Statystyka

poniedziałek, 2 września 2013

#146. Louis

Miłego czytania ;) Liczę na chociaż osiem komentarzy. Love ya! 
Jeżeli jesteście zainteresowani, to piszę opowiadanie, zapraszam: Link :)
Agata <3


Miłość przetrwa wszystko. Ale trzeba jej pomóc. A żeby pomóc, musimy zaufać. Bo w życiu są dobre i złe momenty. Te dobre radzą sobie same. Natomiast złe, trzeba przezwyciężyć. Kopnąć w tyłek i zostawić za sobą.

Dlaczego tak to się potoczyło? No tak. Przez osoby TRZECIE. Byłam normalną dziewczyną, w normalnym, szczęśliwym związku.
- Nic nie trwa wiecznie, kochanie - mawiała moja babcia.
Po co się ujawniliśmy? Przecież teraz jest gorzej niż było. Jesteśmy obserwowani na każdym kroku. Wspólnie i osobno. Każdy nasz wyjazd, wyjście, spacer, a nawet zakupy czy wyniesienie śmieci jest uwiecznione milionem zdjęć. Później wszystko ląduje w internecie. Sypią się hejty i niemiłe komentarze. Rani Ci to serce. Głupie spotkanie z przyjacielem ze szkoły, jest brane za randkę i ogłoszone w światowej prasie jako zdrada. Kończy się to łańcuchem kłótni z Nim. Cholerne paparazzi!
- Lou, ja już nie daję rady!
- O czym ty mówisz?
- O czym?! O tym! - podchodzę do okna i odsłaniam firanki. Błyskają flesze.
Louis patrzy na mnie z bólem w oczach. Nie umiem być na niego zła. Ale nie mogę żyć pod lupą.
- Kotku, oni nie ruszają się stąd, odkąd tydzień temu wróciliśmy z Hiszpanii i ogłosiliśmy, że jesteśmy parą.
Znów patrzy na mnie zbolałym wzrokiem i wstaje.
- Dokąd idziesz? - pytam i z niedowierzaniem patrzę jak wychodzi z domu i zaczyna krzyczeć:
- Wynoście się stąd! Każdy chce mieć trochę prywatności! Spadówa!
W trakcie tego wszystkiego flesze błysnęły tysiąc razy. Kamery nagrały to krótkie wystąpienie. Ale o dziwo... Podziałało. Grupka fotoreporterów poszła w swoje strony. Louis już ma zamykać drzwi, kiedy...
- Czekaj!
Wychodzę z domu. Parę metrów od drzwi, stoi dwoje zapłakanych dzieci, mają około sześciu lat. Wyglądają na bliźniaki. Są całe zapłakane i przerażone.
Podchodzę do Nich i kucam. Dziewczynka chowa się za chłopcem.
- Cześć - uśmiecham się - Co tu robicie?
Chłopiec odwraca się do siostrzyczki i coś szepcze do ucha. Ona kiwa na potwierdzenie główką.
- My... Zgubiliśmy się... - mówi chłopczyk.
Patrzę na Louisa, który stoi w progu i przygląda się całej sytuacji.
- Jak macie na imię? - pytam
- Ja jestem Cory, a to jest... - maluch nie dokańcza, bo w tym momencie zza drzewa wybiega jakiś fotograf.
Wiesza aparat na szyi i podbiega do mnie. Uderza mnie w brzuch, robi zdjęcie i ucieka. Klnę pod nosem, gdy czuję ciepłą ciecz na koszulce. Louis patrzy na mnie przerażony.
- Eleanor!
Cory i jego siostrzyczka podchodzą bliżej. Dziewczynka idzie do tyłu i siada na ziemi. Kładzie sobie moją głowę na kolanach. Cory próbuje zatamować krwawienie. Podbiega do nas Lou.
- Niech pan biegnie za tym fotografem - odzywa się pierwszy raz dziewczynka i gładzi mnie po włosach.
Mój chłopak patrzy na mnie, a następnie rzuca się biegiem za sprawcą sytuacji. Zamykam oczy.
- Niech pani nie zasypia - szepcze chłopczyk.
- Mówcie mi Eleanor...

*Oczami Louisa*
Co to za idiota?! Dźgnąć niewinną dziewczynę nożem, a później robić jej zdjęcie! Przecież to trzeba mieć nierówno pod sufitem! A te dzieci? Są jakieś dziwne. Jakby przeczuwały, że taka sytuacja będzie miała miejsce. Do tego są takie ładne. Chłopczyk ma blond loczki i śliczne niebieskie oczka i jest troszkę wyższy od siostry. Natomiast dziewczynka ma długie, opadające falami blond włosy i wyraziste, zielone oczy.

W końcu Go doganiam. Rzucam się fotografowi na plecy i przewracam na ziemię. Ma kominiarkę. Już mam ją zdejmować, gdy zostaję zepchnięty na kamienie i przyciśnięty do podłoża łokciem. Paparazzi wyciąga z kieszeni nóż, którym przed chwilą została dźgnięta Eleanor. Jest na nim krew... Jej krew... Zaczynam się wyrywać. Nóż zostaje przyłożony do mojego gardła. Patrzę na Niego przerażony.
- No. Louisie Tomlinsonie. To co robimy? Poderżnąć Ci gardło, czy wrócić tam i dźgnąć tą sukę jeszcze kilka razy? A może jedno i drugie? - mówi fotograf, ale nie jest to facet, tylko dziewczyna.

Ej! Stop! Skąd ja znam ten głos?

Patrzę mojemu przeciwnikowi w oczy. Głębokie brązowe oczy.
- To niemożliwe! - krzyczę - Hannah, to Ty?
Dziewczyna zaczyna się śmiać. Teraz nie mam już wątpliwości, że to Ona.
- Mówiłam, że się zemszczę. Jeśli ja nie mogę cię mieć, żadna nie może. Ja dotrzymuję obietnicy.
Hannah podsuwa nóż jeszcze głębiej pod moje gardło. Zaczynam ciężko oddychać. Moje ciało jest sparaliżowane ze strachu. Ale nie o siebie się boję. Co z Eleanor?
- Louis! - słyszę moje imię.
Dziewczyna odwraca się i widzi biegnącego w naszą stronę Liama. Zrywa się jak oparzona. Ja próbuje wstać. Jednak ona rzuca nożem i trafia w moją nogę. Krzyczę z bólu. Widzę przerażenie w jej oczach. Po chwili zrywa się do ucieczki. Ja w tym czasie zwijam się z bólu na ziemi. Po chwili podbiega do mnie Liam.
- Kurde. Przyjechaliśmy z Niallem obejrzeć film akcji, a tym czasem akcja odbywa się w realu - rzuca ironicznie chłopak.
Zaczynam się śmiać, jednak przypominam sobie o nożu w mojej nodze i jęczę z bólu.
- Zadzwonię po pogotowie.
- Nie! Nie ma takiej potrzeby.
Liam patrzy na mnie niepewnie. Wysyłam Mu pełen bólu, sztuczny uśmiech. Chłopak przewraca oczami i pomaga mi wstać.
- Idziemy do domu. Tam zajmiemy się nożem.
Bierze mnie pod ramię i pomaga dokuśtykać do domu.

*Oczami Eleanor*
Nie pamiętam co się stało. Pamiętam tylko fotografa, krew, Cory'ego i Jego siostrę, przerażonego Louisa, ciemność i dźwięk hamującego auta. Jak znalazłam się w domu?

*Oczami Nialla*
*Kilka minut temu*
Jedziemy do Lou i El obejrzeć jakiś film. Co to? Eleanor?! Co to za dzieci?
- Niall do cholery! Hamuj!
Zatrzymuję z trudem samochód.
Wybiegamy z Liamem z samochodu i podbiegamy do Eleanor. Leży na ziemi z krwią na brzuchu. Co tu się stało?
Dzieciaki, które siedzą z El patrzą na nas przestraszone.
- Jesteśmy przyjaciółmi tej dziewczyny i jej chłopaka.
Dziewczynka uśmiecha się do brata i puszcza mu oczko.
- Niech któryś z panów biegnie pomóc chłopakowi - mówi chłopczyk.
Patrzę prosząco na Liama. Potrząsa głową i rusza biegiem w kierunku wskazanym przez dzieci.

Ja tymczasem biorę Eleanor na ręce i kieruję się w stronę domu. Dziewczynka z niewiadomych przyczyn zaczyna płakać. Chłopczyk, zapewne Jej braciszek, podchodzi do Niej i przytula. On też ma łzy w oczach. Robi wszystko, by tylko nie wypłynęły. Nie udaje Mu się. Słone krople spływają po Jego smutnej buzi. Jest mi Ich żal.

