Statystyka

piątek, 15 marca 2013

#94. Zayn część 1.

Imagin z dedykacją dla Karoliny ♥

W wakacje miałam chłopaka. Poznaliśmy się na jakimś festynie. Miał na imię Eryk. Wydawał się fajny, był przystojny, wysportowany i w ogóle. Jednak to nie była miłość. Na początku podobało mi się, że mam chłopaka. Nie wiem czy chodziliśmy chociaż kilka dni. Pisaliśmy tylko sms-y, wiem to głupie, ale jak byliśmy razem, nawet się nie spotkaliśmy. Jedyne co się spotkaliśmy, to na tym festynie. Tylko tyle. Teraz tego żałuję. Po wakacjach, gdy przyszłam do szkoły nie było mi łatwo. Na początku bałam się chodzić tam. Gdy tylko mogłam, omijałam go szerokim łukiem, byle by tylko mnie nie zauważył i nie wyzwał od nie wiadomo czego. To było najgorsze co zrobiłam w życiu. Związek z nim.
       *pewnego dnia*
Dziś na dworze jest bardzo ciepło. Pogoda dopisuje. Nie widziałam go przez cały dzień. Cieszyłam się z tego powodu, bo w końcu miałam od niego spokój, ale nie na długo. Po skończonych lekcjach udałam się do szatni, aby się przebrać. Szczęśliwa wyszłam ze szkoły. On stał tam ze swoimi kolegami. Myślałam, że umknę niezauważona. Był tam jeszcze duży tłum ludzi, czekających na autobus. Jak zwykle popisywał się przed wszystkimi. Szłam ze spuszczoną głową, jednak zauważył mnie :
- Ej ty, dziwko z pod płotu, myślisz, że cie nie widzę - krzyczał jak najgłośniej, żeby wszyscy usłyszeli
Wszyscy zaczęli się patrzeć, niektórzy się śmieli, zaczęli cicho plotkować na mój temat. Ja ustałam, już miałam uciec, gdy nagle jeszcze raz zawołał :
- Stój, mam ci coś do powiedzenia !
Odwróciłam się. Niepotrzebnie :
- I co ty sobie myślisz, że jak będziesz mnie unikać problem zniknie. Że dam ci spokój, wiesz co, pomyliłaś się. To dopiero początek, jeszcze zobaczysz, pożałujesz, że ze mną zerwałaś !
Wszyscy patrzyli się na nas. Jak on mnie wyzywa, było mi strasznie wstyd. Zaczęłam się lekko trząść, kilka łez spłynęło mi po policzku, nie wiem dlaczego :
- Oj dobra weź już nie becz. Jesteś skończoną su** rozumiesz. A tak nawiasem mówiąc, to beznadziejnie to robisz, myślałem, że dziwka potrafi lepiej ! - krzyczał
Wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz jednego chłopaka. Ja zaczęłam uciekać. On i reszta ludzi nie powstrzymali się od drwin. Uciekałam jak najszybciej mogłam, schowałam się za jakimiś koszami na śmieci i zaczęłam płakać. Jakiś chłopak przybiegł za mną :
- Hej, trzymasz się jakoś ? - spytał
Ja popatrzyłam na niego. Stał przede mną jakiś nieziemsko przystojny chłopak :
- Co ? Też się chcesz ze mnie pośmiać ? - spytałam
- Co, wcale nie ! Chciałem cię pocieszyć. Eryk to naprawdę mega świnia. Nie płacz, proszę ! Jesteś za ładna, żeby się z takim śmieciem przejmować ! Nie płacz ! - mówił przytulając mnie
- Łatwo ci powiedzieć, ciebie on nie ośmieszył przed połową szkoły. Jutro gdy tylko pojawię się w szkole, wszyscy będą mnie wyśmiewać. Jeśli nie zmienię szkoły to moje życie zmieni się w piekło ! - mówiłam
Nie mogłam się powstrzymać od płaczu :
- A tak w ogóle, to mam na imię Zayn - powiedział po chwili milczenia
- [T.I] - odparłam
- Wiesz co [T.I], mogę cię odprowadzić do domu ? - spytał
- Chcesz się spotykać z taką ofiarą losu, która nie potrafi przeciwstawić się komuś, która daje się wyzywać ?
- Widzę, że nie masz humoru ? Co byś powiedziała na lody lub coś innego ? A i nie jesteś ofiarą losu !
- Wiesz co Zayn, raczej dam się tylko namówić na wspólny powrót do domu - odparłam
- Dobrze, to chodźmy ! - uśmiechnął się do mnie po czym ruszyliśmy w stronę mojego domu
Tamtego dnia razem wróciliśmy do domu. Wtedy zaczęliśmy się przyjaźnić, nie wiem dlaczego, ale Zayn mi się trochę spodobał. Oczywiście jako kolega, nie liczyłam na nic więcej, od wakacji bałam się trochę zaufać miłości. Wszystko przez Eryka. Bałam się, że Zayn może mnie tak samo skrzywdzić jak Eryk.
          *miesiąc później*
Razem z Zayn'em wracałam ze szkoły do domu, jak zwykle wręcz. Szliśmy w miarę weseli. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, Bóg wie z czego. Nasz szczęśliwy spacer nie trwał długo. Natchnęliśmy się na Eryka. Szedł dziarsko, ręce miał w kieszeniach, gumę w buzi. Gdy go zobaczyłam spuściłam głowę w dół, Zayn nie wiedział o co mi chodzi :
- No proszę, proszę. To dziwka ze swoim obrońcą. Idziecie pewnie ****** się, co nie ? - zaczął się śmiać
W Zayn'ie coś pękło. Zacisnął mocno pięści, myślałam, że on już chce go zabić :
- Słuchaj ! Nie pozwalaj sobie na za dużo ! Czujesz się pewnie dowartościowany jak kogoś wyzywasz ! - mówił
- Haha ! Grozisz mi ? Ej wiesz co ? Po buzi twojej [T.I] chyba sperma leci ! Wytrzyj ją ! - zaczął się jeszcze gorzej śmiać
Zayn'owi puściły nerwy. Z całej siły uderzył Eryka pięścią. On upadł na ziemię :
- Szybko [T.I] uciekajmy ! - krzyknął Zayn
Oboje uciekliśmy jak najszybciej mogliśmy. Uciekliśmy do mojego domu. Gdy uciekaliśmy Eryk podniósł się i krzyknął do nas :
- To jeszcze nie koniec ! Pożałujecie tego obydwoje !
W moim domu od razu uciekliśmy do mojego pokoju. Bałam się tych słów Eryka. Co jeśli on wezwie policję, albo co gorsza zrobi nam coś ? Bałam się strasznie :
- Zayn i co my teraz zrobimy ? - spytałam go
- Git, jakoś damy radę ! - odparł
- Dlaczego mówisz to tak spokojnie ?
- Nie boje się go ! Ty też nie powinnaś, on więcej szczeka niż gryzie ! Uwierz mi - mówił
- A co jeśli nam coś zrobi ?
- Policja się nim zajmie, jeżeli coś nam zrobi !
- Zayn, weź kurde to sobie trochę na poważnie ok ?
- Dobrze, dobrze !
      *następnego dnia w szkole*
Po szkole chodziłam jak potłuczona. Smutno mi było, byłam przerażona. Bałam się o siebie i o Zayn'a. Chyba nie ma go dziś w szkole. W nocy wcale nie zmrużyłam oka. Jeszcze ta sprawa z Erykiem. Dzisiaj wcale go nie widziałam, nikt mnie nie zaczepił, to było dziwne. Ha, myślą, że uśpią moją czujność. Ich niedoczekanie. Od tamtej pory jakoś przestałam się go bać, gdy Zayn go uderzył. Nie wiem dlaczego, wielu rzeczy nie potrafię wytłumaczyć. Tego w szczególności. Po szkole chodziłam sama, normalnie skończyłam lekcje i udałam się do domu, nie było obok mnie Zayn'a. To chyba cisza przed burzą ? Gdy wyszłam ze szkoły natchnęłam się na kolegę Eryka :
- Hej, [T.I] tak ? - spytał
- Tak, bo co ? - spytałam groźnie
- Zaraz zrzednie ci ta groźna minka jak usłyszysz co ci powiem !
- Czego chcesz, byle szybko śpieszę się ! - odezwałam sie
- Erykowi nie spodobało się to, że spotykasz się z jakimś chłopakiem !
- A co go co obchodzi ? - spytałam ze zniesmaczoną miną
- Obchodzi, obchodzi. Podobno cię kocha, a zaczepia cię i wyzywa dlatego, żebyś pocierpiała jak on ! - mówisz
- Niech te swoje niby ,,kocham" wsadzi gdzieś !
- Zobaczysz, jeszcze pożałujesz, że z nim zerwałaś ! - odparł i oddalił się
Dziwnie się poczułam. Eryk mnie kocha ? Pff. Ja go nie. Niech w*********. Za to co mi zrobił już nigdy nie usłyszy ode mnie miłego słowa.
      *kolejny dzień, tym razem jeszcze dziwniejszy*
Wraz z Zayn'em szłam z korytarzem obok sklepiku szkolnego. Eryk jak zwykle stał ze swoimi kolegami i popijali jakiś napój.Gdy schodziliśmy po schodach on krzyknął do nas :
- Kochanie, te lalunia !
Oboje ze zdziwieniem odwróciliśmy się, on przyszedł do nas :
- No hej kochanie, o której mam u ciebie dziś być ? - spytał z tym swoim głupkowatym uśmiechem
- Kochanie ? Jakie kochanie ? - spytał odruchowo Zayn
- No przecież ja i [T.I] razem jesteśmy !
- Że co ? [T.I] to prawda co on mówi ? - spytał mnie Zayn
Ja stałam zamurowana, nie wiedziałam co powiedzieć :
- Przecież my nie jesteśmy razem, coś sobie pewnie uroił w tym swoim głupim łbie ! - odparłam
Eryk objął mnie :
- Wiesz co, nie odzywaj się do mnie ! - krzyknął Zayn, gdy zobaczył jak on mnie obściskuje
- Zadowolony ?! - krzyknęłam
- Mówiłem, że pożałujesz i że to nie koniec !
1. Podoba się ? Przepraszam za słownictwo, chyba mi wybaczycie ?! :)
2. Jeśli spodoba się wam ten imagin to drugą część dodam jutro ! :) ♥

