Statystyka

niedziela, 10 marca 2013

HeeY. Ważne ! ♥

Cześć < 33

Mam do Was wielką prośbę, mam nadzieję, że nie zawiedziecie :D
Otóż z Agą zgłosiłam naszego bloga do konkursu na " Blog Miesiąca " :)
Przez 6 dni będzie trwało głosowanie, myślę, że pomożecie nam zwyciężyć xx

Tutaj trwa głosowanie, oczywiście my to 3. Dominika & Aga :D 

Dominika

sobota, 9 marca 2013

# 91. Louis.



    - Lepiej uciekaj, bo jak cię dostanę w swoje ręce to na pewno łatwo nie puszczę - ostrzegał mnie Louis. Wolałam nie sprawdzać prawdy jego słów, więc wybiegłam z naszej sypialni. Biegłam w stronę schodów, aby po zejściu na dół, ukryć się w kuchni. Jednak na podłodze znowu leżała jakaś koszulka należąca do Lou. Poślizgnęłam się na niej i zleciałam ze schodów. Nie zdążyłam nawet nic powiedzieć, z moich ust wydobył się jedynie jakiś nieokreślony jęk.

* Louis *

    - Dobra, [T.I]. Dałem się nabrać, ale możesz już wstać - powiedziałem, pochylając się nad ciałem dziewczyny. Nie reagowała - Słyszysz ? Wygrałaś, a ja przegrałem. Przyznaję się do tego otwarcie - szarpnąłem ją za ramię, ale dalej nic - [T.I] ?! Słyszysz mnie ? - spanikowałem. Leżała na brzuchu, twarzą do podłogi, więc przewróciłem ją na plecy. Oczy miała zamknięte, a pod jej głową widziałem kałużę krwi. Zacząłem do niej krzyczeć, aby się obudziła, ale w końcu się opanowałem i po prostu zawiozłem ją do szpitala. Siedziałem zdenerwowany na korytarzu, podczas gdy nią zajmowali się lekarze. W końcu jeden z nich wyszedł, aby mi coś powiedzieć.
   - Pańska dziewczyna odzyskała przytomność, ale niczego nie pamięta. Nie wie, jak się nazywa, gdzie jest. - tłumaczył doktor - Uderzyła się w głowę, ma mocne rozcięcie, ale zanik pamięci nie powinien trwać długo. Najwyżej 2 miesiące.
   - Ale do tego czasu, ona będzie przeżywała życie od nowa ? - zapytałem zszokowany - A mogę do niej pójść ?
 Bałem się odpowiedzi na to pytanie i usłyszałem to, czego właśnie najbardziej się w niej bałem.
   - Oczywiście, ale musi mieć pan na uwadze, że ona pana nie rozpozna. Będzie pan dla niej zupełnie obcym człowiekiem - mówił lekarz.
   To było dla mnie najcięższe. Znaliśmy się praktycznie całe życie, a teraz byliśmy dla siebie, a przynajmniej ja dla niej, obcy.
   Przez następne półtora miesiąca na zmianę z chłopakami pokazywaliśmy [T.I]  nasze zdjęcia, zabieraliśmy ją w często odwiedzane przez nas miejsca lub siedzieliśmy i opowiadaliśmy jej jakieś historię z naszego życie, np. co się wydarzyło na jakimś koncercie, itp. Słowem : robiliśmy wszystko, aby coś sobie przypomniała. Ale jej umysł cały czas był dla nas niedostępny. Któregoś dnia mieliśmy wywiad, na który poszliśmy wszyscy oprócz Nialla, który miał siedzieć w domu z [T.I]. Jednak, gdy już wróciliśmy nie zastaliśmy nikogo.
   - Gdzie oni są ? Przecież doskonale wiedział, że nie mają nigdzie wychodzić. W jej stanie to zbyt niebezpieczne - mówiłem zdenerwowany, chodząc z kąta w kąt.
   - Uspokój się, Lou. Niall za chwilę wróci i wszystko się wyjaśni - w chwili, gdy Zayn wypowiedział te słowa, drzwi domu się otworzyły i stanął w nich Nialler.
   - O, cześć. Już jesteście ? - zapytał.
   - Niall, gdzie jest [T.I] ? - zapytał Liam, bo ja już nie mogłem wydusić z siebie słowa.
   - No jak to gdzie ? Powinna być tutaj - chłopak rozejrzał się zdezorientowany.
   - Chcesz powiedzieć, że wyszedłeś gdzieś i zostawiłeś ją tu samą ? - nie dowierzał Harry.
   - Tak, ale wytłumaczyłem jej, że ma nigdzie nie wychodzić. Powiedziała, że zrozumiała - bronił się blondyn.
   - I myślałeś, że będzie grzecznie na ciebie czekać ?! Przecież ona ma umysł kilkuletniego dziecka! - musiałem zareagować. Chciałem powiedzieć coś jeszcze, ale przerwał mi dźwięk dzwonka. Gdy otworzyłem, zobaczyłem sąsiadkę.
   - Dzień dobry - przywitałem się, wpuszczając ją do środka.

   - Dzień dobry, panie Tomlinson - odpowiedziała krucha, starsza pani - Nie chciałabym przeszkadzać, ale myślę, że widziałam coś, co mogłoby panu pomóc.
   - Co pani ma na myśli ? - cofnąłem się o krok i byłbym upadł z powodu miękkich kolan, gdyby nie Zayn.
   - Z 2 godziny temu widziałam, jak jakiś chłopak wychodził z domu wraz z [T.I], potem wsiedli do samochodu i gdzieś odjechali - wytłumaczyła.
   - A czy mogłaby pani go opisać ? - zapytał Liam.
   - Moja pamięć już niestety trochę szwankuje, ale na pewno był wysoki, młody - w pana wieku, Louisie - dobrze zbudowany - opisywała sąsiadka.
  - A ten samochód jaki był ? Marka ? - pytał Niall.
  - Ja się na samochodach nie znam, ale był duży, sportowy i na pewno czarny.
  - Widziałem podobne auto. Z kilka godzin stał przed domem - powiedział Nialler.
  - Muszę wyjść - powiedziałem, zabierając kurtkę.
  - Ale dokąd ? - Zayn.
  - Nie wiem. Po prostu ... idę - wyszedłem z pomieszczenia i ruszyłem do mojego samochodu. Zatrzymałem się przy masce, bo usłyszałem głos wołającego mnie Malika.
  - Czekaj, co chcesz zrobić ? - spytał.
  - Wszystko, by ją znaleźć. Nieważne jak. - odpowiedziałem. - Przynajmniej domyślam się, gdzie może być.
 - Jadę z tobą - rzekł Mulat. Próbowałem go odciągnąć od tego pomysłu, ale chłopak się uparł, a jak on coś postanowi to powodzenia.

 * [T.I] *

 Otworzyłam senne oczy. Czułam się dziwnie. Nie pamiętałam niczego z ostatnich dni, zupełnie jak po imprezie, gdy nie pamięta się poprzedniego wieczoru. Tylko że mój zanik pamięci sięgał dużo dalej. Podpierając się na rękach, usiadłam na łóżku. Nie widziałam zbyt wiele, okno było w 75% zasłonięte, a do środka wpadała cienka stróżka światła. Usłyszałam czyjeś kroki dobiegające z korytarza. Po chwili  skrzypnęły drzwi, sygnalizując czyjeś wejście do pokoju. Zobaczyłam ciemną postać. Zbliżała się do mnie powoli, a ja zaczęłam się uśmiechać, bo wiedziałam, że zaraz zobaczę Louisa. Chłopak wyłonił się z cienia i ... zabrakło mi tchu. Nie wiedziałam, co mam zrobić, nie miałam pojęcia skąd się tu wzięłam, z nim. Podszedł do mnie, a ja odruchowo cofnęłam się do tyłu, opierając się plecami o zimną ścianę.
 - Wszystko w porządku, kochanie ? - zapytał cicho.
 - Jakie kochanie ? Co ty tu robisz ? Co ja tu robię ? Gdzie jest Louis ? - zadawałam pytania, przestraszona.
 - Wiedziałem, że kiedyś do tego dojdzie - powiedział ze smutkiem - Miałaś wypadek, po którym straciłaś pamięć. Louis cię zostawił, a potem znalazłem cię ja. Rozumiem, że mnie nie pamiętasz, każdego dnia muszę ci wszystko przypominać.
 - Nieprawda ! - zaprzeczyłam - Doskonale cię pamiętam, Stan. Pamiętam wszystko, co się stało i nie zamydlisz mi oczu. Nie wrócę do ciebie, jestem z Louisem, kocham go. Gdzie on jest ?
 - Tam, gdzie powinien być - daleko od ciebie - odpowiedział ze złością. Następnie wstał i wyszedł, a ja usłyszałam tylko szczęk zamykanych na klucz drzwi.
 - No pięknie- powiedziałam do siebie i wstałam. Podeszłam do okna i lekko je odsłoniłam. Oślepiło mnie budzące się do życia słońce. Było jeszcze wcześnie, zza drzwi usłyszałam wkurzonego Stana. Ubrałam się szybko, w kieszeni moich spodni był telefon - niestety rozładowany. Jeszcze raz podeszłam do okna, modląc się, aby chłopak nie zadbał o wszystko. Miałam rację, okno się otworzyło. Wychyliłam się - parter. On jest  głupszy niż myślałam. Wyszłam przez okno i jak najciszej przedostałam się na ulicę, a potem do domu. Nie było to łatwe, miałam do pokonania pół miasta, ale w końcu się udało. Byłam zmęczona i padnięta. Drzwi były otwarte, więc weszłam, ale nikogo nie było. Położyłam się na kanapie i znowu zasnęłam.