Chłopczyk szepcze coś siostrze do ucha i chwyta za malutką dłoń. Idą w stronę lasku.
- Nie idźcie! - krzyczy głosem pełnym bólu Louis.
Dzieci oglądają się i patrzą na Niego uśmiechnięte.
Liam pomaga Lou podejść do maluchów. Chwyta wolną rękę dziewczynki, bo chłopczyk ma w ręce jakiś plecak. Wszyscy wchodzimy do domu.

*Oczami Louisa*
Eleanor straciła dużo krwi. Okazało się, że upadając spadła na szkło, które porozcinało Jej plecy i wbiło się w żebra. Zorientowaliśmy się, gdy Niall położył Ją na kanapie. Całe ręce miał w krwi. Nie otworzyła oczu od kilku godzin. Czy może się nie obudzić?

Co do noża w mojej nodze...
- Teraz może pana trochę zaboleć - mówi cicho Carrie, bo tak ma na imię dziewczynka.
- Nie mów do mnie 'pan', bo czuję się staro. Louis jestem.
Carrie uśmiecha się i sięga do noża w mojej nodze. Bierze rękojeść w swoją małą i jak na ten wiek, bardzo chudą rączkę. Patrzy na mnie przepraszająco i ciągnie narzędzie. Krzyczę z bólu.
- Przepraszam... - mówi dziewczynka.
Odpowiadam Jej, że jest okey, chociaż boli w cholerę.

Próbuję wstać, mimo rozchodzącego się po moim ciele bólu. Staję na nogach i czuję przeszywający ból. Carrie zasłania oczy, a ja krzyczę przeraźliwie. W drzwiach staje Liam i zaczyna się śmiać.
- Ty nigdy nie dorośniesz.
- Dzięki, bo nie chcę. A teraz rusz dupę i pomóż mi wstać.
- Eleanor się obudziła.

*Oczami Eleanor*
Boli mnie cały brzuch i plecy. Jęczę i próbuję wstać. Niall zrywa się z miejsca i podlatuje, by mi pomóc. Chwytam się za brzuch i zamykam oczy. Nogi uginają się podemną. Kręci mi się w głowie. Wpadam w czyjeś ramiona. Znów zostaję położona. Tym razem krzyczę z bólu. Mam wrażenie, że ktoś wbija w mój brzuch i plecy miliony noży.

Po chwili mojego krzyku, po moim ciele przechodzi ciepły dreszcz ulgi. Nic mnie nie boli. Czuję tylko na brzuchu i czole malutkie rączki. Zapadam w ciemność.

*Oczami Carrie*
*Noc*
Nie mogę patrzeć, jak ta cudowna dziewczyna cierpi, a Jej chłopak z Nią. Mogę Im pomóc. Po to tu chyba jesteśmy.
- Cory, proszę...
Nareszcie wstaje i ciągnie mnie do pokoju obok. Podchodzi do Louisa. Kładzie Mu rączkę na rannej nodze. Oboje patrzymy, jak rana po nożu goi się w mgnieniu oka. Uśmiecham się do Niego głupio i robię to samo z ranami dziewczyny.

*Oczami Eleanor*
*Kilka dni później*
Afera z Hannah nadal nie ucichła. W internecie krążą zdjęcia, gdzie leżę na ziemi cała we krwi. Ale to nie wszystko. Artykuł przy tych zdjęciach jest okropny, a do tego jest również kompletną ściemą.

„Słynny gwiazdor, Louis Tomlinson z zespołu One Direction, znęca się nad swoją dziewczyną!

Kilka dni temu między Louisem Tomlinsonem i Eleanor Calder doszło do strasznej kłótni. Najpierw chłopak wyszedł i wygonił dziennikarzy spod domu. Drzwi już się zamykały, kiedy panna Calder przepchnęła się w drzwiach i wyszła do dwójki tajemniczych dzieci. Chłopak zdenerwował się i ruszył na swoją dziewczynę z nożem. Myślimy, że nie pierwszy raz zdarzyła się taka sytuacja. Co wspólnego z tym wszystkim mają te dzieci?”

Jakby tego było mało, Hannah wysyła mi smsy z groźbami. Boję się Jej. Udowodniła już na co Ją stać.

*Oczami Louisa*
„Kochanie, ona nie jest Ciebie warta.”
„Ona jest z Tobą dla kasy.”
„Wróć do mnie, bo to się dla kogoś źle skończy.”

To te milsze sms-y od Hannah. Boję się o El. Jej Hannah też wysyła groźby. Dlaczego Ona to robi? Przez Nią zespół się rozpada. A Eleanor siada psychika. Od tygodnia z nikim nie rozmawia. Krzyczy przez sen. Wychodzi z pokoju tylko do toalety i na spacery. Nic nie je. Jest chodzącym kościotrupem. Nosi moje bluzy. Jakby chciała ukryć rany na ciele za dużymi ubraniami.

Co to za hałas? Ktoś krzyczy. Carrie? Wychodzę z pokoju.

Na korytarzu stoi przerażona Carrie. Podbiegam do Niej i przytulam. Wybucha płaczem.
- Co się stało mała?
- Ta dziewczyna... Która zaatakowała Was kilka dni temu... Ona... - jąka się mała.
- Co zrobiła?
- Porwała Cory'ego! - krzyczy.
Szybko zakładam buty i kurtkę. Już mam wychodzić kiedy...

*Oczami Eleanor*
Głupia idiotka. Może mi grozić, ale niech odwali się od mojej rodziny, do której teraz należą również Carrie i Cory.

Hannah porwała Cory'ego. Zgubiłam Ją. Bluza Louisa, za duże spodnie i stopy ubrane tylko w skarpety mnie spowolniły. Do tego leki usypiające zaczynają działać, serce zwalnia rytm przez ich przedawkowanie i jednocześnie wali jak najęte pod wpływem wysiłku. Przedtem pocięłam jeszcze nadgarstki i łyknęłam leki przeciwzakrzepowe, które znalazłam w apteczce. Chciałam i chcę się zabić, moja psychika tego nie wytrzymuje, ale jeszcze nie mogę umrzeć. Muszę biec. Muszę uratować Cory'ego.
- Hannah jeśli się nie boisz to wyjdź mi na przeciw! - krzyknęłam zachrypniętym głosem, którego nie używałam od tygodnia.

Czuję coś zimnego przy głowie.
- Po co to wszystko? Jesteś taka naiwna. Porwanie tego bachora było sposobem, żeby Cię wybawić z domu. Żebym mogła Cię zabić - wysyczała.
- Gdzie jest Cory?! - wrzasnęłam kopiąc Ją resztkami sił.
Pisnęła i wybuchła śmiechem.
- Co to ma za znaczenie? To tylko dzieciak. On Cię nie kocha, nawet Cię nie lubi. Ale nie tylko ten chłopiec nic do Ciebie nie czuje. Louis też nie. Directioners też Cię nie lubią. Jesteś kulą u nogi. Nic nie znaczącą idiotlą, która wszystko zrujnowała!
Te słowa zabolały. Nawet nie wiem kiedy z moich oczu zaczęły wypływać łzy. Po mojej twarzy kapią słone krople, a po moich dłoniach krew.

Hannah znów mierzy do mnie z pistoletu. Ja zaczynam tracić panowanie nad swoim ciałem. Mówię resztkami sił opadając na ziemię:
- Śmiało, zabij mnie. I tak umieram, i też przez Ciebie. Louis mnie kochał, byliśmy szczęśliwi. Dopóki nie zjawiłaś się Ty. Zrujnowałaś i Jego i mnie, a teraz rujnujesz także siebie. Gratuluję...
Usłyszałam swoje imię i strzał. Ostatnie słowa, które wypływają z moich ust to:
- Kocham Cię Lou...

*Oczami Louisa*
Biegnę ile sił do mojej gwiazdy. Sensu mojego istnienia. Byliśmy tacy szczęśliwi. Ale to już nie wróci. Moje życie leży teraz zimne, bez życia na ziemi.

Zaczynam płakać, krzyczę wręcz z rozpaczy. Patrzę na Hannah zbolałym wzrokiem. Zrywam się z miejsca i już mam się na Nią rzucić, kiedy ktoś mnie powstrzymuje. Wyrywam się.
- Louis, spokojnie. To Ci Jej nie zwróci...
Upadam na kolana i kładę się na ziemi. Zwijam się w kłębek i płaczę. Nie chcę żyć bez Eleanor!

