Statystyka

środa, 10 kwietnia 2013

# 109. Liam. Część 4.

Zapraszam na ostatnią część. 



Włączcie koniecznie.





 - Musimy już jechać - usłyszałem od Nialla, ale nie zareagowałem. Cały czas siedziałem na parapecie okna, wpatrując się w nieboskłon zasłonięty chmurami. Odezwałem się dopiero po chwili.
 - Nie mam ochoty tam iść. Nie chcę patrzeć na ich cierpienie, łzy.
 - Wiem, Zayn - Niall westchnął - Nikt nie chce tam iść, ale musimy o zrobić, aby pokazać im, że nie są sami, że mają w tym wszystkim wsparcie.
 Wiedziałem, że miał rację. Spojrzałem Niallerowi w twarz. Mogłem tylko się domyślać jakie targały nim uczucia, w końcu sam kiedyś stracił brata bliźniaka, a teraz wydarzyła się podobna sytuacja. Trzyma się dzielnie. To on po mnie przyjechał, gdy Perrie im powiedziała, że nie chcę iść.
 - Dobrze, chodźmy.
 Po minucie szliśmy w kierunku samochodu, tym razem to Horan prowadził. Po jakimś czasie dojechaliśmy na cmentarz. Poszliśmy w kierunku pozostałych. Harry, Louis z Eleanor, Ed, Josh i oczywiście Perrie stali w pobliżu Liama i Nadine. Oboje spuścili głowy, gdy dębowa trumna spoczęła w głębokim dole. Prawda była taka, że poród był strasznie wykańczający dla Nadine. Lekarze mówili, że to cud, że przeżyła, ale dziecko już niestety nie. Ona sama strasznie się zmieniła. Gdy ją poznaliśmy, była pewną siebie, dumną z ciąży dziewczyną Liama, teraz jest bardzo chudą, bezradną osobą, której zabrano kogoś bliskiego. A Liam ? Robi wszystko, co może, by jej pomóc. Przeszukałem powietrze po mojej prawej stronie, aż natrafiłem na dłoń Perrie, którą mocno ścisnąłem.

***

Byłam rozdarta, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Cały czas się trzęsłam. Tak, jak dotychczas pokazywałam, że jestem dzielna, tak teraz jakby pękłam na miliony kawałeczków. Nie dawałam sobie rady, muszę temu spojrzeć prosto w oczy. Spodziewałam się, że dziecko nie będzie zdrowe, ale śmierć ? Kochałam je. Mogłam się nim nacieszyć przez 8 miesięcy. Wszyscy tu przyszli. Jestem im bardzo wdzięczna. I pomyśleć, że na początku tak się bałam, że mnie nie zaakceptują. A teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Obejmujące mnie ramiona Liama zacieśniły się. Odwróciłam się w jego stronę.
 - Liam, jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. - szepnęłam - Jak to mówią, nie można mieć wszystkiego. Trzeba zamknąć jeden rozdział i iść pisać kolejny. Ale mimo wszystko myślę, że ten mi się udał, bo mam jeszcze ciebie. Wspaniałego, czułego, troskliwego. Przyjaciół, którzy pójdą za mną w ogień. Nie chcę chodzić na żadne terapie. Poradzimy sobie sami, Li. Obiecuję ci to. Nie będę robić żadnych głupot, nie chcę, abyś cierpiał podwójnie. Nadszedł czas na zmiany. Zmiany na lepsze. Kocham cie, skarbie. Pamiętaj o tym zawsze.
 Przytuliłam się do niego, a ponieważ nie byłam wysoka, obejmowałam jego klatkę piersiową, a nie szyję. Miałam przy swoim boku najwspanialszego faceta na Ziemii, moją pierwszą miłość i, choć będzie to trudne, muszę zacząć żyć pełnią życia i myśleć o przyszłości, a nie o tym co było.

wtorek, 9 kwietnia 2013

# 108. Liam. Część 3.

Na początku informuję wszystkich wszem i wobec, że Nadine zaszła w ciążę, gdy była u Liama. 


< część 1 >
< część 2 >


Włączcie koniecznie.





- Masz zamiar urodzić tego bękarta ? - usłyszałam od matki, gdy po powrocie do domu wszystko jej opowiedziałam. Spodziewałam się, że mnie przytuli i powie, iż wszystko będzie dobrze, ale jej reakcja była zgoła odmienna.
 - Przecież to w końcu moje dziecko ? Myślałaś, że co zrobię ?
 - Twoje dziecko, ale kaleka ! Myślisz, że będzie nas stać na jego leczenie ? Nie jesteśmy bogaci.
 - Wiem, ale nie usunę go. Jest już za późno, a poza tym kocham tego malucha i nie pozwolę go skrzywdzić.
 Mama usiadła przy stole, ukrywając twarz w dłoniach. Widziałam jaka była wściekła, ale to nie zmieni mojej decyzji. Zrozumiałam to w nocy, po moim śnie. Rzucałam się z boku na bok, nie mogąc przestać myśleć o tym, co usłyszę następnego dnia, a gdy w końcu usnęłam śnił mi się Liam, mówiący, żebym się nie martwiła, że cokolwiek by się nie działo jesteśmy rodziną i sobie poradzimy. Obudziłam się zlana potem i kolejny raz uświadomiłam sobie, że Payne nie wie jeszcze że będzie ojcem.
 - Wyjdź stąd - powiedziała tymczasem moja matka.
 - Słucham ? - nie wierzyłam w to, co mówiła. Czyżby moja matka wyrzucała mnie z domu tylko dlatego, że chcę urodzić niepełnosprawne dziecko ?
 - Słyszałaś! Spakuj się i wyjdź - powtórzyła.
 To było niemożliwe! I gdzie ja mam niby pójść ? Na pewno nie do Marthy, od ostatnich 5-ciu miesięcy nie odezwała się do mnie słowem. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. Gdy stałam na przystanku zdecydowałam się zadzwonić do Liama. Skąd mam jego numer zapytacie ? Otóż, jak wymykałam się z jego mieszkania szybko spisałam go na mój telefon.
 - Tak ? - usłyszałam, gdy odebrał.
 - Li ? Nie wiem, czy mnie pamiętasz. Jestem Nadine, widzieliśmy się 5 miesięcy temu - przypomniałam mu krótko. Ku mojemu zdziwieniu chłopak od razu mnie poznał.
 - Nadine ? Co się z tobą stało ? - zaczął wypytywać - Dlaczego tak zniknęłaś ?
 - To skomplikowane. Możemy się spotkać ? Właśnie jadę do Londynu, wszystko ci wyjaśnię.
 - Jasne, przyjdź do mojego mieszkania. Pamiętasz, gdzie to ?
 - Pamiętam. Będę niedługo - obiecałam i się rozłączyłam. Po 2 godzinach znalazłam się w Londynie. Znałam tylko nazwę ulicy, więc zamówiłam taksówkę, za którą zapłaciłam z oszczędności porobnionych na przestrzeni 5-ciu miesięcy. Po pokonaniu schodów, po których kiedyś tak swobodnie zbiegałam a teraz bolał mnie każdy mięsień przy każdym ruchu, a w szczególności kręgosłup, zapukałam do drzwi Liama. Chłopak otworzył je tak szybko, jakby nigdy od nich nie odchodził, tylko czekał aż przyjdę.
 - A teraz w trzech słowach powiedz mi co się stało - zażądał.
 - Jestem w ciąży - odpowiedziałam, rozpinając kurtkę, aby mógł zobaczyć mój brzuch.

