Statystyka

wtorek, 13 sierpnia 2013

#136. Harry & Louis

Louis po raz kolejny ziewnął, przeciągając się na purpurowej kanapie i spoglądając na srebrny zegarek mieszący się na jego lewym nadgarstku – czas jeszcze nigdy nie płynął mu tak wolno, jak podczas robienia zakupów z Eleanor. Kiedy jego dziewczyna mierzyła kolejne, takie same sukienki, poczuł, że dłużej nie wytrzyma w tym butiku. Podał swojej dziewczynie kartę kredytową i oznajmiając, że musi coś załatwić, zostawił ją samą ze stertą ubrań. Tak naprawdę nie miał nic ważnego do zrobienia, ale nie mógł spędzić w tym sklepie kolejnej minuty. Szybko skierował się w stronę sklepu z elektroniką, a potem podszedł do półki ze słuchawkami. Był tam też chłopak z uczelni, który był od niego kilka lat młodszy – Harry. Miał pamięć do twarzy, więc od razu rozpoznał kolegę, patrzącego za tanią parą słuchawek.
Jednak po chwili jego uwagę przykuło coś innego niż najnowszy sprzęt elektroniczny. Dwoje nastolatków właśnie wrzuciło do torby chłopaka jakieś pudełko, a ten nawet tego nie zauważył. Louis skrzywił się, widząc „zabawne” zachowanie tej dwójki, po czym postanowił zainterweniować. Kiedy zielonooki wychodził ze sklepu bramki zapiszczały, na co ten został otoczony przez ochronę, przestraszony i nieświadomy, tego co przed chwilą zaszło.
- Zapłacę za te słuchawki – Lou podszedł do nich i  posłał ochroniarzowi znaczące spojrzenie, kiedy ci skończyli przeszukiwać podejrzanego chłopaka – Skoro panowie i tak nic nie znaleźli...
Podał mu odpowiedni banknot, po czym pociągnąłem lekko oszołomionego chłopaka za rękę i wciągnął ze sklepu, prowadząc do najbliższej ławki, na którą ciężko opadli.
- Ja… ja dziękuję  – wydusił oszołomiony – Ale ja tego nie zrobiłem! Nie jestem złodziejem!
- Wiem. To byli jacyś gówniarze, którym widocznie się nudziło – Tomlinson uśmiechnął się pocieszająco, podając koledze słuchawki – Masz, weź je.
- Dziękuję, Louis – czy powinno go zdziwić, że dzieciak znał jego imię? Raczej nie, był bowiem kapitanem szkolnej drużyny piłkarskiej – Oddam ci te pieniądze, ale nie teraz… Może… dasz mi swój numer i umówimy się, żebym mógł ci je zwrócić?
- Jasne, nie ma problemu – odparł starszy chłopak podając mu swój numer telefonu – A teraz wybacz, ale muszę wracać. Miło było cię poznać…
- Harry, Harry Styles – odparł chłopak chowając do kieszeni jednej z starszych modeli telefonów.
- W takim razie do zobaczenia, Harry – dokończył  z uśmiechem i skierował się w stronę butiku, mając nadzieję, że El wreszcie zdecydowała się którą z niebieskich sukienek powinna zabrać ze sobą do domu…


Blade światło księżyca oświetlało ciemny pokój, w którym siedział Louis, trzymając w swoich rękach kubek gorącej herbaty i zastanawiając się nad wydarzeniami tego dnia, jak i resztą swojego marnego życia. Wydawać się mogło, że chłopak, który pochodzi z bogatej rodziny i jest jednym z najpopularniejszych uczniów swojego uniwersytetu ma wszystko, co potrzebne jest człowiekowi do szczęścia. Było to jednak bardzo płytkie stwierdzenie, gdyż Lou pomimo tylu udogodnień czuł, że jego życie jest szare i puste. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jego popularność jest wynikiem kilku zer na koncie, a Eleanor po prostu kocha luksus bardziej niż cokolwiek innego na  świecie. Na domiar złego nie mógł być w pełni sobą, bo któż zaakceptowałby takiego Louisa Tomlinsona, gdyby dowiedział się prawdy?
Kiedy ktoś zaświecił światło, nieprzyzwyczajony chłopak zmarszczył nos, przysłaniając swoje oczy. Kilka sekund później na łóżko wskoczył Zayn, sprawiając, że herbata rozlała się po pościeli. Louis warknął pod nosem przekleństwo, czym towarzysz w ogóle się nie przejął.
- Wróciłem – odparł uradowany, nawet nie zaprzątając sobie głowy, że narobił kilka szkód
- Zauważyłem – warknął niebieskooki wycierając w materac swoje mokre ręce – Jak było na randce z Perrie?
Przyjaciel tylko wzruszył ramionami, jakby nie miał na ten temat wyrobionego zdania i oparł się o ścianę obok Louisa. W tym momencie komórka Lou zaczęła dzwonić, a na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer. Kiedy chłopak przyłożył ją do ucha słysząc głos:
- Louis? Tu Harry – głos młodszego chłopaka lekko drżał – Mam te pieniądze. Może miałbyś ochotę spotkać się w poniedziałek o jedenastej w kawiarni naprzeciwko naszej uczelni?
- Jasne – odparł Lou, próbując wypaść obojętnie. W rzeczywistości cały wieczór spędził rozmyślając o tym zielonookim chłopaku, który z minuty na minutę zaczynał interesować go coraz bardziej – W takim razie do zobaczenia jutro.
Rozłączył się i rzucił telefon na nocny stolik, kątem oka dostrzegając, że Zayn patrzy na niego z niemałą ciekawością, jakby poważnie się nad czymś zastanawiał:
- Co jest? – spytał w końcu, nie mogąc udawać, że nie widzi spojrzenia przyjaciela.
- Nic, po prostu… oczy ci się błyszczą.
- Wydaje ci się – odparł z wymuszonym uśmiechem, sięgając do kieszeni po papierosa.


Louis nienawidził poniedziałków, a do tego musiał wcześniej wstać, żeby spotkać się z Stylesem. Na dodatek chłopak spóźniał się już dobre dwadzieścia minut, co nie wpływało na jego korzyść. W końcu pojawił się w progu kafejki z niemałym zakłopotaniem podszedł do niego i usiadł naprzeciw niego.
- Przepraszam za spóźnienie, ale zatrzymali nas na wykładzie – nerwowo poprawił opadającą na czoło skręconą grzywkę. Louis jedynie pokiwał głową, że nic się nie stało i z powrotem zanurzył usta w filiżance gorącej kawy. W tym czasie Harry wyciągnął z torby pieniądze, które położył na stole – Oddaję.
Nastał niezręczny moment, kiedy Louis wziął pieniądze, nastała między nimi głucha cisza. Tomlinson miał ochotę uciec stamtąd, ale Harry przełamał trwające między nimi napięcie:
- Jak się bawiłeś na imprezie u Liama? Było o niej głośno – nie dziwne było, że nawet ktoś taki jaki pierwszoroczniak wie, że co weekend odbywają się u członków drużyny piłkarskiej huczne i bardzo głośne przyjęcia.
- W porządku – odparł Louis, w rzeczywistości nie udając się tamtego wieczoru do kolegi. Jednak co mówiliby ludzie na uczelni gdyby się dowiedzieli? – A tobie jak minął weekend?
- Dobra płyta, słuchawki od ciebie – zaśmiał się cicho – I notatnik z ołówkiem
- Piszesz coś? – zaciekawił się Lou, na co Harry momentalnie poczerwieniał, kiwając twierdząco głową. Tym czasem Tomlinson starał się podtrzymać rozmowę – A… czego słuchasz?
- Uwielbiam  Pink Floyd, dostałem nawet ich płytę na urodziny – uśmiechnął się
- Pink Folyd? Kocham ich! – ucieszył się Lou – Urodziny? Kiedy obchodziłeś?
- Niedawno, pierwszego lutego.
- W takim razie, wszystkiego najlepszego, Harry – uśmiechnął się niebieskooki, ciągnąc temat ulubionego zespołu, tym samym uświadamiając sobie, że Styles jest fajnym chłopakiem i szkoda, że dane im było spotkać się dopiero teraz.


