Szła tak jakiś czas, aż doszła do małej polanki. Do polanki, na której rozgrywało się niecodzienne przedstawienie. Widziała obraz Zayna w czarnych spodniach, bez koszuli zatapiającego zęby w szyi niedźwiedzia. Stała bez ruchu, jednak on ją wyczuł. Jej woń była nie do przeoczenia. Zwłaszcza teraz, gdy był pod wpływem świeżej krwi i jego zmysły oszalały. Podbiegł do niej w dwóch szybkich krokach i stał nad nią ciężką dysząc chcąc przebić jej tętnice szyjną swoimi ostrymi, stworzonymi do wysysania krwi zębami. Ona podniosła wolno dłoń i przyłożyła ją do policzka chłopaka - wampira. Nie bała się. Nie bała się tego, że są całkiem sami w leśnej głuszy i ten tajemniczy chłopak może zrobić wszystko. Nawet ją ... zabić. Nie. Ponieważ widziała w jego oczach iskierkę miłości, z jaką na nią patrzył. Powoli się uspokajał. Gdy już wszystkie emocje opadły, pozostał prawdziwy Zayn Malik. Jego ramiona poruszały się w dół i w górę zdradzając ogromne zmęczenie. Opuścił głowę, aby zaraz ją podnieść i spojrzeć w twarz [T.I]. W uśmiechniętą twarz.
 - Co takiego w tobie jest? - zadał pytanie, ale nie czekał, aż ona coś powie, tylko kontynuował - Co  sprawia, że jesteś tak wyjątkowa? Właśnie odkryłaś coś, z czym się ukrywałem przez wiele wieków i zamiast uciekać przede mną z krzykiem ty stoisz i się uśmiechasz.
 - Odpowiedź jest prosta - odpowiedziała mu - Po prostu cię kocham.
 Zbliżyła swoją twarz do niego i delikatnie musnęła jego wargi, na których były jeszcze ślady krwi ssaka leżącego za ich plecami. Chłopak oddał pocałunek, popychając ich w szał namiętności.

***

- NIE !!! - wykrzyczał tak głośno, że dziewczyna podskoczyła na kanapie, na której siedziała. - Nie rozumiesz, jakie to ciągnie za sobą konsekwencje?! Jesteś jeszcze młoda, masz przed sobą całe życie i chcesz to sobie odebrać?
- Dla mnie to świadczy tylko o jednym. O tym, że będę z tobą już na zawsze - mówiła po raz setny spokojnym, opanowanym głosem. Nie chciała swoim gniewem podsycać złości Zayna. Już teraz był wściekły jak nigdy.
 - Naprawdę nie rozumiesz. Mam ci to wyjaśnić najbardziej dobitnie? - przypadł do niej, złapał ją mocno za nadgarstki w powiedział wolno cedząc słowa - To cię zabije.
 - Nieprawda - zaprzeczyła, starając się nie zważać na ogromny ból dłoni, który poczuła. Jednak Malik czuł jej emocje, szybko cofnął ręce i poszedł w stronę okna. [T.I] wstała i podeszła do niego. Dotknęła jego ramienia.
- Change me. - powiedziała cicho. Zayn nie reagował. Stał tylko i patrzył w przestrzeń. - Change me - powtórzyła jeszcze raz - Proszę. Nie mam żadnej rodziny. Moi rodzice zginęli w wypadku, gdy byłam mała. Ledwo ich pamiętam. Przyjaciółka ? Oddalamy się od siebie, już nie rozmawiamy tak jak dawniej. Nie mam pojęcia do jakiej szkoły chcę pójść, praktycznie nic nie umiem zrobić na 100% dobrze. I co ty takiego widzisz szczęśliwego w moim życiu, że nie chcesz mnie zmienić ? Jeśli po prostu nie chcesz spędzić ze mną wieczności, to powiedz mi to prosto w twarz.
 Zaryzykowała wypowiadając te słowa, ale w tamtym momencie miała w głowie najczarniejsze myśli. Jedną z nich było właśnie to, że Zayn mnie jej chce. Ale on odwrócił się w jej stronę, spojrzał na nią i lekko, prawie niezauważalnie, się uśmiechnął.
 - Przecież wiesz, że cię kocham i że chcę z tobą być już na zawsze. Ale ... - przerwał i załamał ręce. Nie wiedział, jak jeszcze ma się tłumaczyć.
 - Żadnego 'ale'. Jutro, dobrze ? - zapytała, splatając ich dłonie.
 Nie wiedziała, o co prosi. Myślała, że poboli na początku, potem przestanie i już wszystko będzie ok. Ale nie zna tego pragnienia, gdy od kilku dni nie miałeś w ustach nawet kropli krwi. W gardle czujesz, jakby ci jeździła piła mechaniczna. A gdy wyczujesz krew człowieka, zwłaszcza, gdy jesteś młodym wampirem, nic cię nie powstrzyma przed rozszarpaniem ofierze gardła. Chyba, że jesteś wyjątkowo mocnej woli wampirem, a taki nie urodził się od kilku stuleci. Jednak obietnica, to obietnica. A słowo Zayna Malika jest święte.

 ***

To się stało następnego dnia. Odcięli się od miasta, wyjechali gdzieś na środek lasu. Gdzieś, gdzie nikt nie miał ich zobaczyć. Była to ich polanka, na której o wszystkim się dowiedziała. Stali pośrodku i wydawało się, że nie wiedzą co mają robić. Przynajmniej [T.I] nie wiedziała. Nie miała pojęcia jak ma się w tej sytuacji zachować. To ona tego chciała, a teraz ogarnął ją strach. Ale nie mogła tego zdradzić Zaynowi. Wtedy od razu powiedziałby, że w takiej sytuacji nie mogą tego zrobić. A ona musiała.
 - Jesteś gotowa? - zapytał, zbliżając się do niej. W czerni wyglądał jak młody bóg.
 - Tak - ledwie przeszło jej to przez gardło, ale zgodziła się.
 - Lepiej zamknij oczy - ostrzegł ją i nie czekał dłużej.

***

To niesamowite ile czasu już minęło. Nieraz się mówi, że czegoś się nie robiło ze 100 lat, ale w moim przypadku mogłoby to być stwierdzenie dosłowne. Tak, już ponad wiek jestem na tym świecie jako wampirka. Oczywiście u boku Zayna. Czasami jest źle. Zwłaszcza, gdy brak mi krwi. Malik mnie nie ostrzegł przed pragnieniem, ale to nieważne. Poza tego typu niektórymi momentami jest cudownie. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego życia. Nieważne, że niektórzy mówią na mnie krwiopijca. Ważne, że ja jestem szczęśliwa z Zaynem i nikt mi tego nie odbierze. 



AGNIESZKA


Szablon by S1K