Statystyka

wtorek, 27 sierpnia 2013

#143. Louis

Właśnie pakujesz ostatnie rzeczy do swojej walizki. Wraz ze swoją siostrą Megan, Louis'em, Harry'm, Zayn'em, Niall'em i Liam'em wyjeżdżacie na kilka dni do lasu, do małej chatki, którą wynajęli chłopcy. Chcecie spędzić kilka dni w spokoju, odetchnąć świeżym powietrzem, odpocząć. Pomysł wydał ci się świetny. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji na udany wypoczynek. Pakujesz swoje ostatnie ubrania i wraz ze siostrą wychodzisz z domu. Chłopcy czekają już na was przed waszym domem :
- No szybciutko dziewczyny, już wyjeżdżamy ! - powitał was radośnie Harry
Wy tylko się zaśmiałyście i przywitałyście z resztą chłopaków. Włożyłyście swoje walizki do samochodu i ruszyliście z piskiem opon. Jest strasznie gorąco, a wy jeszcze w dodatku siedzicie w gorącym samochodzie. Musicie jechać tam kilka godzin - Super, Sahara w samochodzie ! - pomyślałaś. Chłopcy co jakiś czas wymieniają się kierownicą, aktualnie teraz prowadzi Harry. Jesteście już prawie na miejscu, mijacie niewielki hotelik i dojeżdżacie do waszego domku. Szybko wychodzisz, żeby rozprostować nogi, chłopcy wyjmują walizki, ty i Megan rozglądacie się wokoło. Twoim oczom ukazuje się okropna stara chatka. Na dachu widać powybijane deski, jakieś rośliny powyrastały z tego drewna. Widok jest okropny i przerażający. Nie ma jednego stopnia na schodach od domku, drzwi nie wydają się zbyt dobre, żeby je porządnie zamknąć :
- Chłopaki, czy my tutaj będziemy przez najbliższe dni mieszkać ? - zapytała Megan wzruszając rękoma
- Eeee, na ulotkach wyglądało to inaczej - odpowiedział Zayn drapiąc się po karku i zaciskając zęby
- Ej no, nie ma tragedii ! Boicie się ?! - zakpił Louis
- Chcesz mieszkać w takiej ruinie, o ile to można nazwać w ogóle ruiną ? - zaśmiałaś się patrząc na niego, on się tylko uśmiechnął i zabrał za walizki
Wszyscy wzięli swoje walizki i weszli do środka. W środku nie jest lepiej niż na zewnątrz, domek nadaje się tylko do rozbiórki. Jest tu strasznie, zimno, ponuro. Jedynym źródłem światła są świeczki, bo prądu tam nie ma. W podłodze jest kilka dziur, łóżek jest o jedno za mało. Ktoś musi podzielić jedno łóżko ze sobą. Po prostu ... nie da się opisać :
- Dobra, trzeba się rozpakować i nie użalać nad sobą, dobra to kto dzieli łóżko w dwie osoby ? - zapytał Liam rozglądając się po przeróżnych kątach
- Ja mogę dzielić łóżko z [T.I], o ile się zgodzisz ? - Louis zadał pytanie w twoją stronę
- Jak chcesz, ale to w takim razie my bierzemy największe ! - w głębi duszy bardzo się z tego ucieszyłaś, tak naprawdę mogłąbyś zacząć skakać z radości, ale nie chciałaś tego okazywać przy wszystkich
- Tamte w rogu wydaje się największe - pokazał wskazując palcem Niall
- Dobra, to teraz rozpakujmy swoje rzeczy i wieczorem robimy ognisko ! - krzyknął z podniecenia Harry, co jak co, ale wszyscy byli zgodni jego decyzji
Właśnie wyjmujesz ze swojej walizki kilka bluzek, chcesz je włożyć do szafy, ale gdy tylko otwierasz ją drzwiczki się urywają. Zaczynasz się śmiać, wszyscy patrzą się na ciebie :
- Drzwiczki się urwały haha ! - śmiejesz się
- I co w tym śmiesznego ? - pyta Megan patrzą na ciebie, jej też chce się śmiać, gdy widzi jak Niall próbuje naprawić nogę od stołu, która oderwała się
- Kuźdeee ! - krzyczy Zayn, krzesło pod jego ciężarem rozpada się i chłopak ląduje na podłodze
- Nie no, to jest jakaś komedia ! - Louis chowa twarz w dłoniach
- Dobra, kończmy rozpakowywanie i bierzmy się za ognisko, głodny jestem - wzrusza ramionami Niall, nadal próbując naprawić stół
*wieczór*
Wszyscy zbierają się wokół ogniska. Po żmudnych pracach przy rozpakowaniu się wszyscy są zmęczeni. Zayn i Liam przynoszą jeszcze drewno z lasu. Siadacie na drewnianych stołkach rozłożonych wokół ognia. Niall i Megan przynieśli napoje i jakieś jedzenie. Jest już ciemno i trochę zimno, więc założyłaś na siebie bluzę. Patrzysz w ogień, jest taki ciepły, że tobie od razu robi się cieplej i bluza powoli staje się zbędna. Gdy wszystko jest gotowe wszyscy siadają na swoich miejscach, Louis usiadł obok ciebie i jak zwykle zajął cię rozmową :
- Podoba ci się tutaj ? - pyta zaciekawiony
- Masz na myśli dom, ognisko ? - uśmiechasz do niego
Louis chce odpowiedzieć na to pytanie, ale twoją uwagę przykuł jakiś dziwny cień, więc przestałaś na chwilę go słuchać :
- Hej, co jest ? - pyta zdziwiony
- Nic, zupełnie nic, co mówiłeś ? - próbujesz zmienić temat
Rozmowy powoli zaczynają się coraz bardziej rozkręcać. W pewnej chwili Megan oświadczyła, że musi iść na chwilę do domku po bluzę. Wszyscy są skupieni na rozmowie, więc Megan poszła sama.
Nagle z domku dobiegają przerażające krzyki Megan. Wszyscy jak na komendę biegną do niej, by sprawdzić co się stało. Jak najszybciej biegniecie do domku. Szybko udaje wam się otworzyć drzwi. W środku stała przerażona dziewczyna, usta zasłaniała rękoma, płakała, ty od razu do niej podbiegłaś i przytuliłaś ją :
- Meg, co się stało ? - pytasz mocno ją przytulając
- Coś, nie wiem, co to - nadal mocno się trzęsła, próbowała opanować swój niespokojny oddech  - Ja brałam bluzę i coś, jakiś duch nie wiem co to, powoli przybliżało się do mnie, chciało mnie zabić, miało coś ostrego w rękach, ale wy w porę przybiegliście - dziewczyna jest przerażona, z trudem wymawiała słowa
Wszyscy są w szoku. Jednak po dłuższej chwili milczenia Liam odzywa się :
- Megi, może coś ci się uroiło. Może to przemęczenie po długiej podróży ? Przecież duchy nie istnieją - chłopak jakoś próbuje to wytłumaczyć
- Liam, wiem co widziałam ! - dziewczyna jest mocno zdenerwowana
- Ej, chyba trzeba zgasić ognisko, może i jest małe, ale szybko może się rozprószyć i może las spłonąć. Lepiej zostańmy z Megan w domku, jutro się wszystko wyjaśni, jest już późno, chodźmy spać ! - Zayn próbuje pokrzepić wszystkich
Wydawało ci się to dość dziwne, duch ? Tutaj, chcący zabić Megan ? Wydaje się to dziwne, ale tak jak mówił Liam to może być tylko urojenie spowodowane długą jazdą. Chcesz jak najszybciej, żeby Meg uspokoiła się. To teraz dla ciebie najważniejsze.
Ranek. Wszyscy budzą się zmęczeni, po wczorajszych przeżyciach. Obudziłaś się w objęciach Louis'a. Odskoczyłaś od niego jak oparzona. Louis też od razu się obudził. Zaczerwieniliście się i popatrzyliście się na resztę. Wszyscy zaczęli ziewać, rozciągać się. Ty postanowiłaś od razu zaspokoić pragnienie, powolnym krokiem idziesz do mini lodówki, która stoi w kącie, obok okna. Wyjmujesz z niej sok pomarańczowy i nalewasz do przezroczystej szklanki. Patrzysz na chwilę w okno, twoim oczom ukazuje się przerażająca postać niedaleko olbrzymiego dębu. Zaczynasz krzyczeć, od razu podbiega do ciebie Louis, a zaraz po nim reszta :
- [T.I] co jest ? - obejmuje cię, gdy ty opadasz na podłogę
- Tam ! Coś tam jest ! - jesteś przerażona, Louis patrzy w okno, nic jednak nie widzi
- Ale ja nic nie widzę, nic tam nie ma, przewidziało ci się coś, tak samo jak wczoraj Megan - odgarnia włosy z twojego czoła uśmiechając się do ciebie pokrzepiająco
- Wiem co widziałam chyba nie ? - odpychasz od siebie Louis'a i siadasz na łóżku
- Kurczę, zmęczona jesteś po tym wczorajszym, może to gałąź albo jakiś krzak ? - Harry wstaje z łóżka, ty zdenerwowałaś się troszeczkę i rzuciłaś w niego poduszką
Louis siada obok ciebie, próbuje cię jakoś pocieszyć, jedyne co mu przychodzi na myśl to danie ci buziaka w policzek, ty po jego miłym geście uśmiechasz się i zaczynasz chichotać. *Ktoś puka do drzwi* Wszyscy dziwią się, kto to może być. Liam idzie otworzyć. Przekręca kluczyk w drzwiach i otwiera je. Ku jego zdziwieniu nikogo tam nie było. Wygląda zza drzwi, tam też nikogo nie ma :
- Czy ktoś sobie robi żarty czy co ? Nikogo nie ma, wszyscy możecie potwierdzić, że ktoś pukał - Liam jest zdziwiony całą tą sytuacją
- Może jakiś ptak uderzył w drzwi ? - stwierdza Niall trochę chichocząc
Liam zamyka drzwi i siada  z powrotem na swoje łóżko. Nikt jak na razie się nie odzywa. W pewnej chwili przewraca się butelka soku pomarańczowego, wszyscy spoglądają na to miejsce w tym samym momencie :
- Ej, dobra koniec żartów ! - oznajmiasz
- Jakie żarty ? Przecież nikt nie poruszyłby tej butelki - śmieje się Harry
Wydaje się to dziwne, ale łatwo można to przecież wyjaśnić, prawda ? Może butelka przewróciła się pod wpływem wiatru, ale przecież okna są pozamykane, a te pukanie do drzwi ? Może faktycznie jakiś ptak uderzył, ale chyba ptaki wiedzą gdzie lecą, celowo by nie uderzyły w drzwi ?
*noc*
Dzisiaj nie robiliście nic, byliście przygnębieni i nie chętni do jakiśkolwiek działań. Wszyscy już śpią oprócz ciebie, przekręcasz się z boku na bok próbując zasnąć. Nie tylko ty nie śpisz, Louis także :
- Ej, [T.I] co jest ? Dlaczego się tak wiercisz ? - pyta przekręcając się w twoją stronę
- Nie mogę zasnąć, a ty dlaczego nie śpisz ? - także odwracasz się do niego
- Wiesz, jakoś nie mogę spać. Strasznie tu co, tak zimno, ponuro ? - uśmiech się, próbuje cię wystraszyć
- Próbujesz mnie wystraszyć, prawda ? - śmiejesz się dość cicho, żeby innych nie obudzić,
Louis przybliża się do ciebie, ty uważnie przyglądasz się jego działaniom - Wiesz, dziwne rzeczy się tutaj dzieją. Wczoraj Megan, dzisiaj ja widziałyśmy coś. Te pukanie i butelka, nie wydaje ci się to dziwne ? - kładziesz głowę na poduszę