                                                                                             Do następnego
                                                                                              Gosia ♥

środa, 13 marca 2013

# 93. Liam.


Najgorsza świadomość to taka, że kogoś kochasz, a nie możesz z nim być. I że 
akurat przytrafiło się to tobie... Mdli Cię kiedy widzisz ukochaną osobę
 z jego dziewczyną. Chciałabyś powiedzieć mu o tym co czujesz, ale nie 
chcesz niszczyć jego związku. W końcu jesteście przyjaciółmi... 
Przyjaciele nie ranią siebie nawzajem. Jednak to co ON robi Cię rani... 
Lecz on o tym nie wie. Sztucznie uśmiechasz się do swojego najlepszego 
przyjaciela, Liama i jego dziewczyny. Wiesz, że gdybyś pospieszyła się 
ze swoimi wyznaniami nie było by za późno. Jednak idziesz dalej.

Wracasz po imprezie do domu, masz w głowie pełno myśli. Musisz przejść przez 
las. Jednak nie boisz się. Lecz w końcu zrozumiałaś że źle zrobiłaś. 
Widzisz za sobą ciemną postać. Przyspieszasz kroku. Nieznajoma osoba 
zaczyna cię gonić. Potykasz się. W zakapturzonej postaci poznajesz 
chłopaka który przywalał się do Ciebie na imprezie. Krzyczysz i się 
szarpiesz, lecz opadasz z sił. Chwile potem jest już po wszystkim. 
Podnosisz się i opuszczasz brudną spódniczkę. Chłopak już uciekł, pewnie
 przestraszył się tego co zrobił. Z rozmazanym od łez makijażu wracasz 
do domu. Zapłakana wchodzisz do wanny. 

Następnego dnia przychodzi do Ciebie Liam.
-[T.I] dlaczego się zmyłaś tak szybko z imprezy? Było fajnie, Elizie też się podobało.
Eliza, Eliza. Masz tego dość. On nawet nie wie jak bardzo Cię rani. Zaczynasz płakać.
-Co się stało?- pyta Liam i przytula się do Ciebie. 

Liam już poszedł. Wyjmujesz czystą kartkę z zeszytu i piszesz list. 
Pożegnalny list. Napisałaś go dla Liam. Drugi napisałaś do swoich 
rodziców. Sama potem wręczasz Liam list, i każesz mu przeczytać go 
dopiero za pół godziny. Idziesz nad rzekę i rzucasz się w jej nurt...

...Oczami Liama...