* Louis *

 - I po co ci to było ? Nie mogłeś go po prostu zostawić tylko musiałeś mu przywalić ? I tak jej tam nie było - trajkotał Zayn, gdy wracaliśmy do domu, a mnie to tylko bardziej denerwowało.
 - Wiem, że tam była - powiedziałem stanowczo.
 - Ale ... - próbował jeszcze Malik, ale włączyłem radio na pierwszą lepszą stację. Załapał, już się nie odzywał. Po jakimś czasie wjechałem na podjazd. Zayn wyskoczył z auta i poszedł do domu, a ja na chwilę zostałem sam. Jednak po jakimś czasie usłyszałem wołanie Mulata.




Dzisiaj takie coś. Miałam przerwy w dostawie internetu, więc musiałam się streszczać. Mam nadzieję, że możecie sobie wyobrazić, jaki był koniec, więc nie musiałam tego pisać tak dokładnie. I nie zapomnijcie wejść tutaj : <klik> . Dzisiaj powinna się pojawić notka o konkursie na blog miesiąca, do którego zgłosiłam naszego.

czwartek, 7 marca 2013

# 90. Harry. Imagin czytelnika - Oliwia ♥


Dzisiaj obiecałam Oliwii, że dodam jej imagina. Prosimy o komentarze ♥ 
Ah, i na dole mała informacja.


Wróciłaś do domu wcześniej, aby poinformować twojego ukochanego o genialnej wiadomości. Specjalnie urwałaś się z pracy, żeby mu to powiedzieć. 
Weszłaś do domu. Zrzuciłaś z siebie kurtkę szalik i ściągnęłaś buty. Torebkę zawiesiłaś na wieszaku.
- Harry! - krzyknęłaś, kierując się w stronę schodów, które prowadziły na piętro. Jednak nie usłyszałaś nikogo. Pomyślałaś że może on być w swoim pokoju. Powoli uchyliłaś drzwi i ujrzałaś go, pakującego swoje rzeczy do torby.
- Co ty robisz kochanie? - zapytałaś, przysiadając na skraju łóżka, na którym leżały sterty ciuchów.
- To koniec [T.I], koniec naszego związku. - usłyszałaś z ust Harry'ego. Koniec, tak po prostu ci to powiedział. Jakby był jakąś maszyną, robotem, który miał za zadanie ci powiedzieć te kilka słów. Kilka bardzo bolesnych słów...
I co dalej? Miałaś wymazać sobie wszystkie wspomnienia z ostatnich dwóch lat, kiedy to zaczęliście być razem? Przecież to jest niemożliwe. Kochałaś go jak nikogo innego. Najpierw jako najdroższego przyjaciela, później jako chłopaka i tak do dzisiaj. Planowaliście wspólną przyszłość. Chcieliście się razem zestarzeć, mieć dzieci, wnuków. On ci codziennie powtarzał jak bardzo cię kocha, no a ty naiwna, wierzyłaś mu. Zdałaś sobie sprawę, że to były tylko takie dwa słowa, rzucone na wiatr. 
Ale najgorsze w tym wszystkim było to, że właśnie w tym samym momencie miałaś mu powiedzieć że jesteś w drugim miesiącu ciąży. To była ta niespodzianka, która okazała się totalnym horrorem.
- Poznałem już kogoś. - dodał jeszcze, podchodząc do ciebie. Chciał się przytulić... Pożegnalny uścisk, którego nie chciałaś. Wstałaś z łóżka i zrobiłaś krok w tył a on zrezygnowany wyszedł z pokoju. Pobiegłaś za nim.
- Harry będziesz ojcem. - powiedziałaś, stając we framudze - Jestem w ciąży. - dodałaś jeszcze, a on zatrzymał się przed schodami i spojrzał na ciebie z niedowierzaniem. - Nie odchodź, proszę.
Nie dostałaś żadnej odpowiedzi. Chłopak pospiesznie zbiegł ze schodów, później tylko trzask drzwiami i już go nie ujrzałaś.

Kiedy odszedł było ci bardzo ciężko. Nawet straciłaś kontakt z resztą chłopaków. Przez pierwszy tydzień nie zmrużyłaś oka. Nie mogłaś się przyzwyczaić do tego że jego nie ma teraz koło ciebie. Że nie jest w ciebie wtulony, że już nie całuje cię na pożegnanie, kiedy wychodzisz do pracy i na przywitanie. Musiałaś po prostu o tych wspaniałych uczuciach zapomnieć. Nie udało ci się to, zawsze wieczorem, kiedy kładłaś się do łóżka wspomnienia wracały a ty myślałaś że on na ciebie czeka. Myślałaś...

Do porodu został jeszcze miesiąc. Tak, już tyle żyłaś bez Harry'ego i bez żadnej pomocy. Rodzice odrzucili cię, kiedy dowiedzieli się o tym, że mają zostać dziadkami. Nadal mieszkasz w Londynie i to w tym samym domu. Nie chciałaś się wyprowadzać...
No więc to już ósmy miesiąc ciąży. Trudno ci uwierzyć, że to w tobie rozwija się kolejne życie - będziesz miała syna. Pewnie takiego samego jak on. Z dnia na dzień twój brzuch jest coraz większy. Ech...
Wygramoliłaś się z łóżka, zakładając na siebie dżinsy, luźną beżową bluzkę i czarny sweterek. Zaplanowałaś się wybrać dziś do Tesco kupić większe zakupy spożywcze. Zrobiłaś delikatny makijaż i zjadłaś jakieś lekkie śniadanie. Wzięłaś portfel i włożyłaś go do torebki. Założyłaś buty, kurtkę i zamykając drzwi wyszłaś z domu. Wychodząc z podwórka po drugiej stronie dość ruchliwej ulicy zauważyłaś auto. Auto takie jak ma Harry. 
- O nie. - powiedziałaś cicho do siebie, ruszając w stronę sklepu, do którego miałaś na szczęście dość blisko. To nie był on. Ile takich samych aut jeździ po Londynie, jak ma Harry. To nie możliwe. 
Idąc wolnym krokiem co druga osoba, którą mijałaś patrzyła na twój brzuch. Tak jest, byłaś już do tego przyzwyczajona. Do tych komentarzy, które praktycznie codziennie otrzymywałaś od fanek One Direction. No kurcze idzie sobie przez ulicę 18-letnia dziewczyna, która pod sercem nosi swoje dziecko. Dla innych sensacja, dla niektórych coś normalnego. 
Zabrałaś koszyk i wjechałaś z nim w głąb sklepu. Błądząc, wrzucałaś do niego najpotrzebniejsze rzeczy. Na drugim końcu spożywczaka stała jakaś grupka dziewczyn. Na myśl nasuwało się tylko jedno. No nic, to była przeszłość. 
A jednak. Wśród nich stał Harry, który rozdawał autografy. Starałaś się tym nie przejmować. W jednej chwili chłopak oderwał się do dziewczyn, kierując się w twoją stronę. Zauważyłaś to, więc skręciłaś z koszykiem w drugą stronę, przyspieszając przy tym. 
- [T.I]! - usłyszałaś, lecz nie miałaś zamiaru nawet cię zatrzymać - [T.I], zaczekaj. - powtórzył i złapał cię za rękę. Szybko się wyrwałaś.
- Czego chcesz? - zapytałaś, a twoje oczy zaczęły napełniać się łzami. On spojrzał na twój brzuch a później przeniósł wzrok na ciebie.
- Ja przepraszam. Przepraszam cię za to, że od ciebie odszedłem. - zaczął się jąkać a ty nie wzięłaś sobie tego do serca.
- W porę Harry, naprawdę. - odpowiedziałaś i ruszyłaś dalej olewając go.
- [T.I] wiem że popełniłem błąd zostawiając ciebie i nasze dziecko. Ja myślałem że to był żart z tą ciążą. Myślałem że w ten sposób będziesz chciała mnie zatrzymać przy sobie... - ty myślałeś w ogóle? To było coś - Dopiero później się dowiedziałem. - popchnęłaś koszyk przed siebie puszczając go.
- Gówno mnie obchodzi co ty myślałeś. - krzyknęłaś i pospiesznie wyszłaś ze sklepu, zostawiając tam Harry'ego i twój koszyk ze wszystkimi artykułami. Niezłe zakupy.
Nie miałaś pojęcia co on sobie wyobrażał. Przez te wszystkie noce, które były dla ciebie takie trudne on podchodzi do ciebie, mówi ci 'przepraszam i myśli że do niego wrócisz? Tak, kochałaś go, ale nie potrafiłaś mu ani tego powiedzieć a tym bardziej wybaczyć, że miał kogoś innego u swojego boku. To było dla ciebie ciosem w serce. Ogromnym... Jednak ty z czasem pozbierałaś się a on ponownie pojawia się w twoim życiu. 
Wyszłaś przed sklep i w tym momencie złapał cię skurcz. Cholerny skurcz. Przysiadłaś na schodku obok i zaczęłaś płakać coraz bardziej. Przecież to nie było możliwe, jeszcze miesiąc do porodu było. Zwijałaś się z bólu, płakałaś i krzyczałaś jednak żadna osoba która przechodziła obok nie zapytała nawet co ci się dzieje. Dopiero ze sklepu wyszedł Harry, który szybko do ciebie podbiegł. Chyba on był ostatnią deską ratunku w tym momencie.
- Co się dzieje? - zapytał, rzucając w bok wszystkie zakupy które miał w ręce.
- Szybko Harry, zadzwoń na pogotowie! - powiedziałaś głośniej, zaciskając zęby - Nie mogę już! Boli Harry!
- Momencik - uspokajał cię jednak nie mógł dodzwonić się do szpitala. 
- Ile mam czekać? Ja już nie mogę... - powiedziałaś nieco ciszej. Chłopak klęczał przed tobą trzymając cię mocno za rękę. Bez zastanowienia wziął cię na ręce - Co ty robisz? Chłopie ja rodzę chyba a ty... Jezuuu, a ty tu jakąś szopkę odwalasz? Ała! - krzyknęłaś.
- Sam cię zawiozę do szpitala. - odpowiedział drżącym głosem i posadził cię na tylnym siedzeniu. Nie wytrzymałaś, tak cholernie cie wszystko bolało.
- Pospiesz się! - krzyknęłaś, kiedy tylko chłopak wsiadł do auta. 
Styles pospiesznie ruszył w stronę szpitala. Nie zatrzymując się na światłach, na żadnych rondach w ciągu pięciu minut byliście na miejscu.
- Pomogę ci, poczekaj. - powiedział otwierając przede mną drzwi i łapiąc mnie za rękę. Wyszłaś mozolnie z auta łapiąc się za brzuch.
- Ja nie dojdę Harry, proszę cię pomóż mi jakoś, zawołaj kogoś. - powiedziałaś lecz on nie reagował tylko starał ci się jakkolwiek pomóc. 
Kiedy weszliście do szpitala zauważyła was pielęgniarka która szybko ci pomogła, podsuwając wózek inwalidzki. Nigdy w życiu nie czułaś takiego bólu jak wtedy. To był koszmar! Kobieta z tobą na wózku zaczęła kierować się w stronę porodówki. 
- [T.I], pamiętaj że cię kocham i już nigdy nie zostawię samej! - powiedział łapiąc cię za rękę. Ty ją ścisnęłaś z całej siły.
- Proszę tu zostać! - powiedziała kobieta do Harry'ego, przerywając waszą 'rozmowę'. Nie wytrzymywałaś...