Musiał minąć cały tydzień, żeby Louis uświadomił sobie oczywistą rzecz, którą powinien wiedzieć już dawno temu. Jednak dopiero kilka dni temu postanowił nie robić nic wbrew samemu sobie i postanowił działać. Nie miał pojęcia czy skłoniło go do tego poznanie Harry’ego, który zupełnie odbiegał od reszty jego znajomych czy po prostu miał już dość udawania. Jedno było pewne – po zerwaniu z Eleanor wracał do domu z uśmiechem na twarzy. I nawet nie obchodziło go to, co pomyślą jego znajomi, pierwszy raz w życiu kompletnie się tym nie przejmował. Teraz liczył się tylko on i to, co sam czuje.
Był już prawie w domu, kiedy jego telefon zaczął dzwonić. Spojrzał na wyświetlacz, na którym widniał numer Harry’ego. Lekko zdezorientowany chłopak, zjechał na pobocze i odebrał.
- Halo? – nie wiedzieć czemu nie mógł opanować uśmiechu cisnącego się na usta
- Louis? –  usłyszał zdenerwowany i zachrypnięty głos Harry’ego – Proszę cię, potrzebuję cię!
Nie czekając na dalsze wyjaśnienia chłopaka zawrócił samochód i kierując się instrukcjami dotarł pod akademik, w którym mieszkał Harry. Szatyn stał już na dworze i wyraźnie go wyczekiwał. Kiedy Tomlinson zaparkował przy krawężniku, Styles wskoczył do samochodu.
- Jedź do szpitala, proszę!
Louis w skupieniu wykonał jego polecenie, cały czas zastanawiając się dlaczego to właśnie do niego zdecydował się zadzwonić Harry, skoro nie byli nawet dobrymi znajomymi i znali się zaledwie kilka dni. Czyżby chłopak darzył go tak wielkim zaufaniem? A może po prostu nie miał po kogo zadzwonić, a wiedział, że Lou ma samochód? W tym momencie nie było to aż takie ważne. Patrząc na bladego i zdenerwowanego loczka, Tomlinson miał ochotę mocno go przytulić i jakoś pocieszyć, mimo że nawet nie wiedział, co dokładnie się stało.
Pod budynkiem szpitala znaleźli się po kilku minutach. Harry odpiął pas i pośpiesznie udał się do budynku, a tuż za nim Robert. Znaleźli się na pustym korytarzu, Styles rozpaczliwie rozglądał się za kimś, kto mógłby udzielić mu informacji. W końcu pojawił się jakiś lekarz. Tom zaczął się o coś wypytywać, natomiast Louis usiadł w poczekalni. Po dwudziestu minutach jego towarzysz wyszedł z gabinetu lekarskiego wyraźnie strapiony.
- Co się stało? – Lou w końcu nie wytrzymał i spytał wprost
- Niall, mój przyjaciel miał wypadek – odpowiedział cicho Hazz – Długo nie wracał do domu, zacząłem się o niego denerwować, a nie odbierał telefony. Wyszedłem na dwór, żeby go poszukać, kiedy znalazłem go pod naszym budynkiem nieprzytomnego z rozciętą głową. Wezwałem pogotowie, ale nie pozwoli mi z nim jechać. Dlatego postanowiłem zadzwonić do siebie mając nadzieję, że jesteś w okolicy. Przepraszam, że to tak wyszło. Nie chciałem…
- Już w porządku – odparł wyraźnie uspokojony Louis, którego nagle zaczęło obchodzić życie młodszego chłopaka – Chodź, odwiozę cię do domu.
Droga powrotna minęła szybko i w spokojnej atmosferze. Harry nie miał ochoty do rozmów, co Lou uszanował, zdając sobie sprawę, co chłopak przeżywa w związku z wypadkiem. W końcu zaparkował pod akademikiem, w którym mieszkał loczek. W tym momencie cisza w samochodzie była wręcz namacalna. Pierwszy ocknął się Styles.
- Może masz ochotę na herbatę? – spytał cicho, na co Louis pokiwał głową, stwierdzając, że nie ma ochoty jeszcze wracać do domu i opowiadać Joshowi o zerowaniu z El. Większą ochotę miał teraz na ciepłą herbatę w towarzystwie Harry’ego Stylesa.


Kilka minut później chłopacy siedzieli w małej kuchni i popijali ciepłą herbatę. Harry opowiadał Louisowi o sobie oraz Niallu, którego poznał przez Internet, a potem  postanowili zamieszkać razem w jednym akademiku. Tomlinson zauważył, że jego znajomy ma bardzo przyjemny głos oraz zielone oczy, które błyszczały w świetle kuchennej lampy. Czuł się przy nim naprawdę dobrze i swobodnie. Jak przy nikim inny.
- Zerwałem z Eleanor – wypalił nagle, na co Harry posłał mu pytające spojrzenie
- Jak to? – zdziwił się
 - Po prostu, ale nie mówmy o tym, proszę – Tomlinson nie chciał rozdrapywać starych ran
Harry tylko pokiwał głową, zerkając na zegarek. Louis domyślił się, że daje mu dyskretne sygnały, żeby już poszedł, ale kiedy miał wychodzić, loczek poprosił go, by został z nim na noc, bo nie chce być sam. Jego propozycję przyjął z dziwnie zadowoloną miną.
Kiedy uprzątnęli kuchnię, Styles zaprowadził Lou do swojego pokoju. Był on mały, ale bardzo przytulny. Nad biurkiem znajdowała się tablica korkowa, gdzie poprzypinane były widokówki i różne teksty. Szczególną uwagę Tomlinsona przykuł pewien cytat: „Give me love” sprzed dwóch tygodni. Czy to przypadkiem nie wtedy ta dwójka spotkała się po raz pierwszy? Nie, to przecież było bez sensu. Bo niby, co miało znaczyć dla Harry’egp ich spotkanie? Nagle jego wzrok przykuły drobno zapisane kartki porozrzucane po całym biurku. Louis wziął jedną do ręki, jednak nim zdążył zapoznać się z treścią, pojawił się Harry, wyrywając mu ją.
- Hej, ja to czytałem! – krzyknął niezadowolony – Chcę zobaczyć!
- To nic takiego!
Nie chcąc, żeby Louis zobaczył zapiski, Harry schował kartki za siebie, ale to nie przeszkodziło loczkowi, żeby o nie zawalczyć. Nie chcąc się tak łatwo poddać owinął wokół niego ramiona, chcąc dosięgnąć kartek. Gdy ich torsy zatknęły się za sobą na całej długości Louis zapomniał jak się nazywa. Już się nie śmiali. Ale Harry nie uciekał. Lou poczuł jak zadrżał, kiedy jego gorący oddech owionął jego szyję.
Usłyszał szelest opadających na podłogę kartek i poczuł jak jego serce łomocze się w piersi. Ich mętne spojrzenia zbliżyły się. Louis przemknął powieki delikatnie muskając dłońmi  przedramiona Harry’ego… Cholera. W jednym momencie poczuł jak na swoich wargach ciepłe usta Stylesa, który niepewnie drżał, zapewne tak samo jak on, nie widząc, co tak właściwie się dzieje. Dopiero po chwili oderwali się od siebie, a Louis jeszcze nigdy nie czuł się tak zawstydzony jak wtedy.
- Przepraszam, ja… - zaczął się tłumaczyć, nie mogąc pogodzić się z faktem, że uległ swojej największej pokusie, mimo że obiecał sobie z nią walczyć i nigdy nie przyznać się do tego przed światem. Ostrożnie spojrzał na Harry’ego, który… wydawał się być zadowolony z takiego obrotu sprawy, a w jego oczach tańczyły iskierki – Cholera, Harry?!


Tamtego wieczoru Louis odkrył, że szukał człowieka, który mógłby go zrozumieć, nawet nie zdając sobie sprawy, że miał tak blisko siebie, kogoś dokładnie takiego samego. Harry również okazał się być inny, ale dla Tomlinsona, ta inność była wręcz idealna. Teraz nie wyobrażał sobie bycia bardziej szczęśliwym niż wtedy, kiedy miał przy sobie cały swój świat w postaci jednego człowieka. I mimo że nie było to łatwe, oboje chcieli brnąć w to dalej, ponieważ wierzyli, że miłość jest w stanie pokonać wszystkie przeciwności losu.


