Statystyka

niedziela, 4 sierpnia 2013

#132. Liam, część 2

Egzamin zbliżał się wielkimi krokami. Chłopcom został już tylko tydzień na powtórzenie sobie wszystkich wiadomości i, jak w przypadku Nialla, zrozumienie matematyki. Mimo wszystko widziałam, że bardzo się starają i codziennie bez żadnego marudzenia rozwiązywali wszystkie zadawane przeze mnie ćwiczenia. Aż miło się patrzyło, że grupka pięciu sławnych chłopaków słucha takiej szarej myszki jak ja.
Był to jeden z tych dni, kiedy to cała piątka siedziała cicho i każdy pochylony nad swoim zadaniem próbował rozwiązać go bezbłędnie. Tym czasem ja siedziałam obok Lou i bawiłam się długopisem. Podniosłam znudzony wzrok, kiedy napotkałam spojrzenie Liama. Ku mojemu zdziwieniu na jego twarzy pojawił się uśmiech, a w oczach zabłyszczały iskierki. Odwzajemniłam gest, będąc zupełnie zaskoczona. Odkąd tylko się tutaj pojawiłam traktował mnie niczym zło konieczne. Nie rozmawiał ze mną, nie uśmiechał się w swoim towarzystwie i stawał się oschły. A tego jednego dnia, podczas tego jednego uśmiechu, wymazałam z umysłu wszystkie negatywne wspomnienia. Zacząć od nowa, mimo, że nie użyło się do tego ani słowa, to najlepsze co mnie do tej pory spotkało…
- Ale mi się nudzi… – wymknęło mi się mimowolnie kiedy oczy same zaczęły mi się zamykać ze znużenia i braku jakiekolwiek zajęcia.
- W takim razie chodźmy się rozerwać – odparł wesoło Lou oplatając mnie ramieniem. Reszta, jak na komendę, rzuciła długopisy i zaczęła wstawać od stołu.
- Zaraz! – ożywiłam się – A co z waszymi zadaniami? Za kilka dni macie test!
- Nie martw się {T.I}! Przecież wiesz, że wszystko umiemy – uśmiechnął się Zayn – W końcu mamy najlepszą nauczycielkę.
Na mojej twarzy pojawiły się dwa ogromne rumieńce, ale chłopcy zachowywali się tak, jakby w ogóle ich nie dostrzegli. Przy pomocy Nialla wstałam i wspólnie skierowaliśmy się do pokoju, gdzie znajdował się stół do piłkarzyków, bilard, wygodna kanapa i barek. Na miejscu podzieliśmy się na 3 drużyny. Lou był z Harry’m, Niall z Zaynem, a ja z Liamem. Chłopcy od razu doskoczyli do stołu, za to ja zostałam pociągnięta przez mojego towarzysza za rękę na bok.