Leżałaś w sali szpitalnej wpatrzona w okno. Poród był bardzo ciężki. Obawiano się że dziecko nie przeżyje. Jednak udało się. Dałaś sobie radę. Twój, wasz syn urodził się jako wcześniak ale nie zagrażało to jego zdrowiu. Usłyszałaś pukanie do drzwi i spojrzałaś w tamtą stronę. Stał tam Harry. 
- Jak się czujesz? - zapytał, siadając na krześle obok twojego łóżka.
- Dobrze. Dziękuję za pomoc Harry. Nie mam pojęcia co by się stało gdyby nie ty... - uśmiechnęłaś się delikatnie. W tym samy momencie do sali weszła pielęgniarka z dzieckiem na rękach. Podeszła pod twoje łóżko.
- Zdrów jak ryba. - powiedziała, wręczając ci dziecko do rąk.
Usiadłaś na łóżku i wzięłaś go w swoje objęcia. Był śliczny... Na moment przeniosłaś wzrok na Harry'ego. Przyglądał ci się z zaciekawieniem i uśmiechem na twarzy.
- Chcesz potrzymać? - zapytałaś go. 
- Mogę? - zapytał, wstając z krzesła.
- Jasne, przecież to twój syn. - odpowiedziałaś, podając mu chłopca do rąk. Harry wyglądał z nim tak słodko. 
- Kocham cię [T.I]. - powiedział do ciebie, odrywając wzrok od syna. 
- Ja ciebie też Harry. I naszego synka... - odpowiedziałaś z uśmiechem na twarzy. 


Kochana Oliwio ! Masz mega talent i dziękuję siostro, że jesteś ♥

Pewna Agnieszka prosiła mnie o reklamę jej bloga, a więc zapraszam <klik>



Dominika

#89. Niall

Jesteś z Niall'em już od ponad dwóch lat. Niall od dawna marzył o dziecku. Ty jednak nie byłaś jeszcze gotowa. Miałaś dopiero 18 lat. Uważałaś, że jesteś jeszcze za młoda i chcesz jeszcze dużo rzeczy zrobić w swoim życiu, zanim zaczniesz myśleć o dzieciach. On często namawiał cię, ale zawsze mu odmawiałaś. Grymasił, albo czasami robił smutne minki, żeby cię przekonać. 18 lat, pełnoletność, wydaje ci się, że jesteś już gotowa na samodzielne życie. Nadal jednak, mogłaś liczyć na swoich rodziców w trudnych sytuacjach. Mogłaś na nich liczyć. Zawsze i wszędzie. Gdy skończyłaś 18 lat, kilka miesięcy temu, zamieszkałaś z nim. Podjęłaś tę decyzję dla niego. Potrzebowaliście się nawzajem.
         *wieczór, oboje szykujecie się do snu*
- [T.I], możemy pogadać ?
- Tak, a o czym ?
- No wiesz, ten tego, no wiesz.
- Dziecko ?
- Yhm.
- Boże, Niall daj już spokój, nie chce i już. Mam dopiero 18 lat ! Nie teraz ! - mówiłaś
- No wiem, no wiem, ale przecież razem z dzieckiem możemy robić to co chcemy, czyż nie ?
- Niall, chodź już spać, zmęczona jestem.
Każda wasza rozmowa zawsze kończyła się kłótnią o dziecko. Nie byłaś w stanie mu wytłumaczyć, bo on zawsze nie dawał za wygraną. Nigdy.
            *tydzień później*
Kilka dni temu wyjechaliście nad morze. Było wtedy lato. Słońce pięknie świeciło. Woda krystalicznie czysta, na plażach pełno ludzi. Korki na drogach i różne rzeczy mogły się przytrafić w drodze. Wam to się jednak nie przytrafiło. Spokojnie dojechaliście do swojego domku, który Niall wcześniej wynajął. Po przyjeździe od razu ruszyliście nad pobliski brzeg. Wasz domek stał akurat obok plaży :
- Niall, chodźmy, niedługo może zajść słońce, chodź ! - pośpieszałaś go
- Spokojnie, muszę zamknąć drzwi - mówił
Oboje pobiegliście na plażę. Słońce prawie zachodziło. Zachód był przepiękny. Powoli chował się za horyzontem. Plaża była pusta, nikogo wtedy nie było. Byliście sami :
- Jak tu pięknie, co nie ? - spytał Niall
- Tak - odparłaś
- Ej, mam pomysł, chodź wskoczymy do wody - powiedział
- To szaleństwo, pewnie woda jest chłodna - zaśmiałaś się
- Chodź ! - krzyknął zdejmując z siebie koszulkę
Ty zdjęłaś swoje ubrania i ruszyłaś za nim. Woda nie była taka zimna, ani taka ciepła. W sam raz. Oboje pływaliście w tą i z powrotem. Goniliście się nawzajem, to niego, to on ciebie. Zabawa była świetna. Zanurzaliście pod wodę i nurkowaliście. Chlapaliście się wodą :
- Niall, zimno mi się zrobiło - powiedziałaś
Niall przypłynął do ciebie i złapał w talii :
- Wychodzimy ? - spytał
- Tak - odparłaś
- To chodźmy !
Niall wziął cię na ręce. Lekko zaczął całować w usta. Pocałunek z każdą chwilą stał się bardziej namiętny.
       *w domku*
Niall przyniósł cię na łóżko. Powoli rozbierał. Jego ręce wodziły po twoim ciele, ty swoje ręce zaplotłaś w jego blond włosach. Swoimi nogami oplotłaś jego talię. Jednym sprawnym ruchem zdjął z ciebie koszulkę. Delikatnie pieścił twoje piersi, szyję i brzuch. Widząc, że Niall nadal ma na sobie spodnie postanowiłaś zadziałać. Majstrowałaś przy jego pasku, ale jego interwencja była konieczna. Czułaś na sobie jego ciepły oddech. Gdy oboje (z bielizną) leżeliście na łóżku, postanowiliście przejść do rzeczy :
- Niall, masz coś ? - spytałaś
- Co ? - spytał całując twoją szyję
- No wiesz, coś na p.. - mruknęłaś
- Może dziś bez ... - odparł
- Kurdę, Niall, zejdź ! - powiedziałaś nerwowo
Niall posłusznie usiadł obok ciebie :
- Jeszcze nie, nie teraz, nie chce dziecka ! - mówiłaś
Niall zrobił smutną minę. Ty zdenerwowana ubrałaś się i poszłaś na taras. O dziwo Niall nie poszedł za tobą. Nie zatrzymał cię.
      *następnego dnia*
Dziś nadszedł dzień powrotu do domu. Rano pakujecie się i wyjeżdżacie. Nie odzywacie się do siebie. W ciszy wsiadacie do samochodu. Od zeszłej nocy, ani słowa nie wypowiedzieliście. Pakując rzeczy Niall tylko spytał czy wszystko zabrałaś. Tylko tyle. Nic więcej.
      *w samochodzie*
- Nadal będziesz się nie odzywał ? - spytałaś
- A po co mam się odzywać ? - odpowiada pytaniem na pytanie
- Nie masz nic do powiedzenia ?
- Nie - burknął
      *w domu*
Po kilku godzinach dojechaliście. Po ostatniej nocy Niall zrobił się nerwowy i bezczelny. Wydawało ci się to dość dziwne, jak na niego. Po każdym długim powrocie do domu, on zanosił wszystko, pytał czy zrobić coś do picia lub coś w tym stylu. Teraz wziął tylko swoją walizkę i poszedł do waszej sypialni. Siedział tam dobrych parę godzin. Ty w tym czasie byłaś w swojej garderobie i robiłaś porządki. Po dobrej godzinie Niall wyszedł z pokoju i poszedł do kuchni.
W pewnej chwili usłyszałaś głośny hałas. To Niall stłukł kilka szklanek, gdy otwierał szafkę. Od razu pobiegłaś do niego.
Na podłodze leżało pełno szkła i ... krwi. To była krew Niall'a. Rozciął sobie coś. Pełno krwi spływało po podłodze :
- Niall, boże co ty zrobiłeś ? - spytałaś szybko podbiegając do niego
- [T.I] dzwoń po karetkę, chyba rozciąłem sobie żyłę ! - krzyczał
Szybko pobiegłaś po telefon. Karetka miała przyjechać za kilka minut, ty w tym czasie miałaś zatamować czymś krwotok :
- Niall, Niall, proszę odezwij się ! - krzyczałaś
Niall zemdlał. Upadł na podłogę. Z jego ręki wciąż spływała krew. Niall może umrzeć.
     *w szpitalu* 
Niall budzi się w szpitalu. Obok niego jesteś ty :
- [T.I], co się stało ? - pyta
- Rozciąłeś sobie żyłę - mówisz mu
- Boże, co ja wtedy robiłem ?
- Nie wiem, jak ja przyszłam, ty leżałeś na podłodze. Wszędzie była krew - mówisz
Tobie spływają łzy po policzkach. Do sali wchodzi lekarz :
- Panno [T.I], czy mogę na chwilę prosić na korytarz ? - pyta
- Tak, pewnie - odpowiadasz
Oboje wychodzicie na korytarz :
- Niall stracił dużo krwi, ale ... - mówi
- Ale co ?! - szybko mu przerywasz
- Ale stracił dużo krwi. Musi jeszcze na kilka dni zostać w szpitalu - mówi
- Skoro to mu pomoże, to zostanie tu dłużej - odpowiadasz
Z Niall'em wszystko będzie w porządku. Niedługo może opuścić szpital.
     *tydzień później*
Niall wrócił do domu. Wszystko jest dobrze z nim. Siedzicie na tarasie i pijecie herbatę, jest już noc :
- Niall ? - pytasz
- Tak ? - odpowiada
- Chodź ze mną !
Razem idziecie do sypialni. Spędzacie razem noc.
      *Rankiem*
Gdy powoli wstawaliście :
- Niall, mam coś dla ciebie - mówisz
- Co ? - pyta
Ty podchodzisz do swojej torebki. Wyjmujesz test ciążowy.