Pewnego wieczoru Louis zaplanował dla Harry’ego niespodziankę. Umówili się w restauracji, gdzie wspólnie mieli spędzić intymne chwile, kolacja przy świecach, a później spacer w blasku księżyca. Kiedy Styles zjawił się w restauracji, niebieskooki od razu przystąpił do niego i złożył na jego ustach pocałunek. Chłopak zarzucił mu ręce na szyję, pragnąć więcej.
Nagle, drzwi do pomieszczenia otworzyły się z wielkim hukiem, a do uszu mężczyzn dobiegło głośne przekleństwo. Kiedy oderwali się od siebie ich oczom ukazał się Zayn… Co on tutaj robił?! Jakim prawem tu przyszedł? Tak wiele pytań i zero odpowiedzi.
- Louis, co ty?! W pedała się bawisz?! – krzyknął zaszokowany
- Co?! Nie! – odepchnął od siebie Harry’ego, któremu nie podobało się to, że Tomlinson wstydzi się swoich uczuć – My tu…
- Jesteś gejem?! – Malik dalej drążył temat, chcąc my przyjaciel w końcu się przyznał.
- Nie! Nie mam a tym chłopakiem nic wspólnego! – warknął, po czym szybko wyminął przyjaciela i nie interesując się losem Harry’ego, wybiegł na ulicę. Byle jak najdalej od oskarżeń, byle jak najdalej od wścibskich spojrzeń. Kochał Hazzę, ale… nie mógł pogodzić się z tym, że ktoś mógłby poznać prawdę. Wtedy to nie byłoby życie, a piekło wyrządzone na ziemi. Biegł przed siebie, nawet nie zastanawiając się dokąd zmierza. Chciał tylko uciec od problemów…


Harry wpatrywał się w zaszokowanego Zayna, który przeżył zbyt wielki szok, żeby cokolwiek mówić. Styles, nie zastanawiając się długo, chwycił swoją kurtkę i wybiegł za Lou, pragnąć go odnaleźć i wszystko wyjaśnić. Mimo że chłopak wsadził mu nóż prosto w serce, zaprzeczając tego, co działo się między nimi, ten byłby w stanie mu to wybaczyć. Starał się nawet zrozumieć, byle by tylko go znaleźć i zapewnić, że wszystko będzie dobrze…
- Louis! – krzyknął rozpaczliwie, ale odpowiedziało mu głuche echo – Louis, proszę!
Ale na ulicach miasta nie było żywej duszy. Chłopak nie chciał się jednak poddać, miał zamiar walczyć o swoje szczęście. Zarzucił kurtkę na ramiona i zaczął przechadzać się pustymi ulicami. Mgła tylko utrudniała mu widoczność, ale cały czas był dobrej myśli.
Nagle, w głębie dymu ujrzał jakieś światło. Uśmiech sam wkradł się na jego twarz, ponieważ był pewien, że to Louis, wyciągnął przed siebie ramiona i przyśpieszył kroku, czekając aż w końcu wpadnie w ramiona chłopaka, który znaczył dla niego więcej niż wszystko. Był coraz bliżej światła, jego serce jeszcze nigdy nie biło tak szybko i radośnie. Był pewien, że jeśli teraz uda im się przetrwać, to pozostaną niezniszczalni na zawsze.
Jeszcze tylko kilka sekund i wreszcie go przytuli. Jeszcze tylko kilka sekund i wszystko będzie dobrze. Jeszcze tylko kilka sekund i…

***

Przepraszam. Wiem, że teraz to nic dla ciebie nie znaczy, ale tak cholernie cię za wszystko przepraszam. Skąd mogłem wiedzieć, że pójdziesz mnie wtedy szukać? Skąd mogłem wiedzieć, że zawładnięty rozpaczą rzucisz się pod koła samochodu? Skąd mogłem to wszystko wiedzieć, Harry? Czuję się podle. Jestem mordercą. Zabiłem osobę, na której najbardziej mi zależało. A to wszystko dlatego, że bałem się powiedzieć światu ile dla mnie znaczysz. Teraz to już nie ważne. Teraz nikogo to nie obchodzi. Tylko ja, spędzam bezsenne noce, zastanawiając się nad tym, jak wyglądałoby nasze życie gdyby wszystko potoczyło się inaczej. I wiesz co? Wydaje mi się, że bylibyśmy szczęśliwi jak jeszcze nikt. Gdybym mógł, dałbym ci wszystko. Ale ty już tego nie potrzebujesz. Odszedłeś zostawiając mnie na tym cholernym świecie samego. Nie mam jednak do ciebie żalu. Należało mi się, ponieważ nie umiałem docenić, jak wielki skarb posiadłem, mogąc spędzać z tobą najpiękniejsze momenty w moim życiu. Teraz za to płacę. Mam nadzieję, że jest ci tam dobrze i myślisz o mnie czasem. Mam nadzieję, że któregoś dnia, znowu się spotkamy. A wtedy, przysięgam, już nigdy nie pozwolę ci odejść.




Ponieważ Imagin o Niallu jest w ciągłej rozsypce  spróbuje Wam to jakoś zrekompensować. Mam nadzieję, że kolejna historia i Larry'm Wam się podoba i jeszcze kiedyś będziecie miały okazje przeczytać moje małe bromance ;)

Do napisania, mam nadzieję, że niedługo!

Aga

piątek, 9 sierpnia 2013

#135. Louis, część 2

Ktoś cię porwał. Louis'a zostawili w parku. Kto to mógł być ? Dlaczego ?
 
Budzisz się po kilku godzinach w jakimś pomieszczeniu. Jest ciemno i zimno. Siedzisz na jakimś materacu. Masz związane ręce i nogi. Strasznie boli cię głowa. Nagle ktoś wchodzi do środka :
- Co ? Tatusiowi zachciało się interesów za granicą ? - pyta cię jakiś mężczyzna
- Słucham ? - pytasz zdziwiona
- Co ? To ty nie wiesz ? Niepotrzebnie twój tata pchał się do mojego stanowiska ! - śmieje się
- Nadal nie wiem o czym ty do mnie mówisz ! - zaczynasz się coraz bardziej denerwować
- Twój tata chciał czegoś więcej, władzy. Moje stanowisko było łatwym celem dla niego. Szybko udało mu się je przejąć. Straciłem prace, wyrzucono mnie na zbity pysk ! - uderza dłonią w ścianę - Ale nie martw się. Wszystko się ułoży, no w każdym razie dla mnie - szyderczo się uśmiecha - Twój tata zapłaci, za wszystko ! - wychodzi z pokoju
Ty zostałaś sama. Zaczynasz się zastanawiać, czym ty jesteś temu winna ? Dlaczego ty ? Dlaczego chce się zemścić, włączając w to ciebie ?
 
*tymczasem u Louis'a*
 
- Kurde, co jest ? - pyta sam do siebie
Louis próbuje się rozwiązać. Udaje mu się rozwiązać ręce, następnie nogi. Wyciąga z ręki telefon i dzwoni do twojego ojca :
- Halo ? Proszę pana, porwano [T.I] ! - krzyczy biegnąc do twojego domu
- Co ? Gdzie jesteś ? - pyta zszokowany
- Biegnę w stronę waszego domu ! Zaraz będę !
 
*tymczasem u ciebie*
 
Próbujesz się rozwiązać. Słyszysz jak ktoś rozmawia za drzwiami :
- Niedługo zaczną szukać dziewczyny ! - odzywa się ktoś
- Musimy ją gdzieś zostawić, mogą ją znaleźć tutaj ! - mówi następny
- Najlepiej zabić i po sprawie ! - krzyczy ktoś
- Nie ! - mówi mężczyzna, który wszedł wcześniej do pokoju - Trzeba ją tu trzymać, w każdym razie można ją zabić, ale to nie przyniesie zemsty, o którą nam chodzi !
- To co trzeba zrobić ? - odzywa się ktoś
- Trzeba zadzwonić do jej ojca, powiedzieć mu gdzie jest a potem zabić na jego oczach !
Tobie zaczyna momentalnie walić serce. Nie wiesz co masz robić. Pozostaje ci tylko czekać.
 
* w twoim domu*
 
- Boże, gdzie ona jest ! - krzyczy twój tata
Twoja mama płacze, tata chodzi po pokoju zdenerwowany. Louis myśli gdzie możesz być. Nagle ktoś dzwoni do twojego ojca :
- Halo ? - krzyczy w nadziei, że to ty
- No proszę, po raz kolejny się widzimy - śmieje sie
- Kto mówi !
- Spokojnie. Twój kolega z pracy, a nie zapomniałem już nie z pracy. Raczej wróg. Twojej [T.I] zostało mało czasu !- mówi spokojnie
- Mów gdzie jest do cholery ! - krzyczy
- Ale po co te nerwy. Jak na razie nic jej nie jest, na razie !
- Do cholery gdzie ona jest ! - krzyczy
- Namierz .. - rozłącza się
Twój tata opada bezsilnie na ziemię :
- Gdzie ona jest ?! - pyta Louis
- Zostało jej mało czasu ? Nic jej nie jest ? Namierzyć ? - twój tata jest oszołomiony
- Zaraz, zaraz, namierz ? Proszę pana trzeba namierzyć telefon [T.I] ! Ma go w kieszeni ! - krzyczy Louis
- Jak ? - pyta bezradnie
- System nawigacji, który ona ma w telefonie powinien pomóc ! - Louis'owi skacze ciśnienie
 
*tymczasem u ciebie*
 
- Trzeba rozwiązać jej nogi, trochę to zajmie zanim jej ojciec ją znajdzie - ktoś wchodzi do pokoju, w którym jesteś - No, trzeba cię rozwiązać ! - mówi do ciebie
Rozwiązuje ci nogi. Zapala jedną małą lampkę i wychodzi. Tobie przypomniało się, że masz telefon w tylnej kieszeni spodni. Starasz się napisać SMS-a. Nie udaje ci się, bo telefon wymyka ci się z rąk. Spostrzegasz obok na stole mały nożyk. Próbujesz go wziąć, ale bezskutecznie.
 