 * 3 miesiące później *

 Liaś mnie nie odrzucił, chociaż na początku nie mógł zrozumieć jak można ruszać to białe świństwo jakim są narkotyki. Powiedział też, że bardzo tęsknił, martwił się, że mnie kocha i wybacza wszystko. Liam Payne mnie kocha, ja kocham jego i będziemy mieli dziecko ? Czy może być coś wspanialszego ? Najwyraźniej nasz bobas już chciał do nas dołączyć, bo pomimo tego, że do rozwiązania pozostał jeszcze miesiąc, on już się szykował do przyjścia na ten świat. I tak któregoś dnia, gdy szłam do kuchni napić się soku odeszły mi wody.



Tak, tak, tak, mega krótki dlatego czwartą już ostatnią część dodam jutro. Spodziewajcie się jej około godziny 13.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

#107. Louis

Od niedawna zaczęłaś chodzić z Louis'em. Na początku cieszyliście się swoim towarzystwem, ale jego sława zaczęła wam trochę przeszkadzać w życiu prywatnym. Tysiące paparazzi ciągle czekali pod domem Louis'a, aby zrobić wam jakieś zdjęcie lub coś w tym stylu. Często miałaś tego dość. Nie było ci łatwo, ze zwykłej dziewczyny stałaś się dziewczyną Louis'a Tomlinsona z One direction. Paparazzi często przeszkadzali ci w robieniu zakupów lub spotykaniu się z przyjaciółmi. Ciągle robili zdjęcia lub wymuszali zrobienie jakiegokolwiek wywiadu. Często zdarzało ci się wyzwać jakiegoś, aby się tylko odczepił.
 
Dziś zanocowałaś u Louis'a. W nocy lał straszny deszcz i na dodatek była burza. On chciał żebyś została. Rano wstałaś i poszłaś zrobić sobie herbatę, nie budziłaś Louis'a, chciałaś żeby trochę odpoczął. Po cichu zeszłaś na dół. Paparazzi jak zawsze siedzieli pod waszym domem z włączonymi aparatami. Zaparzyłaś sobie herbatę i ustałaś w oknie nie odsłaniając firanek, stałaś tak przez kilka minut i piłaś herbatę. Odłożyłaś na chwilę ją i zaczęłaś patrzeć przez okno :
- Ha, ma cię i co teraz ?! - spytał Louis łapiąc cię w pasie i odkręcając w jego stronę
- Boże, Louis przestraszyłeś mnie ! - krzyknęłaś na niego
- No przestraszyłem - zaśmiał się - dlaczego mnie nie obudziłaś, też bym wypił coś z tobą ? - spytał
- Chciałam żebyś odpoczął - uśmiechnęłaś się do niego
Louis zamyślił się trochę, po czym złapał cię i razem z tobą rzucił się na kanapę. Zaczęliście się śmiać i namiętnie całować.
 
Następnego dnia w telewizji :
- Louis Tomlinson i jego nowa dziewczyna [T.I] wydają się szczęśliwi, czy aby na pewno ? Wczoraj dziennikarze zauważyli, że Louis rzucił się z nią na kanapę w jego salonie ! Czy Louis chce zrobić jej krzywdę ? - mówili w wiadomościach
- Boże, a o całowaniu nic nie powiedzieli ?! Nakręcili tylko tą złą stronę ! - krzyknęłaś zła do Louis'a
- Chyba oni chcą zrobić jaką aferę ! - krzyknął
 
Paparazzi coraz częściej wymyślali takie plotki wyssane z palca. Jak można takie coś robić ?! Miałaś tego coraz bardziej dość. Nie dość, że przeszkadzali wam w życiu prywatnym, to jeszcze wymyślali takie plotki.
 
Tydzień później. Zeszłej nocy Louis zaprosił chłopaków z zespoły na małą imprezę. Paparazzi jak zwykle napisali o tym w internecie. Czy im się to nie nudzi ? Pół nocy szaleliście przy dobrej muzyce i alkoholu. Reszty nie pamiętacie, alkohol zrobił swoje. Musieliście dobrze zabalować, bo w salonie był spory bałagan.
 