Cześć wszystkim ;D ♥
1. Imagin moim zdaniem taki jakiś ;(
2. Tutaj macie moje GG: 34033323
   Podałam je, bo chciałam, żebyście pisali do mnie, jeżeli coś wam się w moich imaginach nie podoba, lub chcecie żebym były weselsze, innego rodzaju i takie tam.

                                                                                             Do następnego ;D
                                                                                                  Gosia ♥

wtorek, 5 marca 2013

# 88. Zayn.

~~ Dla Diany. (TW  Family)

♥ Koniecznie włącz to (dodaje atmosfery) ♥


Właśnie ta chwila. Ten moment. Zaraz na scenę wkroczy pięciu najwspanialszych chłopaków pod słońcem. Wkroczy całe moje życie. Szarpnęłam Audrey za rękaw i pisnęłam podniecona. Ona również wlepiała swoje niebieskie oczy w scenę. Obie drżałyśmy. Koncert był na polu co było bardzo trafne ponieważ przy takich tłumach byłby niezły zaduch. Tysiące fanek, psychofanek itp. piszczały i krzyczały. Światła rozbłysły jeszcze bardziej. Na scenę wbiegli chłopcy. Piski, krzyki i wrzaski były ogłuszające. Fanki podskakiwały z podniesionymi rękami. Ja i Audrey byłyśmy ni blisko, ni daleko. Widziałyśmy coś ( cud? ) jednak z takiej odległości.
-Cześć! To my The Wanted! Mam nadzieję że będziecie się dobrze bawić.- powiedział Tom Paker do mikrofonu.
Rozległy się kolejne piski i wrzaski. Tłum zaczął wykrzykiwać ,,THE-WAN-TED, THE-WAN-TED”
Chłopcy zaczęli śpiewać, najpierw ,,Warzone”, chyba moja ulubiona.
Zaczął śpiewać Nathan. Piski były strasznie głośne. W końcu Nathan był chyba z nich najsłodszy.
Kołysałyśmy się z Audrey w rytm muzyki.
-Obstawiam że następne będzie Glad You Came.- powiedziałam do Audrey.
-A ja że Gold Forever.- powiedziała.
-Pff. Nie są aż tak przewidywalni.
I miałam rację. Zaczęli śpiewać pierwsze linijki Glad You Came kiedy powiedziałam do Audrey:
-Idę kupić coś sobie do picia. Chcesz coś?- spytałam.
Ona tylko przecząco potrząsnęła głową. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam oddalać się w przeciwną stronę niż scena. Tam właśnie były stoiska z różnymi badziewiami. Wokół było malutko osób ponieważ wszyscy pchali się pod scenę. U miłej blondynki kupiłam pepsi i paczkę żelków. Wracałam do Audrey kiedy ktoś powalił mnie z całej siły na ziemie.
-Ała.- pisnęłam i złapałam się za kostkę. Musiałam ją wykręcić.
Nade mną stała zakapturzona postać, ale sądząc po posturze był to facet. Co cholera robi facet na koncercie TW? No na pewno mają jakiś fanów płci męskiej ale jeszcze żadnego na koncercie nie zobaczyłam.
-O cholera. Nie zauważyłem cię. Przepraszam.- powiedział i klęknął obok mnie a kaptur automatycznie opadł. Myślałam że padnę...
-Zack z One Erection?- zachichotałam złośliwie.
-Zayn z One Direction, musiałaś pomylić zespoły.- zripostował.- Może z tym The Srajted?
Automatycznie wymierzyłam mu plaskacza ale złapał mój nadgarstek i przygwoździł mnie do ziemi, po czym zawisł nade mną siedząc mi na biodrach wciąż trzymając moje nadgarstki.
-Co ty do cholery... Puszczaj!- krzyknęłam mu prawie w usta Jeszcze dwa centymetry i nasze usta były by złączone.
Przerażona oceniłam sytuację. No dobra, ten cały Zayn był niczego sobie. Ta oliwkowa karnacja, czarne włosy w nieładzie i te brązowe oczy które miałam okazje oglądać z baaardzo bliska.
-Jak śmiesz obrażać The Wanted Draniu. W ogóle co ty wyprawiasz, to jest molestowanie seksualne Matole!- mówiłam podniesionym tonem.
-Już mówiłem ze mam na imię Zay...
-GÓWNO MNIE TO OBCHODZI PEDALE PUSZCZAJ MNIE!- powiedziałam i oblałam się rumieńcem.
Cholera chyba przesadziłam. Ale Zayn tylko uśmiechnął się i wcale nie zanosiło się na to żeby mnie puścił.
-Oskarżę cie o próbę gwałtu ty... ty...
-Zamknij już się. Poza tym gdybyś naprawdę chciała żebym cię puścił już dawno bym nad tobą nie wisiał.- powiedział ze słodkim uśmiechem.
Oblałam się rumieńcem i odwróciłam głowę w bok. Co racja to racja. Już dawno mogłam stać z Audrey i jeść żelki, kołysać się w rytm muzyki TW. Ale ja nadal chciałam żeby ten przeklęty chłopak mnie trzymał i nie puszczał.
Nie chciałam płakać ale po moich policzkach spłynęły łzy. Kostka bardzo bolała, i jeszcze Zayn mocno ściskał moje nadgarstki. Na dodatek byłam dziwnie wykręcona a Zayn był ciężki, i wciskał mnie w ziemię.
-Hej, nie pła...- zaczął Zayn ale przerwała mu zakapturzona postać.
-Cholera ja naprawdę nie wiem co ma w sobie to całe The Srajted...- zdjął kaptur i ukazał się Louis.
Obrzuciłam go najbardziej morderczym spojrzeniem i powiedziałam:
-Kolejnego pedała tu przywiało.
Dopiero teraz zwrócił na mnie uwagę bo spojrzał na mnie zdziwiony. Przenosił wzrok ze mnie na Zayna, z Zayna na mnie itd.
-Stary co ty odwalasz?- zapytał Zayna.
-Ee no wiesz, jakaś małolata sama się prosiła.- powiedział chamsko a ja podwinęłam zdrową nogę, uderzając kolanem w jego krocze.
-Auu!- zawył i złapał się za krocze tym samym mnie puszczając. Całą siłą zepchnęłam go z siebie tak że przetoczył się po trawniku ze cztery metry.
Podniosłam się do siadu. Obtarła mi się skóra na łokciach i byłam naprawdę w złym stanie.
-Należało mi się.- wyjęczał do siebie Zayn.
Ściągnęłam z stopy miętowego Vansa i białą skarpetkę. Była cała przesiąknięta krwią, a kostka mi spuchła. Świetnie cholera, zajebiście.
-Ał..- syknęła,.
-O cholera, nie wygląda to dobrze.- powiedział Louis.
-Podziękujmy Zaynowi.- mruknęłam.
-Nie zauważyłem cię.
-I co teraz?- spytał mnie Louis.
-Jak to co? Wracam do przyjaciółki i zamierzam się dobrze bawić.- powiedziałam patrząc to na Louisa, to na Zayna.
-Na pewno?- spytał Louis i pomógł mi wstać.
-Ta.
Zrobiłam krok i prawie upadłam, lecz Zayn złapał mnie w objęcia.
-Puszczaj.- warknęłam a on wzruszył ramionami i puścił mnie, przez co wylądowałam twardo na tyłku. -Ała!
-No sama chciałaś żebym cię puścił.- co racja to racja...
-Cholera, cały koncert diabli wzięli.- rozpłakałam się.
Zayn jedna swoją rękę włożył mi pod kolana, a drugą złapał mnie w pasie. Odruchowo chwyciłam go za szyję, po czym się zarumieniłam. Dam sobie głowę uciąć że Zayn miał uśmieszek na twarzy. Cham! Podniósł mnie z ziemi a ja wtuliłam twarz w jego tors.
-Używasz niezłych perfum.- mruknęłam.
-A ty niezłego szamponu.- powiedział i schował twarz w moich długich blond włosach.- Nie masz nic przeciwko żebym się tobą zajął?- spytał.
Nie odpowiedziałam mu nic, bo byłam taka zmęczona że zasnęłam. Obudziłam się gdy wnosił mnie do jakiejś willi.
-Gdzie jesteśmy?- spytałam.
-U mnie.- usłyszałam jego głęboki głos.
Poruszyłam się niespokojnie.
-Spokojnie, nic ci nie zrobię, obiecuje.
-Mhm.- mruknęłam.
Zostawił mnie w salonie na kanapie. Salon był naprawdę ogromny. Na ścianie wielka plazma, puchaty dywan, stolik a na nim tablet i laptop. Chwile potem pojawił się przy mnie Zayn z apteczką i miską z wodą.
-Wygląda tylko na lekko przykręconą.- powiedział.
Najpierw przemył moja kostkę z zaschniętej krwi a następnie nałożył maść. Robił to tak delikatnie... Wypuściłam głośno powietrze.
-Nawet nie wiem jak masz na imię.- uśmiechnął się.
-Jestem Ariel.
-Ładnie.
Zayn wziął gazę i owinął nim moją kostkę. Następnie odkaził mi rany na łokciach i spojrzał na mnie wyczekująco.
-Hm?
-Jeszcze gdzieś masz ranę?- zapytał troskliwym głosem.
-No tak.. yy znaczy nie!- powiedziałam szybko.
Gdyby mnie tam chciał opatrzeć to musiałabym...
-Zdejmij spodenki.- powiedział.
-C-co? A, yy no dobra.- byłam pewna że jestem czerwona jak burak.
Kiedy opatrzył już moje biodro, dał mi tosta na kolację a potem pokazał sypialnie.
-No Ariel, ty śpij tu. Pościel jest czysta.
-A ty gdzie będziesz spał?- spytałam z ciekawości.
-No hehe jeśli chcesz to mogę spać z tobą hehe.- jakaś cząstka mojego ,,ja” bardzo tego chciała ale nie dopuściłam do siebie tego i zgromiłam Zayna wzrokiem.- Na kanapie.- dodał cichutko.
-Jakoś przetrwam tę noc. Kanapa jest okropnie twarda i wąska, no ale cóż...
-A to krętacz z niego. Mwhahaha dam mu nauczkę. - pomyślałam szatańsko.
-Um.. Zayn, to łóżko jest duże, możemy spać razem.. um.. nie myśl sobie za dużo, chcę być miła.
Spojrzał na mnie zdziwiony z iskierkami w oczach.
-No dooobrze.- powiedział z uśmieszkiem.
Chwile później leżeliśmy w łóżku.
-Hehe czas wcielić w życie mój plan.
-
Zayn...- mruknęłam słodko.
-Hmmm?- usłyszałam.
Czyli nie śpi. Uśmiechnęłam się i przybliżyłam do niego.
-Zayn.- wymruczałam i usiadłam na nim okrakiem.
-C-c-o ty r-r-obisz?- wyjąkał.
Złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. On wplótł palce w moje włosy i pogłębił pocałunek. Polizałam jego ucho a następnie przygryzłam jego płatek. Zayn cicho jęknął co ja skwitowałam uśmieszkiem. [Bardziej ,,erotyczna” część XD Jeśli nie chcesz nie czytaj. Jeśli chcesz, ZAZNACZ TEKST]