*piwnica w twoim domu*
 
- Chodź, trzeba wziąć to co potrzebne ! - twój tata prowadzi Louis'a przez ciemny korytarz twojej piwnicy
- Ale co ? - pyta Louis
Twój tata doprowadził go do jakiegoś pomieszczenia. Otwiera drzwi i zapala światło. W tym pokoju znajduje się broń. Kilka pistoletów, mundur z marynarki wojennej, w której był twój tata. Daje Louis'owi broń i razem idziecie szukać ciebie. W telefonie twojego taty widać, że znajdujesz się w jakimś opuszczonym budynku. Szybko udają się tam.
 
*miejsce, w którym jesteś*
 
- Musimy tam wejść niezauważeni - mówi twój tata do Louis'a
Louis kiwa głową na znak, że tak. Oboje idą po cichu do środka. Otwierają drzwi i idą w kierunku jakiegoś światła. Powoli podchodzą do każdych drzwi. Przez dziurki od kluczy patrzą, czy kogoś tam nie ma. W jednym pokoju widzą, że ktoś tam jest :
- Trzeba jak najszybciej sprowadzić jej ojca ! - słyszą kogoś
Szybko udają się do innego pokoju, aby jak najszybciej cię znaleźć. Na końcu korytarza znajdują cię. Cicho otwierają drzwi :
- [T.I] ! - twojemu ojcu kamień spada z serca
Podchodzi do ciebie i mocno przytula. Louis bierze nóż ze stołu i rozwiązuje cie. Jak najszybciej udajecie się do wyjścia :
- No proszę, proszę. Kogo my tu mamy ? - wchodzi mężczyzna, którego twój tata wygryzł
Ty i Louis stajecie za twoim tatą :
- Zostaw nas w spokoju - mówi stanowczo twój tata
- O nie, nie, nie. Najpierw zobaczysz co to znaczy coś stracić ! W twoim przypadku to będzie życie twojej córeczki - śmieje się złowieszczo
Mężczyzna strzela w nogę Louis'a, po czym upada na podłogę. Ty od razu podbiegasz do niego :
- Chłopaka zostaw, on niczym nie zawinił ! - krzyczy
Mężczyzna uśmiecha się tylko. Zaczyna przybliżać się do twojego taty, on się odsuwa. Tobie zaczynają płynąć łzy :
- Teraz jeszcze nie tylko twoja córeczka zapłaci, ale jeszcze ty ! - wysuwa w stronę twojego taty pistolet - Jakieś ostatnie życzenie, co ?
Nagle słychać duży hałas. Broń wystrzeliła. Na piersi twojego porywacza pojawia się duża plama krwi. Upada na podłogę. Twój tata patrzy przed siebie. Ty trzymasz w ręku pistolet. Szybko podchodzi do ciebie i przytula cię. Lecą wam łzy z oczu. Oboje pomagacie Louis'owi wstać.
 
 
Zachciało mi się kryminałów ;D

Podoba się ? :)
 Do następnego, trzymajcie się ♥ :)
 Gosia ♥

czwartek, 8 sierpnia 2013

#134. Zayn, część 2


Potrafię czytać z twoich oczu. Potrafię czytać w twoim sercu. Zakochasz się i będziesz cierpieć.
(Paulo Coelho)


Jej błękitne tęczówki wpatrywały się we mnie z ogromną ciekawością, ale zdziwieniem jednocześnie. Nie mogłam wydusić z siebie słowa, widząc przed sobą różowo-włosą obładowaną torbami. Przełknęłam głośno ślinę czując jak całe moje ciało sztywnieje. Widząc moją reakcję dziewczyna wymusiła uśmiech i obejrzała mnie od góry do dołu.
- Cześć, czy jest może Zayn? – spytała spokojnie rozglądając się po wnętrzu mieszkania.
- Tak, tak – ożywiłam się, próbując wypaść naturalnie – Proszę, wejdź.
Wpuściłam ją do środka modląc się, by Malik miał na sobie cokolwiek. Podążyłam za dziewczyną, która stanęła na środku salonu i rzuciła na ziemię swoje walizki. W tym momencie z pokoju wyszedł Zayn. Odetchnęłam z ulgą widząc go w ubraniu, z idealnie ułożonymi włosami.
- Perrie! – krzyknął po czym wziął dziewczynę w ramiona i zaczął ściskać – Dlaczego nie powiedziałaś, że wracasz wcześniej!? Przyjechałbym po ciebie, zrobił kolację, cokolwiek.
- Chciałam zrobić ci niespodziankę – pocałowała chłopaka w usta – Ale chyba mi się nie udało…
Jej spojrzenie zatrzymało się na mnie, po czym przeniosła je na mulata, widocznie oczekując odpowiedzi co robię w domu jej chłopaka i to późno w nocy.
- Och, to jest {T.I}, początkująca piosenkarka – poczułam jak moje oczy robią się momentalnie większe – Spotkaliśmy się na dzisiejszym koncercie i zaproponowałem jej, że omówimy parę istotnych spraw związanych z jej  przyszłą karierą.
- Miło mi poznać, jestem {T.I} – odparłam po chwili ciszy ściskając rękę dziewczyny. Zayn dał mi znak żebym wreszcie coś powiedziała i pomogła mu w tym marnym przedstawieniu – Bardzo cię przepraszam, że tak zasiedziałam się u twojego chłopaka, ale kiedy Zayn zaczyna mówić o muzyce traci się przy nim poczucie czasu.
- W porządku, cieszę się, że ci pomaga – odparła wyraźnie uspokojona Edwards tuląc się do Zayna, który obejmował ją ramieniem. W duchu musiałam przyznać, że wyglądają razem naprawdę ładnie…
- Cóż, nie będę wam już przeszkadzać – odparłam, nie chcąc nadużywać zaufania Perrie. Zarzuciłam na ramiona kurtkę i wzięłam torbę – Na pewno się za sobą stęskniliście, więc zostawiam was samych… Zayn – chłopak oderwał swoje spojrzenie od niebieskookiej – Dziękuję ci za rozmowę, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
Chłopak bez słowa skinął głową nawet nie odprowadzając mnie do wyjścia. Kiedy zamykałam za sobą drzwi, ostatnie co widziałam co namiętnie całującą się p a r ę.