Schodzisz wcześniej na dół, żeby ogarnąć trochę dom i przygotować coś do jedzenia. Louis też poszedł ci pomóc. Schodząc na dół przeżywacie szok. Na podłodze wala się pełno śmieci. Wszystko jest rozwalone. Mała impreza ? Chyba nie w tym świecie, jeszcze z chłopakami ? :
- Boże, czy tu tornado przeszło ? - pyta się Louis
- Tak, tornado One direction ! - mówisz wyciągając worki na śmieci
Zaczęliście sprzątać. Na ławie stało i leżało sporo butelek po alkoholu. Na podłodze było pełno śmieci i butelek. Obok telewizora leżał przewrócony kosz ze śmieciami. Był bałagan w 100%. Po posprzątaniu salonu została wam jeszcze kuchnia. Tym chcieliście się zająć po zrobieniu posiłku :
- Co by tu zrobić na śniadanie ? - spytał Louis - W lodówce świecą pustki !
- Co ? Przecież wczoraj zrobiłam naleśniki ! Jeszcze powinny być kanapki ! - mówisz
- To pewnie Niall ! - krzyknął Louis
- Sam by tyle zjadł ? - pytasz
- Niall potrafi - zaśmiał się
- Musimy pojechać do sklepu - mówisz wyciągając torebkę na zakupy z szafki
- Dobra chodźmy !
Ubieracie się i wychodzicie.
 
Nie minęło dużo czasu, żeby paparazzi was zauważyli. Zadawali mnóstwo pytań a wy tylko poszliście do samochodu i odjechaliście. Nie zwracając na nich uwagi.
 
Po zakupach wróciliście do domu. Jeden z reporterów szybko podbiegł do was :
- Mogę zadać kilka pytań ? - zapytał natrętnie
- Boże, co chcesz wiedzieć ? Czy kupiłam masło orzechowe ? Sok ? Co wy od nas chcecie ? Myślicie, że nie mamy własnego życia ? Zajmijcie się swoim ! Dajcie nam spokój ! - krzyczałaś na nich
Im zrobiło się głupio. Louis stał za tobą jak mur. Był zaskoczony, że postawiłaś się przed nimi.
 
Od tamtego czasu zaczęli mówić tylko o karierze One direction. O prywatnym życiu nie wspominali za często. Dali wam więcej spokoju. Trzeba było po prostu im wygarnąć.
 
 
 
 
Cześć wszystkim :)
Ostatnio zauważyłam, że coraz częściej nie mam pomysłów na imaginy. Coraz częściej mi się nie udają końcówki lub coś innego.  Ten też wyszedł taki sobie. Nie wiem co się ze mną dzieje, wcześniej miałam pełno pomysłów a teraz ? Zupełna pustka.  Ogólnie przepraszam, za takie głupoty !

                                                                                 Do następnego :
                                                                                     Gosia ♥

niedziela, 7 kwietnia 2013

#106. Liam. Część 2.