Minęło pół godziny. Otworzyłem list. Zobaczyłem tekst, napisany twoim pięknym pismem. Zacząłem czytać....
,,Liam, to nie jest taki normalny list. Chciałam Cię pożegnać. Już się nie 
zobaczymy. Zakochałam się w tobie. Nie miałam odwagi Ci tego powiedzieć 
bo byłeś szczęśliwy z Elizą. Przykro mi... Kiedy wracałam do domu z 
imprezy, ktoś dogonił mnie i mnie zgwałcił. Nie mogę żyć z tym co się 
stało. Kocham Cię Liam i zawsze Cię kochałam. Twoja [T.I] ♥ 

Kilka dni później odbył się twój pogrzeb. Twoje ciało wyłowiono z rzeki. 
Nie mogę się z tym pogodzić.... zwłaszcza dlatego że Cię kochałem. Nie jak 
przyjaciółkę, jak kogoś ważniejszego... Jestem na siebie wściekły 
dlatego ze Ci tego nie powiedziałem... A teraz żegnaj ...
__________________________

Ohayo ! To mój stary imagin, przerobiłam go trochę ponieważ nie mam czasu żeby naskrobać nowy.
Ja nienawidzę pisać o gwałtach i samobójstwach ale nie miałam wyboru. Wgl ten styl jaki jest napisany imagin też mnie drażni. Ten imagin był na TYM blogu. Był on napisany PRZEZE MNIE dla ścisłości. Nie chce żeby mnie ktoś posądzał o plagiat XD
Sayonara  ♥
Ol.

# 92. Harry.

Z Gemmą trzymałam się od czasów liceum. Chociaż byłam młodsza o niespełna dwa lata, Gemm traktowała mnie jak rówieśnicę. Pamiętam nasze sobotnie wypady do lodziarni, a potem na zakupy. Zawsze była po mojej stronie. Czułam się jak jej siostra. Gemma nierzadko pomagała mi przygotować się do zaliczeń. Przynajmniej raz w tygodniu wpadałam do niej na ploteczki. Tam poznałam Harry'ego, jej młodszego o rok brata. W trójkę świetnie się dogadywaliśmy. Razem graliśmy na PlayStation czy w najzwyklejsze na świecie planszówki. Czas z nimi był tym najlepiej zagospodarowanym, na pewno. Ale 26 sierpnia wszystko się posypało. Hazza z Gemmą wracali właśnie od swojej babci, niezwykle miłej pani Styles, którą miałam poznać. Niestety, minusy wieczornych, piątkowych powrotów do domu to pijani kierowcy. I właśnie jeden z takich idiotów spowodował wypadek. Brało w nim udział rodzeństwo. 

- [T.I.], Harry i Gemm mieli wypadek - tyle, z łamiącego się głosu pani Anne, zdołałam wywnioskować. 
Zrobiło mi się słabo. Co też ta kobieta wygaduje ? Przecież moja przyjaciółka to dobry kierowca. Tu się nie myliłam. Zawinił ktoś inny. 

- Przepraszam, gdzie mogę znaleźć moich przyjaciół ? 
- Nazwisko ? - poprosiła kobieta w recepcji szpitala, w którym to mieli znajdować się Gemma i Hazz. 
- Styles.
- Korytarzem prosto. Potem w lewo i tam powinna już pani trafić.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się beznamiętnie. Ruszyłam korytarzem. Dostrzegłam, na ławeczce pod ścianę, Harry'ego.
- O Boże, nic Ci nie jest ? Hazz, powiedz, co się stało - ujęłam w dłonie jego podrapaną twarz. 
- Nic mi się nie stało. ALe Gemma ... Nie chcą mnie do niej wpuścić. Do cholery, chyba nie jest aż tak źle. Nie jest, prawda ? - zapytał z nadzieją. Ale ja nie potrafiłam dać mu prawidłowej odpowiedzi. 
Mijali nas lekarze, pielęgniarki, ale nikt nie chciał nam nic powiedzieć. Zastanawiałam się czy to ze względu na jej stan czy procedury. Nie wiedziałam tego, nie miałam do tego głowy. Harry, pani Anne i ja siedzieliśmy w ciszy, każde na swój sposób myślało o zaistniałej sytuacji. 
I nagle z sali wyszedł lekarz, o dziwo zatrzymał się przed nami.
- Muszę z panią porozmawiać - mężczyzna zwrócił się do pani Anne. Oddalili się od nas. Po małych dziesięciu minutach kobieta wróciła do nas, usiadła obok syna i ukryła twarz w dłoniach.
- Mamuś, to coś poważnego ?- Harry ze łzami w oczach popatrzył na rodzicielkę.
- Gemma ma obrażenia wewnętrzne i uszkodzony mózg. Potrzebna jest krew.
- A jaką grupę ma Gemma ? - wyrwałam się.
- A Rh + - odparł Hazz, nadal wpatrzony w matkę, obejmujący ją ramieniem.
- Oddam tę krew. Zrobię dla niej wszystko. Jesteście dla mnie jak rodzina, muszę pomóc - powiedziałam - Ale mam prośbę Harry, pójdziesz ze mną ? 
Chłopak się zgodził. Tak naprawdę nic nie bolało. Myślałam tylko o przyjaciółce, by jej pomóc.
Codziennie z Loczkiem przychodziliśmy do Gemmy. Czasem nas do niej wpuszczano, czasem nie. Zależnie od jej stanu, który ciągle się zmieniał. 
- Harry, boję się - spojrzałam smutnymi oczyma na Stylesa i się w niego wtuliłam. Poczułam dziwne ukłucie w sercu.
- Ja też - objął mnie ramieniem - Ale będzie dobrze. Musi być.
Siedzieliśmy, a właściwie trwaliśmy w milczeniu już piątą godzinę. I nic. Nikt nas o niczym nie informował. Aż przyszedł lekarz. Poprosił Harry'ego na bok, jednak ten powiedział, że beze mnie nie idzie.
- Panie Styles, mam dla pana ważną wiadomość - z twarzy mężczyzny nie potrafiłam nic wyczytać, dlatego na początku nie pojęłam, o co może mu chodzić.
- Niech pan mówi, błagam.
- Panie Styles, pańska siostra zmarła wskutek zbyt poważnych obrażeń wewnętrznych.
Dla mnie skończył się świat. Nie mówiąc już o Hazzie.

Gdyby nie Gemma nadal byłabym szarą myszką z tysiącem niespełnionych marzeń. Ale dzięki przyjaciółce, którą tak naprawdę uznawałam za siostrę, spełniłam jedno z nich. Poznałam Harry'ego. 
Początki były trudne. 
Bez Gemmy nic nie było takie samo.
Nic nie było jak dawniej. 