Zaczęły targać mną zimne dreszcze mimo że na dworze było stosunkowo ciepło. Poczułam jak coś przewraca mi się w żołądku, a oczy zaczynają mnie piec. Nie miałam zamiaru o tym myśleć, ale cały czas wracałam do wydarzeń sprzed kilku chwil. Nadal miałam przed oczami Zayna, który tak bardzo  ucieszył się z widoku Perrie. Jego ciepły głos kiedy do niej mówił, silne ramiona obejmujące jej ciało. W tym momencie poczułam się po prostu cholernie zazdrosna, że m ó j Zayn poświęca uwagę innej kobiecie.
Jego oczy były niczym dwie iskierki kiedy zobaczył ją w swoim pokoju. Jeszcze nigdy nie widziałam w nich tyle radości i blasku. Czy kiedykolwiek były takie, kiedy widywał się ze mną? Czy chociaż raz przytulił mnie tak mocno i jednocześnie czule, jak ją tego wieczoru? Czy mówił do mnie tak pięknie kiedy się spotykaliśmy, żeby spędzić ze sobą noc? Doskonale znałam odpowiedź, ale tak bardzo nie chciałam się do tego przyznać. Wolałam gdybać, że po prostu nigdy tego nie zauważyłam. Choć to było tylko perfidne kłamstwo.
Nie chciałam wracać do domu, czułam, że najpierw muszę pomyśleć o wszystkim, co wydarzyło się do tej pory. Szłam spokojną ulicą Londynu przypominając sobie to, jak się poznaliśmy, jak spontanicznie i naturalnie rozmawialiśmy tego wieczoru w klubie. Jak obiecywaliśmy sobie, że to co robimy jest tylko czystą zabawą bez zobowiązań. Był dla mnie taki dobry, romantyczny, szarmancki. Nigdy nie dawał mi odczuć tego, po co tak naprawdę się spotykamy. Zachowywaliśmy się niczym para i niekiedy zapomniałam, gdzie leży granica zdrowego rozsądku.
I podczas tych 4 miesięcy, jakie spędziliśmy wspólnie, z dala od wszelkich trosk i smutków, zaczęłam czuć do niego, to czego nigdy nie powinnam. Zaczęło kiełkować we mnie uczucie, które powinnam zdusić już w zarodku. Ale nie potrafiłam, nie chciałam tego. Przecież on też zachowywał się, jakbym była dla niego wszystkim. Szkoda, że wierzyłam w to tylko i wyłącznie ja. On nigdy nie powiedział mi tych dwóch magicznych słów, nigdy nie dał mi do zrozumienia, że czuje coś więcej. Tego nie było w naszej umowie. A ja się do niej nie zastosowałam…
Perrie była naprawdę piękną i utalentowaną dziewczyną. Kim byłam ja by z nią konkurować? Nikim. I tak się też czułam. Serce Malika było już zajęte przez tą dziewczynę. To jej wyznawał miłość, to do niej zwracał się z czułością. To o nią się troszczył. Ja byłam tylko zabawką na jakiś czas, którą można wyrzucić kiedy stanie się niepotrzebna. Byłam po prostu po to, żeby zapełnić pustkę w jego sercu…


Wróciłam do domu. Amy jeszcze nie spała, co przyjęłam z niezadowoleniem. Ostrożnie weszłam do środka, po czym szybko minęłam kuchnie, w której znajdowała się moja przyjaciółka i wesoło gawędziła przez telefon.  Od razu skierowałam się do łazienki i nie zdejmując ubrań weszłam pod prysznic.
Chciałam zmyć z siebie jego dotyk i zapach. Pragnęłam pozbyć się uczucia wykorzystania i porzucenia. Czułam się paskudnie z myślą, że oddałam swoje ciało bez najmniejszego uczucia, że zrobiłam to wszystko tylko dla fizycznej przyjemności.
Woda spływała po moim ciele, sprawiając, że ubranie coraz bardziej się do mnie kleiło. Tak bardzo chciałam, żeby to wszystko okazało się tylko sen, koszmarem, z którego się obudzę i nie dopuszczę, by coś podobnego wydarzyło się w moim życiu…
Wyszłam na korytarz. Z ubrań kapały strużki wody pozostawiając za mną ślady. Chciałam być silna, ale nie dałam rady. Chciałam pokazać wszystkim, że umiem ponieść konsekwencję swoich decyzji, ale nie umiałam. Upadłam na podłogę przytłoczona emocjami i bezradnością, a po moich policzkach zaczęły płynąc łzy.
- {T.I}! – Amy przybiegła na piętro i kucnęła obejmując mnie swoimi ramionami – Co się dzieje? Kto ci to zrobił?
- Za… Zayn… - załkałam wiedząc, że dziewczyna zna odpowiedź na to pytanie. Bez słowa wtuliłam głowę w jej pierś i pozwoliłam, żeby rozpacz mną zawładnęła. Amy pozwoliła, bym wypłakała się na jej ramieniu, nie mówiła nic, tylko delikatni głaskała mnie po włosach.
- Czy chcesz mi powiedzieć co się stało? – spytała kiedy trochę się uspokoiłam. Podniosłam się z jej kolan i usiadłam pod ścianą. Zrobiłam zniesmaczoną minę po czym spojrzała na przyjaciółkę.
- No proszę! Możesz już powiedzieć „a nie mówiłam”! – warknęłam, na co dziewczyna zrobiła zdzwioną minę – No co tak patrzysz?! Tylko nie udawaj, że nie wiesz co się stało!
- Może i wiem, ale chciałabym żebyś sama mi o tym opowiedziała – odpowiedziała łagodnie łapiąc mnie za rękę. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu miała łagodny wyraz twarzy i jak prawdziwa przyjaciółka chciała mi w tej chwili tylko pomóc.
- Byłam taka głupia… Wydawało mi się, że panuję nad swoimi uczuciami, że znam granicę. Myliłam się. Byliśmy u niego w domu, leżeliśmy w łóżku, całowaliśmy się… Nagle ktoś zadzwonił do drzwi, poszłam otworzyć, a tam… stała Perrie! Perrie Edwards! Dziewczyna Zayna Malika! – schowałam twarz w dłonie – Gdybyś widziała jego minę kiedy ją zobaczył. Tego nie da opisać się słowami! Jeszcze nie widziałam tak szczęśliwego człowieka… Kiedy oni czule się witali, ja stałam z boku, jak niepotrzebna rzecz… I wtedy zrozumiałam, po co mu byłam potrzebna…
- Tak mi przykro.
- Niepotrzebnie. To nie twoja wina. Próbowałaś mi pomóc, a ja i tak wiedziałam swoje. Amy, tak cholernie mi przykro, że cię nie posłuchałam…
Po raz kolejny tego dnia rozpłakałam się rzewnie. Dziewczyna mocno mnie przytuliła i trzymała w swoich ramionach. Próbowałam dziękować Bogu, że mam teraz przy sobie osobę, która pragnie mi pomóc i chce być ze mną w tych trudnych chwilach. Ale jedna, cholerna myśl nie dawała mi spokoju – że w ramionach tego jednego mężczyzny poczułabym się najszczęśliwsza.


Ile można wytrzymać bez osoby, którą darzy się miłością, która jest dla nas niczym powietrze? Bez widoku której obumiera się niczym kwiat? Czułam jak z dnia na dzień brakuje mi sił, jak moje serce staje się coraz słabsze…
Od tamtego wieczoru minął już tydzień. Bez jego widoku, bez jego głosu. Bezskutecznie próbowałam zapomnieć, wymazać z pamięci to, co łączyło nas do tej pory. Te obrazy żywy we mnie i sprawiały mi ogromny ból. Bo powoli zdawałam sobie sprawę, że już nigdy nie będzie tak, jak kiedyś…
Perrie przeprowadziła się do Zayna. Spała w tym samym łóżku co my, dotykała tych samych miejsce na jego ciele co ja, jej usta łączyły się jego, tak samo jak moje… A ja nie mogłam nic z tym zrobić, on nigdy nie był mój, nie należał do mnie…
Próbowałam się z nim skontaktować. Codziennie pisałam do niego wiadomości i dzwoniłam. Nie wiedziałam na czym stoję. Czy wszystko jest już skończone? Czy miałam wymazać z pamięci te chwile i jego samego? Ponieważ Zayn nic jeszcze nie powiedział tliła się we mnie nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone. Że to tylko chwilowy „kryzys” i za kilka dni znowu będziemy mogli się spotkać.
Codziennie przepraszał mnie krótkim sms’em, że ma dużo pracy lub jest z Perrie i bardzo ciężko jest mu znaleźć chwilę dla n a s… Ale zapewniał, że tęskni i czeka na moje pocałunki. Że brakuje mu mojego głosu i ciepłych rąk. O, jakże chciałam wierzyć, że to wszystko jest prawdą…
Z dnia na dzień wiadomości stawały się coraz krótsze, a potem zanikły całkowicie. Nie odbierał moich telefonów ani nie odpisywał na sms’y. Za każdym razem starałam pokazać się mu, że jednak jestem warta kilku minut, że przecież nie mógł zapomnieć, co przeżył u mego boku…
I tak pewnego dnia, po prawie dwóch tygodniach samotności, dostałam od niego wiadomość. Chciał spotkać się w jego mieszkaniu dzisiaj wieczorem. Nie pokładałam się z radości, to było jak deszcz na moją duszę, która przez ten czas stała się suchą pustynią.