< 1. część >


Gdy wieczorem opuszczałam, a raczej wybiegałam z mieszkania Liama, nie wiedziałam, co robię. W ogóle nie byłam dziś sobą. Może byłoby lepiej, gdyby ten dzień się nie zaczął, chociaż wtedy nie poznałabym Liama, a do dzisiaj było to moje marzenie. Ale dzisiaj wiele się zmieniło. Szłam przez ciemną uliczkę, ścierając z policzków łzy i zastanawiając się, jak mogłam to wszystko spieprzyć. Nie wiedziałam dlaczego, ale nagle skręciłam w tą dzielnicę, gdzie nikt przy zdrowych zmysłach nie chodzi z własnej woli. Gdy tylko znalazłam się w sercu tego miejsca, wzbudziłam powszechne zainteresowanie wśród osób obecnych. Jeden przez drugiego przekazywali sobie jakieś uwagi na mój temat. Wtedy jeden z nich, który pewnie uważał się za szefa, podszedł do mnie i kazał pozostałym spływać.
 - Czego szukasz ? - zapytał.
 - A czego można szukać w takim miejscu ? - odparłam pytaniem.
 - Chyba tylko zguby - rzekł, ale skinął na mnie głową i ruszył do jednego z budynków. Poszłam za nim i weszliśmy do małego, ciemnego pomieszczenia.
 - Wybieraj - rozkazał, pokazując mi mnóstwo tabletek różnego koloru i wielkości.
 - A nie masz niczego w proszku ? - spytałam, po dokładnych oględzinach. Nie znałam się na tym, ale nie lubiłam niczego łykać.
 - Wymagająca jesteś, ale dobrze - schował rękę do kieszeni kurtki, aby po chwili wyjąć z niej małą torebkę z białym proszkiem. Wyciągnęłam po nią dłoń, ale chłopak cofnął swoją - Zapłać.
 - Nie mam kasy - odpowiedziałam, spuszczając wzrok.
 Chłopak zdjął kurtkę i powiesił ją na oparciu krzesła, za którym stanął, opierając się o nie.
 - Bierz to - rzucił torebkę na stół.
 - Czego chcesz w zamian ? - zapytałam, bo wiedziałam, że nigdy nie oddają tego za darmo.
 - Niczego. Jesteś pierwszym i ostatnim wyjątkiem, więc spadaj, zanim zmienię zdanie.
 Wzięłam to, po co przyszłam i wyszłam. Po drodze spotkałam kilku kolesi, którzy wyglądali na najnormalniejszych z nich wszystkich. Mówili, żebym z nimi została, więc zrobiłam to. Było ich trzech. Wszyscy równego wzrostu, nie za duzi - około 170 cm. Zaprowadzili mnie w ich miejsce, którym była po prostu jakaś uliczka.
 - Jestem Larry - przedstawił się jeden.
 - Daniel.
 - Austin.
 - Ja jestem Nadine.
 Pół godziny później siedzieliśmy wszyscy obok siebie. Co ja tu robię ? myślałam raz po raz, gdy miałam jeszcze jakąś świadomość. A mogło być tak pięknie, mogłam teraz siedzieć z Liamem jak gdyby nigdy nic. Ale ja musiałam go pocałować, a potem ... Po mojej pobudce usiedliśmy na kanapie, ja z kubkiem kakao, on z gorącą kawą, i rozmawialiśmy o poprzednich godzinach. Cały czas mówiłam o tym, że jestem mu wdzięczna i że muszę mu to jakoś wynagrodzić. Pech, a może nie pech chciał, że w końcu się pocałowaliśmy. Wszystko stało się z mojej inicjatywy, więc dlaczego uciekłam ? A teraz ? Przecież narkotyki nie są dobrym sposobem na zapomnienie, chociaż muszę przyznać, że nigdy nie czułam się tak lekko, nawet wtedy, gdy leżałam obok Liasia w jego pościeli.
 Sytuacja jest zgoła odmienna : siedzę w zimnej narkotykowej norze, a w głowie mi wiruje. Chwilę po tym tracę przytomność.
 Gdy się obudziłam, leżałam na jakimś starym materacu przykryta trzema kocami. W pobliżu mnie siedział jeden z chłopaków, Larry o ile dobrze pamiętam. Niestety, to jedyna rzecz, która została w mojej głowie.
 - Hej, jak się czujesz ? - zapytał Larry.
 - Jak śmieć - odparłam zgodnie z prawdą.
 - Spokojnie, ja też tak kiedyś miałem. Z czasem przywykniesz - powiedział chłopak, jakby nie rozumiał, że to był tylko jednorazowy występek.
 - Nie będzie następnego razu. Popełniłam wielki błąd i teraz tego żałuję. Za późno, jak zwykle - mruknęłam.
 - Jesteś głodna ? - spytał, podając mi rogalika.
 - Skąd masz ?
 - Nie bój się, nie ukradłem. Niektórzy są do tego zdolni, ale nie ja. Mamy kasę z dragów - wyjaśnił, trochę urażony.
 - Przepraszam. Jak się tu znalazłeś ? Z tego, co słyszałam przed chwilą wnioskuję, że nie jesteś taki jak oni.
 - Życie mnie do tego zmusiło, a raczej wredni starzy. Gdy dowiedzieli się, że ich jedyny synek, w którym pokładali wszelkie nadzieje, jest gejem, wyrzucili mnie z domu. Nie miałam żadnych oszczędności, musiałem sobie jakoś radzić i tak trafiłem tu - Larry opowiedział swoją krótką, ale bolesną historię. Odgryzłam kawałek rogalika, a potem spytałam.
 - Co się wczoraj działo ?
 - Nic nadzwyczajnego. Wzięłaś swoją działkę i odleciałaś.
 Dokończyłam swój posiłek i wstałam. Czułam się i byłam brudna, było mi zimno i do domu daleko.
 - Nie będziesz miał problemów, gdy pozwolisz mi odejść ?
 - Dlaczego ? - zdziwił się - Chodzi ci o tego, co dał ci te prochy ? Może mi naskoczyć. Nikt nie będzie mi rozkazywał, a zwłaszcza nie taki bufon jak on.
 Uspokoiwszy się trochę, ruszyłam przed siebie, aby jak najszybciej stamtąd wyjść. Na szczęście nikt mnie nie zatrzymywał i po kilku minutach nerwowego marszu byłam w centrum miasta. Dopiero wtedy sprawdziłam, czy w torebce są moje dokumenty i telefon. Było wszystko i jeszcze 100 funtów plus karteczka :

 " Powodzenia we wszystkim. L . xx "

 Mogłam wrócić do domu.
 Było już ciemno, gdy byłam w Doncaster. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jak wyglądam. Brudna, poszarpana kurtka, poplamione czerwone rurki; czerwone, zapadnięte oczy i policzki. To zdecydowanie nie jest obraz dziewczyny wracającej ze spotkania ze znajomymi. Światła domu były pogaszone. Z grafiku pracy mamy wywieszonego na lodówce dowiedziałam się, że gdy wyjeżdżałam miała nockę. Na sekretarce była jedna wiadomość od niej. Mówiła, że została dłużej, bo jakaś jej koleżanka zachorowała. Doskonale. Mama nie była w domu od 20 godzin. Zatem nie dowie się o której tak naprawdę wróciłam. Z tą myślą poszłam wziąć prysznic i położyłam się spać.

* 2 miesiące później *

 - Połóż się, Nadine - powiedziała kobieta około trzydziestki, z ciepłym uśmiechem na ustach. Zrobiłam co kazała i podwinęłam jeszcze bluzkę do góry. Lekarka posmarowała mój brzuch zimną mazią i rozpoczęła swoją pracę. Tak, jestem w ciąży i jest mi z tym bardzo dobrze. Świadomość, że noszę pod sercem dziecko Liama dodaje mi chęci do życia.
 - Chcesz znać płeć dziecka ? - zapytała pani doktor.
 - Nie, niech to pozostanie tajemnicą przez następne 7 miesięcy.
  3 miesiące później przychodzę na kolejną wizytę. Wszystko przebiega dokładnie tak samo, ale w pewnym momencie uśmiech znika z twarzy kobiety, a oczy gasną.
 - Coś nie tak ? - zaniepokoiłam się.
 - Nadine - zwróciła się do mnie z poważną miną - Powiedz mi, czy w czasie trwania ciąży piłaś alkohol albo brałaś jakieś tabletki, które mogły zagrozić twojemu zdrowiu ?
 Zwiesiłam głowę. Przecież wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Gdybym wiedziała, nigdy bym tam nie poszła i niczego nie brała. Kobieta wymagała ode mnie wszystkich informacji, więc musiałam opowiedzieć.
 - Przyjdź do mnie jutro. Wtedy powinnam mieć wyniki badań.
 Gdy wychodziłam z gabinetu, usłyszałam, jak wyrzucała sobie, że nie zapytała mnie o to na samym początku.
 Kolejnego dnia siedzę przed biurkiem lekarki i się denerwuję. 5 miesięcy ciąży za mną. Myślałam, że dziecko nie poniesie konsekwencji mojego czynu, ale najwyraźniej nie ma aż tak dobrze. Strasznie się boję. Czy chcę usłyszeć diagnozę ?
 - Czy chcesz usłyszeć diagnozę ? - zapytała w tym samym czasie lekarka. Spojrzałam na nią w oczekiwaniu.