Słyszę zgrzyt i szept.
- Hannah nie. To już nic nie zmieni.
Nie wiem co się stało... Usłyszałem tylko strzał i, że coś upada na ziemię. Nie chcę tego widzieć.

Przybliżam się do ciała mojego aniołka i zamykam oczy. Nie chcę się już budzić...

Budzę się. Rozglądam po pomieszczeniu i widzę Harry'ego w fotelu śpi.
„Teraz albo nigdy” - myślę i biorę kartkę i piszę kilka słów.

Wsiadam na rower i jadę... Jadę na Tower Bridge...
- Już nie długo!

Staję po drugiej stronie barierki. Bez wahania puszczam jej i przechylam się. Spadam... Żegnaj Ziemio. Idę do Ciebie El!

*Oczami Harry'ego*
„Kochani!
Nie mogę bez Niej żyć. Muszę do Niej dołączyć, jeśli Ona nie chce do mnie wrócić. Grajcie dalej. Dla mnie... Dla Nas!
Wasz Lou.”

- Ufam Ci. Obyś nie żałował...

*Oczami Eleanor*
Louis jest ze mną. Nie udało mi się Go powstrzymać. Skoczył. Ale teraz będziemy szczęśliwi na zawsze i będziemy Forever Young!

*Oczami Carrie i Cory'ego*
Anioły zakończyły misję. Nadal będziemy strzec Eleanor i Louisa, ale teraz Ich dusz i serc. Będą szczęśliwi. Bo będą razem...

niedziela, 1 września 2013

Pożegnanie .

Cześć wszystkim :) Chciałam się w wami pożegnać, chcę na jakiś okres czasu przestać pisać i odejść z bloga. Otóż trochę życie mi się posypało i jakoś muszę je naprawić. Nie chcę wam tłumaczyć zbyt długo, bo za dużo byłoby z tym pisania. Oczywiście wrócę do pisania imaginów, ale jeszcze nie teraz. Zapewniam was, że niedługo na tym blogu znów pojawi się imagin mojego autorstwa. Nie przeciągając, do zobaczenia wkrótce :) Kocham was, bardzo, trzymajcie się  ♥

sobota, 31 sierpnia 2013

IMAGIN MIESIĄCA :)

Od tego miesiąca Wy, jako nasze kochane Marchewki będziecie wybierać imagin miesiąca :)
Obok, w ankiecie znajdują się wszystkie imaginy dodane w tymże miesiącu.
Na głosowanie macie 3 tygodnie. 
Następnie będzie ścisły finał - 4 imaginy.
Nam sprawi przyjemność docenienie, a Wy będziecie mogli dać nam tą satysfakcję :)

D. xx

piątek, 30 sierpnia 2013

# 145. Liam.

- Tato, opowiedz mi jakąś historie. Doskonale wiem, że masz wiele w zanadrzu. Mam wielką ochotę posłuchać, więc proszę, nie opieraj się - moja siedmioletnia córka, Clara zaczęła nalegać na jakąś historię. Nie chciałem jej się opierać, dlatego zacząłem opowiadać. Historię na faktach, w której losy potoczyły się zupełnie inaczej, niżby można się spodziewać.

- Matt, co Ty tutaj robisz ? - Caroline zrobiła wielkie oczy widząc mnie, czyli jej chłopaka.
- Stoję przed Twoimi drzwiami i chciałbym pogadać. Ale to od Ciebie zależy czy mnie wpuścisz i wysłuchasz - stwierdziłem. 
- No sama nie wiem - Caro nie wiedziała, co ma zrobić. I słusznie, zachowałem się jak ostatni dupek, może nawet nie zasługiwałem na drugą szansę.
- Zastanów się. Cokolwiek uczynisz, ja to zaakceptuję. Bo ja Ciebie naprawdę kocham. Nie patrzmy na to, co zdarzyło się ostatnio. Wiem, popełniłem błąd, może i największy w życiu. Ale pomyśl, co do mnie czujesz, dobrze? Obiecuję, że nigdy więcej nic takiego nie będzie miało miejsca - klęczałem przed nią i czekałem na wybaczenie. Nie byliśmy już nastolatkami, dla których liczy się tylko alkohol, narkotyki i upojna noc. Nasza miłość rozkwitała na dojrzały związek, ale ja wszystko zepsułem. Dałem się ponieść emocjom i zrobiłem coś, co mogło dogłębnie skreślić mnie u Caroline - Nie musisz odpowiedzieć mi teraz. Poczekam. Nie chcę, żebyś zbyt pochopnie mi wybaczyła. Na to muszę sobie zasłużyć.
Wstałem, spojrzałem jej głęboko w oczy. Stała cicho. Złożyłem krótki pocałunek na jej ustach i poszedłem w stronę swojego domu. Caro coś do mnie mówiła, ale ja nie odwróciłem się. Nie chciałem, żeby zbyt łatwo wybaczyła mi zdradę, jakiej się dopuściłem. Nie byłem dupkiem. Byłem chłopakiem posiadającym honor.

- Tato, a co ta Caroline wołała za tym chłopakiem? - Clara była mistrzynią w przerywaniu moich opowieści, ale wolałem, kiedy dużo mówi, niż kiedy milczy.
- Skarbeńku, jeśli chcesz wiedzieć, posłuchaj dalej. Zaraz wszystkiego się dowiesz.

Siedziałem na ławeczce w parku. Ptaszki wesoło ćwierkały, a wiewiórki szalały, skacząc po drzewach. Byłem sam, o tej godzinie nikt normalny nie przesiaduje w parku. Właśnie, nikt normalny. Nie należałem do tej grupy ludzi. Byłem inny i rozpierała mnie duma z tego tytułu. 
Myślałem, co Caroline chciała mi przekazać. Czyżby była pewna, że chce mi wybaczyć? Ona doskonale wiedziała, że nie byłem świadoma tegoż czynu, jednakże ja, jako mężczyzna wszystko wziąłem na swoje barki. Zastanowienia przerwało mi uderzenie pioruna. Szła burza, a ja musiałem dotrzeć do domu.

- Tato, noo! Uwielbiam, jak mi opowiadasz, ale zawsze musisz dawać takie przemyślenia. Wiesz, że masz niecierpliwą córkę, więc opowiadaj dalej. I powiedz, co Caro chciała przekazać Mattowi.
Westchnąłem i zacząłem opowiadać dalej.

Znów stałem pod jej drzwiami. Znów zadzwoniłem dzwonkiem. Znów czekałem aż otworzy.
- Cześć, Matt. Wejdź. Muszę Ci coś powiedzieć - odparła Caro i zaprosiła mnie do salonu. 
Zająłem wskazane przez dziewczynę miejsce i zamieniłem się w słuch.
- Matt, bo ja ... Ja Ci wybaczam - usłyszałem. Nigdy nie byłem taki szczęśliwy. Zerwałem się z miejsca i mocno przytuliłem ją. 
- Dziękuję. Widzę, że przemyślałaś dobrze sprawę. Cieszy mnie to, bardzo - nie potrafiłem usiedzieć w miejscu, chodziłem do pokoju. Tak właśnie objawia się u mnie radość.
- Kochanie, ale to nie wszystko. Jestem ... jestem w ciąży. Z Tobą - powiedziała i zaczęła płakać.
W pierwszej chwili zamurowało mnie. Ale potem sam do siebie powiedziałem : Chłopie weź się w garść. Zostaniesz ojcem. Musisz odpowiadać za konsekwencje swoich czynów, dorosły człowieku.
- Caroline, nie płacz. Damy sobie radę. Wszystko będzie dobrze. Nie zostawię Ciebie, ani dziecka. Obiecuję to z ręką na sercu. 
Wtuleni w siebie, każdy na swój sposób, przeżywaliśmy wiadomość, że będziemy mieli dziecko. Byliśmy dwudziestotrzylatkami, więc czas wziąć życie w swoje ręce. A ja wiedziałem, że kocham tylko Caro i nigdy jej nie opuszczę.

- Czyli Caroline i Matt będą mieli dzidziusia, tak tatusiu? Lubię małe dzieci. A to będzie chłopczyk czy dziewczynka? Będą fajną rodziną. Bo będzie mama, tata i dziecko. Szkoda, że u nas jest inaczej - mała posmutniała. Musiałem mówić dalej, żeby całkowicie mi się nie rozkleiła.
- Jak myślisz, kociaku - odwróciłem uwagę córki od tamtych rzeczy - będą mieli córeczkę czy synka?
- Synka. Muszą mieć chłopaka.