[[Ściągnęłam z niego koszulkę i zaczęłam opuszkami palców błądzić po jego torsie. Pocałowałam jego sutek po czym zaczęłam całować jego podbrzusze. Zaczęłam ściągać jego bokserki, ale....]]

-Idę spać, dobranoc.- powiedziałam, i wróciłam na swoje miejsce.
-E-ej Ariel! CO TY ROBISZ?! TO BYŁO SPECJALNIE?!
-Tak.- odpowiedziałam spokojnie. Plan zakończony pomyślnie.
-Ale nie wolno tak podniecać ludzi i zostawiać ich. Co ja teraz mam zrobić...- powiedział z miną zbitego psa.
-Nie wiem. Idź spać na kanapę żeby cię nie kusiło w nocy.- mruknęłam i zasnęłam.

Następnego dnia obudził mnie zapach z kuchni. Zwlokłam się z łóżka i poszłam do salonu a następnie do kuchni.
-Zayn. Co robisz?- spytałam.
-O Ariel. Już wstałaś? DOBRZE SIĘ SPAŁO?!
-Oj gniewasz się o to wczoraj? Przepraszam.- powiedziałam. Zmrużyłam oczy i pogłaskałam go po policzku.
-Skoro żałujesz, i wiesz że popełniłaś błąd swojego życia to dostaniesz śniadanie.- powiedział wesolutko.
Prychnęłam tylko i zjadłam naleśnika.
-Co robiłeś z Louisem na koncercie The Wanted?
-Emm no, chcieliśmy sprawdzić, co oni mają w sobie takiego.
-Są słodcy, kochani, fajni, szaleni, mają ładne głosy, fajne piosenki.- wyliczyłam.
-Jestem zazdrosny.- westchnął Zayn i oparł swoje czoło na moim i spojrzał mi głęboko w oczy.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
-Nie masz o co..
-Udowodnij.- powiedział Zayn i założył ręce.
-J-jak?- zdziwiłam się?
-Na przykład tak.- powiedział po czym przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował.
________________________________

Ohayo ! :> Troszke nie wyszło ale szczegół :D Zmobilizowałam się do dokończenia tego imagina chociaż mam dzisiaj zły dzień. Oliwka wybiła palca ! XD  Jakoś jeszcze się trzymam. :) 13 marca mam zawody powiatowe z siatkówki więc trzymać kciuki :D
Mam bzika na punkcie imienia Ariel ♥ stąd właśnie imię bohaterki. :D
Pozdrawiam wszystkie Wantedki ♥

  SAYONARA ♥
...~~
OL


poniedziałek, 4 marca 2013

# 87. Liam.

We are pleased to see that on our blog are also fans from abroad. Comment !!


- Nadine, pójdziesz do sklepu ? Brakuje kilku produktów, a przecież wieczorem będziemy mieć gości.
Nie pozostało mi nic innego, jak tylko spełnić prośbę ojca.
- Okej. I tak chciałam wejść do Empika zobaczyć, czy wyszła już książka.
- Yhym. A jaka książka ?
- Biografia One Direction. Spokojnie, sama za nią zapłacę - wiedziałam, że moim rodzicom się nie przelewa. Nie chciałam ich obciążać. - Pa. Będę za godzinkę.
Ubrałam botki i fioletowy płaszczyk i wyszłam. Do sklepu nie miałam daleko, dlatego też po pół godzince robienia zakupów dla rodziców przekroczyłam próg Empika. Od razu skierowałam się w stronę półki z nazwą " Biografie " . Jednak tego, co chciałam dostać jeszcze nie było. Ze spuszczoną głową wyszłam ze sklepu. Szłam i myślałam, co by było, gdyby 1D przyjechali do mojej miejscowości. Eh, marzenie ...
Nagle poczułam, że spod nóg ucieka mi grunt. Poślizgnęłam się i upadłam. Oczywiście chciałam od razu wstać i cała wrócić do domu, jednak ból w nodze mi to uniemożliwił. Złapałam się za bolącą kończynę.
- Pomogę Ci - obok mnie pojawił się jakiś chłopak. Podniosłam głowę. Nade mną stał dość wysoki, zakapturzony ktoś.
- Chyba będę tego potrzebować. Pomożesz mi wstać ? - poprosiłam.
- Poczekaj. Pokaż tę nóżkę - odsłonił moją kończynę - o kurde, chyba ją złamałaś. Zadzwonię po pogotowie !
- Nie, nie musisz. Wystarczy, że zaprowadzisz mnie do taksówki.
- Podwiozę Cię samochodem, oki ? - zaproponował.
- Zgoda - zgodziłam się, gdyż ból w nodze stawał się coraz dotkliwszy.
Chłopak pomógł mi wstać. Zaprowadził mnie do auta ( a była to nie byle jaka fura ) i zawiózł do szpitala. Tam zaprowadził mnie do gabinetu zabiegowego. Pielęgniarka zadała mi mnóstwo niepotrzebnych pytań. Dopiero po około 20 minutach poinformowano mnie, iż noga jest złamana i potrzebny jest gips. Założono mi go i wysłano do domu. Otrzymałam jakieś szpitalne kule i wyszłam na korytarz. Miałam nadzieję, że tajemniczy chłopak na mnie poczekał. Nie dostrzegłam go. Nagle ktoś stanął za mną i położył dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się. A przede mną stał ... o mamusiu ! Przede mną stał Liam Payne we własnej osobie. Wcześniej nie poznałam go, gdyż ukrywał się pod kapturem.
- L - Liam ? Nie poznałam Cię na początku. Dziękuję bardzo za pomoc, sama nie dałabym sobie rady.
- Nie ma o czym mówić. Jak już wiesz, ja jestem Liam, a Ty ?
- Nadine. Mogłabym Cię jeszcze  o coś poprosić ?
- O co tylko chcesz - uśmiechnął się szeroko.
- Zawiózłbyś mnie do domu ? Sama raczej nie dam rady, mieszkam po drugiej stronie miasta.
- Pewnie, dla mnie to sama przyjemność, Nadine.
Liam, jak przyrzekł, zawiózł mnie pod sam dom. Poprosił także mnie o numer telefonu. Dałam.
W domu każdy ubolewał nad moją nogą. Ale takie są uroki zimy.
Następnego dnia obudził mnie dźwięk przychodzącego esemesa. Odblokowałam telefon i sprawdziłam, kto mnie tak kocha.
" Jak się czuję mój połamaniec ? 
Liam.