Mieliśmy siebie i to było dla nas najważniejsze. Nic nie było łatwe i to właśnie dzięki temu na nowo się poznaliśmy. Na nowo rozpoczęliśmy życie. Życie, choć bez Gemmy, to szczęśliwe. Bo nasze.

Wiem, wyszło takie bardziej o Gemmie, przepraszam.
Przepraszam też za dwa dni opóźnienia.
Bo nic nie jest jak dawniej. 
Nie będę Wam tu pisała historii życia, więc jeszcze raz przepraszam. Mam nadzieję, że wybaczycie < 3

Dominika ♥

niedziela, 10 marca 2013

HeeY. Ważne ! ♥

Cześć < 33

Mam do Was wielką prośbę, mam nadzieję, że nie zawiedziecie :D
Otóż z Agą zgłosiłam naszego bloga do konkursu na " Blog Miesiąca " :)
Przez 6 dni będzie trwało głosowanie, myślę, że pomożecie nam zwyciężyć xx

Tutaj trwa głosowanie, oczywiście my to 3. Dominika & Aga :D 

Dominika

sobota, 9 marca 2013

# 91. Louis.



    - Lepiej uciekaj, bo jak cię dostanę w swoje ręce to na pewno łatwo nie puszczę - ostrzegał mnie Louis. Wolałam nie sprawdzać prawdy jego słów, więc wybiegłam z naszej sypialni. Biegłam w stronę schodów, aby po zejściu na dół, ukryć się w kuchni. Jednak na podłodze znowu leżała jakaś koszulka należąca do Lou. Poślizgnęłam się na niej i zleciałam ze schodów. Nie zdążyłam nawet nic powiedzieć, z moich ust wydobył się jedynie jakiś nieokreślony jęk.

* Louis *

    - Dobra, [T.I]. Dałem się nabrać, ale możesz już wstać - powiedziałem, pochylając się nad ciałem dziewczyny. Nie reagowała - Słyszysz ? Wygrałaś, a ja przegrałem. Przyznaję się do tego otwarcie - szarpnąłem ją za ramię, ale dalej nic - [T.I] ?! Słyszysz mnie ? - spanikowałem. Leżała na brzuchu, twarzą do podłogi, więc przewróciłem ją na plecy. Oczy miała zamknięte, a pod jej głową widziałem kałużę krwi. Zacząłem do niej krzyczeć, aby się obudziła, ale w końcu się opanowałem i po prostu zawiozłem ją do szpitala. Siedziałem zdenerwowany na korytarzu, podczas gdy nią zajmowali się lekarze. W końcu jeden z nich wyszedł, aby mi coś powiedzieć.
   - Pańska dziewczyna odzyskała przytomność, ale niczego nie pamięta. Nie wie, jak się nazywa, gdzie jest. - tłumaczył doktor - Uderzyła się w głowę, ma mocne rozcięcie, ale zanik pamięci nie powinien trwać długo. Najwyżej 2 miesiące.
   - Ale do tego czasu, ona będzie przeżywała życie od nowa ? - zapytałem zszokowany - A mogę do niej pójść ?
 Bałem się odpowiedzi na to pytanie i usłyszałem to, czego właśnie najbardziej się w niej bałem.
   - Oczywiście, ale musi mieć pan na uwadze, że ona pana nie rozpozna. Będzie pan dla niej zupełnie obcym człowiekiem - mówił lekarz.
   To było dla mnie najcięższe. Znaliśmy się praktycznie całe życie, a teraz byliśmy dla siebie, a przynajmniej ja dla niej, obcy.
   Przez następne półtora miesiąca na zmianę z chłopakami pokazywaliśmy [T.I]  nasze zdjęcia, zabieraliśmy ją w często odwiedzane przez nas miejsca lub siedzieliśmy i opowiadaliśmy jej jakieś historię z naszego życie, np. co się wydarzyło na jakimś koncercie, itp. Słowem : robiliśmy wszystko, aby coś sobie przypomniała. Ale jej umysł cały czas był dla nas niedostępny. Któregoś dnia mieliśmy wywiad, na który poszliśmy wszyscy oprócz Nialla, który miał siedzieć w domu z [T.I]. Jednak, gdy już wróciliśmy nie zastaliśmy nikogo.
   - Gdzie oni są ? Przecież doskonale wiedział, że nie mają nigdzie wychodzić. W jej stanie to zbyt niebezpieczne - mówiłem zdenerwowany, chodząc z kąta w kąt.
   - Uspokój się, Lou. Niall za chwilę wróci i wszystko się wyjaśni - w chwili, gdy Zayn wypowiedział te słowa, drzwi domu się otworzyły i stanął w nich Nialler.
   - O, cześć. Już jesteście ? - zapytał.
   - Niall, gdzie jest [T.I] ? - zapytał Liam, bo ja już nie mogłem wydusić z siebie słowa.
   - No jak to gdzie ? Powinna być tutaj - chłopak rozejrzał się zdezorientowany.
   - Chcesz powiedzieć, że wyszedłeś gdzieś i zostawiłeś ją tu samą ? - nie dowierzał Harry.
   - Tak, ale wytłumaczyłem jej, że ma nigdzie nie wychodzić. Powiedziała, że zrozumiała - bronił się blondyn.
   - I myślałeś, że będzie grzecznie na ciebie czekać ?! Przecież ona ma umysł kilkuletniego dziecka! - musiałem zareagować. Chciałem powiedzieć coś jeszcze, ale przerwał mi dźwięk dzwonka. Gdy otworzyłem, zobaczyłem sąsiadkę.
   - Dzień dobry - przywitałem się, wpuszczając ją do środka.