Chodziłem z Caroline na każdą wizytę u lekarza. Razem cieszyliśmy się, kiedy na USG nasze dzieciątko ssało paluszek albo uśmiechało się, chyba, że tylko wydawało mi się, że tak jest. Kiedy moja dziewczyna była w szóstym miesiącu ciąży, klęknąłem przed nią i zapytałem, czy zostanie moją żoną. Ta, bez namysłu kiwnęła głową i mi się rozkleiła. Wiedziałem, że to ze szczęścia. Ze szczęścia, że możemy razem dzielić przyszłość. 
Cała ciąża Caro przebiegała książkowo. Miałem pewne obawy, ale wiedziałem, że muszę być wsparciem dla narzeczonej. Czułem, że damy sobie radę. Musimy. 
Tak naprawdę nie chcieliśmy znać płci dziecka. Ale nasza, znaczy się Caro, lekarka nie wytrzymała i wyjawiła, kogo się spodziewamy. Córeczki.

- Musiałeś, tato ?! Chciałam, żeby mieli synka. Robisz mi na złość - moja mała udała gniew, by po chwili roześmiać się od ucha do ucha. 
- Nie, wcale nie - odparłem. Nie chciałem wyznawać jej jaka jest prawda. Prawda na temat tej historii ...

- Matt, mam pytanie - powiedziała do mnie Caroline, będąca już w ósmym miesiącu ciąży z naszą córeczką. 
- Słucham Ciebie, skarbeńku.
- Zgodziłbyś się być ze mną, kiedy na świecie będzie pojawiać się nasze dziecko? Boję się - rzekła i spuściła wzrok. 
- Jeśli tego chcesz, to zgadzam się - miałem przeczucie, że Caro będzie mnie wówczas potrzebowała. Nie martwiłem się, że wielu ojców mdleje podczas porodów. Chciałem być silny, dla Caro. 
- Dziękuję - usłyszałem i dostałem buziaka w policzek.

Zawiozłem moją narzeczoną do szpitala, kiedy stwierdziła, że to już. Byłem przy niej cały czas i nie puszczałem jej ręki. Widziałem, jak cierpi, ale nie potrafiłbym jej pomóc. Byłem cholernie bezsilnym facetem, który nawet swojej dziewczyny nie potrafi uratować od bólu. 
Chwile dzieliły nas od pojawienia się na świecie naszej córeczki. Ale coś mi się nie podobało. Moja męska intuicja mnie nie zawiodła. Coś zaczęło się dziać. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Wzrokiem krążyłem między pielęgniarkami a położną. Wyprosili mnie. 
Co się do cholery dzieje ?! Byłem zrozpaczony. Bałem się o Caroline i naszą malutką. Słusznie.

- Tatoo ! Co się stało tej pani? Znaczy się Caroline i jej córeczce? Przecież nic strasznego, prawda? - widziałem iskierki ciekawości w oczach Clary. A w moich pojawiły się łzy.
- Słuchaj dalej - powiedziałem tylko i zabrałem się za dalsze opowiadanie.

Po dwóch godzinach oczekiwania na jakąkolwiek wiadomość wyszła do mnie lekarka. 
- Mam dla pana wiadomość, pani Matthew - rzekła. Była dziwnie nieswoja, a ja z niecierpliwością czekałem, aż coś powie.
- Niech pani powie mi, co z moją narzeczoną i naszym dzieckiem ! - wykrzyczałem. Nie potrafiłem opanować emocji rozpierających mnie od środka.
- Niech się pan uspokoi. Proszę usiąść - poposiła kobieta - Pani Caroline ... wystąpiły komplikacje, w wyniku których nie udało nam się uratować pana narzeczonej. Przykro mi - powiedziała, szybko wstała z miejsca i zniknęła za drzwiami po lewej.
Co za baba ! Jak ona śmie mówić mi, że Caro nie żyje. Chyba sobie żartuje. Ale ... 
Zaczęło kręcić mi się w głowie. Coś było nie tak. Ona nie kłamała. Zostałem zupełnie sam.

- Tatusiu ! Dlaczego ona umarła? Jesteś okropny. Przecież oni mieli mieć córeczkę. Niefajna ta historia - Clara wyraziła swoją opinię na temat tej opowiastki. Nie chciałem się sprzeczać, bo i ja na samą myśl o tych wydarzeniach dostawałem gęsiej skórki, a w moich oczach pojawiały sie łzy. Nie odpowiedziałem jej nic, tylko dalej opowiadałem tę "niefajną" historię.

Usiadłem na podłodze pod salą, w której znajdowała się Caroline. Ale chyba ją już stamtąd gdzieś zabrano. Nie interesowało mnie to. Zacząłem płakać. Płakałem, a cały szpital słyszał, że stało się coś, co zmieniło całe życie tego płaczącego człowieka. Moje życie nie miało już jakiegokolwiek sensu. Nie miałem Caroline, nie miałem nic. Trwanie przestało mnie cieszyć, tak jak kiedyś. Z minuty na minutę stałem się wrakiem człowieka. Nie chciało mi się istnieć. Mój lament przerwała pielęgniarka, która klęknęła tuż obok mnie. 
- Pani Matthew, wiem, że jest panu bardzo trudno - zaczęła.
- Bardzo trudno?! Czy pani wie, co to znaczy stracić cząstkę siebie? Sens swojego życia? Nie, nie jest mi trudno. Bo ja już nic nie czuję. Straciłem wiarę we wszystko, rozumie pani?
- Przepraszam - spuściła wzrok. Chyba wiedziała, że nie krzyczę na nią specjalnie. Była pielęgiarką i doskonale znała ludzi w takich sytuacjach - Ale mam dla pana wiadomość. Pana narzeczona powiła śliczną córeczkę. Ona żyje. Chce ją pan zobaczyć? - usłyszałem.
Zawrót głowy i kompletna nieświadomość.
- Nie, nie chcę tego dziecka - wstałem. Udałem się w kierunku drzwi, zostawiając za sobą zdumioną pielęgniarkę.

- Tak nie można! - kolejny raz Clara raczyła przerwać mi opowiadanie. Swoją paplaniną czasami mnie wykańczała, ale nic się nie odzywałem.
- Córuś, daj mi skończyć, dobrze? - powiedziałem, a mała kiwnęła głową na znak, że się zgadza.

Minąłem recepcję. Rzuciłem okiem na ulotki znajdujące się tuż przy wejściu. Jedna szczególnie zwróciła moją uwagę. 

Adopcja.

Wziąłem ją, złożyłem kilkukrotnie i schowałem do kieszeni. To może się przydać.
Wróciłem do domu. Czekało tam na mnie łóżeczko w świeżo pomalowanym na różowo pokoiku i pustka. Nie miałem nikogo, kto pomógłby mi w tamtej chwili. Usiadłem na dywanie i zacząłem przeglądać album, który znalazłem pod stolikiem. Przewracałem kartki, a z każdy przewróceniem stawałem się mięczakiem. 
Uśmiechnięta Caroline, biegnąca do mnie. Na łące, w wianuszku z kwiatów, który sam dla niej uplotłem. 
Potem zdjęcie z jakiejś imprezy. I okres ciąży. Na każdej z fotografii moja narzeczona była rozpromieniona, jak moje małe słoneczko. 

Myślałem o mojej ukochanej cały czas. Patrzyłem tępo na zdjęcia, nie mogąc już nawet płakać. Brakło mi łez. Sięgnąłem do kieszeni po chusteczkę, ale trafiłem na ulotkę ze szpitala. Zacząłem ją czytać. I wówczas stwierdziłem, że nie chcę być taki, jak mój ojciec. 
Nie chciałem zostawić swojego dziecka na pastwę losu. Chciałem być dla mojej kruszynki i ojcem i matką, by niczego jej nie brakowało. Szybko zdjąłem z wieszaka kurtkę, ubrałem ją już biegnąc w stronę szpitala, gdzie czekała na mnie moja maleńka córeczka.

Po dwóch dniach wróciliśmy do domu. Do różowego pokoiku z drewnianym łóżeczkiem. Doskonale wiedziałem, że będzie mi ciężko. Ale chciałem spróbować. Dla córeczki i Caroline, naszego anioła stróża.

- Smutna ta historia, tato. Myślałam, że się rozkleję. Ej, tatusiu! Dlaczego płaczesz? - mała zdziwiona zapytała mnie, dlaczego właśnie teraz ronię łzy. Ale nie chciałem jej nic mówić. Jeszcze nie teraz. 