HAY ♥
 Mam nadzieję, że zaostrzyłam wam apetyty na 3. część. 

piątek, 5 kwietnia 2013

# 105. Zayn.

Skwaruś, dziękuję. Po prostu dziękuję. Ty już wiesz za co.


Weszłam tam na przekór wszystkim. Czego oczekiwałam od tego miejsca ? Niezależności i uznania, że jestem wystarczająco dorosła. Bynajmniej na tyle, by przestać mnie ciągle pouczać i dawać zakazy. 
Nacisnęłam klamkę i pociągnęłam ją w swoją stronę. Nic. Pewnie zamknięte. ja i moje cholerne szczęście. Ale zaraz ... Popchnęłam je w stronę pomieszczenia. Ustąpiły. Nawet w tak poważnym momencie musiały ukazać się oznaki mojej nieporadności. Przekroczyłam próg. Uderzył we mnie smród papierosów. Ale ... Pierwszy punkt doroślenia. Lubię zapach papierosów. Okej, może być. Dam radę. Jest w porządku. Pierwsze oznaki .... przemiany są. 
Podeszłam do dwóch mężczyzn stojących w głębi sali. 
- Dzień dobry - powiedziałam dość głośno i się uśmiechnęłam.
Oh, [T.I.] jeszcze mogłaś dygnąć - skarciłam się w duchu. Miałam ...zmężnieć, a nie rozbić z siebie grzeczną dziewczynkę. No ale pomińmy.
- Hej, mała - odparł jeden z facetów i dziwnie się spojrzał. 
- Mała ? Zależy co masz na myśli. może i jestem niska, ale wierz mi, sama nie chciałabym ze sobą zadzierać - posłałam szelmowski uśmieszek. Robię się coraz dziwniejsza. Jest dobrze. 
- Wyluzuj. Skoro tu przyszłaś nie możesz być delikatną laską - odezwał się ten ładniejszy, z papierosem w prawej dłoni.
- Pomińmy tą zbędną konwersację. który z Was zrobi mi tą dziarę ? - ucięłam.
- Ja - ten o " małej " podniósł rękę i wskazał mi fotel, żebym usiadła. 
- Wiesz, co chcesz mieć ? Jednorożca czy jakiś denny tekścik z piosenki Spears ? 
- Denny tekścik właśnie wypłynął z Twoich wielmożnych ust, bejbe. Chcę to - podałam mu karteczkę z cytatem, napisanym na szybko, pochyłym pismem.
- O, ostra laska nam się przyplątała.
- Fajnie. Robisz mi ten tatuaż czy mam szukać innego salonu ? 
- Spokojnie - teraz ten od papierosa się wtrącił - Niech zgadnę, robisz go pod wpływem emocji, tak ? Chłopak, przyjaciółeczki czy rodzina ? Gdzie tkwi problem ?
Poczułam, że zaraz wybuchnę. Co z niego za filozof od siedmiu boleści. Krzyknęłam tylko " Mało Cię to obchodzi " i wybiegłam. Za sobą usłyszałam tylko głos tatuażysty.
" Dzięki Zayn za spłoszenie mi klienta " 
Aż mnie normalnie zainteresowała historia jego życia. Szkoda tylko, że nikogo nie obchodziła moja. 
Biegłam. Aż nagle zaczęło padać. Uciekająca w deszczu. Jak w jakimś durnym, amerykańskim filmie. 
- Ej, zaczekaj ! - usłyszałam chrypliwy głos. To ten Zayn, tak ? 
Dogonił mnie i złapał za rękę.
- Czego chcesz ?  - warknęłam.
- Nie chciałem Cię urazić. Zrozum, jestem wrażliwym, grzecznym chłopcem, i zastanawia mnie, dlaczego Ty, chyba równie grzeczna chce sobie zrobić tatuaż.
- Ty grzeczny ? Błagam. No przecież widzę Twoje ręce. No ale, Zayn prawda, jest najgrzeczniejszym chłopcem na świecie.
- Dobra, dobra. Ale jak zauważyłem, że chcesz zrobić pamiątkę na całe życie w postaci dennego hip -hopowego cytaciku musiałem zareagować. Coś się stało ? Mi możesz powiedzieć.
- No przecież. Znam Cię aż 20 minut i mogę Ci bezgranicznie ufać.
- Widzę, że rozumiesz - posłał promienny, niezbyt pasujący do pogody, uśmiech. Coś się we mnie przełamało.
- Okej. Wolisz cappuccino czy gorącą czekoladę ? - teraz i ja postanowiłam się uśmiechnąć. Ja, dziewczyna, która miała być dzielniejsza i doroślejsza. Ale Zayn wydawał się być naprawdę miły, a ja musiałam się komuś wygadać.
- Milkshake - czyli taki zawadiaka. Zgodziłam się.

- ... nie zgodziła się. Nie zgodziła się na marzenia własnej córki. Zaczęłam się buntować. Ta dziara to miało być tylko motto, motywujące mnie - sam rozumiesz. Chciałam jej tylko udowodnić ...
- Co chciałaś jej udowodnić ? Takim dennym czymś ? [T.I.], błagam. 
- Tak, wiem. Ale nigdy nie słyszałaś o zdesperowaniu ? 
- No przecież słyszałem. Ale ... mam pomysł, okej. Udowodnisz mamie, że jesteś dobra w tym, co kochasz. 
- Zgoda - uwierzyłam, że Zayn mi pomoże. Intuicja ? 