- Dziwne, dziwne. Ale wszystko da się wyjaśnić - Louis opiera głowę na dłoni
- Tak, wszystko, ja wiem co widziałam, chyba mi wierzysz ? - patrzysz w jego kierunku
- No wiesz, nie wydajesz się przekonująca, nie wiem czy ci wierzyć ? - uśmiecha się do ciebie zadziornie
Ty zaczynasz się śmiać, jednak wiesz co Louis'owi chodzi po głowie :
- Wiesz, wszyscy śpią, nie słyszą nas, w każdej chwili może się coś zdarzyć, prawda ? - palcami wędruje po łóżku docierając do twojego ramienia
- Mów dalej, co się może zdarzyć ? - uśmiechasz się zalotnie
- Jesteśmy sami, wszyscy śpią, kto wie, może za chwilę coś wyskoczy z szafy ? Albo wejdzie do domku ? - Louis wędruje palcami do twojej szyi, ty zalotnie się do niego uśmiechasz, chłopak powoli przybliża swoje wargi do swoich, nie zważa na to, że ktoś może się zaraz obudzić - Może teraz nawet ktoś nas obserwuje ? Może nas złapać ! - Louis przykrywa was kołdrą i zaczyna cię łaskotać po brzuchu, chcesz wybuchnąć śmiechem, ale nie chcesz nikogo obudzić, by nie przerwał wam zabawy
- Louis przestań! To łaskocze haha ! - próbujesz pohamować swój śmiech, Louis'a twoje błagania wcale nie obchodzą
- Przestanę, ale jak coś zrobisz !
- Zrobię wszystko tylko przestań mnie łaskotać ! Haha ! - próbujesz się mu wyrwać, ale on jest silniejszy
- Pocałuj mnie - na chwilę Louis przestaje, ty uśmiechasz się do niego i z impetem złączasz wasze usta w pocałunku, nagle ktoś zdziera z was kołdrę, to Harry :
- Nie jesteście tu sami ! Takie rzeczy to nie przy ludziach - wy obydwoje w tej samej chwili zarumieniacie się i zaczynacie chichotać, Harry nie wie co wam jest i ponownie przykrywa was kołdrą,  idzie ponownie spać
Przykrywacie się kołdrą i idziecie spać, Louis po chwili szepcze ci do ucha :
- Nie martw się, dokończymy - ty chichoczesz, Louis daje ci buziaka w policzek i oboje zasypiacie.
Następnego dnia ponownie budzisz się w objęciach Louis'a, tym razem ci to nie przeszkadza. Chcesz jeszcze chwilę poleżeć w tej pozycji, ale budzi was Zayn :
- Hej, gdzie jest Niall ? Nie ma go w jego łóżku ! - zaczyna nerwowo patrzeć na jego łóżko
- Jak to go nie ma ? Musi być ! - Liam wstaje ze swojego łóżka i podchodzi do Zayn'a, Harry w tym czasie patrzy przez okno czy czasem nie ma waszego przyjaciela poza domkiem
- Musimy go znaleźć, gdyby gdzieś szedł na pewno by nam powiedział, tak ? - Megan zakłada na siebie swoją bluzę i podaje ci twoją
- Tak, musimy iść i go poszukać, nie mógł zniknąć od tak - Lousi wstaje z łóżka i zakłada swoje buty
Każdy zakłada coś na siebie i wychodzicie z domku. Zaczynacie szukać Niall'a po lesie, co chwila krzyczycie jego imię. Nie rozdzielacie się, żeby czasem ktoś też nie zniknął. Przeszukujecie każdy centymetr lasu, zaglądacie wszędzie gdzie się da. Jesteś niespokojna, martwisz się o niego tak jak reszta. Po półgodzinnych poszukiwaniach postanawiacie się rozdzielić, Liam idzie z Harry'm, Zayn z Megan, a ty z Louis'em. Co chwila napotykasz jaką pajęczynę, odgarniasz gałęzie drzew. Louis w tym czasie krzyczy imię przyjaciela :
- Jezu, gdzie on jest ? - pytasz sama siebie
Powoli macie tego dość. Jakieś duchy, potwory, Bóg wie co, pukanie do drzwi, przewrócona butelka ? Żarty się skończyły. Dzień się powoli kończy i robi się ciemno, na szczęście wzięłaś latarkę, która umożliwi wam szukanie w ciemnościach. Wciąż nie możecie znaleźć przyjaciela. Świecisz latarką po różnych kątach :
- Myślisz, że .. - zaczyna Louis
- Nie, nie mów tak, na pewno go znajdziemy - wyciągasz Louis'a z tego typu myśli
Co jakiś czas słyszycie jak ktoś krzyczy imię Niall'a. Sowy powoli zaczynają huczek, las robi się coraz ciemniejszy, zaczynasz się bać i wtulasz się w ramię Louis'a. Ta ciemność robi się coraz bardziej przerażająca :
- Louis, proszę chodźmy już do reszty ! - jesteś już wykończona po poszukiwaniach i nerwach
- Dobra, trzymaj się mnie, jeszcze tego brakuje, żebyś ty się zgubiła - Louis łapie cię za rękę i przeprowadza przez gęste krzaki
Idziecie tak przez kilka chwil w ciszy. Nagle słyszycie okropne krzyki Megan, idziecie jak najszybciej w ich kierunku. Gdy ich znajdujecie omal nie zemdlałaś. Jesteś przerażona tym, co zobaczyłaś, pod dużym dębem widzisz zakrwawione ciało Niall'a. Obok niego kilka plan od krwi i kilka śladów. Megan krzyczy z przerażenia a Zayn próbuje ją uspokoić, chwilę później przychodzą do was Harry i Liam :
- Boże, kto ci to zrobił ?! - Liam od razu podchodzi do przyjaciela, sprawdza puls
- I co ? Żyje ? - pyta Zayn
- Nie - Liam przecząco kiwa głową
Ty zaczynasz płakać, Louis przytula cię, a ty wtulasz się w jego pierś :
- Nie możemy go tu tak zostawić, trzeba coś zrobić z ciałem, nie może tu tak leżeć - Harry kuca nad ciałem zmarłego przyjaciela
- Masz rację, Harry i ja się tym zajmiemy, wy idźcie do naszego domku, dziewczyny muszą się uspokoić - po policzku Liam'a spływa pojedyncza łza
Wy idziecie do domku, nadal jesteś bardzo roztrzęsiona. Nie możesz w to uwierzyć, co się stało. Straciliście go na zawsze. Powoli wychodzicie z lasu, widać już wasz domek. Chcecie się jak najszybciej wynieść stąd :
- Musimy poczekać na chłopaków i od razu stąd się wynosimy ! Nie ma czasu do stracenia - Zayn zbiera ubrania do walizek
- Spakujcie rzeczy Harr'ego i Liam'a, jak tylko przyjdą zabieramy się stąd - Louis tak samo jak Zayn pakuje swoje rzeczy do walizki
Nagle do waszego domku wbiega jak burza zmęczony i przerażony Harry, ledwo łapie oddech :
- Stary, co się stało, gdzie jest Liam ? - Louis łapie Harr'ego za ramię
- Szliśmy już w stronę domku, coś wyskoczyło z krzaków - próbuje złapać oddech i się uspokoić - złapało Liam'a, próbowałem mu pomóc, ale nie dałem rady, zdążyłem uciec i się uratować. Musimy tam po niego wrócić ! - z bólem łapie oddech
- Musimy się stąd jak najszybciej wydostać, nie ma czasu, inaczej wszyscy zginiemy - Zayn nie wytrzymuje z nerwów i uderza w ścianę - Trzeba zanieść walizki do samochodu, Louis chodź pomożesz mi, razem szybko się uda, chodź - Zayn bierze dwie walizki i razem z Louis'em idą do samochodu, ty w tym czasie wraz z Megan próbujecie uspokoić Harr'ego
Po kilku minutach razem z walizkami do domku wchodzą chłopcy :
- Cholera ! Ktoś albo coś przebiło nam opony ! - Louis rzuca walizki na podłogę
- Jak to przebiło ?! Co teraz ? - łapiesz się z nerwów za kark
- Musimy zadzwonić po kogoś z obsługi co wynajęli nam ten domek - Zayn łapie za telefon i próbuje tam zadzwonić - Telefon mi się rozładował ! Może jeszcze dach nam się nad głową zarwie ?! - Zayn już nie wytrzymuje z tego wszystkiego
Ty opadasz bezsilnie na podłogę. Nagle do twoich uszu dociera skrzypienie desek :
- Słyszycie ? - unosisz głowę i pytasz patrząc na wszystkich - Coś skrzypi, deski jakieś - wstajesz
- Przymknijcie się na chwilę - Megan próbuje nasłuchiwać skąd biorą się te skrzypienia
Stoicie w osłupieniu, nie wiecie skąd pochodzi ten dźwięk. Coś skrzypi z zewnątrz. Zaczynacie się powoli bać, nagle dźwięk cichnie tak samo szybko jak się pojawił. Słyszycie doskonale swoje niespokojne oddechy. Dźwięk znowu się nasila, jest głośniejszy niż przedtem, Słychać go zza drzwi. Ktoś się tu zbliża. Dźwięk ucicha, wszyscy patrzycie na drzwi. Klamka powoli zaczyna się poruszać, ktoś próbuje otworzyć drzwi. Jesteście przerażeni, klamka wciąż się porusza. Po chwili drzwi otwierają się z impetem i jak burza wpadają do środka dwa oblane krwią duchy. Zaczynają wszystkich zabijać, ty jesteś tak przerażona, że nie możesz się ruszyć. Jeden z nich powoli zaczyna się do ciebie zbliżać, upadasz bezsilnie na podłogę, zauważasz stojącą na stoliku szklaną butelkę, w układnie nerwów uderzasz go w brzuch, prawie krocze. Duch zgiął się i upadł na kolana, przemówił ludzkim normalnym głosem :
- [T.I] auć, co tak mocno ? - ty wszędzie poznasz ten głos, to Niall
- Niall ? To ty ? - wstajesz i ściągasz mu z głowy przykrytą maskę, tak to Niall
- Niall idioto ! Co ty wyprawiasz ?! - dociera do ciebie coś - Cholera ty żyjesz ! - przytulasz go mocno
Drugi z duchów też ściąga swoją maskę, to Liam. Ty zauważasz to wszystko :
- Niall, Liam ! Coście zrobili ?! - wpadasz w furię- Nawet nie wiecie jak bardzo się przestraszyłam ! Co wam strzeliło do głów ?
- To był taki plan - uśmiecha się Megan
- Jaki plan do cholery ?! - jesteś wściekła
- Chcieliśmy, żebyś zbliżyła się do Louis'a. Taki żart to był - szczerzy się Harry
- Czy wy jesteście normalni ? Przestraszyłam się, a Niall ? Przecież ty nie żyjesz, w lesie cię znaleźliśmy, gdzie ty byłeś, a Liam ciebie podobno coś porwało ? - krzyżujesz ręce
- Widziałaś tamten hotelik co mijaliśmy zanim tu przyjechaliśmy ? Tam poszedłem, żeby na cały dzień zniknąć, jak Harry do was przybiegł Liam napisał mi SMS-a żebym przyszedł, bo już wszystko gotowe i możemy zakończyć zabawę - wyciera ze swojego ciała plamy
- A żadnych opon nic nie przebiło, żartowaliśmy - Zayn chowa ręce w kieszenie
Ty nie możesz w to wszystko uwierzyć, powoli zaczynasz rozumieć ich starania :
- To tylko ja o tym nie wiedziałam ? - opadasz na łóżko
- Tak - wszyscy przytakują
- Jesteście dziwni, naprawdę - śmiejesz się
- To czyli plan się udał ? - Louis siada blisko ciebie
- Przestraszyliście mnie ! - nie możesz powstrzymać śmiechu
Plan się udał, zbliżyłaś się do Louis'a jeszcze bardziej niż przedtem. Resztę dni w domku spędzacie w spokoju, nareszcie możecie odpocząć.