   - Dzień dobry, panie Tomlinson - odpowiedziała krucha, starsza pani - Nie chciałabym przeszkadzać, ale myślę, że widziałam coś, co mogłoby panu pomóc.
   - Co pani ma na myśli ? - cofnąłem się o krok i byłbym upadł z powodu miękkich kolan, gdyby nie Zayn.
   - Z 2 godziny temu widziałam, jak jakiś chłopak wychodził z domu wraz z [T.I], potem wsiedli do samochodu i gdzieś odjechali - wytłumaczyła.
   - A czy mogłaby pani go opisać ? - zapytał Liam.
   - Moja pamięć już niestety trochę szwankuje, ale na pewno był wysoki, młody - w pana wieku, Louisie - dobrze zbudowany - opisywała sąsiadka.
  - A ten samochód jaki był ? Marka ? - pytał Niall.
  - Ja się na samochodach nie znam, ale był duży, sportowy i na pewno czarny.
  - Widziałem podobne auto. Z kilka godzin stał przed domem - powiedział Nialler.
  - Muszę wyjść - powiedziałem, zabierając kurtkę.
  - Ale dokąd ? - Zayn.
  - Nie wiem. Po prostu ... idę - wyszedłem z pomieszczenia i ruszyłem do mojego samochodu. Zatrzymałem się przy masce, bo usłyszałem głos wołającego mnie Malika.
  - Czekaj, co chcesz zrobić ? - spytał.
  - Wszystko, by ją znaleźć. Nieważne jak. - odpowiedziałem. - Przynajmniej domyślam się, gdzie może być.
 - Jadę z tobą - rzekł Mulat. Próbowałem go odciągnąć od tego pomysłu, ale chłopak się uparł, a jak on coś postanowi to powodzenia.

 * [T.I] *

 Otworzyłam senne oczy. Czułam się dziwnie. Nie pamiętałam niczego z ostatnich dni, zupełnie jak po imprezie, gdy nie pamięta się poprzedniego wieczoru. Tylko że mój zanik pamięci sięgał dużo dalej. Podpierając się na rękach, usiadłam na łóżku. Nie widziałam zbyt wiele, okno było w 75% zasłonięte, a do środka wpadała cienka stróżka światła. Usłyszałam czyjeś kroki dobiegające z korytarza. Po chwili  skrzypnęły drzwi, sygnalizując czyjeś wejście do pokoju. Zobaczyłam ciemną postać. Zbliżała się do mnie powoli, a ja zaczęłam się uśmiechać, bo wiedziałam, że zaraz zobaczę Louisa. Chłopak wyłonił się z cienia i ... zabrakło mi tchu. Nie wiedziałam, co mam zrobić, nie miałam pojęcia skąd się tu wzięłam, z nim. Podszedł do mnie, a ja odruchowo cofnęłam się do tyłu, opierając się plecami o zimną ścianę.
 - Wszystko w porządku, kochanie ? - zapytał cicho.
 - Jakie kochanie ? Co ty tu robisz ? Co ja tu robię ? Gdzie jest Louis ? - zadawałam pytania, przestraszona.
 - Wiedziałem, że kiedyś do tego dojdzie - powiedział ze smutkiem - Miałaś wypadek, po którym straciłaś pamięć. Louis cię zostawił, a potem znalazłem cię ja. Rozumiem, że mnie nie pamiętasz, każdego dnia muszę ci wszystko przypominać.
 - Nieprawda ! - zaprzeczyłam - Doskonale cię pamiętam, Stan. Pamiętam wszystko, co się stało i nie zamydlisz mi oczu. Nie wrócę do ciebie, jestem z Louisem, kocham go. Gdzie on jest ?
 - Tam, gdzie powinien być - daleko od ciebie - odpowiedział ze złością. Następnie wstał i wyszedł, a ja usłyszałam tylko szczęk zamykanych na klucz drzwi.
 - No pięknie- powiedziałam do siebie i wstałam. Podeszłam do okna i lekko je odsłoniłam. Oślepiło mnie budzące się do życia słońce. Było jeszcze wcześnie, zza drzwi usłyszałam wkurzonego Stana. Ubrałam się szybko, w kieszeni moich spodni był telefon - niestety rozładowany. Jeszcze raz podeszłam do okna, modląc się, aby chłopak nie zadbał o wszystko. Miałam rację, okno się otworzyło. Wychyliłam się - parter. On jest  głupszy niż myślałam. Wyszłam przez okno i jak najciszej przedostałam się na ulicę, a potem do domu. Nie było to łatwe, miałam do pokonania pół miasta, ale w końcu się udało. Byłam zmęczona i padnięta. Drzwi były otwarte, więc weszłam, ale nikogo nie było. Położyłam się na kanapie i znowu zasnęłam.

* Louis *

 - I po co ci to było ? Nie mogłeś go po prostu zostawić tylko musiałeś mu przywalić ? I tak jej tam nie było - trajkotał Zayn, gdy wracaliśmy do domu, a mnie to tylko bardziej denerwowało.
 - Wiem, że tam była - powiedziałem stanowczo.
 - Ale ... - próbował jeszcze Malik, ale włączyłem radio na pierwszą lepszą stację. Załapał, już się nie odzywał. Po jakimś czasie wjechałem na podjazd. Zayn wyskoczył z auta i poszedł do domu, a ja na chwilę zostałem sam. Jednak po jakimś czasie usłyszałem wołanie Mulata.




Dzisiaj takie coś. Miałam przerwy w dostawie internetu, więc musiałam się streszczać. Mam nadzieję, że możecie sobie wyobrazić, jaki był koniec, więc nie musiałam tego pisać tak dokładnie. I nie zapomnijcie wejść tutaj : <klik> . Dzisiaj powinna się pojawić notka o konkursie na blog miesiąca, do którego zgłosiłam naszego.

czwartek, 7 marca 2013

# 90. Harry. Imagin czytelnika - Oliwia ♥


Dzisiaj obiecałam Oliwii, że dodam jej imagina. Prosimy o komentarze ♥ 
Ah, i na dole mała informacja.