- Ej, przestań, Malik ! - roześmiałam się.
Szliśmy razem. Ja, Zayn i mama. Mój chłopak załatwił mi prowadzenie wywiadu. Rodzicielka, dzięki temu, w końcu zrozumiałam że chcę rozwijać się w dziennikarstwie i tyle. A ja w końcu pojęłam, że podejmowanie zbyt pochopnych decyzji może źle się skończyć. Ale mam Zayna, który już na pewno nigdy by mi na to nie pozwolił. Bo wiem, że mnie kocha.


Nie radzę mieć anginy. Nie radzę płakać. Nie radzę być mną.
Przepraszam, że dopiero dzisiaj, ale to przez tą cholerną anginę ( to przez nią wyszło takie " coś " ) i wysypkę, która teraz mnie na maksa wkurza. 
Pisane przy kapiących łzach. Ale nie jest aż tak źle. Mam Was. 


Dominika < 3 

wtorek, 2 kwietnia 2013

#104. Liam. Część 1.

Mary, w dedykacjach prosiłaś o Liama, ale 3 kwietnia. Pewnie wystąpił błąd i chodziło ci o dzisiaj, więc imagina dedykuję tobie.


 Jakie licho mnie do tego zmusiło ? Za co ? Pytam się, za co ? Oczywiście, bo Martha chciała, to Martha dostała. A na naiwna się zgodziłam. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Sytuacja wygląda następująco : Martha, moja koleżanka, poznała w sieci Directionerkę, że którą jedziemy się spotkać. Niby nic nadzwyczajnego, ale nie zapominajmy, że mamy środek zimy. A poza tym duży problem stanowi to, że nie lubię fanek 1D. Niektóre są spoko, ale te drugie to szkoda gadać.
 Jedyny pozytyw jest chyba taki, że chociaż drogę z Doncaster do Londynu pokonam w ciepłym pociągu. Siadamy z Marthą obok siebie, ale przez całą podróż nie rozmawiamy. Dopiero, gdy wysiadamy w stolicy Anglii szukamy razem jasną blondynkę ubraną w zielone rurki. Widzę ją już z daleka, jest wysoka, o szczupłym nogach, które kończą się zamszowymi kozaczkami. Dziewczyny zaczynają się witać.
 - To jest Nadine, moja przyjaciółka z Doncaster - mówi w końcu Martha, wskazując na mnie.
 - Paula - odpowiada nowo-poznana i podajemy sobie ręce w delikatnym uścisku.
 - O Matko, ale jestem podekscytowana! To będzie najlepszy dzień w naszym życiu! - zaczęła Martha i ruszyłyśmy na miasto.
 Szłyśmy właśnie przez most westminsterski, gdy Paula zaproponowała kino. Nie był to dobry pomysł, bo nie miałam zbyt dużo kasy, a poza tym wybrały film, który już widziałam.
 - Wiecie co ? - zaczęłam - To wy idźcie na ten seans, nie ma sensu oglądać dwa razy tego samego. A ja skorzystam z okazji i spotkam się z kuzynką - skłamałam.
 - Jesteś pewna, że chcesz iść z nami ? - próbowała mnie jeszcze nakłonić Martha, ale widać było, że myśli już o następnych godzinach spędzanych sam na sam z Paulą.
 - Na pewno. Bawcie się dobrze - starałam się ukryć ironię, dlatego uśmiechnęłam się o pomachałam im ręką. Och, spędziłam z tą dziewczyną kilkanaście minut i już wiedziałam, że nie zaskarbi sobie mojej sympatii.
 - To ulubiony sklep Hazzy - powiedziała Paula za którymś razem, gdy mijałyśmy baner z reklamą sex-shopu. Ale teraz mam kilka godzin dla siebie, aż pójdę na pociąg, którym umówiłyśmy się wracać z Marthą.
 Londyn - moje ukochane miejsce. Oczywiście, kocham Doncaster, ale to miejsce ma coś w sobie. Idę przed siebie bez konkretnego celu, ale gdy robi mi się naprawdę zimno, postanawiam wejść do jakiegoś lokalu. Okazało się, że jest nim jakiś bar, w którym pomimo wczesnej pory impreza trwała w najlepsze. Przeliczyłam pieniądze jakie miałam i jeśli chciałam wrócić do domu, mogłam pozwolić sobie tylko na jednego drinka. Zamówiłam go i usiadłam z boku sali, przyglądając się obcym ludziom. Środek parkietu, w tej chwili są tam dziewczyny pragnące zwrócić na siebie uwagę facetów. Przy stolikach siedzą przyjaciółki, przyjaciele, ale także pary, które poza swoją miłością nie widzą świata. Przy barze siedzi chłopak, który mi się przygląda, co mnie trochę peszy, bo nie wygląda na całkiem trzeźwego, więc nie zwracam na niego uwagi. Jednak on wstaje i przysiada się do mnie, nawet nie pytając o zgodę. O dziwo nawiązujemy jakąś rozmowę, a gdy kończę drinka Willi - ma na imię William, jak Lou na drugie - stawia mi drugiego, a potem jeszcze jednego. Gdy byliśmy na parkiecie dałam się ponieść muzyce. Bawiłam się świetnie do czasu, gdy poczułam na nadgarstku czyjąś rękę. Próbowałam się wyrwać, ale ta osoba była silniejsza. Już po chwili, zamiast tańczyć z Willem, stałam obok tamtego chłopaka.
 - Dobra, zabawa się skończyła - powiedział.
 - Ej, co ty sobie wyobrażasz ? - odparował Will bełkotliwie i zamachnął się na niego, ale brunetowi wystarczyło, że przesunął się na bok, a tamten już leżał na podłodze. Zaczęłam się śmiać.