 Czytam = Komentuję
 Do następnego, trzymajcie się ♥ :)
 Gosia ♥

niedziela, 25 sierpnia 2013

# 142. Harry

Hej. Drugi imagin mojego autorstwa :)
Agata ;)
_________________________

Samotność jest czymś, czego wszyscy bardzo chcieliby uniknąć. Ale, to jest niemożliwe. Każdy chociaż raz w życiu zaznał, zaznaje i zazna uczucia samotności, nawet nie jeden raz. Ale czy bardziej boli Nas to, że jesteśmy samotni, czy to, że ktoś złamał obietnicę i Nas zostawił? No właśnie. Oto jest pytanie…

Smutny, deszczowy dzień. Słońce znów skryło się za szarymi chmurami. Na morzu szaleje sztorm, a na plaży zamieć. Mimo to na piasku, na jednej z wydm siedzi mała dziewczynka. Płacze. Nie ma Go przy Niej właśnie teraz, gdy Go najbardziej potrzebuję. Ale chłopcy tacy są. Nie zawsze dotrzymują obietnic…

Od kiedy wyjechał, nie było słońca w Jej życiu. Żyła i żyje monotonią i smutkiem. Zostały Jej te nieliczne wspomnienia, które przyprawiają Ją o dreszcze i jeszcze większy smutek. Ma dziewiętnaście
lat. Rok temu wyszła z sierocińca, w którym On Ją zostawił. Samą. Nie miała przyjaciół. On był jedyny. Ale wyjątkowy. Codziennie na przerwie obiadowej wymykali się na pobliską plażę. Byli tacy szczęśliwi,
beztroscy. Odjechał dziesięć lat temu. Zostawił Ją, kiedy Ona kochała Go całym sercem.

Pamięta te dni, kiedy był smutny. W sumie, to było codziennie.
- Nigdy nie znajdę domu – płakał.
Ona wiedziała, że znajdzie. Był cudownym, słodkim maluchem. Wszyscy Go kochali z całego serca, ale Ona najbardziej.
- Jeśli nikt Cię nie zabierze, poczekamy, aż oboje skończymy 18 lat i zamieszkamy razem – mówiła i przytulała Go, płacząc z Nim.

Zawsze tak robili. Nigdy nie pytali co się stało. Po prostu przytulali się i płakali. Po kilku minutach było im lżej na sercach i byli gotowi stawić czoło wyzwaniu, jakim jest życie.

Pewnego dnia jednak Ona płakała. Nie jada, nie piła, z nikim nie rozmawiała. On w końcu musiał zapytać.
- Dlaczego płaczesz?
- Boję się, że odejdziesz i będę sama musiała tu tkwić.
- Nigdzie nie zamierzam odchodzić.
- Obiecaj…
- Ja, Harry Styles, dziś przysięgam [T.I.], że nigdy, przenigdy Jej nie zostawię! – na przypieczętowanie przysięgi, pocałował Ją.

Na następny dzień chciała Go przytulić. Potrzebowała Go. Lecz Jego nie było. Zapłakała. Pobiegła do Jego pokoiku i położyła na Jego łóżko. Nie było Jego rzeczy. Została tylko ich bransoletka przyjaźni. Kiedyś wiecznej i nieprzerwanej. Jednak, On to zepsuł! Krzyczała i rzucała się po pokoju. Nikt nie był w stanie Jej stamtąd wyciągnąć. Gdy zasypiała, wołała Jego imię. Nigdy nie wrócił. Nawet Jej nie odpowiedział.

Ona nawet bez Niego wymykała się z sierocińca i szła na plażę. Codziennie. Aż Jej nie wypuścili. W smutny i nieznany Jej świat. Zamieszkała na plaży. Tam było Jej miejsce.

Znów siedzi zapłakana. Czuję na swoim ramieniu rękę. Ona wie, że to On. Czuje Go.
- Dlaczego mnie zostawiłeś? – spytała z wyrzutem.
Harry siada obok Niej i płacze. Patrzy na Niego i przez łzy uśmiecha się. Nadal jest tym samym małym chłopczykiem, który był Jej miłością. I nadal jest…
- Gdy odszedłeś, znienawidziłam Cię, ale nie potrafiłam przestać Cię kochać. Zawsze byłeś dla mnie wszystkim. Od lat czekałam na Ciebie. I nadal Cię kocham… - kończy i całuje Go w usta.
Patrzy na Jej ręce i widzi bransoletkę przyjaźni, którą On zostawił. Uderza się otwartą dłonią w czoło. Dziewczyna śmieje się.
- W ogóle się nie zmieniłeś.
- Ty też nie. No. Wypiękniałaś. Wiesz, czemu wróciłem?
[T.I.] kiwa głową przecząco i patrzy na Niego.
- Po tych wielu latach zrozumiałem, że Cię kochałem. Dziś wróciłem, żeby prosić Cię o rękę.
Dziewczyna patrzy na Niego i przytula Go.
- Harry, nie widzieliśmy się dziesięć lat. Nie mogę się dziś zgodzić. Daj mi trochę czasu, bym mogła Ci znowu zaufać.

Chłopak zrozumiał i będzie czekał. Zostali przyjaciółmi na dobre i na złe. On niedługo znów poprosi Ją o ślub. Jeszcze będą szczęśliwi… 

sobota, 24 sierpnia 2013

# 141. Niall.

Starałam się, ale czuję, że nie podołałam. Przepraszam ♥


" Anioł to ktoś, kogo Bóg zsyła niespodziewanie i nie dla zasługi, ale by mógł Tobie w ciemności zapalić kilka gwiazd. "

Moim aniołem mogłam bez wątpienia nazwać Nialla. Patrząc na tą sentencję przed moimi oczyma od razu ukazała się jego blond czupryna. Poznałam Go dawno temu. Kiedy jeszcze dzieci były dziećmi, a nie udawały dorosłych. Bóg naprawdę zesłał mi Nialla dość niespodziewanie.

Wracałam właśnie do domu po skończonych lekcjach. Miałam może dziesięć lat, może troszkę mniej. Nagle podszedł do mnie jakiś mężczyzna. Zaczął natarczywie namawiać mnie do pójścia za nim. I wtem, jak spod ziemi, wyrósł Horan. 

- Odczep się, staruchu. Nie dotykaj tej dziewczyny, rozumiesz ? Znam numer na policję, wię na twoim miejscu zacząłbym się bać - powiedział, a ów mężczyzna po prostu uciekł. Byłam zauroczona Jego postawą. Niejeden dorosły nie wtrącałby się w takie sprawy. A Niall nie zostawił mnie.

- Dziękuję, nie wiem, jak mogłabym Ci się odwdzięczyć - powiedziałam chłopakowi. Nadal byłam w głębokim szoku, że nieznana mi osoba, niewiele ode mnie starsza uratowała mi tyłek.

- Nie ma sprawy. Ale daj się zaprosić na gorącą czekoladę - zaskoczył mnie tą propozycją - Niall jestem.

Zgodziłam się. Dowiedziałam się, że Niall jest starszy ode mnie o dwa lata, ma starszego brata i pochodzi w kraju przecudnych skrzatów. Jednak dla mnie liczyło się tylko to, że wyciągnął do mnie pomocną dłoń. 

Zostaliśmy przyjaciółmi. Nie było dnia, żebyśmy nie rozmawiali ze sobą, choćby za pomocą komórki, skype'a czy esemesów. Ważne, by wiedzieć, co u Niego słychać. Doskonale wiedziałam, że to nie jest zwykła znajomość. 

" Niepoważna miłość widzi wszędzie poważne błędy. "

Nie inaczej było z nami. Ale od początku. Pewnego dnia, kiedy miałam już te piętnaście lat, Niall zaprosił mnie do siebie. Poinformował mnie, że musi mi powiedzieć o czymś ważnym. Kiedy weszłam do jego domu, zastałam ciszę. Widocznie blondyn uznał ową wiadomość za tak ważną, że nie chciał, by ktoś mu przeszkadzał. 

- [T.I.], długo zbierałem się, by Ci o tym powiedzieć. Uwierz mi, że bez Ciebie moje życie nie miało by barw. To tak, jakby muzyce zabrano dźwięki, a pisarzowi - pióro. Nie potrafię przeżyć dnia bez myśli o Tobie. Jesteśmy przyjaciółmi, ale ... Skarbie, chciałbym być dla Ciebie kimś więcej. Kimś ważniejszym - ostatnie słowa wręcz wyszeptał. Widziałam, jak bardzo się denerwuje. To nie było zwykłe wyznanie miłości.

- Wiem - odszepnęłam, ujmując w dłonie jego twarz - i uwierz mi, że jesteś dla mnie kimś równie ważnym. O ile dobrze pojmuję, chciałeś zapytać mnie czy zostałabym Twoją dziewczyną, prawda ? Kiedykolwiek byś mnie o to zapytał, moja odpowiedź brzmiałaby : TAK. 

Poczułam, że po moich policzkach zaczynają płynąć łzy. Płakałam, bo wiedziałam, że Go kocham. Że nikt nie jest w stanie dać mi tego, co Niall. 

Ale jak w każdym związku muszą być i te gorzkie kostki czekolady. Nie byliśmy inni. Rok po wyznaniu miłości i rozpoczęciu naszego związku coś zaczęło się psuć.

- Niall, wyszlibyśmy gdzieś może ? - poprosiłam chłopaka. Jako szesnastolatka chciałam się bawić, chodzić na dyskoteki. 

- Kochanie, nie mam teraz na to ochoty - odparł.

- Ale jak Twoi koledzy dzwonią jakoś ta ochota się znajduje. Nie kochasz mnie już, do cholery ?! - nie wytrzymałam. Czułam się niechciana i odrzucona przez własnego chłopaka. 

- Przestań mieszać w to moich kumpli, okej ? - uniósł się po raz pierwszy od kilku miesięcy. 
- Bo co ?! Traktujesz mnie jak powietrze. Jestem dla Ciebie nikim, tak ? Koniec ? Koniec naszego związku ? - krzyknęłam mu prosto w twarz.

- Rób, co chcesz - odwrócił się ode mnie plecami i wlepił wzrok w telewizor. 

Nie czekałam dłużej, wzięłam torbę, zapakowałam swoje rzeczy i wyszłam trzaskając drzwiami. Już powoli nie dawałam rady. 