Zdziwiłam się. Co sławnego Li Payne obchodzi moje samopoczucie ? dziwne, jednak mu odpisałam, iż wszystko w jak najlepszym porządku. Od tego dnia, choć już się nie odzywał, ciągle o nim myślałam. Ciągle.
Nastał maj. Dobre trzy miesiące od mojego upadku. Jak co dzień wracałam ze szkoły wraz z Lily. Na parkingu niedaleko dostrzegłam dość znajomy samochód. Ale przecież nie jeden taki jeździ po ulicach Anglii. Jednak wysiadła z niego znajoma mi osoba. Liam. Ruszył w moim kierunku. 
- Nadine ! Zaczekaj - przystanęła i obróciłam głowę.
- Liam, co Ty tutaj robisz ?
- Chciałem Cię zobaczyć. I przy okazji zapytać czy miałabyś ochotę pójść na koncert One Direction. Nie wiem czy znasz, nieźli są - przekomarzał się ze mną.

- Nie kojarzę - uśmiechnęłam się zalotnie. 
- To poznasz. Jutro o 19 bądź gotowa. Ktoś z moich znajomych po Ciebie przyjedzie - poinformował mnie.
Ja na koncercie 1D ? Nie wierzę. Jutro spełnię marzenie,. a nawet dwa. Pójdę na koncert i w dodatku poznam chłopców. Zawsze ubóstwiałam Hazzę, ale oni wszyscy byli dla mnie bardzo ważni. Taki lek na wszystko. 

Tak jak obiecał Payne przyjechał po mnie jego kumpel, Andy. Nadal nie mogłam uwierzyć, w co tak naprawdę się wplątałam. 
- Offf ... jesteście - brunet przywitał mnie buziakiem w policzek - Nadine, zapraszam Cię za kulisy.
- Liam ... Dziękuję. Ja na początku myślałam, że to głupi żart. Nie wierzyłam.
- Też Ci dziękuję.
- Ale za co ? 
- Za wszystko.
Dali najwspanialszy koncert, o jakim mogłam sobie pomarzyć. Światła reflektorów, cudowna akustyka i ich hipnotyzujące wokale. Wybrzmiały ostatnie takty " One Way Or Another ", które jako bonus zaśpiewali chłopcy. Nagle ktoś podszedł od tyłu i złapał mnie za rękę. 
- Zmywamy się, Nad.
I ruszyliśmy w stronę plaży, znajdującej się niedaleko miejsca koncertu. 
- Liam, wybacz, ale ja nic z tego nie rozumiem.
- Miłości nie musisz rozumieć. Ważne, że ona gdzieś tam jest, chowa się przed światłem i boi ujawnić, ale jest.
- Liam ... - zaczęłam.
- Nic nie mów. Nadine, twój charakterek uwiódł mnie już podczas naszego pierwszego spotkania. Ja nie mógłbym przepuścić tej znajomości, jesteś zbyt wyjątkowa.
Już chciałam coś powiedzieć, ale Liam zamknął mi usta pocałunkiem. Nasze języki tańczyły w dzikim tańcu, by po chwili do moich uszu dotarło cichutkie " Kocham Cię " wyszeptane przez Payne'a.

Nie było już Nadine i Liama. Byliśmy razem wbrew myślom niedowierków. W przerwie między koncertami Liam do mnie przyjeżdżał. Kochaliśmy oglądać filmy, w szczególności pokochaliśmy " 3 metry nad niebem ".
- Skarbie, mam pomysł - Liam podniósł się z kanapy i spojrzał na mnie oczyma, w których tańczyły iskierki.
- Słucham Cię - byłam ciekawa, co tym razem wymyślił mój chłopak.
- Nie byłaś nigdy ciekawa czasów dzieciństwa ? Przecież my tego nie pamiętamy. Ostatnio oglądałem z mamą filmy z dzieciństwa. Miałem wówczas trzy latka i byłem strasznie przystojny. 
- O, to akurat Ci zostało. A co do pomysłu to może i fajnie byłoby poszperać w starych pudłach na strychu.
- No pewnie, że by było.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. W pęku kluczy znalazłam ten pasujący do drzwi strychu. Weszliśmy. W powietrzu unosiło się pełno kurzu. W tyle pomieszczenia stało wielkie pudło. Na wieku napisane było " Nadine ". 
- To pewnie tu - pokazałam Liamowi - Pomóż mi otworzyć.
Razem daliśmy radę otworzyć kufer. Na wierzchu leżało pełno maskotek, grzechotki, stare śpioszki czy pudełeczko z mleczakami. Wyjęłam je. Na dnie znalazłam jakieś dokumenty. Byłam strasznie ciekawa, co się w nich znajduje. Wzięłam pierwszą z brzegu teczkę. Otworzyłam ją. Wypadła z niej jakaś kartka. Podniosłam ją i zaczęłam czytać.
- O Boże, to niemożliwe. 
- Co się stało ? Nadine, powiedz co się stało.
Podałam mu kartkę, w którą wcześniej wbijałam wzrok. 
- Nie wiedziałaś o tym wcześniej, prawda ? - spojrzał na mnie oczyma pełnymi współczucia.
- Niby skąd ? Myślisz, że rodzicom byłoby łatwo powiedzieć mi, że jestem adoptowana ? - nie wytrzymałam. Zaczęłam płakać - I że mam bliźniaka. 
- Nie martw się, pomogę Ci odnaleźć Twoich biologicznych rodziców - wiedziałam, że Liam obwinia się, że to przez niego dowiedziałam się o tym. Ale prędzej czy później wyszłoby to na światło dzienne. 
- Zobacz, tu jest napisane, że urodziłaś się niedaleko. To około 30 kilometrów, w pobliżu mojego rodzinnego Wolverhampton. 
- Liam, naprawdę chcesz mi pomóc ? I tak masz urwanie głowy z koncertami.
- Dam radę. Dla Ciebie. 

Po dwóch miesiącach poszukiwań nie wiedziałam zbyt dużo. Jedynie to, iż moja matka urodziła mnie, gdy sama tak naprawdę była dzieckiem, miała 17 lat. Wysoka, ładna, ciemna włosy - tak według opisów jej starych sąsiadów wyglądała. Po porodzie wyprowadziła się stamtąd. I tyle. Utknęło w martwym punkcie. Dlaczego ? 

- Nadine ! Ja ... ja muszę Ci coś powiedzieć - do mojego mieszkania wpadł bardzo zziajany Payne.
- Skarbie, spokojnie. Usiądziemy i mi powiesz o co chodzi - zaproponowałam.
- Dobrze, ale ... nie wiem, czy to dobra wiadomość. Zależy jak to odbierzesz.
- Mów, proszę.
- Nad, ja powiedziałem mamie o Tobie. Chciałem, żeby nam pomogła. Przecież od dziecka mieszka w okolicy. Nie gniewasz się, prawda ?
- No coś Ty ! I jak ? Wiedziała coś ? 
Brunet głośno przełknął ślinę i spojrzał na mnie swoimi smutnymi oczyma.
- Tak. Wie na ten temat dość dużo. Za dużo.
- Moja matka żyje ? Chciałabym się z nią spotkać.
- Nadine ! Ty ją ostatnio spotkałaś - Liam wbił wzrok w niebieską ścianę salonu. 
- Ale jak to możliwe ? Kim jest moja matka ? Liam, nie ukrywaj tego przede mną.
- To moja matka jest Twoją matką.
Zdębiałam. Poczułam okropny mętlik w głowie. Co on do licha mówi ? 
- Nadine, to ja jestem Twoim bliźniakiem. Pewnie dlatego od pierwszego momentu stałaś się dla mnie bliska. Moja ... nasza matka miała 17 lat, gdy nas urodziła. Stwierdziła, że nie da rady z dwójką dzieci, więc oddała Ciebie do adopcji. Przykro mi skarbie.
- Wyjdź. Zostaw mnie samą. Przepłakałam cały dzień i noc. Nie ze szczęścia. Z powodu tego cholernego zamieszania. Liam był moim bratem, bliźniakiem w dodatku. Nie mogłam z nim być i to bolało najbardziej. Na nic zdało się namawianie mnie, bym się uspokoiła. Spakowałam walizki i wyjechałam. Nie mogłam pozbierać się po dowiedzeniu się prawdy. Chciałam zacząć nowe życie, które dotąd było przeciwko mnie. Które doświadczyło mnie brakiem biologicznych rodziców i stratą miłości życia, dzięki której miałam chęć do walki o zmianę biegu istnienia. Miałam ... 