Usiedliśmy na kanapie, a chłopak zaproponował coś do picia. Po chwili trzymałam w ręce wodę z cytryną. Liam spojrzał na mnie po raz drugi i uśmiechnął się przelotnie. Wydawało się, że nie istnieje dla niego to, co dzieje się wokół. Miałam wrażenie, że jedyne czym się interesuje były moje oczy. Zaczął rozmowę, odpowiadałam naturalnie i spontanicznie, ale w mojej głowie toczyła się prawdziwa wojna.
Dlaczego od samego początku tak cholernie zależało mi na tym, żeby dostrzegł we mnie kogoś więcej? Żeby polubił mnie jak chłopak dziewczynę? Tak, był wolny, ale to wcale nic nie znaczyło. Ktoś taki jak Liam może mieć każdą dziewczynę i ma co tego ukrywać. A ja? Zwykła dziewczyna, która wiedzie szare, pozbawione radości życie nastolatki. Nie pasowałam do tych puzzli. Byłam z zupełnie innej układanki. A jednak serce nie wybiera dla kogo ma zacząć bić mocniej, nie zważa na to czy ludzie są z tej samej bajki. Ono rządzi się swoimi prawami i żadne ludzkie sprzeciwy nie działają.
Nie kochałam go za to ile ma pieniędzy, za to jaki ma głos czy jak wygląda. Nie kochałam go przystępując próg, pierwszego dnia naszej wspólnej przygody. Pokochałam go dzisiaj, kilka minut temu, kiedy nasze oczy spotkały się ze sobą na ułamek sekundy. I wszystko się zmieniło. Stado motyli poderwało się do lotu i już nie mogłam tego powstrzymać. Nie mogłam… Nie chciałam…
- {T.I}, Liam, teraz wasza kolej – jęknął nieco zasmucony Niall kiedy okazało się, że to Harry i Lou wygrali. Liam posłał mi znaczące spojrzenie, a ja tylko kiwnęłam głową. Kiedy chłopcy grali, obmyśleliśmy małą strategię, która miała dać nam zwycięstwo nad przeciwnikiem.
- Lepiej od razu oddajcie nam trofeum i oszczędźcie sobie sromotnej porażki – zaśmiał się Harry posyłając mi mordercze spojrzenie.
- Jeszcze zobaczymy… chłoptasiu! – zaśmiałam się, a Liam mi zawtórował.
- Lou! Słyszałeś co do mnie powiedziała!? – Hazza „oburzył się” szukając u przyjaciela wsparcia, ale ten tylko skarcił go wzrokiem, po czym wrzucił na boisko piłkę. Zacisnęłam ręce na poręczy i zaczęliśmy grać.
Nasze rozgrywki były długie i zacięte. Szala zwycięstwa przechylała się raz w jedną, raz w drugą stronę. W między czasie Niall z Zaynem podzielili się i kibicowali swojej ulubionej drużynie. Mulat stał za mną i krzyczał mi do ucha wskazówki, które powinnam wykonać, żeby wreszcie pokonać piekielnie dobrego Tommo, który ubóstwiał wszystko co związane z piłką nożną.
- Strzelaj, {T.I}! – emocjonował się Zayn machając rękami. Zmarszczyłam brwi po czym mocno przekręciłam swojego piłkarza, a piłka zgrabnie wyminęła obrońcę Lou i wpadła do bramki. Właśnie wygraliśmy z Liamem mecz piłki nożnej. Czy tak samo będzie kiedy podejmę się walki o jego serce…?