" Życie jest za krótkie, a świat zbyt mały na to, by czynić zeń pole bitwy. "

Ale my ze swojego życia uczyniliśmy pole bitwy. Pomiędzy nas obojgiem. Nie chciałam tego, ale Nialla nie obchodziło, co ja mogę czuć. Chyba nie. Przez dwa miesiące od mojego wyjścia z naszego wspólnego, do wtedy, mieszkania Horan nie dawał znaku życia. Ale później jakimś cudem sobie o mnie przypomniał.

Pewnego dnia, jak gdyby nigdy nic zadzwonił dzwonek drzwi do mieszkania moich rodziców, gdzie się zatrzymałam. Otworzyłam drzwi, ale widok, jaki tam na mnie czekał przechodził moje najśmielsze oczekiwania. Na chodniku, prowadzącym do domu ktoś ułożył serce w płatków herbacianych róż. Ktoś, bo nikogo tam nie dostrzegłam. 

Podeszłam bliżej, by przyjrzeć się owym płatkom. Wzięłam jeden w dłoń. Usiadłam na trawniku i zaczęłam obracać go w dłoni. Marzyłam o tym, by to Niall okazał się moim wielbicielem, ale nie liczyłam na cud. Nie liczyłam, ale coś niezwykłego jednak się zdarzyło. 

" Tutaj jest Twoje serce, a tam jest człowiek, który Ciebie potrzebuje. "

Tam, czyli za wielką tują rosnącą w moim ogrodzie. Zauważyłam, że coś zaszeleściło. Przelękłam się. Szybko wstałam z chodnika i podeszłam w stronę krzewu, skąd dał się słyszeć ów dźwięk. Ale tego, kogo tam zastałam, bym się nie spodziewała. 

- Niall, co Ty tutaj robisz ?!  Ten wzór w moim wejściu to Twoja sprawka ? - zapytałam chłopaka. Byłam nieźle zdziwiona jego obecnością. 

- Odpowiedź na pierwsze z pytań : siedzę z tyłkiem w tui. Na drugie - tak, to moja robota.
- Po co ten teatrzyk ? - poprosiłam o wyjaśnienie. Nie rozumiałam Go. Najpierw beznamiętnie pozwala mi odejść ze swojego życia, a teraz przychodzi i układa płatki róż na moim chodniku. 

- Bo ja Cię kocham - odparł bez namysłu.

- Bo ja Cię kocham - przedrzeźniłam Go - Niall, nie oszukujmy się, zostawiłeś mnie. Pozwoliłeś mi odejść ! A teraz mówisz mi, że mnie kochasz. Horan, ja Ci już nie wierzę. Po prostu nie wierzę - powiedziałam i zniknęłam za drzwiami domu. 

Rozpłakałam się. Byłam w rozsypce. Z jednej strony moje serce wciąż krwawiło po rozstaniu z Irlandczykiem. Ale z drugiej strony ja nadal coś do niego czułam. Pomimo wszystko. Nie wiedziałam, co mam zrobić, by być naprawdę szczęśliwa. 

" Wszyscy potrzebujemy zrozumienia, słów otuchy i przebaczenia. "

Zrozumienie. Otucha. Przebaczenie. 
Któreś z Nas tylko tego pragnęło.
 Ale które ? 
Nie ja. 
On. 

Mnie potrzebne było zrozumienie i otucha, ale nie przebaczenie. Nie ja popełniłam błąd. 

Lecz On. 

Dać szansę, czy mieć wszystko głęboko ?
Dać szansę czy ... dać wszystko sobie wytłumaczyć.
No i co z tego, że to jest to samo ? Cisza.

- Odbierz ten cholerny telefon ! Ileż można czekać ? - zniecierpliwiona zaczęłam gadać o telefonu. Jesteś normalna, [T.I.], a jakby inaczej.

- Tak, słucham ? - usłyszałam. Zaczęłam cieszyć się, że zastrzegłam numer. Bynajmniej mój rozmówca nie wiedział, kto ma zamiar z nim porozmawiać. 

- Słuchasz ? - zapytałam. Tylko po to, by usłyszał mój głos.

- [T.I.] ?! Chyba mam zwidy, przepraszam. Myślę tylko o Niej. Ona nic nie rozumie. Kocham Ją, ale wiem, że źle zrobiłem. Ona musi zrozumieć, że ja potrzebuję zrozumienia, otuchy i przebaczenia. Ale przepraszam, nie znasz mnie, a ja opowiadam Ci niestworzone historie z mojego życia. Kim jesteś i dlaczego dzwonisz ? - usłyszałam. Nie uwierzył w to, że ja mogę dzwonić. Myślał, że ma zwidy. Ale nic bardziej mylnego.

- Niall. Nie masz. To ja - głos mi się załamał - Przyjedź do mnie. Muszę spróbować Cię zrozumieć, dodać otuchy i przebaczyć. Kocham Cię, pamiętaj.

Ostatnie zdanie wypowiedziałam czując w oczach palące mnie pod powiekami łzy. Szybko rozłączyłam się, by Horan nie usłyszał, że płaczę, Nie teraz i nie z jego powodu.

" Tak jak kwiat potrzebuje słońca, by stać się kwiatem, tak człowiek potrzebuje miłości, by stać się człowiekiem. " 

Ja zaczęłam nim być. Dziwne. Zaczęłam być człowiekiem. Intrygujące, ale prawdziwe. Miałam miłość, więc nim byłam. Miałam Nialla, więc mogłam być nawet kimś więcej. Dużo czasu minęło aż Horan zrozumiał, na czym polega prawdziwe, dojrzałe kochanie. Mnie również zabrało to troszkę nerwów i godzin. Ale byliśmy razem. Niby na dobre i na złe, ale kto tam wie. 

Miałam już te dwadzieścia dwa lata, kiedy Horan zaskoczył mnie bardziej niż zaśmieceniem mojego chodniczka kwiatami. Nakazał mi założyć sukienkę, którą podarował mi rok wcześniej. Ładna brzoskwiniowa barwa podkreślała moje rysy. Postarał się. Ale wracając, miałam ubrać się i pojechać pod wskazany adres. Zamarłam, kiedy dostrzegłam, gdzie prowadziła droga narysowana na mapce, którą blondyn wręczył mi zanim zniknął. Miałam pojechać do całkiem nieznanego mi miejsca. Kiedy już tam dotarłam, okazało się, że to jakiś nowy dom. Ciekawe, do kogo należał. Wyszłam na teren posesji uprzednio dzwoniąc domofonem, jednakże nikt mi nie otworzył. Rozejrzałam się wokół, lecz nikogo nie dostrzegłam. Pustka. Może Niall specjalnie wywiózł mnie, żeby pozbyć się problemu ? Ech, problem to ja miałam z sobą, a między nami układało się wybornie. Lepszych relacji nie wypadałoby chcieć. 

Weszłam do domu. Drzwi były otwarte, więc dlaczego nie miałabym skorzystać z okazji ? W pierwszych dwóch, nawiasem mówiąc gustownie urządzonych, pomieszczeniach nikogo nie zastałam. Ale w trzecim z kolei ...

Na drewnianych panelach salonu klęczał Niall. Kiedy tylko mnie zobaczył, uśmiechnął się zawadiacko. Podeszłam bliżej ukochanego. A ten wyciagnął rękę z moją stronę. Coś w niej trzymał. Ale co ? Nie mogłam zidentyfikować owego przedmiotu przez łzy zaciągające mgłę na moje oczy. Ale kiedy usłyszałam głos Irlandczyka, mogłam domyśleć się, co to jest.

- [T.I.], skarbie. Czy zostałabyś moją żoną ? - wydukał. Zauważyłam, że z trudem opanowuje emocje. Gdyby nie chciał pokazać przede mną, że jest twardzielem, zapewne zacząłby płakać. Jak ja w tamtej chwili. 

- Horan, Ty głuptasie. Pewnie, że tak ! Kocham Cię i to właśnie z Tobą planuję wspólną przyszłość. Z Tobą chcę dzielić smutki i radości. Założyć rodzinę i mieć dzieci. Kocham Cię ! - wyszeptałam i wtuliłam się w tors chłopaka. Niczego innego wówczas nie pragnęłam. Tylko jego uśmiechu, zapachu i tego, by zawsze był blisko mnie.

" Gdy razem spojrzymy do góry, to niebo się ku nam przybliży. "

Ja swoje niebo już miałam na ziemi. Był nim Niall. Mój kochany serdelek, misiek, żabka. Każdego dnia innych, więc zarazem wyjątkowy. 
M Ó J.

Chwila, w której miałam założyć na siebie białą suknię, coraz bardziej się zbliżała. Szła w moim kierunku wielkimi krokami, już nie mogłam się wycofać. Nie chciałam. 
Ubrałam ją i stwierdziłam, że wyglądam, mówiąc strasznie nieskromnie, prześlicznie. Wiedziałam, że Niall też będzie pod wrażeniem. Ojciec chwycił mnie pod rękę i ruszyliśmy w stronę Horana. Czekał na mnie tuż przed ołtarzem. Uśmiech nie chciał zejść mu z twarzy. Ale potrafiłam dostrzec też to, że się denerwuje. U mnie było nie inaczej.

Zaczęłam trząść się dopiero, gdy ksiądz zaczął odprawiać mszę. Ale Niall chwycił mnie za dłoń i wszystko ustąpiło. Cudotwórca, co nie ?

- A teraz powtórzcie za mną przysięgę małżeńską - poprosił kapłan.

Ble, ble, ble. Pozwólcie mi w końcu założyć mu obrączkę i Go pocałować ! No i się doczekałam. Po przedszkolnym powtarzaniu za księdzem, ogłosił nas mężem i żoną, a wkrótce potem pozwolił się pocałować. Zapewne, gdyby nie blondyn, przed północą bym nie przestała. Dobrze, że Go mam.

Przyjęcie weselne było jak wiele innych. Skromne, w gronie rodzinnym z obojgu stron. Świetnie się bawiliśmy. A o nocy poślubnej nie wspominając. 
Muszę to powiedzieć. Czuję się kochana i spełniona. 
I najszczęśliwsza na calutkim świecie.

" Żądza posiadania może opętać człowieka. "

Moje serce wariowało. Dwa lata po zmianie statusu na mężatka kochałam Nialla, jak za dawnych lat. Małżeństwo nie zepsuło chemii pomiędzy nami. Do osiągnięcia pełnego szczęścia brakowało nam tylko pociechy. Malutkiego dzieciątka, które na pewno nadałoby jeszcze większego sensu naszemu szczęściu i utwierdziłoby nasz związek.

Ale nic. Za nic w świecie nie mogłam zajść w ciążę. Witaminki, owocki i nie wiadomo co jeszcze. A mi strasznie się spieszyło. Stwierdziłam, że już najwyższy czas urodzić Horanowi maluszka. I nagle spóźniła mi się miesiączka. Kupiłam w aptece test ciążowy. Zrobiłam go. Z Niallem czekaliśmy, wpatrując się w prostokątny test, który miał pokazać czy za kilka miesięcy zostaniemy rodzicami. Był pozytywny. Mocno wtuliłam się w tors blondyna i zaczęłam płakać. Tak długo na to czekaliśmy. 
Żądza posiadania dziecka całkowicie mnie opętała. Ale w końcu się udało.
 Czułam, że lepiej już być nie może. 
Że teraz będzie pod górkę. I moja cholerna kobieca intuicja mnie nie zawiodła. 