Dziękuję Wam za wszystko. Jak się sypie, to myślę o Was ♥
Aga x2
Paula
Oliwia x2
Gosia
Eva ( Albanka ♥ )
Kamila
i wiele innych.

Wielkie THANK U ♥

Dominika ♥

piątek, 1 marca 2013

#86. Harry.

DLA NIEZNANEJ


 - [T.I], ja muszę gdzieś wyjechać - usłyszałam któregoś dnia od przyjaciółki - Muszę odpocząć od tego wszystkiego. Chłopak ze mną zerwał, mam totalnie zniszczone włosy i złamałam paznokieć. - skarżyła się - Najlepiej do Włoch, podobno Barcelona jest piękna o tej porze.
 - Po pierwsze, Maciek z tobą zerwał, bo zdradziłaś go z Patrykiem. - starałam się nie zgrzytnąć zębami przy wypowiadaniu tych słów. Dlaczego akurat Maciek ? Przecież to najfajniejszy chłopak w naszej szkole. - Po drugie - kontynuowałam - włosy i paznokcie to jeszcze nie koniec świata. I po trzecie, Barcelona leży w Hiszpanii. - Ola to typowa blondynka : na pierwszym miejscu ciuchy, imprezy i chłopacy, z cała reszta daleko z tyłu. To dlaczego się z nią kumpluję, zapytacie ? Bo w głębi ducha wierzę, że gdzieś tam istnieje ta druga, mądra, inteligentna i wierna Aleksandra, która mam nadzieję, kiedyś ujrzy światło dzienne. Łączy nas jedna rzecz : obie mamy bogatych starych i kontakty ułatwiające nam życie. Z tym, że moi rodzice są normalni, a ciągła śpiewka rodziców Oli to :
 - Jesteśmy zajęci. Później się tobą zajmiemy. Idź na zakupy albo coś.
 Tak właśnie jest u Olki. Jej rodzice wolą poświęcać czas na rozmnażanie pieniędzy, niż na własną córkę. może właśnie dlatego Ola jest, jaka jest. Ale ja już na to wpływu nie mam, niestety. A wakacje ? Bardzo chętnie. Ale nie żadne ciepłe kraje. Zawsze marzyłam o Anglii, ale nigdy nie było okazji, aby tam polecieć. Nie mówiąc o tym, że moi rodzice są nadopiekuńczy i nie puściliby mnie samej, ale z kimś to już co innego. I już po dwóch dniach siedzimy w samolocie lecącym na Wyspy Brytyjskie. Postanowiłyśmy zamieszkać w domku letniskowym, ale takim na nasze standardy. Full wypas. Spokojna okolica, świeże powietrze, czyli wszystko czego mi potrzeba.
 - To który to był numer ? - zapytałam Olę, gdy ciągnąc za sobą walizki, odliczałyśmy kolejne numery domów.
 - Trzynasty - odpowiedziała dziewczyna, gdy byłyśmy dokładnie naprzeciwko tegoż oto domku.
 - No chyba sobie żartujesz - nie jestem przesądna, ale trzynasty ? I to dzisiaj, trzynastego ?
 Wzięłam od Oli klucz i włożyłam go w zamek, a raczej próbowałam, bo klucz nie pasował.
 - Co jest ? - zapytałam sama siebie i zaczęłam się szarpać z drzwiami.
 - Jesteś pewna, że to tutaj ? - zapytałam Olkę.
 - Na 100%. Musieli dać mi zły klucz albo coś. Spróbuj kopnąć, w Polsce wiele razy mi się zdarzało, że drzwi się zacinały.
 Zrobiłam, jak kazała, ale nic nie pomogło, tylko rozbolała mnie noga.
 - No pięknie. I co teraz ?
 - Nie wiem - odpowiedziała Ola, jakby to miało cokolwiek pomóc.
 W chwili, gdy miałam się już załamać psychicznie, drzwi się otworzyły i wyszło pięciu chłopaków.
 - Co się dzieje ? - zapytał jeden z nich.
 " O Boże, ale się wkopałam " - pomyślałam z paniką, gdy ich rozpoznałam.
 - Przepraszam, nie miałam pojęcia, że ktoś tu już mieszka - zaczęłam się tłumaczyć - Moja koleżanka musiała coś przeoczyć.
 - Spokojnie, nic wielkiego się nie stało - uspokoił nas loczek, a pozostała czwórka wróciła do środka, niezainteresowana.
 - To w jakim domku ostatecznie mieszkacie ? - zapytał Harry.
 Gdy sprawdziłyśmy wszystko jeszcze raz, okazało się, że nie trzynaście, tylko trzydzieści jeden. Taka pomyłka była w stylu Oli.
 - W takim razie mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy - uśmiechnął się Hazz.
 - Prawdopodobieństwo jest bardzo duże - odpowiedziałam, a potem tuszyłyśmy z Olą w poszukiwania już na 1000% naszego domu.
 Wieczorem, gdy leżałam już w łóżku, myślałam o tym, co mi się przydarzyło. Boże, jaka ze mnie idiotka !! Chłopacy siedzą sobie w swoim towarzystwie, a tu nagle jakaś wariatka zaczyna dobijać się do ich drzwi. Może gdyby to był ktoś inny, to bym się tak nie przejmowała, ale One Direction ? W dodatku wygląda na to, że będziemy się widywali przez następny tydzień. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Jest wręcz przeciwnie.

 * 4 dni później *

Z Harry'm bardzo się do siebie zbliżyliśmy przez ten czas. Może w innych przypadkach 4 dni to niewiele, ale gdy ma się do dyspozycji 24 godziny na dobę można stać się najlepszymi przyjaciółmi, a może nawet coś więcej. Dzisiaj Hazz oficjalnie zaprosił mnie na randkę, a był przy tym bardzo zdenerwowany, co chyba świadczy o tym, jak mu zależy.

* kolejny dzień później - po randce *

 Nade mną piękne gwieździste niebo, a za mną najwspanialsza randka w życiu. Przed chwilą rozstałam się ze Stylesem, a teraz wracam do domu. Pani Green, moja sąsiadka, Polka, która wyszła za Anglika, spędza wieczór na świeżym powietrzu. Bardzo miła kobieta, jej mąż też zresztą. Mają słodką córeczkę. Pomachałam do niej i przywitałam się. Kobieta uśmiechnęła się nieśmiało i podeszła do mnie.
 - Dobrze, że cię widzę, [T.I]. Masz minutkę ? Musimy porozmawiać - zaczęła.
 - Oczywiście. Czy coś się stało ?
 - Nie bardzo wiem, jak mam ci to powiedzieć - zacięła się, a potem zapytała - Skąd wracasz ?
 - Z randki z Harry'm. Byliśmy ... - gdy zaczęłam opowiadać gdzie byliśmy i jak świetnie się bawiliśmy, pani Green spuściła wzrok.
 - Pani Justyno, proszę mi nie mydlić oczu. Widzę, że coś jest nie tak. - zachęcałam ją do mówienia.
 - Tylko nie miej mi za złe tego, co usłyszysz. Dzisiaj rano widziałam Harry'ego. Był z jakąś dziewczyną, z którą się całował i nie wyglądało to na tylko przyjacielski buziak.
 - Ale co też pani mówi ? Skąd pani wie ?! Przecież ludzi łatwo jest pomylić ! - zdenerwowałam się.
 - Wiedziałam, że mi nie uwierzysz i dlatego zrobiłam zdjęcie - wyjęła telefon i pokazała fotkę całującej się pary.
 - Ale przecież to jest ... - nie dokończyłam, bo coś mi stanęło w gardle. Ze wszystkich sił starałam się nie rozpłakać. Nie chciałam okazać swojej słabości, a poza tym mój tusz do rzęs jest strasznie drogi.
 - Właśnie dlatego uprzedzam cię teraz - mówiła pani Green - Jeśli zdradził cię raz, to prędzej czy później zrobi to kolejny. A w towarzystwie, w jakim się obraca, jest to tym prostsze. On jest sławny, zrozum to [T.I].
 - Dziękuję, że mi pani to uświadomiła - powiedziałam i poszłam do siebie. Weszłam po cichu, Ola była w swoim pokoju, szykowała się na kolejną imprezę.
 - O, hej. Już wróciłaś ? Jak randka ? - zapytała. Zachowywała się jakby nic się nie stało.
 - Ty mnie pytasz jak poszła randka ?! - wybuchłam - Nie sądziłam, że jesteś do tego zdolna ! Nie ważne czyj chłopak : przyjaciółki, czy zupełnie obcy. Ważne, żeby go zaliczyć za wszelką cenę, nie ? W Polsce robiłaś tak samo : przespałaś się z Maćkiem chociaż wiedziałaś, że mi się podoba, a potem i tak go zdradziłaś. - wyrzuciłam Oli w twarz - Nie zachowujesz się jak przyjaciółka. Wiesz, kim jesteś ? Zwykłą, tanią dziwką !
 Pobiegłam do siebie i szybko spakowałam walizkę. Następnie zapukałam do państwa Green, pań Charli zgodził się podwieźć mnie na najbliższe lotnisko. Nie chciałam zostać tu ani chwili dłużej.