Nie było żadnego Matta, ani żadnej Caroline. Był Liam i była [T.I.]. 
Inne imiona, ale ta sama historia. Historia smutna, ale ucząca pokory i cierpienia. 

Opowiadając Clarze historię miłości jej rodziców zrozumiałem, że mały błąd zmieniłby całe moje życie. Nie miałbym mojej córeczki, mojego kwiatuszka, który trzyma mnie przy życiu.
 Ślad po [T.I.]. 
Ślad, który nawet w burzową noc potrafi bezpiecznie doprowadzić mnie do portu. 
Dzięki któremu nadal tutaj jestem.

Kocham Was i czekam na co najmniej 18 komentarzy.

D. xx

Kopiowanie - wyjaśnienie!

Zauważyłam, że wiele osób zaczęło zarzucać mi kopiowanie imaginów 
Postanowiłam raz na zawsze wyjaśnić tę sprawę, żeby nie było więcej nieporozumień.

Zanim trafiłam tutaj, prowadziłam z koleżanką innego bloga z imaginami o One Direction. A była to stronka: 1d-imaginy-polska!

Nasz blog nie był jednak zbyt popularny, mimo że bardzo się starałyśmy i, nie będę ukrywać, byłyśmy dumne z naszych historii o chłopcach. Przed wakacjami zawiesiłyśmy działalność, ale ja nie mogłam się pogodzić, że to koniec. Informacja od Dominiki była niczym zbawienie. Zgłosiłam swoje opowiadanie (na naszym blogu był to imagin #2 Niall) i WYGRAŁAM!

Oczywiście cieszyłam się jak głupia, ale stwierdziłam, że na razie nie będę pisać nowych historii, skoro kilka miesięcy wcześniej napisałam parę dobrych imaginów i możliwe jest, że większość osób ich nie czytała. 

Postanowiłam więc, że wpisy, które dodałam na poprzedniego bloga opublikuję tutaj, a dopiero potem zabiorę się za nowe, żeby więcej osób mogło jej przeczytać! To wszytko!

Jest mi strasznie przykro, że posądziłyście mnie o kopiowanie czyjejś pracy. Nigdy nie byłabym do tego zdolna i nie zrobiłabym takiego świństwa nikomu! 
Ciesze się, że tak dobrze reagujecie na takie rzeczy, ale nie zawsze odkarżony jest osobą winną ;)

Aga

#144. Harry część 1

— Chciałabyś, żeby miłość do­wiodła ci, że is­tnieje. Nie tędy dro­ga. To ty masz do­wieść, że istnieje.
— W ja­ki sposób?
— Zaufać. 
(Éric-Emmanuel Schmitt)

Straciłam wszystko. W jednym momencie los zakpił sobie ze mnie i wylał wiadro zimnej wody, uświadamiając, że życie nie jest pięknym snem… Stałam na środku chodnika z walizką w ręce, która była moim jednym dobytkiem. Nie posiadałam nic więcej poza paroma ubraniami, gdyż dumę już dawno zdążyli mi odebrać. Nie miałam dokąd pójść. Nie mogłam…
Już od dawna nie posiadłam rodziny. Zostawiłam ją ponad rok temu w Polsce, chcąc pokazać wszystkim niedowiarkom, że marzenia się spełniają. Nie mogłam znieść myśli, że rodzice nie akceptują moich planów na przyszłość, które wiązałam z wyjazdem do Londynu. Zawsze próbowali pokazać mi, że lepiej znają się na życiu i nie mam czego szukać w tym kraju. Że moje miejsce jest na studiach inżynierskich, że muszę wyjść za mąż, a potem wieść normalne życie… jak wszyscy.
Właśnie tego najbardziej się bałam. Monotonni. Że któregoś dnia ogranie i mnie. Z całych sił walczyłam o to, żeby nigdy mną nie zawładnęła. I wydawało się, że jestem na finiszu… Zdobyłam pieniądze na wyjazd do wymarzonego miasta, znajdując tam wcześniej pracę. Opłaciłam mieszkanie oraz wysłałam dokumenty do kilku tamtejszych uczelni. Wszystko, żeby przybliżyć się do spełnienia marzeń…
Życie nie jest sprawiedliwe. Doskonale o tym wiedziałam. Więc dlaczego tak łatwo pozwoliłam omiatać się przez zdradzieckie sidła zgubnego losu? Teraz to i tak było już nie ważne. Straciłam pracę, wyrzucali mnie ze szkoły i z mieszkania. Chciałam przyznać rację mamie, ale jej tu nie było. Może to nawet i lepiej? Nie musiałabym wysłuchiwać kazań, które utwierdziłyby mnie w przekonaniu, że jestem beznadziejna i nic w życiu nie osiągnę. Nie chciałam wracać do domu z podkulonym ogonem.  Po prostu nie mogłam! Chociaż tak trudno było pogodzić się z porażką…


Przemierzałam zatłoczone ulice Londynu ciągnąc za sobą swój cały dobytek. W kieszeni szeleściło kilkadziesiąt funtów, ale, jak się okazało, nie wystarczyły one nawet na najtańszy hotel. Czułam jak tracę wszystkie siły, że dłużej nie dam rady tego ciągnąć. Próbowałam wziąć się w garść, znaleźć inną pracę, zakwaterować się chociażby w jakimś motelu – na próżno. Wszyscy odwrócili się ode mnie tego dnia. Jak i zawsze, kiedy próbowałam walczyć o coś, na czym cholernie mi zależało.
W końcu udałam się do jakiegoś baru. Chciałam się opić, wydać wszystkie pieniądze i rzucić się w ramiona zgubnego losu, który zaprowadził mnie aż tutaj – do miejsca gdzie marzenia zaczęły się spełniać. Kochałam Londyn, mimo wszystko. I to, co działo się teraz ze mną nie miało żadnego znaczenia. To miasto było i nadal jest po prostu magiczne…
Siedziałam przy barze i popijałam którąś z kolei butelkę piwa. Po czwartej straciłam rachubę czasu. Ale dziwnie mi to nie przeszkadzało. W pewnym momencie zauważyłam, że dwie dziewczyny siedzące po drugiej stronie baru przyglądają mi się z zaciekawieniem. Zawzięcie szeptały coś do siebie nie spuszczając ze mną wzroku. Próbowałam udawać, że mało mnie to obchodzi dopóki nie podeszły do mnie. Były ubrane o wiele za skąpo jak na wczesną wiosnę, ich makijaż i strój mówiły same za siebie. Mimo zamroczonego umysłu domyśliłam się, kto przede mną stoi.
- Potrzebujesz pomocy – to nie było pytanie to było stwierdzenie
- A co cię to obchodzi?! – odburknęłam jednej z nich pochylając się nad prawie pustą butelką
- Wyszczekana – odpowiedziała druga – Nadaje się idealnie…
- Jest za młoda – skarciła ją koleżanka, ale długo się nie sprzeczały. Dziewczyna o kruczoczarnych włosach i oczach spojrzała na mnie… z troską? – Mała, nie udawaj. Ktoś taki jak ty nie przyszedłby tu, gdyby dobrze mu się powodziło. Dobrze znam życie i w i e m, że potrzebujesz pomocy, czyż nie?
Spuściłam głowę, co miało oznaczać potwierdzenie jej słów. Czarnooka uśmiechnęła się po czym zajęła miejsce tuż obok mnie. Zamówiła dla nas po kieliszku Martini. To była dla mnie zupełnie nowa sytuacja, nie czułam się dobrze, ale nie chciałam nic mówić…
- Jestem Marika – przedstawiła się po chwili podając mi zadbaną dłoń z nienagannym manikiurem.
- {T.I}, miło mi poznać – westchnęłam ściskając się z nią – Czy mogę wiedzieć o co tu chodzi?
- Dobrze, myślę, że już czas. Postawię sprawę jasno: pomogę ci, jeśli ty możesz mnie.
- W jaki sposób? – zapytałam zdezorientowana. Ona uśmiechnęła się przebiegle, ukazując rząd białych zębów. – Nie mam pieniędzy, właśnie straciłam pracę i dach nad głową. Chyba źle wybrałaś swoją „wspólniczkę”.
- A mnie się wydaje, że dokonałam naprawdę świetnego wyboru – na jej twarz wkradł się tajemniczy uśmiech, a po chwili przekazała mi propozycję nie do odrzucenia…