 ***

 Była cicha, wyglądała, jakby przyszła tu przez pomyłkę. Przyglądałem się jej, ale na szczęście ona nie mogła zobaczyć mnie. Później dosiadł się do niej ten chłopak i bezczelnie zaczął ją rozpijać, zagadując przy tym jakąś rozmową. Gdy poszli tańczyć, chłopak wyglądał, jakby miał ochotę wykorzystać ją tu i teraz, nie patrząc na to, że w koło są ludzie. Musiałem zainterweniować i dopiero, gdy dziewczyna stała obok mnie mogłem się uspokoić.
 - Gdybyś się tak nie wierciła, byłoby łatwiej - zauważyłem, ale do niej nic nie docierało. Uwiesiła się mojego ramienia, a drugą ręką bawiła się guzikiem mojej koszuli. Wziąłem ją na ręce, a ona zaśmiała się wesoło. Wyszedłem z imprezy i zaniosłem nastolatkę do samochodu, a szef baru, który jest moim kumplem, przyszedł za nami z rzeczami dziewczyny.
 - I co z nią zrobisz ? - zapytał.
 - Nie wiem, zawiozę ją do siebie, tam wytrzeźwieje, a potem się zobaczy - odparłem.
 - Och, Liaś. Masz za dobre serce, uważaj, bo kiedyś cię to zgubi - ostrzegł mnie Stan, a ponieważ musiał już wracać, pożegnaliśmy się i odjechałem. Do mieszkania dotarłem po kilkunastu minutach jazdy. Położyłem śpiącą dziewczynę na łóżku i poszedłem do kuchni zrobić coś ciepłego.

***

  Jeden wielki ból głowy. Oto co czuję, gdy nie wiadomo jak długo później budzę się w jakimś łóżku, które dla mnie wydaje się ogromne. Rozglądam się wokoło, a potem wstaję i wychodzę z pomieszczenia. Z kuchni dochodzą mnie jakieś hałasy, więc kieruję się w tamtą stronę. Na miejscu zastaję chłopaka ze szklanką wody w ręku, do której wrzuca aspirynę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Odwrócił się w moją stronę.
 - O, wstałaś, Nadine. Jak się czujesz? - zapytał brunet.
 - Skąd wiesz, jak się nazywam ?
 - Sprawdziłem twoje dokumenty - ruchem głowy wskazał na torebkę leżącą na stoliku. - Nie bój się, nic więcej nie zrobiłem. - dodał podając mi szklankę.
 - Aspiryna ? - chciałam się upewnić.
 - Tak.
 Wypiłam wszystko za jednym razem, a potem usiedliśmy na kanapie i mój wybawiciel opowiedział mi wszystko z poprzednich kilku godzin, bo sama miałam pustkę w głowie.



 Proszę o szczere opinię, bo czuję, że ta część mi trochę nie wyszła. Druga pojawi się, gdy ją przepiszę.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

#103. Harry część 2

Zdziwiło cię to, że Harry pocałował cię i to tak namiętnie, a później zaniósł do łóżka. Coś się stało ?
 
Dziś razem z twoim bratem jedziesz do jubilera, aby kupić pierścionek zaręczynowy dla jego narzeczonej. Poprosił cię o to, bo ty od zawsze znałaś się na pierścionkach, zawsze wiedziałaś jaki będzie najlepszy. Nie mówiłaś nic Harr'emu, bo go w domu nie było, nie wiedziałaś nawet gdzie jest, więc ty też nie mówiłaś mu gdzie jedziesz.
 
*oczami Harr'ego*
 
Harry jest teraz ze swoim kumplem Louis'em w jakimś barze :
- Słuchaj, ja ją kocham, chcę być z nią już do końca, ale nie wiem czy chce tego dziecka ! - zwierza się Harry
- Musisz się zastanowić, czy chcesz być szczęśliwy - mówi Louis
- Masz rację, zaraz jadę do jubilera po pierścionek zaręczynowy ! Chcę z nią być !
 
Harry jest już w domu, chce już iść po pierścionek, ale dzwoni do niego twój lekarz :
- Halo - odbiera
- Dzień dobry, tu lekarz [T.I]. Mam ostatnie badania i chciałbym, aby [T.I] je odebrała - mówi lekarz
- Niestety [T.I] nie ma w domu, ale ja mogę odebrać te badania.
- A kim pan jest ? - pyta
- Ojcem dziecka, mogę odebrać ?
- Tak, czekam !
Lekarz rozłącza się a Harry jedzie po badania.
 
Niedługo Harry jest już na miejscu :
- Dzień dobry, ja przyszedłem po te badania - mówi wchodząc do sali
- A tak, już daję. Musi być pan szczęśliwy, córeczka urodzi się zdrowa jak rybka ! - uśmiecha się lekarz
- To będzie dziewczynka ? - pyta lekarza
- A to panna [T.I] nic panu nie mówiła ?
- Nie zdążyła może.
- Chce pan dostać dodatkową kopię ?
- Tak mogę wziąć.
Harry zatrzymał się jeszcze w domu, żeby zostawić badania. Przy okazji ogląda je. Po policzkach spływa mu kilka łez :
- Nie boję się zostać ojcem, kocham je obydwie ! - mówi do siebie
Harry zrozumiał, że mimo wszystko powinien ci pomagać. Teraz już nic go nie powstrzyma.
 
Harry jest już u jubilera. Kupuje ci pierścionek zaręczynowy i już ma wychodzić, gdy widzi cię z jakimś mężczyzną. Staje na chwilę i przygląda się wam. Widzi jak ten mężczyzna z którym jesteś wybiera pierścionek i przymierza na twój palec. Zdenerwowany wybiega i idzie do baru. w którym był z Louis'em.
 