***

Od miesiąca jestem w Polsce. Z Olą nie gadam, rodzice o wszystkim się dowiedzieli, zrozumieli i na jakiś czas dali mi spokój. Harry próbował się ze mną skontaktować, na początku dzwonił kilka razy dziennie, a potem ... cóż. Najwyraźniej przestało mu zależeć. W chwili, gdy zdecydowałam się dać mu szanse wytłumaczenia się, on przestał dzwonić, a ja sama nie zamierzałam.

* z perspektywy Hazzy *

 Zdenerwowałem się. Po prostu się zdenerwowałem. Jestem zdruzgotany tą sytuacją z [T.I]. Nie dała mi nic wytłumaczyć, tylko wyjechała. Jasne, mogę dzwonić do woli, ale co to daje, gdy ona nie odbiera ? I dlatego w jednym z wywiadów wykrzyczałem, że jest mi ciężko i że zastanawiam się, czy nie odejść z zespołu. Oczywiście po moich słowach rozpętała się burza. W każdej gazecie o tym pisali. A mnie po prostu poniosło. Odejście z zespołu to ostatnia rzecz, jaką bym teraz zrobił. To właśnie Louis, Zayn, Liam i Niall dodają mi otuchy, nie mógłbym ich opuścić. Kilka dni później daliśmy koncert mający zaprzeczać jakoby ktokolwiek z nas odchodził z zespołu. Muszę odnaleźć [T.I], a okazja do tego nadarzyła się niedługo potem.

* [T.I] *

Brakuje mi go coraz bardziej. Może jednak popełniłam błąd. Nie powinnam była tak postąpić. Mogłam dać mu się chociaż wytłumaczyć. Przekonać się co by mi powiedział, jak się bronił. Chociaż z drugiej strony, gdybym tylko usłyszała jego głos zapomniałabym o wszystkim i ot tak wpadła mu w ramiona i dalej żylibyśmy "szczęśliwie". Obiecałam sobie, że nie zadzwonię, ale najwyraźniej jestem zbyt słaba. Wybrałam numer Hazzy i czekałam na połączenie.

* Harry *

 - No zadzwoń do niej ! Chcesz się poddać ? Ty ? Harry Styles ? - przekonywał mnie Louis.
 - Ale ... - próbowałem zaprotestować, ale on mi nie pozwolił.
 - Żadnego "ale". Dzwoń i już - rozkazał, wciskając mi telefon do ręki. Wybrałem znany mi na pamięć numer i czekałem. Jeden sygnał, drugi, trzeci, a gdy już myślałem, że za chwilę usłyszę jej głos odezwała się sekretarka.
 - Abonent jest czasowo zajęty. Proszę zadzwonić później lub zostawić wiadomość po sygnale.
 Wkurzony rzuciłem telefon o najbliżej stojącą kanapę.
 - I co ? - zapytał pełen nadziei Loui.
 - Nic. Zajęte - odpowiedziałem i wyszedłem z pokoju.

* [T.I] *

 Gorzej być nie mogło. Zajęte. No tak. Pewnie rozmawia z kolejną swoją panienką. Ale skoro do mojej głowy przychodzą takie myśli, to dlaczego mam nadzieję, że jeszcze coś się wydarzy ? Że przyjedzie do mnie, jak rycerz na białym koniu i będzie prosił o wybaczenie ? Boże, jakie to wszystko skomplikowane.
 Dwa dni później usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstaję sprzed telewizora i wlokę, aby otworzyć. A tam czekają na mnie osoby, których najmniej się teraz spodziewałam.
 - No hej !! - krzyknęli razem.
 - Ale ... Jak ? - nie mogłam się wysłowić - Co wy tutaj robicie ? Wiecie, co się stanie, gdy ktoś was zobaczy ? Nie chcę mieć zlotu fanek w moim domu.
 - To może nas wpuścisz, co ? - powiedziała Lou i nie czekając na moje zaproszenie, weszli do środka.
 - Dobra, a teraz mówcie, po co tak naprawdę tu przyjechaliście i skąd w ogóle wiecie, gdzie mieszkam ? - stanęłam przed chłopakami z rękami założonymi na piersiach.
 - Przyjechaliśmy powiedzieć ci "cześć" - odezwał się Zayn.
 - I przy okazji oczyścić ci lodówkę - dodał Nialler i udał się w kierunku kuchni. Za nim poszli pozostali. Widocznie byli naprawdę głodni. Poszłam się przebrać. Jeśli to jakaś intryga, aby przekonać mnie do rozmowy ze Stylesem, to ... udało im się. Nie mam zamiaru dłużej czekać, aż on się do mnie odezwie. Przez ten tydzień uzależniłam się od niego : od jego dotyku. śmiechu, loczków, w których zanurzałam palce ilekroć się całowaliśmy. Teraz czułam się totalnie wypalona, jakby uleciało ze mnie życie. Zeszłam na dół, a przy drzwiach wyjściowych czekali na mnie Lou, Zayn i Niall.
 - Idziemy na miasto !! - zawołali.
 - A fanki ? - powątpiewałam.
 - Porobią zdjęcia i pójdą - zlekceważył Malik. Ale on nie wiedział, jak jest w Polsce. Nie wiedzą, że czekamy na ich koncert ze zniecierpliwieniem, że nie pozwolimy im tak po prostu odejść.
 Przechodziliśmy właśnie przez ulicę, gdy poczułam na ramieniu obejmującą mnie rękę Louis.
 - Co tam, stara ? - zapytał, śmiejąc się.
 - Ja stara ? - oburzyłam się i posłałam mu kuksańca w bok.
 - Żarty żartami, ale ... - spoważniał - Wytłumacz mi, co się dzieje. O co ci chodzi z Harry'm ?
 - O nic - odpowiedziałam wymijająco. Wiedziałam, że kiedyś ktoś będzie chciał o tym pogadać.
 - Nie udawaj. Wiesz, że głównie po to tu przyjechaliśmy. Hazza jest jak cień człowieka. Zamknął się w sobie, z nikim nie gada i tylko myśli o tym, jak ma do ciebie dotrzeć. - mówił Tomlinson.
 - Mógł wcześniej myśleć o tym, co robi - powiedziałam. Miałam ochotę skulić się w sobie i uciec jak najdalej od tej rozmowy, ale musiałam mu pokazać, że nie cierpię, chociaż było zupełnie inaczej. Jestem silna, jestem silna - powtarzałam sobie, idąc z wysoko podniesioną głową.
 - Myślisz, że to tylko jego wina ? Wszyscy wiedzą, że to ta Ola. On wcale tego nie chciał i się przed tym bronił - perswadował Brytyjczyk.
 - Dlaczego go tak bronisz ?
 - Bo mu ufam - odparł - Po prostu mu ufam. I znam go. Wiem, że nie skrzywdziłby osoby, którą kocha. Przypomnij sobie wakacje. Wasz wspólny czas i powiedz mi, że za nim nie tęsknisz.
 - Tęsknię - chlipnęłam. Zaczęłam szybko mrugać, aby się nie rozpłakać. Nasze pierwsze spotkanie, pierwsza rozmowa w cztery oczy, pierwsza i ostatnia randka. Wszystko to do mnie wróciło. - Nawet nie wiesz, jak cholernie tęsknię. Zrobiłabym wszystko, aby cofnąć czas, aby on był tu teraz przy mnie.
 - Wiesz, chyba szczęście się do ciebie uśmiechnęło - powiedział Louis i wskazał mi tłum ludzi. Zatrzymałam się i w napięciu czekałam, kogo za chwilę zobaczę. Nagle fanki się rozstąpiły, a przed moimi oczami stał Harry. Podszedł bliżej i zatrzymał się na krok przede mną.
 - Przepraszam - powiedzieliśmy razem.
 Bajka ? Nie, to rzeczywistość, która może spotkać każdą z nas. Musimy po prostu uwierzyć, zrobić pierwszy krok, a reszta potoczy się sama.


____________________________________________________

1. Końcówka jak zwykle nie wyszła, ale początki i końce są najgorsze.
2. Jeśli nie podobają wam się takie długie imaginy, to piszcie. Pod moim ostatnim postem było 6 komentarzy. Nie wiem, może wam nie chce się czytać albo jak już przeczytacie, to niezbyt się wysilacie.
3. Miło nam widzieć, że na naszym blogu są też fani z zagranicy. Komentujcie. / We are pleased to see that on our blog are also fans from abroad. Comment !!
4. Dzisiaj zgłosiłam naszego bloga na konkurs miesiąca <link> . W prawdzie nie wiem od kiedy się głosuje, ale byłoby nam miło, gdybyście weszły i to zrobiły.
5. Jeśli czyta to jakaś Aleksandra i poczuła się urażona postacią, która wystąpiła w tym imaginie : nie chciałam nikogo obrazić !!


 ~ by AGNIESZKA
Szablon by S1K