W końcu nadszedł ten dzień – egzamin. Chłopcy poprosili mnie, żebym była w tym dniu razem z nimi. Zgodziłam się bez najmniejszych oporów. Przybyłam do ich domu kilka minut przez egzaminatorem. Wyściskałam każdego z nich życząc powiedzenia, ale na ich twarzach nie dostrzegłam cienia strachu. Byli spokojni, roześmiani i pewni siebie. Za każdym razem powtarzali, że jeszcze nigdy nie czuli się tak dobrze przygotowani i są pewni zdania tego testu. Tak bardzo chciałam im wierzyć na słowo…
O równej 18 rozpoczął się egzamin. W tym czasie ja siedziałam w pokoju, gdzie kilka dni wcześniej graliśmy w piłkarzyki i nerwowo bawiłam się szklanką z sokiem. Miałam naprawdę sporo czasu żeby pomyśleć nad wszystkim, co stało się do tej pory w moim życiu. Z jednej strony szczeniacka miłość do kogoś tak nieuchwytnego. Dlaczego życie musi aż tak bardzo się komplikować i stawiać mi na drodze ludzi, którzy nigdy nie będą mogli być jego częścią?! Ale z drugiej strony… jaka normalna dziewczyna ma szansę spędzić z One Direction 2 tygodnie sam na sam? Nie każdemu się to zdarza i zdawałam sobie sprawę, że w tej sprawie los był dla mnie naprawdę łaskawy. Podsumowując, więcej było w tym zysków niż strat i to podnosiło mnie na duchu. Ale myśl, że to już koniec tej wspaniałej przygody i będę musiała opuścić chłopców, że być może nasze drogi już nigdy się nie zejdą – była wręcz nie do zniesienia.
Nagle usłyszałam hałas, ktoś zbliżał się do spokoju z zawrotną szybkością. Świadoma tego, że chłopcy biegną do mnie, oznajmić mi wynik testu, odłożyłam pustą szklankę i wstałam wygładzając koszulę. Drzwi otworzyły się gwałtownie, a w progu stanęła cała piątka. Posłałam im pytające, ale jednocześnie przerażone spojrzenie, ponieważ cały czas milczeli. Nim się zorientowałam rzucili się na mnie. Kilka sekund później leżałam na podłodze przygnieciona przez chłopaków.
- Zdaliśmy! Jesteś genialna {T.I}! – krzyczał Harry, a razem z nim reszta – O mój Boże! Zdaliśmy!!!
Zaczęłam się śmiać i cieszyć razem z nimi. Cały ten trud wreszcie się opłacił i właśnie dla takich chwil żyłam, siedząc nad zadaniami z fizyki zamiast z przyjaciółmi szaleć w klubie. Dla tych chłopców mogłabym poświęcić znaczenie więcej.
- Tak bardzo się cieszę! – zaczęłam ich przytulać – Wiedziałam, że sobie poradzicie! Jestem z was taka dumna!
- Uczcijmy to! – krzyknął Zayn – Chodźmy do klubu! Zabawny się!
Wszyscy pozytywnie przyjęli tę wiadomość, uradowani, że wreszcie spokojnie mogą wyjść na miasto, zabawić się i nie myśleć o tym co będzie jutro. Niestety o mnie nie można było powiedzieć tego samego…
- {T.I}, no chodź! – jęknął Niall zakładając adidasy, ale ja posłałam mu troskliwe spojrzenie.
- Niestety, ale nie wszyscy mają ten przywilej co wy i jutro czeka ich szkoła – zaśmiałam się – Idźcie sami, jeszcze kiedyś wybierzemy się gdzieś wszyscy razem.
Chłopcy długo mnie przekonywali, ale się nie zgodziłam. Nie chodziło tutaj o szkołę, ale o potrzebę zostania sam na sam ze swoimi myślami. Ze sprawami, które za długo były spychane do kąta, a teraz nawarstwiły się tak bardzo, że powoli przejmowały nade mną kontrole. Pożegnałam się z przyjaciółmi obiecując im, że zadzwonię za kilka dni i umówimy się na wspólne wyjście. Chociaż w głębi serca wydawało mi się, że za te kilka dni nie będę dla nich nic znaczyła… Że będę tylko jak wspomnienie…
Kiedy dom opustoszał spakowałam swoje rzeczy i wyszłam na dwór. Tej nocy niebo było czarne jak smoła, a gwiazdy zajmowały każdy milimetr nieboskłonu. Zawsze lubiłam patrzeć w gwiazdy wyobrażając sobie rozmaite rzeczy. Tym razem postanowiłam nadużyć gościnności chłopców i skierowałam się na tył domu.