I tak właśnie trafiłam do agencji towarzyskiej. Od tamtej pory miałam zarabiać na życie swoim własnym ciałem. Propozycja złożona przez Marikę nie wydawała się kusząca, ale była jednym sensowym wyjściem z sytuacji w jakiej się znalazłam. Poznałam tam kilka miłych osób, a alfons okazała się młodym przystojnym mężczyzną, który przyjął mnie z otwartymi ramionami. Kilka dziewczyn nie polubiło mnie od pierwszego spotkania, ale starałam się to ignorować. Najważniejsze, że miałam dach nad głową, jedzenie i pieniądze. Mimo że znalazłam się w burdelu, byłam „szczęśliwa”…
Jednak z każdym dniem moje samopoczuciu ulegało pogorszeniu. Mężczyźni perfidnie mnie dotykali, całowali i namawiali na erotyczne zabawy. A ja… byłam dziewicą. I nie chciałam stracić tego z przypadkową osobą w brudnym, hotelowym pokoju. Mitch, mój alfons, odmawiał każdemu, kto chciał się ze mną przespać, przekonując mnie, że zrobię to kiedy tylko będę gotowa… Ale prawda była taka, że czekał na najlepszą ofertę, najwyższą cenę jaką ktoś mógł dać za noc spędzoną u boku jego najnowszego nabytku…
Z dnia na dzień żałowałam tego, co zrobiłam. Pragnęłam tylko wydostać się z tego piekła i wrócić do Polski. Jednak nie było mi to dane. Musiałam znosić pożądliwe spojrzenia i krępujący dotyk. Jednak nadal byłam „nienaruszona”. Niczym prezent, czekałam na kogoś to będzie na tyle odpowiedni, by mnie rozpakować. I dokładnie tydzień później taka osoba zawitała do naszej agencji…


***


- A nie mówiłem, że Zayn poderwie tą dziewczynę!? – krzyknął podekscytowany Lou biegnąc kilka metrów przed nami. Wracaliśmy z klubu, a po pustych ulicach odbijał się głos chłopaka.
- Barwo, szaleńcze! – westchnąłem przewracając oczami. Po co w ogóle zgodziłem się na ten zakład? Jakbym nie wiedział, że wszystko co się rusza i jest płci przeciwnej nie oprze się Malikowi. – I co teraz zamierzasz z tym zrobić?
- Na pewno nie puścić ci tego płazem – zaśmiał się szatyn obejmując mnie ramieniem – Za to, że nie wierzysz w możliwości naszych kolegów będziesz musiał słono za to zapłacić. Pomyślimy…
Szliśmy w ciszy, każdy pogrążony w swoich myślach. Próbowaliśmy się wyciszyć po hałaśliwej imprezie i wrócić do domu w miarę niezauważonymi. Poza tym jakoś nikt nie miał ochoty na rozmowy. Ale to było tylko moje wrażenie i każdy zastanawiał się co wymyśli Tomlinson.
- Już wiem! – posłałem przyjacielowi pytające spojrzenie, ale ten uśmiechnął się tajemniczo. Chwycił mnie za ramiona i odwrócił w stronę jednego z budynków. W oczy uderzył mnie neonowy szyld agencji towarzyskiej… - Proszę, oto twoje zadanie!
- Że co?! – wykrztusiłem oszołomiony, ale chłopcy tylko zaczęli się ze mnie śmiać.
- Daj spokój, Styles, przecież nie jesteś już prawiczkiem – zaśmiał się Zayn, który chwilę później posłał Liamowi znaczące spojrzenie – Nie mów, że pękasz…
- I że niby z kim? – warknąłem zrzucając z ramienia dłoń przyjaciela.
- No, na pewno nie z Lou – odezwał się Niall, a reszta po raz kolejny wybuchła śmiechem. Posłałem im mordercze spojrzenie, ale to praktycznie nie pomogło.
- Wybierz sobie jakąś panienkę, zabaw się z nią, a potem porzuć, jak robisz to zawsze – instruował mnie Lou – Żeby zaliczyć to zadanie przynieś nam jej stanik… Proste? Proste! No to widzimy się rano.
Zostałem sam. Musiała minąć naprawdę długo chwila zanim się opanowałem, a moje stopy zaczęły ciężko sunąć po chodniku. W końcu dosięgnąłem klamki i naciskając ją pchnąłem mosiężne drzwi.
W środku było ciemno i okropnie śmierdziało. Z każdej strony otaczały mnie półnagie kobiety, które na jedno skinienia placem były w stanie się dla mnie rozebrać. Przy stolikach siedzieli pijany mężczyźni, którzy bez skrupułów dotykali swoje klientki. Poczułem jak skręca mnie w żołądku. Chciałem uciec stąd jak najszybciej i zapomnieć, że zgodziłem się na to wszystko.
Stanąłem na środku i przeszukałem wzrokiem salę w poszukiwaniu tej odpowiedniej... Nagle dostrzegłem młodą dziewczynę, która zupełnie odbiegała od reszty. Coś, jakaś tajemnicza siła kazała mi zabiegać właśnie o nią. Stała za barem i starała się nie patrzeć na to, co dzieje się wokół. Wychwyciłem jej spojrzenie, ale natychmiast mi uciekła. Zacząłem działać. Podszedłem do loży gdzie siedział alfons.
- Szukam dziewczyny – zacząłem ostro, chcąc by potraktował mnie poważnie.
- Chętnie, ale chyba cię nie stać… chłopczyku – zaśmiał się, a w raz z nim dwie półnagie kobiety.
 - Sądzę, że jestem wypłacalny – na potwierdzenie tych słów wyciągnąłem z kieszeni rulonik pieniędzy. Mężczyzna ze zdziwieniem zdjął okulary – Dziewczyna za barem. Ile?
Długo kłóciliśmy się o cenę, ale po namowach alfons „sprzedał” mi dziewczynę za kilka tysięcy funtów. Kiedy dostał pieniądze przeliczył je łapczywie po czym kazał jednej ze swoich dziewczyn zaprowadzić mnie do osobnego pokoju. Usiadłem na łóżku  i rozglądając się, pomyślałem: „Kurwa, Styles, w coś ty się do cholery wpakował?!”
Moje przekleństwa przerwała ONA. Pojawiła w drzwiach i niepewnym krokiem wkroczyła do pomieszczenia. Była przerażona, a w jej oczach malował się strach. Obejmowała się ramionami. Jej skromność we mnie uderzyła, nie wyglądała jak „koleżanki” w sali obok, a mimo to pociągała mnie o wiele bardziej. Kilka minut trwaliśmy w kompletnej ciszy, słychać było jedynie jej przyśpieszony oddech. Powoli wstałem i podszedłem do niej. Jedną ręką objąłem ją w talii, lekko przyciągając, drugą przejechałem delikatnie po zaróżowiałym policzku. Spojrzała na mnie swymi wielkimi oczyma, w których wyczuwało się jedynie ból i strach. Zamarłem. Dziewczyna przysunęła się bliżej i mnie pocałowała.
Z każdym pocałunkiem stawałem się coraz odważniejszy, w końcu wylądowaliśmy na łóżku. Nie miałem pojęcia co robię, po prostu chciałem to mieć z głowy... Ale oboje czuliśmy to samo. Zniechęcenie i świadomość tego, że coś jest nie tak. W końcu oderwałem się ode niej. Głośno dyszeliśmy, odsunęła się na bok łóżka i zaczęła płakać. Mina jaką w tym momencie zrobiłem wyrażała wszystkie emocje: strach, chorą ambicje współczucie, ale przede wszystkim współczucie. Byłem kompletnie zbity z tropu. Okrążyłem łóżko i podszedł do niej, nie odzywając się, po prostu ją przytuliłem. Siedzieliśmy tak kilka minut. Nie chciałem jej opuszczać. Była taka zagubiona, samotna, nie pasowała do tego świata. Otarłem rękawem łzy z jej policzków i szeptem, zapytałem:
- Aż tak źle całuję? – wybuchła niepohamowanym śmiechem, na co uśmiechnąłem się triumfalnie. To jedno zdanie wystarczyło, by przełamać lody.