Wróciłaś do domu wcześniej, aby poinformować twojego ukochanego o genialnej wiadomości. Specjalnie urwałaś się z pracy, żeby mu to powiedzieć. 
Weszłaś do domu. Zrzuciłaś z siebie kurtkę szalik i ściągnęłaś buty. Torebkę zawiesiłaś na wieszaku.
- Harry! - krzyknęłaś, kierując się w stronę schodów, które prowadziły na piętro. Jednak nie usłyszałaś nikogo. Pomyślałaś że może on być w swoim pokoju. Powoli uchyliłaś drzwi i ujrzałaś go, pakującego swoje rzeczy do torby.
- Co ty robisz kochanie? - zapytałaś, przysiadając na skraju łóżka, na którym leżały sterty ciuchów.
- To koniec [T.I], koniec naszego związku. - usłyszałaś z ust Harry'ego. Koniec, tak po prostu ci to powiedział. Jakby był jakąś maszyną, robotem, który miał za zadanie ci powiedzieć te kilka słów. Kilka bardzo bolesnych słów...
I co dalej? Miałaś wymazać sobie wszystkie wspomnienia z ostatnich dwóch lat, kiedy to zaczęliście być razem? Przecież to jest niemożliwe. Kochałaś go jak nikogo innego. Najpierw jako najdroższego przyjaciela, później jako chłopaka i tak do dzisiaj. Planowaliście wspólną przyszłość. Chcieliście się razem zestarzeć, mieć dzieci, wnuków. On ci codziennie powtarzał jak bardzo cię kocha, no a ty naiwna, wierzyłaś mu. Zdałaś sobie sprawę, że to były tylko takie dwa słowa, rzucone na wiatr. 
Ale najgorsze w tym wszystkim było to, że właśnie w tym samym momencie miałaś mu powiedzieć że jesteś w drugim miesiącu ciąży. To była ta niespodzianka, która okazała się totalnym horrorem.
- Poznałem już kogoś. - dodał jeszcze, podchodząc do ciebie. Chciał się przytulić... Pożegnalny uścisk, którego nie chciałaś. Wstałaś z łóżka i zrobiłaś krok w tył a on zrezygnowany wyszedł z pokoju. Pobiegłaś za nim.
- Harry będziesz ojcem. - powiedziałaś, stając we framudze - Jestem w ciąży. - dodałaś jeszcze, a on zatrzymał się przed schodami i spojrzał na ciebie z niedowierzaniem. - Nie odchodź, proszę.
Nie dostałaś żadnej odpowiedzi. Chłopak pospiesznie zbiegł ze schodów, później tylko trzask drzwiami i już go nie ujrzałaś.

Kiedy odszedł było ci bardzo ciężko. Nawet straciłaś kontakt z resztą chłopaków. Przez pierwszy tydzień nie zmrużyłaś oka. Nie mogłaś się przyzwyczaić do tego że jego nie ma teraz koło ciebie. Że nie jest w ciebie wtulony, że już nie całuje cię na pożegnanie, kiedy wychodzisz do pracy i na przywitanie. Musiałaś po prostu o tych wspaniałych uczuciach zapomnieć. Nie udało ci się to, zawsze wieczorem, kiedy kładłaś się do łóżka wspomnienia wracały a ty myślałaś że on na ciebie czeka. Myślałaś...

Do porodu został jeszcze miesiąc. Tak, już tyle żyłaś bez Harry'ego i bez żadnej pomocy. Rodzice odrzucili cię, kiedy dowiedzieli się o tym, że mają zostać dziadkami. Nadal mieszkasz w Londynie i to w tym samym domu. Nie chciałaś się wyprowadzać...
No więc to już ósmy miesiąc ciąży. Trudno ci uwierzyć, że to w tobie rozwija się kolejne życie - będziesz miała syna. Pewnie takiego samego jak on. Z dnia na dzień twój brzuch jest coraz większy. Ech...
Wygramoliłaś się z łóżka, zakładając na siebie dżinsy, luźną beżową bluzkę i czarny sweterek. Zaplanowałaś się wybrać dziś do Tesco kupić większe zakupy spożywcze. Zrobiłaś delikatny makijaż i zjadłaś jakieś lekkie śniadanie. Wzięłaś portfel i włożyłaś go do torebki. Założyłaś buty, kurtkę i zamykając drzwi wyszłaś z domu. Wychodząc z podwórka po drugiej stronie dość ruchliwej ulicy zauważyłaś auto. Auto takie jak ma Harry. 
- O nie. - powiedziałaś cicho do siebie, ruszając w stronę sklepu, do którego miałaś na szczęście dość blisko. To nie był on. Ile takich samych aut jeździ po Londynie, jak ma Harry. To nie możliwe. 
Idąc wolnym krokiem co druga osoba, którą mijałaś patrzyła na twój brzuch. Tak jest, byłaś już do tego przyzwyczajona. Do tych komentarzy, które praktycznie codziennie otrzymywałaś od fanek One Direction. No kurcze idzie sobie przez ulicę 18-letnia dziewczyna, która pod sercem nosi swoje dziecko. Dla innych sensacja, dla niektórych coś normalnego. 
Zabrałaś koszyk i wjechałaś z nim w głąb sklepu. Błądząc, wrzucałaś do niego najpotrzebniejsze rzeczy. Na drugim końcu spożywczaka stała jakaś grupka dziewczyn. Na myśl nasuwało się tylko jedno. No nic, to była przeszłość. 
A jednak. Wśród nich stał Harry, który rozdawał autografy. Starałaś się tym nie przejmować. W jednej chwili chłopak oderwał się do dziewczyn, kierując się w twoją stronę. Zauważyłaś to, więc skręciłaś z koszykiem w drugą stronę, przyspieszając przy tym. 
- [T.I]! - usłyszałaś, lecz nie miałaś zamiaru nawet cię zatrzymać - [T.I], zaczekaj. - powtórzył i złapał cię za rękę. Szybko się wyrwałaś.
- Czego chcesz? - zapytałaś, a twoje oczy zaczęły napełniać się łzami. On spojrzał na twój brzuch a później przeniósł wzrok na ciebie.
- Ja przepraszam. Przepraszam cię za to, że od ciebie odszedłem. - zaczął się jąkać a ty nie wzięłaś sobie tego do serca.
- W porę Harry, naprawdę. - odpowiedziałaś i ruszyłaś dalej olewając go.
- [T.I] wiem że popełniłem błąd zostawiając ciebie i nasze dziecko. Ja myślałem że to był żart z tą ciążą. Myślałem że w ten sposób będziesz chciała mnie zatrzymać przy sobie... - ty myślałeś w ogóle? To było coś - Dopiero później się dowiedziałem. - popchnęłaś koszyk przed siebie puszczając go.
- Gówno mnie obchodzi co ty myślałeś. - krzyknęłaś i pospiesznie wyszłaś ze sklepu, zostawiając tam Harry'ego i twój koszyk ze wszystkimi artykułami. Niezłe zakupy.
Nie miałaś pojęcia co on sobie wyobrażał. Przez te wszystkie noce, które były dla ciebie takie trudne on podchodzi do ciebie, mówi ci 'przepraszam i myśli że do niego wrócisz? Tak, kochałaś go, ale nie potrafiłaś mu ani tego powiedzieć a tym bardziej wybaczyć, że miał kogoś innego u swojego boku. To było dla ciebie ciosem w serce. Ogromnym... Jednak ty z czasem pozbierałaś się a on ponownie pojawia się w twoim życiu. 
Wyszłaś przed sklep i w tym momencie złapał cię skurcz. Cholerny skurcz. Przysiadłaś na schodku obok i zaczęłaś płakać coraz bardziej. Przecież to nie było możliwe, jeszcze miesiąc do porodu było. Zwijałaś się z bólu, płakałaś i krzyczałaś jednak żadna osoba która przechodziła obok nie zapytała nawet co ci się dzieje. Dopiero ze sklepu wyszedł Harry, który szybko do ciebie podbiegł. Chyba on był ostatnią deską ratunku w tym momencie.
- Co się dzieje? - zapytał, rzucając w bok wszystkie zakupy które miał w ręce.
- Szybko Harry, zadzwoń na pogotowie! - powiedziałaś głośniej, zaciskając zęby - Nie mogę już! Boli Harry!
- Momencik - uspokajał cię jednak nie mógł dodzwonić się do szpitala. 
- Ile mam czekać? Ja już nie mogę... - powiedziałaś nieco ciszej. Chłopak klęczał przed tobą trzymając cię mocno za rękę. Bez zastanowienia wziął cię na ręce - Co ty robisz? Chłopie ja rodzę chyba a ty... Jezuuu, a ty tu jakąś szopkę odwalasz? Ała! - krzyknęłaś.
- Sam cię zawiozę do szpitala. - odpowiedział drżącym głosem i posadził cię na tylnym siedzeniu. Nie wytrzymałaś, tak cholernie cie wszystko bolało.
- Pospiesz się! - krzyknęłaś, kiedy tylko chłopak wsiadł do auta. 
Styles pospiesznie ruszył w stronę szpitala. Nie zatrzymując się na światłach, na żadnych rondach w ciągu pięciu minut byliście na miejscu.
- Pomogę ci, poczekaj. - powiedział otwierając przede mną drzwi i łapiąc mnie za rękę. Wyszłaś mozolnie z auta łapiąc się za brzuch.
- Ja nie dojdę Harry, proszę cię pomóż mi jakoś, zawołaj kogoś. - powiedziałaś lecz on nie reagował tylko starał ci się jakkolwiek pomóc. 
Kiedy weszliście do szpitala zauważyła was pielęgniarka która szybko ci pomogła, podsuwając wózek inwalidzki. Nigdy w życiu nie czułaś takiego bólu jak wtedy. To był koszmar! Kobieta z tobą na wózku zaczęła kierować się w stronę porodówki. 
- [T.I], pamiętaj że cię kocham i już nigdy nie zostawię samej! - powiedział łapiąc cię za rękę. Ty ją ścisnęłaś z całej siły.
- Proszę tu zostać! - powiedziała kobieta do Harry'ego, przerywając waszą 'rozmowę'. Nie wytrzymywałaś...