" Najgłębszy sens rzeczy pojmiesz tylko sercem. "

Sens ? Jaki do cholery sens ?! Moje życie swój właśnie zgubiło gdzieś po drodze. 
Dwa miesiące po radosnej nowinie, że zostaniemy rodzicami stało się coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca w życiu żadnej matki. 

N I G D Y !

Wszystko było w porządku. Wyniki, USG i inne tego typu drobnostki. Ale ... 
Będąc na początku czwartego miesiąca ciąży źle się poczułam. Niby nic szczególnego w błogosławionym stanie. Jednak kiedy zaczęłam krwawić już nie lekceważyłam swojego stanu zdrowia. Niall szybko zawiózł mnie do szpitala. A tam powiedzieli, że ... że już nic nie mogą zrobić i jest za późno. 
Na co kurwa ?! 
Na ratowanie mojego dzieciątka ?

Świat runął. Jak domek z kart. Nietrwałe szczęście, koniec marzeń i rozpacz.
Ale może właśnie tak musiało być ? Zaczęłam szukać głębi tych wydarzeń. 
Znalazłam je w sobie. 
W moim sercu.

" Ludzie mają marzenia i doświadczenia, których nie opiszą słowa. "

Nawet jeśli słowa byłyby w stanie opisać to, co czułam i tak odbiorca nie byłby w stanie odebrać to z wszystkimi uczuciami, które miałam do przekazania. To zbyt bolało. Chociaż Niall wciąż przy mnie był, miałam dość. Świata, życia, wiary i siebie. Siebie najbardziej, wiedziałam, że to przeze mnie już Go, albo Jej nie ma. 

Trudno było mi to pojąć, nie widziałam sensu w niczym. Kompletnie i definitywnie.

- Skarbie, mnie też to strasznie boli, ale zacznij w końcu normalnie funkcjonować - mąż poprosił mnie o inne zachowanie. Ale ja nie mogłam, nie potrafiłam.

- Normalnie funkcjonować ?! Straciliśmy dziecko, na które tak długo czekaliśmy. Nie zasługuję na Ciebie. Nie jestem właściwą kobietą dla kogoś takiego, jak Ty, Niall - powiedziałam i wyszłam z domu, uprzednio trzasnęłam drzwiami.

Słyszałam jak chłopak wybiegł za mną.
 Ale ja biegłam już chodnikiem prowadzącym do parku. 

- [T.I.], stój ! To co powiedziałaś, to nieprawda ! Czekaj na mnie, jakoś damy sobie z tym radę, rozumiesz.

- Nie, nie rozumiem. Nie chcę być dla Ciebie nikim. Bezwartościową kobietą, która Ci nawet dziecka nie potrafi urodzić. Koniec. Nie z nami, ze mną - przystanęłam, wykrzyczałam co leżało mi na sercu i ruszyłam dalej w stronę parku.

- Nic nie rób ! - zawołał. Wrócił się. Po co ? Wiedziałam, po prostu wiedziałam. Byłam dla niego nikim. Po co mieć u swojego boku kogoś bezużytecznego ? 

Biegłam nie zwracając na nic uwagi. I nagle jakiś samochód zajechał mi drogę. Znałam Go. 
W środku siedział mój ukochany.

- [T.I.], jesteś dla mnie zbyt ważna, żebym sobie odpuścił. Możemy spróbować jeszcze raz. Wiem, że to będzie dla Ciebie trudne, ale kto nie próbuje, ten nie zyskuje. Jeśli to się nie uda, zaadoptujemy jakiegoś maluszka. Nie zadręczaj się. Oboje doskonale wiemy, że to nie Twoja wina, że tamto dziecko straciliśmy. To nie była niczyja wina. Bóg tak chciał.

WIedziałam, że Niall mówi prawdę. Wtuliłam się w jego silne ramiona i po raz kolejny popłakałam się. Było mi trudno. Ale blondynowi też nie było to obojętne. Nie było mu łatwo, ale ja zauważałam tylko siebie. Nie chciałam, żeby świat kręcił się wokół mnie. 
W końcu byliśmy jednością. 

" Niech ludzie zrzędliwi narzekają, a pesymiści patrzą czarno w przyszłość. My cieszmy się jak dzieci choćby z odrobiny szczęścia,
 najprościej jak się da. "

Odrobina szczęścia. Co może mi to dać ? 
Dziecko. 
Powtarzałam jak mantrę to słowo. Sama siebie zadręczałam. 
Nie żyłam niczym innym. 
Powoli w ogóle przestawałam żyć.  

Ale Niall nie odpuszczał. Męczył mnie, abym nie przestawała wierzyć. I robiłam, dla Niego. Coraz częściej myślałam o tym, że Bóg podarował mi wielkie szczęście. Mojego męża. Wiara trzymała nas przy życiu. Rok po stracie naszego maleństwa zaczęłam źle się czuć. I, jakkolwiek  dziwnie by to zabrzmiało, ucieszyłam się. Czułam, że mój stan jest zaczątkiem, odrobiną szczęścia. Kręciło mi się głowie, wymiotowałam, ciągle leżałam w łóżku. Nie czułam się najlepiej. Niall zaniepokoił się tym, co się ze mną dzieje, a ja podeszłam do tego normalnie, jak gdyby nigdy nic. Ale uległam Horanowi i poszłam z nim do lekarza. Liczyłam na jakieś tabletki i szybkie ozdrowienie, ale w głębi serca coś mi się nie zgadzało.
 I słusznie.
- Panie doktorze, niech pan mi powie, co dzieje się z moją żoną - Niall ze strachem w oczach zapytał lekarza o mój stan zdrowia. 

- Panie Horan, niech się pan tak nie martwi, tylko zacznie zbierać na łóżeczko. Pani [T.I.] spodziewa się dziecka - odpowiedział z uśmiechem na ustach doktor. 

- Na ... naprawdę ? - razem z blondynem byliśmy w głębokim szoku. Wiedziałam, że wymioty czy złe samopoczucie mogą świadczyć o błogosławionym stanie, ale nie brałam tego do siebie. 
- Jak najbardziej. Gratuluję.

- Ale ... proszę nam powiedzieć, co mamy zrobić, by nie powtórzyła się sytuacja sprzed ponad roku - Niall zachował trzeźwą głowę i zapytał lekarza o wszystkie trapiące go rzeczy.

- Jaka sytuacja ?

- Proszę pana, trudno mi o tym mówić ... Ponad rok temu moja żona poroniła. Bardzo przeżyliśmy śmierć naszego maluszka, dlatego z całych sił pragnę, byśmy się doczekali tego maleństwa.

- Na razie nie widzę żadnych problemów. Jakby coś się działo, proszę od razu zadzwonić do przychodni lub szpitala. A teraz jeszcze raz gratuluję i życzę powodzenia - powiedział lekarz, a my pewni radości, a zarazem obaw wyszliśmy z jego gabinetu.

- Niall, boję się - nie potrafiłam tego ukryć, ale wiedziałam, że na blondyna zawsze mogę liczyć.

- Skarbie, też mam jakieś obawy, ale wszystko będzie dobrze, zobaczysz - wyszeptał i pocałował mnie w czoło - Wszystko będzie dobrze.

" Codziennie mówię Bogu, jaki jest cudowny. 
A im częściej to robię, tym więcej cudów On mi ukazuje. "

Tak. 
Każdy dzień zaczynałam i kończyłam modlitwą. 
Tylko ona mi została. Ale wszystko szło dobrze. Byłam już na początku piątego miesiącu ciąży. Czułam się wyśmienicie. To z pewnością zasługa Nialla. Dbał o mnie, jak nigdy. Codziennie dostawałam od niego soki, owoce czy warzywa. Witaminy w czystej postaci. 
Razem z Niallem zamówiliśmy mszę za nasze nienarodzone dziecko. Byliśmy bardzo wierzący i to właśnie Bogu zawierzyliśmy nasze szczęście. A On odpłacił nam się za wszystko, co złe.
Razem z Irlandczykiem wybraliśmy się na któreś z kolei USG. Niby nic szczególnego, ale co później dowiedzieliśmy się od pani ginekolog zwaliło nas z nóg.

- Muszę państwu o czymś powiedzieć. Nie wiem czy od razu podskoczycie z radości - usłyszeliśmy od lekarki.

- Ale jak to ?! - mój mąż oczywiście musiał się wtrącić i zadać pytanie. Żył w jakiejś niepewności czy aby wszystko jest w porządku - Co się dzieje ? Dlaczego nie będziemy skakać z radości ?

- Wie pan, dwa łóżeczka, podwójny wózek i dwa razy więcej ubranek i pampersów może człowieka zaskoczyć.

Z Niallem spojrzeliśmy na siebie. Chyba nie do końca zrozumieliśmy słowa lekarki. Kobieta to dostrzegła i powtórzyła informację, tym razem pojęliśmy.

- Pani ciąża jest bliźniacza. Oczekują państwa na dwójkę dzieci, nie na jedno - uśmiechnęła się przyjaźnie. Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiedzieliśmy ? Wcześniej powtarzano nam, że to będzie chłopczyk. Jeden, a nie dwójka maluszków. Wciąż byłam ogłupiona. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Ale to z zaskoczenia, bardzo pozytywnego zresztą.

Podziękowaliśmy lekarce i wyszliśmy z przychodni. Rzuciłam się mężowi w ramiona. Nic nie mówiłam, tylko wtuliłam się w Niego i zaczęłam powtarzać, jak bardzo Go kocham.

" W najgłębszej istocie dziecięcego bytu dwoje niepowtarzalnych ludzi zapisało na trwałe swoje własne życie po wszystkie czasy. " 

My zapisaliśmy nasze wszystkie radości i troski w naszych dzieciach. Nadaliśmy im imiona Hope, czyli nadzieja, której nie straciliśmy, oraz William. Dwa miesiące temu pojawili się na świecie, a zdołali wywołać już nie mały, ale wręcz ogromny zachwyt wśród ludzi. Oni wiedzieli, przez co przeszliśmy i życzyli nam jak najlepiej. Ale my już mieliśmy najlepiej. Kochałam Nialla, miałam zdrowe dzieci. Nie pragnęłam niczego więcej.


Nigdy nie pomyślałabym, że właśnie tak potoczy się moje życie. 
Że zostanę żoną chłopaka, który uratował mnie przed niezbyt przyjaznym mężczyzną. 
Że będę miała chwile załamania, ale dzięki miłości ukochanego odbiję się od dna i wypłynę ponad taflę wody.
 Że zostanę matką przesłodkich bliźniąt. 
Że po prostu będę szczęśliwa.

" Naucz się żyć ze szczęściem, które jest poskładane z wielu części. Zawsze zabraknie Ci jakiegoś kawałka. Ale zrozum, tak musi być. "

" Jesteśmy powołani do tego, żeby być oazą. Oaza jest znakiem nadziei na horyzoncie. "


Czekam na choćby 10 komentarzy z opiniami na temat tegoż imagina. Z góry dziękuję < 3

D. xx



poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Podziękowanie ♥

Dodaję tego posta, gdyż chcę uświadomić Wam, jak jesteście dla mnie ważni.