Nagle dziewczyna zaczęła opowiadać mi swoją historię. Słuchałem jej przejęty nie mogąc pojąć, że to wszystko stało się jednej osobie. Jej zrujnowane marzenia przybiły mnie do tego stopnia, że zaczęłam zastanawiać się, co by było gdybym ja znalazł się w podobnej sytuacji. Cały czas trzymała mnie za rękę, a ja obejmowałem ją ramieniem, żeby dodać otuchy.
- I to wszystko, dlatego tu jestem – westchnęłam pociągając nosem – Przepraszam, że zawracam ci tym głowę, ale…
- Wszystko w porządku! Nawet nie wiesz ile znaczy dla mnie taki gest – zawahałem się – Tak naprawdę wcale nie chciałem tu przyjść, koledzy mnie zmusili…
- A może Louis? – zaśmiała się na co ja spiorunowałem ją wzrokiem – Myślisz, że nie wiem kim jesteś? Kiedy tylko tu wszedłeś od razu cię poznałam. I po głowie cały czas krążyła mi jedna myśl: Co Harry Styles robi w burdelu!?
- Przegrywa zakład – zaśmiałem się. Ale w tym momencie wcale nie przeszkadzało mi, że wrócę do domu jako poległy. W tym momencie nie liczyło się nic. Tylko ona – Skoro znasz moje imię, to chyba ja powinienem poznać twoje?
- {T.I} – przedstawiła się podając mi dłoń, którą delikatnie pocałowałem. Zarumieniła się. – Nawet nie wiesz jak miło cię poznać, Harry Stylsie.
I tak spędziliśmy wspólnie czas do samego rana. Rozmawialiśmy i poznawali się lepiej. Z każdą chwilą czułem jak zaczyna łączyć nas coraz silniejsza więź. Dowiedziałem się o {T.I} wielu ciekawych rzeczy, a ona o mnie. Jeszcze nigdy nie czułem się tak swobodnie w towarzystwie dziewczyny, która… zaczęła mi się podobać? Chyba traciłem powoli zmysły. Ale nawet gdyby ona chciała tego równie mocno jak ja… przecież była tu uwięziona. Niczym własność tego alfonsa…
- {T.I}, co dalej z tym zrobisz? – spytałem łapiąc ją za rękę. Dziewczyna zrobiła głupią minę, ale ja tylko pokiwałem głową – Wiesz o czym mówię. Mimo że znamy się tylko kilka godzin jesteś dla mnie ważna i chcę cię chronić. Ale nie mogę robić tego tutaj, każdego wieczoru. Ktoś mnie  w końcu przebije…
- Nie martw się o mnie – próbowała się uśmiechnąć, ale wszedł jej grymas – Poradzę sobie, planuję ucieczkę. Dłużej tutaj nie wytrzymam. Zrobię wszystko żeby się stąd wyrwać.
- Przykro mi to mówić, ale jesteś uwięziona. Jak kanarek w złotej klatce. Nie poradzisz sobie – moje słowa chyba jeszcze bardziej ja przybiły, ale udawała twardą. Uśmiechnęła się promiennie i chwyciła mnie za ręce.
- Będę próbować, dopóki starczy mi sił. A teraz musisz już iść. Nasz czas się kończy. – rzeczywiście, przez okno zaczęły wpadać pierwsze promienie słońca. Pokiwałem niepewnie głową i zacząłem zbierać swoje rzeczy. Już miałem wychodzić kiedy mnie olśniło!
- {T.I}, słuchaj… głupio mi o to pytać, ale… Dasz mi swój stanik?,


***


I tak przez następny tydzień Harry spędzał ze mną noce. Z każdym dniem czułam się przy nim coraz lepiej. Wydawało mi się, że znalazłam osobę, której tak długo poszukiwałam. Jakże było to dziwne, że musiałam znaleźć się aż w burdelu, żeby uświadomić sobie, że to właśnie ten zielonooki chłopak jest wszystkim czego mi potrzeba.
Może to było niedorzeczne, może to było głupie, ale zakochałam się w nim. Miał wszystko, czego potrzebowałam. I zawsze ofiarowywał mi samego siebie. Już 2 dni później pierwszy raz się pocałowaliśmy i wyznali sobie miłość. Okazało się, że Harry również żywił mnie tym pięknym uczuciem. Chociaż tak trudno było mi uwierzyć w to, że znalazł swoją księżniczkę w burdelu…
Ale zawsze mówił mi, że jestem inna i nigdy nie będę taka jak dziewczyny. „Tylko moja” – powtarzał za każdym razem kiedy leżeliśmy na łóżku wtuleni w siebie i słuchałam opowieści chłopaka o życiu sławnej osoby. Planowaliśmy też ucieczkę. Plan był doskonały. Musieliśmy tylko czekać na odpowiednią okazję.


Niestety zapatrzona w swojego chłopaka zapomniałam, że żyję w brudnym świecie, którym rządzi pieniądz. Mitch dowiedział się, że Harry odwiedza mnie codziennie i pewien, że to moje zdolności, umówił mnie z klientem. Myśląc, że to Hazza wpadłam do pomieszczenia w skowronkach, a kiedy zobaczyłam, że na łóżku leży zupełnie obcy mężczyzna zamurowało mnie.
W tym czasie on podszedł do mnie i zaczął dotykać. Chciałam się wyrwać, ale był o wiele za silny. Wziął mnie na ręce i rzucił na łóżko, po czym przygniótł swoim ciałem. Płakałam i krzyczałam, ale to okazało się zgubne. Mężczyzna przysłonił mi twarz dłonią i zaczął ściągać ze mnie ubrania. Nie mogąc dłużej tego znieść zebrałam się w sobie i uderzyłam go z całej siły. Kiedy ten zwijał się z bólu zeskoczyłam z łóżka i uciekłam do łazienki.
Drżącymi dłońmi wybrałam bumer Harry’ego i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Odebrał po kilku sygnałach, które wydawały się być wiecznością.
- Co się stało? – spytał zdenerwowanym głosem. Nigdy nie zdzwoniłam wcześniej niż po 22.
- Harry… - słysząc jego głos rozpłakałam się jeszcze bardziej – Proszę cię, przyjdź tu!
Lecz zamiast odpowiedzi w słuchawce panowała głucha cisza. Skryłam twarz w dłoniach, a po policzkach ciekły mi strużki łez. Jedne czego chciałam to jego ciepłe ramiona i zapewnienie, że mimo wszystko będzie dobrze. Po kilku minutach wróciłam do pokoju, w którym nie było już tamtego mężczyzny. Odetchnęłam z ulgą. Teraz modliłam się o to, żeby Mitch nie dowiedział się co zrobiłam…
Nagle drzwi otworzyły się w wielkim hukiem, a w progu stanął Harry! Otworzyłam szerzej oczy, ale nim zdążyłam coś powiedzieć chłopak złapał mnie za rękę i zaczął kierować się w stronę wyjścia.
- Harry, co ty wyprawiasz?! – krzyknęłam zdezorientowana, mimowolnie opierając się jego silnym ramionom.
- Jak to co?! Uciekasz z tego piekła! – gdy usłyszałam te słowa momentalnie przestałam płakać, a na twarzy pojawił się cień waleczności.
Styles pociągnął mnie za rękę, a ja przyśpieszyłam kroku i wybiegliśmy na parking zalany słońcem. Chłopak szybko pomógł mi wsiąść do samochodu, po czym sam zajął miejsce kierowcy. Odpalił silnik i wycofał, wyjeżdżając na zatłoczoną ulicę. Byłam wolna…

Coś w sercu podpowiadało mi, że zostałam nagrodzona, za to, iż się nie poddałam. Dokonałam wyboru i wytrwałam do końca walki.

(Paulo Coelho)



Trochę inaczej niż zwykle, mam nadzieję, że to nie oznacza iż gorzej ;)
Przepraszam, że nie było mnie tak długo, ale miałam kilka ważnych spraw na głowie i brakło mi czasu na bloga. Od teraz już się poprawiam! Obiecuję!

Nadal pamiętam o 3 części imaginia o Zaynie - nie martwcie się! I o obiecanym Niallu też! Być może to brzmi paradoksalnie, ale kiedy zacznie się rok szkolnym będę miała o wiele więcej czasu na pisanie niż w wakacje!

A teraz żegnam się z Wami, ponieważ muszę szykować się na premię This is us! <3

Aga

wtorek, 27 sierpnia 2013

Pytania do ... Dominiki :)

Możecie zadawać nurtujące Was pytania odnośnie mojej osoby, pisania :D
Dowiedzieć się można wielu ciekawych rzeczy, na serio :)
Odpowiem na każde z Waszych pytań, obiecuję z ręką na serduchu xx

D. xx


Anonim : Masz/miałaś kiedyś chłopaka?
Nie, nie miałam, ani nie mam. Żyję w swoim świecie, gdzie mam ponad trzydziestu mężów, hehe :) Mam wielu kolegów, głównie z internetu. Michał planuje mi się oświadczyć, wymyśla imiona dla dzieci i kłóci się o ilość pociech. Ale to się chyba nie liczy, prawda ? :)

Anonim : Uciekłaś kiedyś z więzienia? xd
Skąd wiedziałaś/eś? O.o 
Do teraz trzymam w szafce tę seksowną, pasiastą szpitalną piżamkę. Ale tak na serio, nie mam wszystkiego w porządku. Jak od mamy słyszy się o facecie, który poćwiartował swoją matkę i włożył ją do lodówki to nie można mieć wszystkiego w porządku, no nie?