Równo o umówionej godzinie stanęłam pod drzwiami jego mieszkania. Serce biło mi jak oszalałe, tak długo go nie widziałam, tak bardzo się za nim stęskniłam, ale… co mu powiem kiedy w końcu stanie przede mną? Że jest dla kimś więcej niż tylko kolegą, z którym miło jest pójść do łóżka? Że znaczy dla mnie więcej niż sama mogłam to sobie wyobrazić? Że go kocham?!
Moje rozmyślania przerwał jego cichy głos. Podniosłam głowę i napotkałam jego czekoladowe oczy. Uśmiechnął się lekko po czym wpuścił mnie do środka. Bez dotyku, bez pocałunku. Strapiona przestąpiłam próg i udałam się do pokoju. Poprosił bym usiadła, po czym zajął miejsce naprzeciw mnie.
- Perrie ma koncert i będzie dopiero po północy – wyjaśnił Malik starając się nie patrzyć mi w oczy. Myślałam, że wykona jakiś konkretny ruch, że weźmie mnie na ręce i, jak zawsze to robił, zaniesie do sypialni i przypomni mi dlaczego tak bardzo za nim tęskniłam.
Nic się takiego nie stało. Nadal siedział niewzruszony na fotelu i przyglądał mi się badawczo. Chyba ujrzał w moich oczach zawód, bo westchnął ciężko. Bawił się chwilę koszulą, dopóki nie zaczął mówić:
- {T.I}, nie wiem od czego zacząć, ale musimy porozmawiać – przełknęłam głośno ślinę, nie mając pojęcia o co mu chodzi.
 W tej chwili w mojej głowie panował kompletny mętlik. Nagle chłopak zajął miejsce obok mnie i złapał za rękę. Po raz pierwszy odkąd tu przyszłam musnął delikatnie w usta. Chciałam pogłębić pocałunek, ale mi nie pozwolił. Wydawało się, że robił to wszystko pod przymusem…
- Nie myśl, że żałuję tego co stało się między nami, tych wszystkich wspólnie spędzonych chwil – zaczął wyliczać – Dzięki tobie poznałem życie od innej, ekscytującej strony. Świat już nigdy nie będzie dla mnie taki sam. Ale obydwoje doskonale wiemy, że nic nie trwa wiecznie i ciągle zachodzą zmiany…
- Zayn – jęknęłam cicho coraz bardziej gubiąc się w jego słowach – O co chodzi?
- Poprosiłem cię, żebyś przyszła, ponieważ muszę zadać ci jedno, jedyne pytanie. Nic więcej od ciebie nie chcę, tylko szczerej odpowiedzi – pokiwałam głową, że rozumiem – Co czujesz?
- Nie wiesz? – szepnęłam splatając nasze dłonie – Nie dałam ci tego dostatecznie do zrozumienia?

Niech moje łzy popłyną hen, daleko, aby mój ukochany nie dowiedział się nigdy, że płakałam z jego powodu.

(Paulo Coelho)



Jeśli ktoś się zawiódł, że to właśnie Perrie to przepraszam, ale mam nadzieję, że zrozumiecie wszytko kiedy opublikuję 3, a zarazem ostatnią część. Wierzcie lub nie, ale to wcale nie jest tak przewidywalna, jakbyście sobie wyobrażały! :)

Pod poprzednim postem pisałyście, że miałybyście ochotę poczytać Imagina o Niallu. Już nad nim pracuję i niedługo pojawi się na stronce! Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie :D

Tym czasem żegnam Was gorąco, ale na pewno nie tak bardzo jak dzisiejsza temperatura na dworze ;D 
Do napisania! ;*

Aga

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

#133. Louis część 1

Od kilku miesięcy spotykasz się z Louis'em. Na początku byliście przyjaciółmi, ale zakochaliście się w sobie. Twój tata był nastawiony pesymistycznie do tego związku. Nie lubił Louis'a. Wydawało się mu, że Louis jest dla ciebie nieodpowiedni i że zostawi cię niedługo dla innej. Ty nie chciałaś wcale tego słuchać. Spotykałaś się z nim bez względu na wszystko. Czy to podobało się twojemu tacie, czy nie. Było ci z nim dobrze. Jeszcze w dodatku twój tata był nadopiekuńczy. Jednak często wyjeżdżał za granicę do pracy, ty w tym czasie mogłaś poświęcić więcej czasu Louis'owi.

Pewnego dnia wróciłaś z randki z Louis'em. Byłaś pewna, że twój tata wróci dopiero jutro z pracy, więc dłużej pobyłaś z nim. Ku twojemu zdziwieniu twój tata wrócił wcześniej :
- Gdzie ty byłaś tak długo ? Martwiliśmy się o ciebie ! Mogłaś napisać albo zadzwonić ! - krzyczał gdy ty weszłaś do domu
- Byłam z Louis'em, spokojnie ! - odparłaś zła
- No tak, jasne z Louis'em. Czy ten chłopak nie wie co to punktualność ? - pyta wściekły na ciebie
- Tato, przecież to mój chłopak, nie zabronisz mi się z nim spotykać ! - krzyczysz
- Tego już za wiele ! Nie rozumiesz, że się o ciebie martwimy ? Maszerem do pokoju !
Dawno nie widziałaś twojego taty w takim stanie. Jest bardziej wściekły niż kiedykolwiek. Szybko idziesz do swojego pokoju. Zamykasz drzwi na klucz i kładziesz się na łóżku. Twarz chowasz w poduszkę i zaczynasz płakać. Po kilku minutach słyszysz, że ktoś stuka w twoje okno. To Louis :
- [T.I] otwórz, to ja, Louis ! - mówi po cichu, żeby twój ojciec nie usłyszał
- Louis ? Co ty tu robisz ? Jak mój tata cię zobaczy, będzie naprawdę źle ! Jest strasznie zdenerwowany ! - mówisz otwierając drzwi balkonowe
- Co mnie obchodzi twój tata, nie obchodzi mnie jego zdanie ! - mówi wchodząc do twojego pokoju przez balkon
Przytula cię mocno. Powoli ma twojego ojca dość :
- Co teraz zrobimy ? - pytasz
- Nie wiem. Jeśli on nie zaakceptuje naszego związku, to już nie wiem - odpowiada smutny
Nagle słyszysz jak ktoś otwiera drzwi od twojego pokoju. To twój tata :
- [T.I] otwórz, szybko - mówi
Oboje zaczynacie panikować :
- Louis schowaj się do szafy ! Tato zaraz ci otworzę ! - krzyczysz pomagając Louis'owi wejść do szafy
Otwierasz tacie drzwi :
- Tak ? - pytasz
- Mam coś dla ciebie, nowy telefon - mówi trzymając go w ręku
- Co ? - krzyczysz uradowana
- Tak. W tym jest program,dzięki któremu będę mógł wiedzieć, gdzie się w danej chwili znajdujesz, teraz będę wiedział gdzie jesteś i będę miał pewność, że nic ci nie jest - mówi
- Tato ! Czy ciebie już naprawdę pogięło ? Teraz robisz ze mnie jakiegoś więźnia ! - krzyczysz bezradnie
Twój tata nic nie odpowiada, tylko wychodzi z pokoju. Ty znów zamykasz drzwi od swojego pokoju. Z szafy wychodzi Louis :
- Haha ! Co ? - śmieje się
- Nie śmiej się ! To tylko pogorszyło sytuację ! Teraz będzie mnie kontrolował na każdym kroku - opadasz bezwładnie na łóżko

Następnego dnia szykujesz się na randkę z Louis'em. Omówiliście się na godzinę 19:00. Szykujesz lekki makijaż i schludnie się ubierasz. Jest już trochę zimno, więc zakładasz spodnie i bluzkę na krótki rękaw, bierzesz też sweterek. Jesteś już gotowa do wyjścia, zakładasz buty i już chcesz wychodzić, gdy zatrzymuje cie twój tata :
- Gdzie się wybierasz ? - pyta
- Idę się spotkać z Louis'em - odpowiadasz trzymając klamkę od drzwi
- Mam nadzieje, że masz telefon ? - pyta
- Tak tato, mam. Mogę już iść ? - pytasz
- Za dwie godziny widzę cię z powrotem w domu ! mówi
Ty jak zwykle chcesz się na niego z tego powodu wydrzeć, ale twój tata wychodzi już z korytarza. Ty wychodzisz zła.

Razem z Louis'em wybieracie się do wesołego miasteczka. Bawicie się świetnie. Rozmawiacie, jecie watę cukrową, popijacie zimnymi koktajlami. Moglibyście się tak bawić bez końca. Jeździcie na karuzelach i próbujecie wygrać jakieś nagrody w konkursach. Po wspaniałej zabawie siadacie na pobliskiej ławce w parku niedaleko wesołego miasteczka:
- Boże, jak dawno sie tak świetnie nie bawiłam - uśmiechasz się do Louis'a
- No, ja też - całuje cie w czoło
Nagle ktoś mocno uderza cię w tył głowy. Louis'a łapie i związuje kilku mężczyzn ubranych w czarne garnitury. Ciebie także związują i chowają do dużego czarnego busa. Louis'a zostawiają w parku, a ciebie porywają.
 