Teraz siedzi w barze i popija jakieś drinki. Siedzi sam, po chwili podchodzi do niego jakaś kobieta :
- Hej, taki przystojny i siedzi sam, może masz ochotę na spacer ? - pyta go
Harry przez chwilę patrzy na nią i myśli :
- Bądź z nim szczęśliwa ! - po czym dopija drinka i idzie z tą kobietą do waszego domu
 
Rankiem ty przychodzisz do domu. Zostałaś na noc u swojej koleżanki. Harry budzi się, jest jednak ubrany, nie ma tylko koszulki :
- Aaaa ! Co ty tu robisz ? - krzyczy
Ty wchodzisz do domu i zaczynasz szukać Harr'ego. On słyszy jak go szukasz :
- Musisz stąd szybko iść ! - mówi do kobiety
- Co ? A śniadanie ? - pyta go
- Cholera ! [T.I] idzie tu !
Harry szybko wychodzi z pokoju :
- Hej, [T.I] dlaczego nie przyszłaś na noc do domu ? - pyta odruchowo
- Zostałam na noc u koleżanki, a co ?
- Nic, nic !
Ty chcesz wejść do sypialni po nowe ubrania :
- Przepuść mnie, chce wziąć kilka rzeczy !
- Yyyy poczekaj nie możesz tam wejść !
- Dlaczego ?!
Odpychasz Harr'ego i wchodzisz. Widzisz jak jakaś kobieta ubiera się :
- Co do cholery ty tutaj robisz ?! Co się tutaj dzieje ?! - krzyczysz
Nie czekając na wyjaśnienia mocno uderzasz Harr'ego w twarz :
- Dlaczego mi to zrobiłeś ?
Wybiegasz z domu. Harry zaczyna płakać i siada na łóżku :
- Boże, co ja zrobiłem ? - pyta siebie samego
- No właśnie, co ty zrobiłeś ? Nic nie zrobiłeś ! Ja liczyłam na coś więcej, nie przyszłam tu po to, żeby słuchać jak kochasz jakąś [T.I] !
- Czyli nic nie zrobiłem ? Nawet nie dotknąłem cie ?
- Przez całą noc gadałeś tylko o tym, jak bardzo kochasz [T.I] i że pewnie ci nie wybaczy !
Harr'ego rozpiera energia. Z radości skacze na łóżku :
- Haha, nic nie zrobiłem ! Boże, murze to wyjaśnić [T.I] !
Zostawia ją i wybiega cię szukać.
 
Harry nigdzie nie może cię znaleźć. Szukał cię już chyba wszędzie. Już niemal stracił nadzieję, ale znalazł cię na moście, stojącą i patrząca się w rzekę. Szybko podbiega do ciebie:
- [T.I] - zaczyna - Ja cię przepraszam, nie powinienem cię zostawiać na lodzie samą. Wybaczysz mi ?
- Myślisz, że ci wybaczę, zdradziłeś mnie pewnie z tą kobietą ! - mówisz nie odwracając się do niego
- [T.I] ja cię wcale nie zdradziłem ! Całą noc gadałem jak bardzo cię kocham i że żałuję, że nie pomogłem ci ! Proszę uwierz mi !
Nadal nie odwracasz się do niego. Harry miał w kieszeni pierścionek zaręczynowy, ale chciał cię jeszcze o coś zapytać :
- [T.I] ? Czy zaręczyłaś się z kimś ?
- Co ? Z nikim, wczoraj jak już coś to byłam z bratem po wybór pierścionka dla jego narzeczonej !
- A więc [T.I], czy ...
Nagle zaczynasz krzyczeć i trzymać się za brzuch, Harry pomaga ci stać :
- [T.I] co ci jest ?
- Zaczyna się !
 
Harry szybko zawiózł do szpitala, szybko też udało mu się znaleźć lekarza, który się tobą zajmie. Zaraz urodzisz córeczkę.
Razem z Harry'm i lekarzami wchodzicie do sali :
- Hej [T.I] musisz teraz usiąść na tym łóżku i musisz mocno przeć, ok ? - pyta siadając na łóżku szpitalnym i pokazując jak to trzeba zrobić
- Cholera Harry, wiem jak to sie robi ! - krzyczysz na niego
- A no tak, widziałem to na jednym filmie ! - zeskakuje z łóżku
Lekarze pomagają ci się położyć, a Harry w tym czasie odchodzi od zmysłów. Zdenerwowany biega po sali :
- Boże, co teraz ? Co ja mam robić ! - pyta siebie
- Wiem co masz robić, pomóż mi ! - krzyczysz do niego
Harry podbiega do ciebie i trzyma cię za rękę :
- [T.I] wiem, że dasz radę ! - mówi do ciebie
Pomimo bólu dawałaś radę, po kilku próbach wasza córeczka wyszła na świat. Lekarze wzięli ją i delikatnie podali ci ją. Była prześliczna :
- Jest cudna ! - powiedział Harry
Niedługo trzymałaś ją na rękach, pielęgniarka wzięła ją na chwile do siebie. W tym czasie Harry zaczął interweniować :
- [T.I] mam pytanie - zaczął - wyjdziesz za mnie ? Kocham cię !
Tobie odebrało mowę :
- Co ?
- Kocham cię ! Wyjdź za mnie, proszę ! Zgodzisz się ?
- Tak, ja tez cię kocham !
Zaręczyny przypieczętowaliście buziakiem.
 
Odtąd żyliście szczęśliwie razem z waszą córeczką Hope. Wzięliście ślub i ułożyliście sobie życie od nowa !
 
 
Dziki trochę, nie wydaje się wam ? ;)
Przepraszam jeśli się nie spodoba, chyba 1 część była lepsza ? ;/


                                                                                 Do następnego :
                                                                                     Gosia ♥
Szablon by S1K