Zacznijmy od tego, że pewnego sierpniowego dnia Dominika postanowiła napisać imagina. Smutnego, pewnie miała taki humor. Nie było to jej pierwsza praca - wcześniej założyła bloga z opowiadaniem, które okazało się być niewypałem. Napisała go i ... chciała więcej. Chciała więcej, chociaż kiedy była w pierwszych klasach podstawówki NIENAWIDZIŁA pisać. Męczyła się z długopisem w ręku, ot co. Pisała i pisała. Ale stwierdziła, że chce się podzielić tym z innymi. I założyła bloga. Poprosiła koleżankę, Agę o pomoc, bo wiedziała, że sama tego nie ogarnie. Blog był bardzo mało znany, aż do grudnia, kiedy to Dominika postanowiła dołączyć do ekipy nowe dziewczyny. Dała ogłoszenie na znanym blogu z informacjami o zespole i tak ... jej blog stał się sławny. Ona miała coraz więcej fanek i osób zachwalających jej starania.

Dzisiaj jestem szczęśliwa, że nie jestem nieśmiała. Nie potrafię pisać do szuflady, więc dzięki temu jestem tutaj teraz z Wami. To ten blog i Wy dajecie mi kopa, który pozwala mi działać. Doskonale wiem, że gdyby nie blog i pisanie byłabym innym człowiekiem. Ale nie jestem.

Jestem dziwną istotą, która pisze równie dziwne imaginy i zabiera się za opowiadanie o Borussi Dortmund, bo jest Borussen. Jestem kimś, kogo nigdy mogłyście nie poznać. Żałowałybyście? Nie wiem i może nigdy się nie dowiem. 
Jestem osobą, która potrafi wzruszyć się czytając własne prace. 
Która jest tolerancyjna, jak mocno tylko się da.
Która czasem myli prawą z lewą.
Która spełnia swoje marzenia uszczęśliwiając innych.

Jestem spełniona i to tylko i wyłącznie Wasza zasługa.
Kurczę, zaczynam płakać. Nie ze smutku. Z radości, że Was mam.

Nie chcę niczego więcej. Chcę Was - ludzi, którzy potrafią dowartościować i sprawić, że zaczynają rosnąć mi skrzydła.

Dziękuję i kocham Was. Tylko tyle, ale aż tyle.

Wasza Dominika xx

# 140. Louis

Hej. To mój pierwszy imagin na blogu. Dzięki niemu mogę być tu z Wami. Mam nadzieje, że spodoba Wam się tak bardzo jak Dominice.
Agata :)
_____________________

Każdy z Nas ma gdzieś swojego anioła. Anioła, który kocha Nas, pomimo naszych błędów i wad. To jeszcze nic... On Nas wspiera i prowadzi przez życie, często jednak tego nie zauważamy i przez to nie doceniamy. Nasz anioł, wtedy cierpi, ale cały czas jest obok. Zawsze przy Tobie. Mimo wszystko...

Słoneczny dzień. Ona znowu pod Naszym dachem. Śpi na Jego kolanach. To nie powinno tak wyglądać. Powinna być MOJA. Powinna leżeć na MOICH kolanach. Mimo to będę obok, na zawsze. Jestem Twoim aniołem [T.I.]. Jestem i będę... Obiecuję...

Myślą, że śpię... No właśnie, myślą... Czuję się taka bezpieczna. Jakbym znów miała te 5 lat i bez problemowy dziecięcy świat... Chyba za bardzo się rozmarzyłam. Posłuchajmy o czym rozmawiają...
- Niall, jesteś z Nią szczęśliwy? - spytał Liam.
- Oczywiście! Jest dla mnie wszystkim i zawsze będzie! - odpowiedział i pocałował mnie w czoło.
„Też Cię kocham Misiu” - pomyślałam.
- Louis, co z Tobą? - spytał Harry.
- Nie mam humoru - stwierdził smutno mój przyjaciel.
- Wiesz, że Nam możesz powiedzieć - odezwał się Zayn.
- Nie mogę. Tego nie... Mógłbym zranić jakąś osobę w tym pokoju - nie wiem dlaczego, ale poczułam na sobie Jego smutny wzrok.
Powinnam się „obudzić” i przerwać tę rozmowę. On za bardzo cierpi, szkoda, że nie wiem czemu...
- Chyba ktoś się budzi - otworzyłam oczy i od razu je zamknęłam, czując na ustach smak warg Nialla. Są takie słodkie.
- Muszę iść - odezwał się Louis i wyszedł trzaskając drzwiami.
- Pójdę za Nim - powiadomił Nas Harry.
„Coś jest bardzo nie tak...” - pomyślałam.

*Kilka godzin później*
Wyszli pięć minut temu. Dobra. Spróbujmy rozwikłać, co się dzieje z Louisem.
Jest cały czas smutny.
Mało je, przez co schudł.
Prawie z Nami nie rozmawia.
Co się do cholery stało z Louisem, którego poznałam 5 lat temu?!
Może jest chory? Nie, na pewno by mi powiedział.
Pokłócił się z chłopakami? Nie, nie rozmawiali by dzisiaj tak spokojnie.
Zakochał się? Nie... Chociaż...? Nie je, nie pije, jest smutny i podłamany... To musi być to! Ale czemu jest przybity? Może to właśnie ta jedyna, a On chodzi załamany. Coś mi nie pasuje. Na pewno Harry coś wie! Muszę z Nim pogadać.
- Cześć [T.I.]. Co się stało?
- Bądź jutro o 12 w kawiarni na rogu?
- Coś się stało? - zapytał zdenerwowany.
- Muszę z Tobą po prostu pogadać. Przyjdź sam!
Jutro się okaże. Prześpię się z tym.

Niall jest cudowny. Kocham Go. Napawa mnie szczęściem i radością. Czuję, że to ten jedyny. Te błękitne oczy i boskie blond włosy. Ach... Będę o Nim śniła...

*Dom dalej. W tym samym czasie*
Co mnie do cholery napadło?! Czy ja na głowę upadłem?! Przez 5 lat nikomu tego nie powiedziałem! Ach...! Jak to przeszkodzi Jej w związku to w łeb sobie chyba strzelę! Jestem nieodpowiedzialny! Ale ufam Harry'emu. Nikomu nie powie. Nie zawiedź mnie przyjacielu... Błagam!

*Kilka godzin wcześniej, gdzieś w londyńskim parku*
Co z Nim? Od kilku dni nie gada z [T.I.], a ze mną i chłopakami tylko gdy musi. Sam się nie odezwie.
- Lou! Zaczekaj!
- Czego chcesz?! - krzyknął zapłakany.
- Spokojnie. Widzę, że coś jest nie tak. Chcę Ci pomóc.
Cisza. Patrzy na mnie z takim smutkiem, że moje oczy także zrobiły się mokre. Płaczę z Nim.
- Zakochałem się... W złej osobie... W [T.I.]... Jestem na siebie taki zły... Bo nie wykorzystałem szansy, kiedy mogła być moja...
Patrzę na Niego skołowany.
- To Ona nic nie wie?
Macha przecząco głową.
- Jak długo?
- Od samego początku.
Patrzę na Niego ze smutkiem. Dlaczego Jej nie powiedział? Przecież gdy się poznali, nie znała Nialla. Był tylko On. Tylko Louis. Dlaczego tego nie wykorzystał? Nie ważne. On teraz mnie potrzebuje. Będę Jego wsparciem. Zawsze byłem...

[T.I.]. Moje życie. Każdy mój oddech, każde uderzenie mojego serca, należy tylko do Niej. Jest każdą gwiazdą i chmurką na mym niebie. Słońcem, księżycem. Jest moim życiem. Ja, Niall Horan, jestem najszczęśliwszym facetem na Ziemi. Nie... W całym wszechświecie! Ona jest wszystkim. Każdego dnia żyję dla Niej.

Coś z Nim jest nie tak, martwię się o Niego. Jestem Jego przyjacielem, wszyscy jesteśmy. Muszę Mu jakoś pomóc. Wszyscy musimy sprawić, by dawny Lou był znów z Nami.
- Zayn, musimy coś zrobić.
- Wiem Liam. Wiem...

Jestem naiwny. Dlaczego się okaleczam? Już pamiętam. Nie wykorzystałem szansy, którą podarował mi Bóg. Mógłbym być dziś dużo szczęśliwszy... Szczęśliwy u Jej boku...

Pierwsza linia jest krótka i płytsza, druga dłuższa i głębsza, i tak do pięciu. Pięć przeklętych lat, w czasie których tak bardzo cierpiałem.
Leżę na łóżku. Powoli, z każdą kropelką krwi, uchodzi ze mnie życie.
LOUIS DO CHOLERY! OGARNIJ DUPĘ! NIE MOŻESZ UMRZEĆ! JESTEŚ JEJ PRZYJACIELEM, CZY NIE?! Uspokój się.
Wstań. Idź do łazienki. Zabandażuj rękę. Następnie idź spać i módl się, tak jak zawsze, żeby nikt nie zobaczył ran. Tak, tak zrób...

*Godzina 12, następny dzień. Kawiarnia na rogu*
Czekam na Niego. Ciekawe czy coś wie... Mam dziwne przeczucie, że tak. Pewnie nic mi nie powie, ale... No cóż. O! Już idzie.
- Cześć Kochana! - buziak w policzek - O czym chcesz porozmawiać?
- A jak sądzisz? - spytałam z ironią w głosie.
- Aaa... O Louisie, prawda?
Przytaknęłam i oczy zaszły mi mgłą. Na szczęście Harry mnie złapał.
- Nic Ci nie jest? - zapytał przerażony.
- Nie, na chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami. Spoko, już okey. Dlaczego Lou jest taki ponury?
- Problemy sercowe...
- Ma problemy z sercem?!
- Nie głuptasie. Problemy miłosne... Zakochał się.
Wiedziałam! Za dobrze Go znam.
- Muszę z Nim pogadać.
- Musisz... - powiedział smutno Harry.
Wstałam. Ciemność przed oczami. Tylko to widzę...

- [T.I.]! [T.I.]! - krzyczę.
Nie słyszy. Zemdlała. Boże! Co mam robić? Wiem! Zadzwonię do Nialla. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, czwarty, piąty... Kurde! Nie odbiera. Louis! Odbiera po pierwszym sygnale.
- Hej Hazz.
- [T.I.]... Ona... Upadła... Jest nie przytomna, nie wiem co Jej jest...
- Gdzie jesteście?
- Kawiarnia na rogu.
- Liam i Zayn zaraz przyjadą i pojedziecie do szpitala. Ja znajdę Nialla i do Was dołączymy.

Który mam wybrać? No przecież wszystkie są piękne!
Dryń! Dryń!
Kurde, co znowu?
- Hallo?
- Niall? [T.I.] jedzie do szpitala.
- Co się stało?
- Przyjedź szybko!
Koniec rozmowy. Mój Skarb... Moje życie... Co się stało? Po prostu muszę tam dotrzeć jak najszybciej!

Ile można czekać? Siedzimy tu już od godziny. Niall i Louis przyjechali pół godziny temu. Wszyscy jesteśmy przerażeni. Co Jej się stało? Nawet Harry nie rozumie, a był z Nią...
- Obudziła się - powiedział lekarz.
- Co Jej jest? - spytałem.
- Chyba sama powinna Wam powiedzieć - powiedział i odszedł.
- Zayn, dalej chodź.
Ocknąłem się i wszedłem do sali za Liamem.

Dławię się własnymi łzami. Jak mam Mu pomóc, skoro sama mam teraz poważny kłopot. Nie mogę spojrzeć Louisowi w oczy, nie teraz… Nie mogę Im powiedzieć, a Jemu to już szczególnie. Ma ważniejsze problemy, niż moje zdrowie. Uspokój się. Zaraz tu przyjdą. Nie mogą widzieć, że płakałam.