Leżałaś w sali szpitalnej wpatrzona w okno. Poród był bardzo ciężki. Obawiano się że dziecko nie przeżyje. Jednak udało się. Dałaś sobie radę. Twój, wasz syn urodził się jako wcześniak ale nie zagrażało to jego zdrowiu. Usłyszałaś pukanie do drzwi i spojrzałaś w tamtą stronę. Stał tam Harry. 
- Jak się czujesz? - zapytał, siadając na krześle obok twojego łóżka.
- Dobrze. Dziękuję za pomoc Harry. Nie mam pojęcia co by się stało gdyby nie ty... - uśmiechnęłaś się delikatnie. W tym samy momencie do sali weszła pielęgniarka z dzieckiem na rękach. Podeszła pod twoje łóżko.
- Zdrów jak ryba. - powiedziała, wręczając ci dziecko do rąk.
Usiadłaś na łóżku i wzięłaś go w swoje objęcia. Był śliczny... Na moment przeniosłaś wzrok na Harry'ego. Przyglądał ci się z zaciekawieniem i uśmiechem na twarzy.
- Chcesz potrzymać? - zapytałaś go. 
- Mogę? - zapytał, wstając z krzesła.
- Jasne, przecież to twój syn. - odpowiedziałaś, podając mu chłopca do rąk. Harry wyglądał z nim tak słodko. 
- Kocham cię [T.I]. - powiedział do ciebie, odrywając wzrok od syna. 
- Ja ciebie też Harry. I naszego synka... - odpowiedziałaś z uśmiechem na twarzy. 