- Liam?! Co ty tu robisz? – spytałam lekko zdezorientowana zastaniem chłopaka na tyłach domu, siedzącego na ziemi i wpatrującego się w niebo – Nie poszedłeś z chłopcami do klubu?
- Jakoś nie miałem na to ochoty – odparł z uśmiechem – I widząc cię tutaj, coraz bardziej uświadamiam się w przekonaniu, że jestem na właściwym miejscu. Proszę, usiądź.
Wykonałam jego polecenie. Kiedy położyłam się obok chłopaka nasze ramiona lekko się stykały, a oczy wpatrzone były w miliony gwiazd. Panowała między nami idealna cisza, ale była ona najprzyjemniejszą rzeczą, jakiej doświadczyłam w swoim życiu. Błagałam Boga, żeby pozwolił mi być tutaj z nim przez całą wieczność.
Nie panując nad czasem pochłonęliśmy się w rozmowie. Rozmawialiśmy o wszystkim, o rzeczach zwykłych i tych niesamowitych. Nie czułam przy nim żadnych barier. Świat nagle stanął przede mną otworem, wszystko stało się jaśniejsze i jakby pełniejsze blasku. To, co czułam w środku było niczym trzepot motylich skrzydeł. Nic więcej nie było mi potrzebne do szczęścia. Tylko jego głos i ramię, które dotykało mojego. Mimo że chwila rozstania zbliżała się z każdą chwilą, teraz nie było dla mnie ważne późniejsze rozczarowanie i bol. Liczyło się, że mogę być tu z nim, przez ten krótki moment.
- Cieszę się, że tu jesteś – szepnął nagle Liam – Bo muszę zadać ci pewne pytanie…
- Pytaj – odparłam spoglądając mu w oczy. Odbijały się w nich teraz wszystkie gwiazdy.
- Lubisz mnie?
- … Tak, oczywiście, że tak – jęknęłam mając nadzieję, że w ciemnościach nie będzie widać moich czerwonych policzków – A o co chodzi?
- O to jak na ciebie patrzę… – przestałam skubać trawę i poczułam jak serce w piersi staje na moment. Powoli przeniosłam wzrok na chłopaka, który uśmiechał się promiennie i mimo wszechogarniającej ciemności, doskonale widziałam jego twarz. Wtedy uświadomiłam sobie, że Liam jednak mnie lubi, że nie jestem mu obojętna. Może to nie równało się z uczuciem, jakim go darzyłam, ale było to więcej niż mogłabym sobie wymarzyć. Uśmiech sam wkradł się na moją twarz.
- Ten dzień był taki wspaniały, magiczny – szepnęłam kiedy znikąd ujął moją dłoń – Chyba nie mógłby skończyć się jeszcze lepiej…
- Mógłby – zaprzeczył Liam po czym spojrzał mi w oczy – I właśnie tak się zakończy. Tak, jak powinien to zrobić już dawno temu…
Delikatnie ujął moją twarz po czym zaczął zbliżać się ku drżącym ustom. Przymknęłam oczy rozkoszując się otaczającym cię zapachem wiosny i jego perfumami. Po chwili poczułam jego wargi na swoich. Stado motyli zerwało się do lotu i poszybowało w górę. To była magia, najprawdziwsza magia, jaka kiedykolwiek mogła się wydarzyć między dwojgiem zakochanych ludzi.

I nagle wszystko stało się dla mnie jasne. I nagle zrozumiałam, że trzeba podejmować ryzyko, że należy walczyć z całych sił o swoje marzenia. W końcu na każdego człowieka czeka jakiś skarb. A kiedy przychodzi na to pora, on sam trafia w nasze ręce. Trzeba być tylko cierpliwym i nie bać się walczyć o szczęście…

‘Ona potrzebowała go tak samo, jak on potrzebował jej. Taka jest prawda o pokrewnych duszach – w końcu muszą się rozpoznać.’
(Paulo Coelho)



Cześć kochane!
Przed Wami druga i już niestety ostatnia część o Liamie. Mam nadzieję, że Wam się podobało i się nie zawiodłyście, ale ja kocham szczęśliwe zakończnia :)

Do napisania wkrótce! ;*
Aga

5 komentarzy:

  1. świetny! :D


    jak można to następnego z Niallem :)

    np. po latach spotykają się na spotkaniu klasowym, w szkole byli parą ale ona zaszła w ciąże i on ją zostawił czy coś takiego : )

    OdpowiedzUsuń
  2. Może być z Niallem, że jesteśmy parą i on spotkał swoją dawną miłość i ...tu sama coś wymyślisz :D ale żeby było szczęśliwe zakończenie

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K