Boję się tam wejść. Czego się spodziewać? A może Ola nic Nam nie powie. Znów łzy napływają mi do oczu. NIE! NIE BĘDZIESZ ZNÓW PŁAKAŁ! LOUIS KURDE!
- Będzie dobrze.
- Mam nadzieję Liam.

Wchodzimy do sali. W powietrzu można wyczuć smutek i rozpacz. Mój aniołek cierpi. Słyszę podciąganie nosem. Płakała? Rozglądam się po pomieszczeniu. To Louis. On płacze. Nie tylko Ja cierpię. Wszyscy cierpimy. Co zaraz usłyszymy?
- Niall… - słyszę swoje imię.
To [T.I.] mnie woła. Podchodzę do Niej i od razu przytulam.
- Kocham Cię – szlocha.
- Ja Ciebie też. Ja też… - pojedyncza łza spływa po moim policzku.
- Co się stało? – pyta Louis łamiącym się głosem.
- Przepraszam… - płacze [T.I.] – Nie wiem jak Wam to powiedzieć . Nie wiem czy w ogóle Wam powiem. Na razie powiem, że trafiłam tu z własnej głupoty.
Ja i chłopacy patrzymy po sobie skołowani. O co Jej chodzi?

Co mam Im powiedzieć? Nie wybaczą mi. Cholera!
- Wyjdźcie! Jutro wychodzę. Będę u siebie.
- Może po Ciebie przyjedziemy? – pyta Harry.
- Nie! Idźcie już i dajcie mi spokój! – zaczynam płakać.
Widzę, że to Ich boli. To się nie dzieje! Nie dam rady patrzeć jak cierpią. Zawołać, żeby zostali? Nie… To nie jest najlepszy pomysł… Dlaczego jestem taką idiotką?! Miało być tak cudownie. Miałam pomóc przyjacielowi. A teraz gówno zrobię. Tylko pogorszyłam sytuację. Boże! Czemu mi to robisz?!

Co Jej się stało? Dlaczego tak się zachowuje? Czy zrobiliśmy coś nie tak? Nie wiem, ale to nie błahostka. Ona by nie robiła z igły wideł. To do Niej niepodobne. Jak mam Jej pomóc? Sama musi mi powiedzieć, co jest nie tak. Siłą z Niej tego nie wyciągnę. Może zostanę na noc w szpitalu? Tak, to dobry pomysł.
- Chłopacy, ja z Nią zostanę.
- Jesteś pewien Lou?
- Jak nigdy!

Od płaczu boli mnie głowa. Co ja pocznę? Ktoś puka? Tak.
- Proszę!
- Dobry wieczór Pani – mówi lekarz.
- Nie wiem czy taki dobry… Co Pan ode mnie potrzebuje?
- Ma Pani 15 dni życia. Chyba, że znajdzie się dawca. A to nie będzie proste.
Dlaczego byłam taka głupia?! Znów łzy zbierają mi się do oczu. TYLKO NIE WYPŁYWAJCIE!
- Dobrze… - lekarz już ma rękę na klamce – Panie doktorze! Mam prośbę. Jeśli umrę… - głośno przełykam ślinę – Chcę żeby Pan dał to, tym chłopakom, co tu dziś byli – przekazuję mu kopertę - Aha, i tu jest zgoda na oddanie narządów.
- Zrobię co w mojej mocy. Obiecuję…
Wyszedł i znów zostałam sama. Ale jeżeli umrę, sam zostanie Lou. O nie! Na to nie pozwolę! Mam 15 dni, żeby Mu pomóc. Jutro rozpoczynam walkę! Popamiętasz mnie jeszcze świecie! Oj popamiętasz!

Siedzę pod drzwiami Jej pokoju z głową w kolanach. Ona umrze, i to za 15 dni? To nie może się tak skończyć! Jak do tego doszło? Muszę się tego jakoś dowiedzieć!
Pukam do drzwi. Nic. Cisza. Zaglądam przez szparę. Widzę Ją. Śpi.
Wchodzę do środka i siadam na krześle obok łóżka. Jest taka piękna. Nawet ze spuchniętymi oczami. Naprawdę Ją kocham. Jest moim światłem. Życiem. Nie. Ona jest czymś więcej. Jest częścią mnie, i to nie małą. Wiem, że nie powinienem, ale ma takie piękne usta. Muśnięcie ich nic nie zmieni.

O co chodziło Jej w szpitalu? Co jest Jej winą? Przecież nic nie zrobiła. Tak mi się wydaje... A może po prostu czegoś nie zauważyłem. Ostatnio przecież często źle się czuła. Czemu nic z tym nie zrobiłem? Nie Niall. To nie twoja wina. Jutro na pewno wszystko się wyjaśni. Napiszę Jej sms-a. Pewnie śpi, ale będzie miała rano miłą niespodziankę.

Ciemne pomieszczenie. Tylko w kącie trochę światła. Co to za postać? To człowiek? Podchodzę bliżej. Teraz widzę, że płacze. Chcę podejść bliżej, ale potykam się. Co to było? Patrzę, i w moich oczach panuje przerażenie. NIE! To znów ten piekielny proszek! Krzyczę. Mózg nie pozwala połknąć używki, ale ciało się jej domaga. Krzyczę głośniej. Postać w kącie wstaje. Teraz widzę jej twarz. To Louis.
- Louis! Pomóż mi! – krzyczę.
Nie wytrzymuję. Biorę woreczek i połykam całą zawartość. Potem następną, i jeszcze jedną…
- Lou!
Chłopak podbiega, ale już nie udaje Mu się mi pomóc. Odeszłam, wciągnięta do piekła.
- AAAAAAAAAAA!!!
- [T.I.]! [T.I.]! Otwórz oczy! Nic się nie stało. To tylko zły sen. Tylko sen…
- Louis… Jak dobrze, że tu jesteś – mówię przez łzy i tulę go.
Jestem bezpieczna. Teraz nic mi nie grozi.
- Nie idź…
- Nigdzie się nie wybieram.
Tkwimy tak w swoich ramionach jeszcze dłuższą chwilę. Kocham Go. Jak przyjaciela, ale kocham. Dlaczego wszystko w życiu mi się plącze?

Gdy zaczęła krzyczeć, serce mi stanęło. Myślałem, że coś Jej jest… Na szczęście to nie było to. Tylko zły sen. Mówiłem Jej, że to sen, ale w rzeczywistości próbowałem przekonać do tego siebie. Może już czas poruszyć temat Jej zdrowia?
- [T.I.]… Ja… Chcę znać prawdę… Nie obchodzi mnie, czy jest bolesna, czy nie chcę ją po prostu znać…
Boże… Nie męcz mnie tą ciszą, dziewczyno!

I co ja mam Mu powiedzieć? Prawdę? Chyba to będzie najodpowiedniejsze… Sam się o to prosił… Prawdopodobnie mnie znienawidzi, ale za 15 dni i tak umrę, więc to nie ma już większego znaczenia…
- Ja… Pięć lat temu... Tego dnia co Cię poznałam wracałam z imprezy… - łzy spływają mi po policzkach – Poznałam tam jednego chłopaka. Nie pamiętam już jak miał na imię. Impreza była w klubie… On… Zabrał mnie później do siebie… Dał jakieś tabletki… Dawały niezłego kopa… Przychodziłam do Niego po coraz silniejsze narkotyki… Byłam i jestem uzależniona… Pewnego dnia, powiedział, że nie da mi ich za darmo… W tamtej chwili zrobiłabym wszystko za paczuszkę kokainy… Dał mi jakieś skąpe ubrania i wysłał do hotelu… Nie wiedziałam po co… Lecz po wejściu do pokoju hotelowego wiedziałam po co tam jestem… Miałam zaspokoić jakiegoś faceta… Zrobiłam to… Był dumny i dał mi kokainę… Przychodziłam codziennie i zawsze kończyłam w łóżku z jakimś facetem… Jednym słowem byłam… Prostytutką… Za każdym razem dostawałam silniejsze używki… Czułam, że mój organizm ma dość… Ale coś dalej krzyczało, że chce więcej… Było źle… Nie widziałeś tego… Później poznałam Nialla… Pokochałam Go od razu… Zapragnęłam się zmienić… Skończyłam z jednym… Nie uprawiałam więcej seksu za narkotyki… Czułam się źle… Niall to zauważył… Chciał mnie zabrać do lekarza, nie zgodziłam się, bo wtedy wszystko by się wydało… Poszłam więc do znajomego… Kupiłam całą torbę strzykawek, proszków i tabletek… Wszystko z pieniędzy Nialla… Musiałam… Do dziś zarabiałam kasę na różne sposoby… Rozdawałam ulotki, pracowałam na kasie, a czasem nawet zaspokajałam potrzeby seksualne jakiś facetów… Moje serce zaczęło strajkować… Jest coraz słabsze… Nie da się mnie uratować bez przeszczepu… Ale nie ma dawcy… Możesz mnie znienawidzić… Sama się do tego doprowadziłam… Jestem tylko zdziwiona czemu tego nie zauważyliście? Nie ważne… Po prostu przepraszam… - szlocham na całego.
Lou też płacze… Wiedziałam, że Go zranię. Po co Mu mówiłam?! Idiotka!

Ciekawe co u Louisa. Udało mu się coś z Niej wyciągnąć? Mam nadzieję, że to nic poważnego… Chcę Ją przytulić… Jest mi bez Niej tak pusto… [T.I.]! Kochanie wracaj do swojego ukochanego! Proszę!

Co? Jak mogłem być taki ślepy?! Przecież widać wyraźnie, czy ktoś ćpa, czy nie! Wychodzi, że to moja wina! Jestem taki pusty. Jadę do chłopaków! Oni muszą wiedzieć! Przepraszam [T.I.]!
Wychodzę zapłakany z pokoju. Obdarzając Ją tylko pełnym bólu spojrzeniem… Muszę coś wymyślić i to szybko!

Mogłam się spodziewać takiego obrotu sprawy. Na filmach też tak jest… Ale to nie ważne… On pojechał na 100% do chłopaków! Znienawidzą mnie! W ostatnich dniach, będę sama jak palec! Cudownie! Nieźle się urządziłaś Olka! Przynajmniej umrę w swoim domu… W swoim pokoju… W swoim łóżku… Nikogo nie raniąc… Nie obchodzi mnie moje życie… Jak to przyjmie Niall? On się załamie. Mój Kochany blondasek będzie cierpiał! O nie! Nie pozwolę na to!
Wstaję z łóżka, ubieram się, biorę swoje rzeczy i wychodzę. Muszę do Nich dotrzeć przed Louisem! Nie będzie łatwo… Muszę dać radę!