 
 
Podoba się ? :)
 Do następnego, trzymajcie się ♥ :)
 Gosia ♥

niedziela, 4 sierpnia 2013

#132. Liam, część 2

Egzamin zbliżał się wielkimi krokami. Chłopcom został już tylko tydzień na powtórzenie sobie wszystkich wiadomości i, jak w przypadku Nialla, zrozumienie matematyki. Mimo wszystko widziałam, że bardzo się starają i codziennie bez żadnego marudzenia rozwiązywali wszystkie zadawane przeze mnie ćwiczenia. Aż miło się patrzyło, że grupka pięciu sławnych chłopaków słucha takiej szarej myszki jak ja.
Był to jeden z tych dni, kiedy to cała piątka siedziała cicho i każdy pochylony nad swoim zadaniem próbował rozwiązać go bezbłędnie. Tym czasem ja siedziałam obok Lou i bawiłam się długopisem. Podniosłam znudzony wzrok, kiedy napotkałam spojrzenie Liama. Ku mojemu zdziwieniu na jego twarzy pojawił się uśmiech, a w oczach zabłyszczały iskierki. Odwzajemniłam gest, będąc zupełnie zaskoczona. Odkąd tylko się tutaj pojawiłam traktował mnie niczym zło konieczne. Nie rozmawiał ze mną, nie uśmiechał się w swoim towarzystwie i stawał się oschły. A tego jednego dnia, podczas tego jednego uśmiechu, wymazałam z umysłu wszystkie negatywne wspomnienia. Zacząć od nowa, mimo, że nie użyło się do tego ani słowa, to najlepsze co mnie do tej pory spotkało…
- Ale mi się nudzi… – wymknęło mi się mimowolnie kiedy oczy same zaczęły mi się zamykać ze znużenia i braku jakiekolwiek zajęcia.
- W takim razie chodźmy się rozerwać – odparł wesoło Lou oplatając mnie ramieniem. Reszta, jak na komendę, rzuciła długopisy i zaczęła wstawać od stołu.
- Zaraz! – ożywiłam się – A co z waszymi zadaniami? Za kilka dni macie test!
- Nie martw się {T.I}! Przecież wiesz, że wszystko umiemy – uśmiechnął się Zayn – W końcu mamy najlepszą nauczycielkę.
Na mojej twarzy pojawiły się dwa ogromne rumieńce, ale chłopcy zachowywali się tak, jakby w ogóle ich nie dostrzegli. Przy pomocy Nialla wstałam i wspólnie skierowaliśmy się do pokoju, gdzie znajdował się stół do piłkarzyków, bilard, wygodna kanapa i barek. Na miejscu podzieliśmy się na 3 drużyny. Lou był z Harry’m, Niall z Zaynem, a ja z Liamem. Chłopcy od razu doskoczyli do stołu, za to ja zostałam pociągnięta przez mojego towarzysza za rękę na bok.

Usiedliśmy na kanapie, a chłopak zaproponował coś do picia. Po chwili trzymałam w ręce wodę z cytryną. Liam spojrzał na mnie po raz drugi i uśmiechnął się przelotnie. Wydawało się, że nie istnieje dla niego to, co dzieje się wokół. Miałam wrażenie, że jedyne czym się interesuje były moje oczy. Zaczął rozmowę, odpowiadałam naturalnie i spontanicznie, ale w mojej głowie toczyła się prawdziwa wojna.
Dlaczego od samego początku tak cholernie zależało mi na tym, żeby dostrzegł we mnie kogoś więcej? Żeby polubił mnie jak chłopak dziewczynę? Tak, był wolny, ale to wcale nic nie znaczyło. Ktoś taki jak Liam może mieć każdą dziewczynę i ma co tego ukrywać. A ja? Zwykła dziewczyna, która wiedzie szare, pozbawione radości życie nastolatki. Nie pasowałam do tych puzzli. Byłam z zupełnie innej układanki. A jednak serce nie wybiera dla kogo ma zacząć bić mocniej, nie zważa na to czy ludzie są z tej samej bajki. Ono rządzi się swoimi prawami i żadne ludzkie sprzeciwy nie działają.
Nie kochałam go za to ile ma pieniędzy, za to jaki ma głos czy jak wygląda. Nie kochałam go przystępując próg, pierwszego dnia naszej wspólnej przygody. Pokochałam go dzisiaj, kilka minut temu, kiedy nasze oczy spotkały się ze sobą na ułamek sekundy. I wszystko się zmieniło. Stado motyli poderwało się do lotu i już nie mogłam tego powstrzymać. Nie mogłam… Nie chciałam…
- {T.I}, Liam, teraz wasza kolej – jęknął nieco zasmucony Niall kiedy okazało się, że to Harry i Lou wygrali. Liam posłał mi znaczące spojrzenie, a ja tylko kiwnęłam głową. Kiedy chłopcy grali, obmyśleliśmy małą strategię, która miała dać nam zwycięstwo nad przeciwnikiem.
- Lepiej od razu oddajcie nam trofeum i oszczędźcie sobie sromotnej porażki – zaśmiał się Harry posyłając mi mordercze spojrzenie.
- Jeszcze zobaczymy… chłoptasiu! – zaśmiałam się, a Liam mi zawtórował.
- Lou! Słyszałeś co do mnie powiedziała!? – Hazza „oburzył się” szukając u przyjaciela wsparcia, ale ten tylko skarcił go wzrokiem, po czym wrzucił na boisko piłkę. Zacisnęłam ręce na poręczy i zaczęliśmy grać.
Nasze rozgrywki były długie i zacięte. Szala zwycięstwa przechylała się raz w jedną, raz w drugą stronę. W między czasie Niall z Zaynem podzielili się i kibicowali swojej ulubionej drużynie. Mulat stał za mną i krzyczał mi do ucha wskazówki, które powinnam wykonać, żeby wreszcie pokonać piekielnie dobrego Tommo, który ubóstwiał wszystko co związane z piłką nożną.
- Strzelaj, {T.I}! – emocjonował się Zayn machając rękami. Zmarszczyłam brwi po czym mocno przekręciłam swojego piłkarza, a piłka zgrabnie wyminęła obrońcę Lou i wpadła do bramki. Właśnie wygraliśmy z Liamem mecz piłki nożnej. Czy tak samo będzie kiedy podejmę się walki o jego serce…?


W końcu nadszedł ten dzień – egzamin. Chłopcy poprosili mnie, żebym była w tym dniu razem z nimi. Zgodziłam się bez najmniejszych oporów. Przybyłam do ich domu kilka minut przez egzaminatorem. Wyściskałam każdego z nich życząc powiedzenia, ale na ich twarzach nie dostrzegłam cienia strachu. Byli spokojni, roześmiani i pewni siebie. Za każdym razem powtarzali, że jeszcze nigdy nie czuli się tak dobrze przygotowani i są pewni zdania tego testu. Tak bardzo chciałam im wierzyć na słowo…
O równej 18 rozpoczął się egzamin. W tym czasie ja siedziałam w pokoju, gdzie kilka dni wcześniej graliśmy w piłkarzyki i nerwowo bawiłam się szklanką z sokiem. Miałam naprawdę sporo czasu żeby pomyśleć nad wszystkim, co stało się do tej pory w moim życiu. Z jednej strony szczeniacka miłość do kogoś tak nieuchwytnego. Dlaczego życie musi aż tak bardzo się komplikować i stawiać mi na drodze ludzi, którzy nigdy nie będą mogli być jego częścią?! Ale z drugiej strony… jaka normalna dziewczyna ma szansę spędzić z One Direction 2 tygodnie sam na sam? Nie każdemu się to zdarza i zdawałam sobie sprawę, że w tej sprawie los był dla mnie naprawdę łaskawy. Podsumowując, więcej było w tym zysków niż strat i to podnosiło mnie na duchu. Ale myśl, że to już koniec tej wspaniałej przygody i będę musiała opuścić chłopców, że być może nasze drogi już nigdy się nie zejdą – była wręcz nie do zniesienia.
Nagle usłyszałam hałas, ktoś zbliżał się do spokoju z zawrotną szybkością. Świadoma tego, że chłopcy biegną do mnie, oznajmić mi wynik testu, odłożyłam pustą szklankę i wstałam wygładzając koszulę. Drzwi otworzyły się gwałtownie, a w progu stanęła cała piątka. Posłałam im pytające, ale jednocześnie przerażone spojrzenie, ponieważ cały czas milczeli. Nim się zorientowałam rzucili się na mnie. Kilka sekund później leżałam na podłodze przygnieciona przez chłopaków.
- Zdaliśmy! Jesteś genialna {T.I}! – krzyczał Harry, a razem z nim reszta – O mój Boże! Zdaliśmy!!!
Zaczęłam się śmiać i cieszyć razem z nimi. Cały ten trud wreszcie się opłacił i właśnie dla takich chwil żyłam, siedząc nad zadaniami z fizyki zamiast z przyjaciółmi szaleć w klubie. Dla tych chłopców mogłabym poświęcić znaczenie więcej.
- Tak bardzo się cieszę! – zaczęłam ich przytulać – Wiedziałam, że sobie poradzicie! Jestem z was taka dumna!
- Uczcijmy to! – krzyknął Zayn – Chodźmy do klubu! Zabawny się!
Wszyscy pozytywnie przyjęli tę wiadomość, uradowani, że wreszcie spokojnie mogą wyjść na miasto, zabawić się i nie myśleć o tym co będzie jutro. Niestety o mnie nie można było powiedzieć tego samego…
- {T.I}, no chodź! – jęknął Niall zakładając adidasy, ale ja posłałam mu troskliwe spojrzenie.
- Niestety, ale nie wszyscy mają ten przywilej co wy i jutro czeka ich szkoła – zaśmiałam się – Idźcie sami, jeszcze kiedyś wybierzemy się gdzieś wszyscy razem.
Chłopcy długo mnie przekonywali, ale się nie zgodziłam. Nie chodziło tutaj o szkołę, ale o potrzebę zostania sam na sam ze swoimi myślami. Ze sprawami, które za długo były spychane do kąta, a teraz nawarstwiły się tak bardzo, że powoli przejmowały nade mną kontrole. Pożegnałam się z przyjaciółmi obiecując im, że zadzwonię za kilka dni i umówimy się na wspólne wyjście. Chociaż w głębi serca wydawało mi się, że za te kilka dni nie będę dla nich nic znaczyła… Że będę tylko jak wspomnienie…
Kiedy dom opustoszał spakowałam swoje rzeczy i wyszłam na dwór. Tej nocy niebo było czarne jak smoła, a gwiazdy zajmowały każdy milimetr nieboskłonu. Zawsze lubiłam patrzeć w gwiazdy wyobrażając sobie rozmaite rzeczy. Tym razem postanowiłam nadużyć gościnności chłopców i skierowałam się na tył domu.