Kochana Oliwio ! Masz mega talent i dziękuję siostro, że jesteś ♥

Pewna Agnieszka prosiła mnie o reklamę jej bloga, a więc zapraszam <klik>



Dominika

#89. Niall

Jesteś z Niall'em już od ponad dwóch lat. Niall od dawna marzył o dziecku. Ty jednak nie byłaś jeszcze gotowa. Miałaś dopiero 18 lat. Uważałaś, że jesteś jeszcze za młoda i chcesz jeszcze dużo rzeczy zrobić w swoim życiu, zanim zaczniesz myśleć o dzieciach. On często namawiał cię, ale zawsze mu odmawiałaś. Grymasił, albo czasami robił smutne minki, żeby cię przekonać. 18 lat, pełnoletność, wydaje ci się, że jesteś już gotowa na samodzielne życie. Nadal jednak, mogłaś liczyć na swoich rodziców w trudnych sytuacjach. Mogłaś na nich liczyć. Zawsze i wszędzie. Gdy skończyłaś 18 lat, kilka miesięcy temu, zamieszkałaś z nim. Podjęłaś tę decyzję dla niego. Potrzebowaliście się nawzajem.
         *wieczór, oboje szykujecie się do snu*
- [T.I], możemy pogadać ?
- Tak, a o czym ?
- No wiesz, ten tego, no wiesz.
- Dziecko ?
- Yhm.
- Boże, Niall daj już spokój, nie chce i już. Mam dopiero 18 lat ! Nie teraz ! - mówiłaś
- No wiem, no wiem, ale przecież razem z dzieckiem możemy robić to co chcemy, czyż nie ?
- Niall, chodź już spać, zmęczona jestem.
Każda wasza rozmowa zawsze kończyła się kłótnią o dziecko. Nie byłaś w stanie mu wytłumaczyć, bo on zawsze nie dawał za wygraną. Nigdy.
            *tydzień później*
Kilka dni temu wyjechaliście nad morze. Było wtedy lato. Słońce pięknie świeciło. Woda krystalicznie czysta, na plażach pełno ludzi. Korki na drogach i różne rzeczy mogły się przytrafić w drodze. Wam to się jednak nie przytrafiło. Spokojnie dojechaliście do swojego domku, który Niall wcześniej wynajął. Po przyjeździe od razu ruszyliście nad pobliski brzeg. Wasz domek stał akurat obok plaży :
- Niall, chodźmy, niedługo może zajść słońce, chodź ! - pośpieszałaś go
- Spokojnie, muszę zamknąć drzwi - mówił
Oboje pobiegliście na plażę. Słońce prawie zachodziło. Zachód był przepiękny. Powoli chował się za horyzontem. Plaża była pusta, nikogo wtedy nie było. Byliście sami :
- Jak tu pięknie, co nie ? - spytał Niall
- Tak - odparłaś
- Ej, mam pomysł, chodź wskoczymy do wody - powiedział
- To szaleństwo, pewnie woda jest chłodna - zaśmiałaś się
- Chodź ! - krzyknął zdejmując z siebie koszulkę
Ty zdjęłaś swoje ubrania i ruszyłaś za nim. Woda nie była taka zimna, ani taka ciepła. W sam raz. Oboje pływaliście w tą i z powrotem. Goniliście się nawzajem, to niego, to on ciebie. Zabawa była świetna. Zanurzaliście pod wodę i nurkowaliście. Chlapaliście się wodą :
- Niall, zimno mi się zrobiło - powiedziałaś
Niall przypłynął do ciebie i złapał w talii :
- Wychodzimy ? - spytał
- Tak - odparłaś
- To chodźmy !
Niall wziął cię na ręce. Lekko zaczął całować w usta. Pocałunek z każdą chwilą stał się bardziej namiętny.
       *w domku*
Niall przyniósł cię na łóżko. Powoli rozbierał. Jego ręce wodziły po twoim ciele, ty swoje ręce zaplotłaś w jego blond włosach. Swoimi nogami oplotłaś jego talię. Jednym sprawnym ruchem zdjął z ciebie koszulkę. Delikatnie pieścił twoje piersi, szyję i brzuch. Widząc, że Niall nadal ma na sobie spodnie postanowiłaś zadziałać. Majstrowałaś przy jego pasku, ale jego interwencja była konieczna. Czułaś na sobie jego ciepły oddech. Gdy oboje (z bielizną) leżeliście na łóżku, postanowiliście przejść do rzeczy :
- Niall, masz coś ? - spytałaś
- Co ? - spytał całując twoją szyję
- No wiesz, coś na p.. - mruknęłaś
- Może dziś bez ... - odparł
- Kurdę, Niall, zejdź ! - powiedziałaś nerwowo
Niall posłusznie usiadł obok ciebie :
- Jeszcze nie, nie teraz, nie chce dziecka ! - mówiłaś
Niall zrobił smutną minę. Ty zdenerwowana ubrałaś się i poszłaś na taras. O dziwo Niall nie poszedł za tobą. Nie zatrzymał cię.
      *następnego dnia*
Dziś nadszedł dzień powrotu do domu. Rano pakujecie się i wyjeżdżacie. Nie odzywacie się do siebie. W ciszy wsiadacie do samochodu. Od zeszłej nocy, ani słowa nie wypowiedzieliście. Pakując rzeczy Niall tylko spytał czy wszystko zabrałaś. Tylko tyle. Nic więcej.
      *w samochodzie*
- Nadal będziesz się nie odzywał ? - spytałaś
- A po co mam się odzywać ? - odpowiada pytaniem na pytanie
- Nie masz nic do powiedzenia ?
- Nie - burknął
      *w domu*
Po kilku godzinach dojechaliście. Po ostatniej nocy Niall zrobił się nerwowy i bezczelny. Wydawało ci się to dość dziwne, jak na niego. Po każdym długim powrocie do domu, on zanosił wszystko, pytał czy zrobić coś do picia lub coś w tym stylu. Teraz wziął tylko swoją walizkę i poszedł do waszej sypialni. Siedział tam dobrych parę godzin. Ty w tym czasie byłaś w swojej garderobie i robiłaś porządki. Po dobrej godzinie Niall wyszedł z pokoju i poszedł do kuchni.
W pewnej chwili usłyszałaś głośny hałas. To Niall stłukł kilka szklanek, gdy otwierał szafkę. Od razu pobiegłaś do niego.
Na podłodze leżało pełno szkła i ... krwi. To była krew Niall'a. Rozciął sobie coś. Pełno krwi spływało po podłodze :
- Niall, boże co ty zrobiłeś ? - spytałaś szybko podbiegając do niego
- [T.I] dzwoń po karetkę, chyba rozciąłem sobie żyłę ! - krzyczał
Szybko pobiegłaś po telefon. Karetka miała przyjechać za kilka minut, ty w tym czasie miałaś zatamować czymś krwotok :
- Niall, Niall, proszę odezwij się ! - krzyczałaś
Niall zemdlał. Upadł na podłogę. Z jego ręki wciąż spływała krew. Niall może umrzeć.
     *w szpitalu* 
Niall budzi się w szpitalu. Obok niego jesteś ty :
- [T.I], co się stało ? - pyta
- Rozciąłeś sobie żyłę - mówisz mu
- Boże, co ja wtedy robiłem ?
- Nie wiem, jak ja przyszłam, ty leżałeś na podłodze. Wszędzie była krew - mówisz
Tobie spływają łzy po policzkach. Do sali wchodzi lekarz :
- Panno [T.I], czy mogę na chwilę prosić na korytarz ? - pyta
- Tak, pewnie - odpowiadasz
Oboje wychodzicie na korytarz :
- Niall stracił dużo krwi, ale ... - mówi
- Ale co ?! - szybko mu przerywasz
- Ale stracił dużo krwi. Musi jeszcze na kilka dni zostać w szpitalu - mówi
- Skoro to mu pomoże, to zostanie tu dłużej - odpowiadasz
Z Niall'em wszystko będzie w porządku. Niedługo może opuścić szpital.
     *tydzień później*
Niall wrócił do domu. Wszystko jest dobrze z nim. Siedzicie na tarasie i pijecie herbatę, jest już noc :
- Niall ? - pytasz
- Tak ? - odpowiada
- Chodź ze mną !
Razem idziecie do sypialni. Spędzacie razem noc.
      *Rankiem*
Gdy powoli wstawaliście :
- Niall, mam coś dla ciebie - mówisz
- Co ? - pyta
Ty podchodzisz do swojej torebki. Wyjmujesz test ciążowy.



Cześć wszystkim ;D ♥
1. Imagin moim zdaniem taki jakiś ;(
2. Tutaj macie moje GG: 34033323
   Podałam je, bo chciałam, żebyście pisali do mnie, jeżeli coś wam się w moich imaginach nie podoba, lub chcecie żebym były weselsze, innego rodzaju i takie tam.

                                                                                             Do następnego ;D
                                                                                                  Gosia ♥
Szablon by S1K