Jestem pod Naszym domem… Domem, który był taki radosny, ale dziś to się zmieni…
Wchodzę do środka zapłakany… Liam i Zayn oglądają film, Niall szpera w lodówce, a Harry siedzi na Twitterze. Słysząc huk na korytarzu przybiegają. Siedzę pod ścianą z głową w kolanach i płaczę… Płaczę jak dziecko i nie mogę się uspokoić. Chłopacy pomagają mi wstać i prowadzą do salonu. Sadzają naprzeciwko i czekają aż się uspokoję. Harry podchodzi i mnie przytula mówiąc, że będzie dobrze… Rozsadza mnie to. Nie będzie dobrze! Nigdy nie było! Ola od pięciu lat jest uzależniona od narkotyków, a Ty mówisz, że będzie dobrze?!
- Louis już spokojnie. Powiedz co się stało? – pyta zdenerwowany do granic możliwości Niall.
- [T.I.]… Ona umrze…
Przez następne piętnaście minut opowiadam chłopakom, to co opowiedziała mi Ola. Wszyscy płaczą, a Niall jest załamany. Rozmawiamy jeszcze chwilę i słyszymy trzask drzwi i krzyk z korytarza…

- Niall! – krzyczę ile sił.
Siadam na podłodze i próbuje uspokoić walące serce. Mam wrażenie, że zaraz wybuchnie i przestanie bić. Weź się w garść głupia pompko krwi! Masz bić jeszcze 15 dni! Nie zmieniaj teraz planów! Cholera uspokój się!
Kłuje jak cholera! Zwijam się w kłębek na podłodze i zasypiam… Musisz się obudzić. Pamiętaj o tym!

Leży na ziemi zwinięta w kłębek. Ledwo oddycha! Musimy Ją zanieść do pokoju! To nie będzie problem, jest lekka jak piórko. Biorę Olę na ręce. Błagam niech się obudzi. Potrzebuję Cię Skarbie! Tak bardzo Cię potrzebuję!

Budzę się. Czuję, że ktoś mnie przytula. To Niall. Wygląda strasznie. Ma podpuchnięte oczy, ślady łez na policzkach i serce bije Mu jak oszalałe. Przytulam Go i schodzę do kuchni.
W kuchni zastaję Louisa. Podchodzę do Niego i zaczynam bić Go po brzuchu.
- Dlaczego to zrobiłeś?! Dlaczego Mu powiedziałeś?! Jesteś skończonym dupkiem! Ja chciałam Mu powiedzieć! Ja powinnam Mu powiedzieć! Ja…! – krzyczę przez łzy i upadam na kolana.
Zasłaniam głowę rękoma, jakbym chciała schować się przed światem do kuchni wbiegają chłopacy. Są skołowani. Louis płacze. Co Ja narobiłam?

- Spokojnie – przytulam Ją i płaczę – Masz rację Ty powinnaś Mu powiedzieć. Przepraszam… Bardzo Cię przepraszam!
Podchodzi Niall i pomaga mi zaprowadzić [T.I.] na sofę w salonie. Chłopacy są przerażeni. Zresztą nie tylko Oni. Ja i Niall również…

Uspokajam Ją i przytulam ciesząc się, że jeszcze żyje…
- Pomogę Ci… Znajdziemy dawcę! Będziesz żyć! Słyszysz?! [T.I.], będziesz żyć, obiecuję!

*Dziesięć dni później*
Jest źle. Codziennie coraz gorzej. Widać, że umiera. Nie ma na nic sił. Ona cierpi, a My z Nią. Jest częścią Nas. W pierwsze pięć dni chociaż jadła, chodziła i piła. Dzisiaj tylko leży na łóżku i zwija się z bólu. Nie mogę na to patrzeć, ale czuwam przy Niej. Jestem jak Jej anioł. Zawsze obok.
Cierpi, a Ja nie mogę tylko patrzeć. Wiem co zrobię i pomogę Jej… Ona przeżyje… Jeżeli nie, to ja też umrę… Umieram z każdym dniem tak jak Ona… Bierzemy się do dzieła!

- Chcę iść do łazienki – mówię do Nialla.
- Pomogę Ci.
- Nie! Chcę iść sama! – krzyczę, znów zaczynając płakać.
- Nie płacz Kochanie. Nie płacz…
Czuję się okropnie. Jestem słaba, a do tego ranię ludzi mi tak bliskich. Czuję się naprawdę źle!

*Dwa dni później*
- Jak to musisz wyjechać?! – pytam z niedowierzaniem.
- Mam do załatwienia pewne sprawy – odpowiada.
- Chcesz Ją teraz zostawić? – pyta Zayn.
- Muszę… - odpowiada.
- Louis. Ona Cię potrzebuje! – krzyczę.
- Ty jesteś Jej chłopakiem.
- Ale Ciebie też kocha. Zrozum to!
- Nie mogę – mówi i wychodzi.
Nie mogę uwierzyć, że tak po prostu wyjeżdża. Zostały Jej trzy dni. Do tego i tak nie może się ruszać. Jak mam Jej powiedzieć, że więcej nie zobaczy Louisa? Cholera! Louis co Ty kombinujesz?!

Od dwunastu dni nie brałam. Dziś muszę. Czy mam coś jeszcze? Pomyślmy… Tak! W łazience pod zlewem, jest jeszcze jedna strzykawka. Wstaję i idę po nią.
Ostatkiem sił wchodzę do łazienki i już schylam się by ją wyjąć, a tu nagle…

- [T.I.]! Jest dawca! – krzyczę.
- Serio?
- Tak – krzyczę i okręcam Ją w koło.
- Tak się cieszę, Niall. Tak się cieszę… - mówi i wtula się w moją pierś.

*Kilka minut wcześniej w szpitalu*
Wchodzę do szpitala. Wiem, że nie będzie łatwo namówić na to lekarza… Ale uratuję Ją.
- Panie doktorze. Mam sprawę.
- Słucham.
- Ja przychodzę w sprawie serca dla [T.I.]…
- Nie ma jeszcze dawcy.
- Wiem, dlatego ja chcę oddać Jej swoje serce.
Lekarz patrzy na mnie zdziwiony i po chwili macha głową.
- Nie mogę się na to zgodzić.
- Proszę. Moje serce i tak już od dawna należy do Niej… Błagam Pana! Ona musi żyć! Musi żyć! – krzyczę.
Namowy trwają jeszcze kilka minut i lekarz w końcu się zgadza.
- Bardzo dziękuję. Naprawdę jestem Panu dozgonnie wdzięczny.
Lekarz uśmiecha się i prowadzi mnie na blok operacyjny. W między czasie daje pielęgniarce list i żegnam się ze światem raz na zawsze. Moje marzenie w końcu się spełni. Moje serce będzie należeć do Niej. Wierzę, że będzie o nie dbać… Wychodzę jeszcze ostatni raz na taras i krzyczę:
- Kocham Cię! Zawszę kochałem! Będę Twoim aniołem! [T.I.]! Kocham Cię!

Jesteśmy w szpitalu. Ja, Niall i chłopacy. Jesteśmy tacy szczęśliwi. Próbowałam dodzwonić się do Louisa. Niestety nie odbiera. Szkoda, że musiał wyjechać… Ale nie mógł siedzieć cały czas przy mnie. Pewnie pojechał do wybranki swojego serca… Na pewno…

- Zaczekajcie tu. Pójdę po lekarza – odzywa się Harry i znika w innym korytarzu.

*Dwa dni później. Po operacji przeszczepu serca*
Sielanka. Zielona łąka. Obok mnie cudowny chłopak. Moje serce bije jak należy. W dali anioł. Czy to Louis. Nie, to nie On… Chociaż…?
Otwieram oczy. Ostre światło jednak karze mi je znów zamknąć.
- Zgaście to światło – jęczę.
Po chwili w pomieszczeniu zapanowuje półmrok. Otwieram oczy. Rozglądam się dookoła. Widzę obok łóżka Nialla. Ma spuchnięte oczy. Płakał? Próbuje wstać. Lecz od razu się kładę. Zabolała mnie lewa pierś. No przecież miałam przeszczep serca. Rozglądam się więc leżąc i widzę chłopaków. Są w kącie, przytuleni do siebie. Oni też płakali? Uśmiech z którym otworzyłam oczy znika w ułamku sekundy.
- Co się stało? – pytam przestraszona.
- Louis wcale nie wyjechał… - odzywa się Liam.
- Słucham?
- Louis nie wyjechał… - powtarza Liam.
- Nie rozumiem.
- To On był dawcą! – krzyczy Harry, wybuchając histerycznym płaczem.
- CO?! – pytam łamiącym głosem.
Rozglądam się po Nich i zaczynam krzyczeć:
- Dlaczego Go nie powstrzymaliście?! Dlaczego?! Dlaczego Mu na to pozwoliliście?!
- [T.I.], spokojnie! My nic nie wiedzieliśmy – mówi Niall i przytula mnie.
- Zostawił dla Ciebie list – mówi Zayn i podaje mi kopertę.
Zaczynam czytać:

Droga [T.I.]!
Piszę ten list, by wyznać Ci co naprawdę czuję. Przez pięć lat ukrywałem to uczucie. Kochałem Cię, kocham i będę kochać, nawet po śmierci. Jest to ostatni list jaki piszę w życiu. Oddaje Ci moje serce, bo od zawsze należało tylko do Ciebie. A w ogóle to czuję się zobowiązany być dawcą, bo nie zauważyłem, że masz kłopoty. Byłem zbyt zaślepiony obwinianiem się, że nie umiem wyznać Ci co czuję. Kocham Cię. Teraz masz mnie w sobie. Ja jestem cząstką Ciebie i zawsze będę. Wierzę, że będziesz dbać o Nasze serce (ale to słodko brzmi). Ja będę czuwał nad Tobą z góry i będę Twoim i tylko Twoim aniołem. Bądź szczęśliwa i żyj dla mnie.
Twój na zawsze, Louis.

Łzy same wypływają mi z oczu. Dlaczego byłam taka ślepa na Jego miłość?! No tak, byłam zbyt zajęta zdobywaniem narkotyków.
Lou będę dbać o Nasze serce. Będę szczęśliwa. Za Nas. Jeśli urodzę kiedyś dziecko i będzie to chłopiec, będzie miał na imię Louis. Też Cię kocham. Przepraszam…
- On mnie kochał – łkam.
- Nie ma co płakać. To nam go nie zwróci – mówi Liam.
- Powiem Ci coś – zaczyna Niall – Gdy tracisz kogoś, kogo kochasz, ten ktoś nigdy Cię nie opuszcza. Trafia do szczególnego miejsca w Twoim sercu.
- Nie chcę Go w sercu. Chcę, by był tu ze mną. Poza tym to Jego serce i powinno być w Nim, nie we mnie.

- On zdecydował inaczej. To był Jego wybór…  

QUIZ O REDAKTORKACH :)

Teraz zapraszam na quiz o nas, redaktorkach :D
Zawiera on 10 pytań, mamy nadzieję, że na wszystkie odpowiecie prawidłowo bez problemu. Jeśli nie - warto postrzelać :) Tylko nikogo nie upolujcie xx

1. Jak ma na imię założycielka bloga?

2. Ile razem redaktorek było na tym blogu? Wszystkie, razem z tymi, które już nie piszą :)

3. Wymień imiona chociaż 4 z nich :)

4. Która z nas specjalizuje się w imaginach z cytatami?

5. Dzięki komu mamy taki śliczny wygląd bloga?

6. Od kiedy Gosia jest w załodze? Miesiąc :)

7. Jakie były wyniki głosowania na pierwszą redaktorkę?

8. Z kim był pierwszy imagin na tym blogu i kto go napisał?

9. Kto zwykle nazywa Was marchewkami i słoneczkami?

10. Wyszukajcie co najmniej 6 osób, którym dziękowała pod imaginami Dominika :)

DO PISANIA, GOTOWI, START ! ♥

X. xx
Szablon by S1K