- Liam?! Co ty tu robisz? – spytałam lekko zdezorientowana zastaniem chłopaka na tyłach domu, siedzącego na ziemi i wpatrującego się w niebo – Nie poszedłeś z chłopcami do klubu?
- Jakoś nie miałem na to ochoty – odparł z uśmiechem – I widząc cię tutaj, coraz bardziej uświadamiam się w przekonaniu, że jestem na właściwym miejscu. Proszę, usiądź.
Wykonałam jego polecenie. Kiedy położyłam się obok chłopaka nasze ramiona lekko się stykały, a oczy wpatrzone były w miliony gwiazd. Panowała między nami idealna cisza, ale była ona najprzyjemniejszą rzeczą, jakiej doświadczyłam w swoim życiu. Błagałam Boga, żeby pozwolił mi być tutaj z nim przez całą wieczność.
Nie panując nad czasem pochłonęliśmy się w rozmowie. Rozmawialiśmy o wszystkim, o rzeczach zwykłych i tych niesamowitych. Nie czułam przy nim żadnych barier. Świat nagle stanął przede mną otworem, wszystko stało się jaśniejsze i jakby pełniejsze blasku. To, co czułam w środku było niczym trzepot motylich skrzydeł. Nic więcej nie było mi potrzebne do szczęścia. Tylko jego głos i ramię, które dotykało mojego. Mimo że chwila rozstania zbliżała się z każdą chwilą, teraz nie było dla mnie ważne późniejsze rozczarowanie i bol. Liczyło się, że mogę być tu z nim, przez ten krótki moment.
- Cieszę się, że tu jesteś – szepnął nagle Liam – Bo muszę zadać ci pewne pytanie…
- Pytaj – odparłam spoglądając mu w oczy. Odbijały się w nich teraz wszystkie gwiazdy.
- Lubisz mnie?
- … Tak, oczywiście, że tak – jęknęłam mając nadzieję, że w ciemnościach nie będzie widać moich czerwonych policzków – A o co chodzi?
- O to jak na ciebie patrzę… – przestałam skubać trawę i poczułam jak serce w piersi staje na moment. Powoli przeniosłam wzrok na chłopaka, który uśmiechał się promiennie i mimo wszechogarniającej ciemności, doskonale widziałam jego twarz. Wtedy uświadomiłam sobie, że Liam jednak mnie lubi, że nie jestem mu obojętna. Może to nie równało się z uczuciem, jakim go darzyłam, ale było to więcej niż mogłabym sobie wymarzyć. Uśmiech sam wkradł się na moją twarz.
- Ten dzień był taki wspaniały, magiczny – szepnęłam kiedy znikąd ujął moją dłoń – Chyba nie mógłby skończyć się jeszcze lepiej…
- Mógłby – zaprzeczył Liam po czym spojrzał mi w oczy – I właśnie tak się zakończy. Tak, jak powinien to zrobić już dawno temu…
Delikatnie ujął moją twarz po czym zaczął zbliżać się ku drżącym ustom. Przymknęłam oczy rozkoszując się otaczającym cię zapachem wiosny i jego perfumami. Po chwili poczułam jego wargi na swoich. Stado motyli zerwało się do lotu i poszybowało w górę. To była magia, najprawdziwsza magia, jaka kiedykolwiek mogła się wydarzyć między dwojgiem zakochanych ludzi.

I nagle wszystko stało się dla mnie jasne. I nagle zrozumiałam, że trzeba podejmować ryzyko, że należy walczyć z całych sił o swoje marzenia. W końcu na każdego człowieka czeka jakiś skarb. A kiedy przychodzi na to pora, on sam trafia w nasze ręce. Trzeba być tylko cierpliwym i nie bać się walczyć o szczęście…

‘Ona potrzebowała go tak samo, jak on potrzebował jej. Taka jest prawda o pokrewnych duszach – w końcu muszą się rozpoznać.’
(Paulo Coelho)



Cześć kochane!
Przed Wami druga i już niestety ostatnia część o Liamie. Mam nadzieję, że Wam się podobało i się nie zawiodłyście, ale ja kocham szczęśliwe zakończnia :)

Do napisania wkrótce! ;*
Aga

sobota, 3 sierpnia 2013

Czeeść ♥

Wróciłam z tych moich wakacji ;)

Otóż od sierpnia na blogu wprowadzone będą nowości. Fakt jest taki, że Gosia, Agata i Aga nic nie wiedzą, gdyż nie mogę złapać ich na gadu ani na fejsie. Dowiedzą się stąd.

Zawsze ustalałam grafik dodawania imaginów. Ale podczas rozmowy z moją kumpelą, Wiki, stwierdziłyśmy, że nie ma sensu zmuszać się do pisania, bo akurat dziesiątego lutego muszę napisać to i to. 
Dla mnie było to trudne, dlatego od tego miesiąca :

1. Każda z redaktorek ma obowiązek dodania czterech imaginów w miesiącu. Górna granica to sześć.
2. Daty dodawania imaginów mają być przypadkowe. One shoot będzie gotowy, czyli można go udostępnić.
3. Każdy z imaginów MUSI być o innym z członków One Direction. Zatem każdego miesiąca jeden z piosenkarzy będzie pominięty. Nie narzucam Wam, o których chłopakach macie pisać.
4. Najlepiej byłoby, gdyby jednego dnia nie pojawiało się kilka imaginów. Rozumiecie - jednego dnia cztery imaginy, a potem dwa tygodnie bez znaku życia. Tego nie chcemy.
5. Nie widzę przeszkód w dodawaniu wielopartów.
6. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, nie rozumiecie do końca - pisać :)

Mam nadzieję, dziewczyny, że ułatwi nam to pracę. A teraz - długopisy w dłonie i do pisania ♥

Dominikaa x

środa, 31 lipca 2013

Informacje dla redaktorek!

 Hej dziewczyny. Tu Agnieszka, piszę do was w imieniu Dominiki, która jest na wakacjach i nie ma internetu. Otóż, miałam wam powiedzieć, że od 1 sierpnia nie macie dodawać nowych imaginów. Gdy Dominika wróci, to wszystko wyjaśni. Ja nic więcej nie wiem. Tymczasem widzę, że są dwa częściowe imaginy. Oczywiście, autorka/i może/gą dodać drugą część, aby to miało ręce i nogi.

Pozdrawiam i żegnam.
Szablon by S1K