Anonim : Jak zaczęła się Twoja historia z One Direction i czy idziesz na TIU?
Moja przygoda z chłopcami zaczęła się w walentynki 2012 roku. Wcześniej słyszałam o 1D, ale stwierdziłam, że jest ich zbyt dużo i nie zapamiętam ich imion. Teraz wiem, kiedy idą się załatwić i jakiego koloru noszą bokserki. Ich piosenki spowodowały chorobę będącą wynikiem Direction Infection i nadal nie mogę się wyleczyć. Ale jest okej, owa choroba spowodowała nieodwracalne zmiany w moim mózgu, dlatego piszę takie "inne" i "dziwne" imaginy :)
Tak, w piątek o 12 w grudziądzkim Heliosie zacznę oglądanie filmu, na którym na pewno będę płakała. Muszę pamiętać o chusteczkach, jedynie moje dziewczyny, Aga, Pałlina albo Olka mnie poratują :D O ile same ich nie zużyją :)

Kaczuszka8 - Emilka : 
1. Jakiego koloru masz ściany w pokoju?
Mam bardzo dziwnie pomalowano-wytapetowany pokój :D
Na dole jest zielona tapeta. Idąc w górę znajduje się pomarańczowy pasek z jakimiś tam kwadratami czy czymś xd U góry jest pomalowane. Górna część ściany podzielona jest na pół w poprzek. Kolory to niebieski i żółty. Ale wkrótce będę miała zrobiony swój pokój gdzie indziej, a ten zostawię bratu :)

2. Wolisz tt czy fb?
Lubię facebooka, ale nigdy nie zdradzę twitter. Czyli wolę twittera :)

3. Masz zwierzaczka? Jeśli tak, napisz coś o nim :3
Miałam i kotka i pieska. Oba zwierzaczki zdechły. Ale i tak nie mogłabym się z nimi pobawić, bo mam alergię na sierść właśnie kotów i psów. Mój tata ma rybki, akwarium stoi u mnie pokoju. Ahh, i mam papugę, ale jest już tak stara, że pewnie wkrótce też zdechnie. Mój braciszek ma królika, ale to nie moje zwierzę, więc nie będę się rozpisywać :)

4. Jesteś jedynaczką?
Nie, mam młodszego o osiem lat braciszka, Mikołaja :)

5. Kochasz mnie? ;>
A kiedyś powiedziałam, że nie? o.O Oczywiście, że Ciebie kocham, Marcheweczko ! ♥

6. Makaron vs. ryż? xD
Zależy z czym xd Wolę pomidorową z ryżem, ale makaronem nie pogardzę w innych potrawach :D

7. Jakie kwiaty lubisz najbardziej?
Konwalie, only konwalie :)

8. Czego słuchasz oprócz 1D?
LemON to zespół, który za każdym razem wywołuje u mnie ciarki na całym ciele, jak One Direction. 
Dalej, jestem fanką talentu Filipa Mettlera, którego możliwe, że zobaczę już w październiku, bo odpisał mi na facebooku :D
Ubóstwia Justina Biebera ♥
Słucham ROOM94, Rafała Brzozowskiego i Rihanny. Jednym słowem, każdego wykonawcy, którego piosenka wpadnie mi w ucho :)

9. Piszesz fanfiki, czuję tylko imaginy?
Czujesz? Literówka, czy ja jestem taka głupia? xd
Moja przygoda z pisaniem zaczęła się od beznadziejnego opowiadania, w którym dziewczyna poznaje Nialla, tego samego dnia stają się parą. Niall jest zazdrośnikiem, bije się z gościem w recepcji, bo sądzi, że Ellie go zdradza. Potem Ellie na serio go zdradza, z Harry'm, itd. Niedokończone niestety xd
Potem przyszedł czas na imaginy. Rok temu zaczęłam pisać kolejnego opowiadania o One Direction, również nie dotrwałam do końca xd
Teraz mam już 9 rozdziałów opowiadania o ... Borussi Dortmund. W końcu jestem Borussen :)

10. Czytasz/czytałaś: Colda, Darka i/lub Dangera?
Nie, ale mam zamiar. W końcu taki zboczuszek jak ja musi się zabrać za takie dzieła xd

Adunia197: 
1. Najgłupsze wspomnienia z dzieciństwa? :)
Kiedy moja kuzynka od strony mamy pojechała do mojego kuzyna od strony taty i ja również się tam wybrałam. Byłam wielką fanką Kate Ryan, więc wymyśliłam, że robimy koncert. Ja wzięłam kolbę kukurydzy i zaczęłam śpiewać. Daria tańczyła, a Błażej najpierw wziął rakietę od tenisa i zaczął "grać na gitarze", a potem ukradł cioci garnki i udawał perkusistę. Ile my prób mieliśmy, hahaha. Ale to było cudowne, dziękuję, że mogłam sobie to przypomnieć :D

2. Ulubiony gatunek filmowy?
Komedie romantyczne, ot co ;) Na horrorze bym zeszła i kto by Wam one shooty pisał ? xD

3. Ile masz lat?
11 maja skończyłam 15, więc w chwili obecnej mam 15 lat, 3 miesiące i 17 dni :D

4. Twoje inne hobby oprócz pisania?
Żyję muzyką, więc śpiewanie, granie na gitarze i tworzenia własnych piosenek, o ile można to tak nazwać xd
Ale oprócz tego jestem wieeeelką fanką piłki nożnej. Nie mogę przegapić żadnego meczu. Nikt nie jest w stanie przekazać mi tylu emocji, co oglądanie meczu z ulubionym klubem w roli głównej, słowo daję!

5. Wolisz figi czy stringi?
Hahaha, dlatego lubię pytania do redaktorek. Śmiech gwarantowany :D
Ale na serio to wolę figi :D Nie lubię, jak mi coś w tyłek uwiera xd

6. Twój ulubieniec z 1D?
Niall James Horan, proszę pani.

7. Ulubione danie?
Koooocham jeść, więc będzie trudno wybrać to ulubione. Ale uwielbiam żurek i ... schabowy, jak na Polkę przystało :)

8. Na co zwracasz uwagę u facetów?
Najpierw patrzę na charakter. Jeśli chodzi o wygląd kocha blondynów. Patrzę na oczy i uśmiech.

9. Prysznic czy wanna?
Zależnie od humoru. Ale chyba troszeczkę bardziej prysznic :)

10. Jest coś, co Cię inspiruje w pisaniu? Jeśli tak, napisz co :)
Cudowne pytanie! Kompletnie nie wiem, co powiedzieć, ale co tam :D
Inspiruje mnie życie, istnienie. Każdy moment podpatrzony przeze mnie w życiu codziennym przekłada się na wątki w moich imaginach i tyle :D

11. Opisz się w trzech słowach.
Dziwna, oddana i romantyczna :D

Anonim :
1. Najdziwniejsze marzenie?
Mam wiele marzeń, ale najdziwniejsze ? Myślę, że najdziwniejsze jest to treści, która mówi, że chciałabym mieć za męża piłkarza. Dziwne i raczej mało prawdopodobne :)

2. Skryta miłość?
Jest taka. Chłopak, który doskonale mnie zna, ale Dominika Wspaniałomyślna zepsuła całą relację. Tylko ja tak potrafię.

3. Co sądzisz o tej całej wojnie między TW a 1D?
Cóż ... Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Jestem osobą cholernie tolerancyjną, dlatego nie rozumiem tej całej afery. Ale całym sercem jestem z One Direction. Co nie oznacza, że uważam The Wanted za pojebów, że się tak wyrażę. Szanuję ich i cenię, jak każdego wykonawcę.

4. Ulubiony zapach perfum?
Muszą być delikatne, nie za słodkie. Ale jakiegoś ulubionego nie mam :D

5. Gdzie wolałabyś mieszkać : Dublin czy Londyn?
I Londyn i Dublin są miastami moich marzeń. Ale prawdę mówiąc chciałabym mieszkać ... w Niemczech :) Jeśli musiałabym dokonać wyboru padłoby na Dublin. Moja kuzynka pracuje w Irlandii i pokazała mi irlandzkie widoki. Pokochałabym tę zieleń, kojarzyłaby mi się z Polską i właśnie tam mogłabym uwić gniazdko :)

Szablon by S1K