Statystyka

wtorek, 5 marca 2013

# 88. Zayn.

~~ Dla Diany. (TW  Family)

♥ Koniecznie włącz to (dodaje atmosfery) ♥


Właśnie ta chwila. Ten moment. Zaraz na scenę wkroczy pięciu najwspanialszych chłopaków pod słońcem. Wkroczy całe moje życie. Szarpnęłam Audrey za rękaw i pisnęłam podniecona. Ona również wlepiała swoje niebieskie oczy w scenę. Obie drżałyśmy. Koncert był na polu co było bardzo trafne ponieważ przy takich tłumach byłby niezły zaduch. Tysiące fanek, psychofanek itp. piszczały i krzyczały. Światła rozbłysły jeszcze bardziej. Na scenę wbiegli chłopcy. Piski, krzyki i wrzaski były ogłuszające. Fanki podskakiwały z podniesionymi rękami. Ja i Audrey byłyśmy ni blisko, ni daleko. Widziałyśmy coś ( cud? ) jednak z takiej odległości.
-Cześć! To my The Wanted! Mam nadzieję że będziecie się dobrze bawić.- powiedział Tom Paker do mikrofonu.
Rozległy się kolejne piski i wrzaski. Tłum zaczął wykrzykiwać ,,THE-WAN-TED, THE-WAN-TED”
Chłopcy zaczęli śpiewać, najpierw ,,Warzone”, chyba moja ulubiona.
Zaczął śpiewać Nathan. Piski były strasznie głośne. W końcu Nathan był chyba z nich najsłodszy.
Kołysałyśmy się z Audrey w rytm muzyki.
-Obstawiam że następne będzie Glad You Came.- powiedziałam do Audrey.
-A ja że Gold Forever.- powiedziała.
-Pff. Nie są aż tak przewidywalni.
I miałam rację. Zaczęli śpiewać pierwsze linijki Glad You Came kiedy powiedziałam do Audrey:
-Idę kupić coś sobie do picia. Chcesz coś?- spytałam.
Ona tylko przecząco potrząsnęła głową. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam oddalać się w przeciwną stronę niż scena. Tam właśnie były stoiska z różnymi badziewiami. Wokół było malutko osób ponieważ wszyscy pchali się pod scenę. U miłej blondynki kupiłam pepsi i paczkę żelków. Wracałam do Audrey kiedy ktoś powalił mnie z całej siły na ziemie.
-Ała.- pisnęłam i złapałam się za kostkę. Musiałam ją wykręcić.
Nade mną stała zakapturzona postać, ale sądząc po posturze był to facet. Co cholera robi facet na koncercie TW? No na pewno mają jakiś fanów płci męskiej ale jeszcze żadnego na koncercie nie zobaczyłam.
-O cholera. Nie zauważyłem cię. Przepraszam.- powiedział i klęknął obok mnie a kaptur automatycznie opadł. Myślałam że padnę...
-Zack z One Erection?- zachichotałam złośliwie.
-Zayn z One Direction, musiałaś pomylić zespoły.- zripostował.- Może z tym The Srajted?
Automatycznie wymierzyłam mu plaskacza ale złapał mój nadgarstek i przygwoździł mnie do ziemi, po czym zawisł nade mną siedząc mi na biodrach wciąż trzymając moje nadgarstki.
-Co ty do cholery... Puszczaj!- krzyknęłam mu prawie w usta Jeszcze dwa centymetry i nasze usta były by złączone.
Przerażona oceniłam sytuację. No dobra, ten cały Zayn był niczego sobie. Ta oliwkowa karnacja, czarne włosy w nieładzie i te brązowe oczy które miałam okazje oglądać z baaardzo bliska.
-Jak śmiesz obrażać The Wanted Draniu. W ogóle co ty wyprawiasz, to jest molestowanie seksualne Matole!- mówiłam podniesionym tonem.
-Już mówiłem ze mam na imię Zay...
-GÓWNO MNIE TO OBCHODZI PEDALE PUSZCZAJ MNIE!- powiedziałam i oblałam się rumieńcem.
Cholera chyba przesadziłam. Ale Zayn tylko uśmiechnął się i wcale nie zanosiło się na to żeby mnie puścił.
-Oskarżę cie o próbę gwałtu ty... ty...
-Zamknij już się. Poza tym gdybyś naprawdę chciała żebym cię puścił już dawno bym nad tobą nie wisiał.- powiedział ze słodkim uśmiechem.
Oblałam się rumieńcem i odwróciłam głowę w bok. Co racja to racja. Już dawno mogłam stać z Audrey i jeść żelki, kołysać się w rytm muzyki TW. Ale ja nadal chciałam żeby ten przeklęty chłopak mnie trzymał i nie puszczał.
Nie chciałam płakać ale po moich policzkach spłynęły łzy. Kostka bardzo bolała, i jeszcze Zayn mocno ściskał moje nadgarstki. Na dodatek byłam dziwnie wykręcona a Zayn był ciężki, i wciskał mnie w ziemię.
-Hej, nie pła...- zaczął Zayn ale przerwała mu zakapturzona postać.
-Cholera ja naprawdę nie wiem co ma w sobie to całe The Srajted...- zdjął kaptur i ukazał się Louis.
Obrzuciłam go najbardziej morderczym spojrzeniem i powiedziałam:
-Kolejnego pedała tu przywiało.
Dopiero teraz zwrócił na mnie uwagę bo spojrzał na mnie zdziwiony. Przenosił wzrok ze mnie na Zayna, z Zayna na mnie itd.
-Stary co ty odwalasz?- zapytał Zayna.
-Ee no wiesz, jakaś małolata sama się prosiła.- powiedział chamsko a ja podwinęłam zdrową nogę, uderzając kolanem w jego krocze.
-Auu!- zawył i złapał się za krocze tym samym mnie puszczając. Całą siłą zepchnęłam go z siebie tak że przetoczył się po trawniku ze cztery metry.
Podniosłam się do siadu. Obtarła mi się skóra na łokciach i byłam naprawdę w złym stanie.
-Należało mi się.- wyjęczał do siebie Zayn.
Ściągnęłam z stopy miętowego Vansa i białą skarpetkę. Była cała przesiąknięta krwią, a kostka mi spuchła. Świetnie cholera, zajebiście.
-Ał..- syknęła,.
-O cholera, nie wygląda to dobrze.- powiedział Louis.
-Podziękujmy Zaynowi.- mruknęłam.
-Nie zauważyłem cię.
-I co teraz?- spytał mnie Louis.
-Jak to co? Wracam do przyjaciółki i zamierzam się dobrze bawić.- powiedziałam patrząc to na Louisa, to na Zayna.
-Na pewno?- spytał Louis i pomógł mi wstać.
-Ta.
Zrobiłam krok i prawie upadłam, lecz Zayn złapał mnie w objęcia.
-Puszczaj.- warknęłam a on wzruszył ramionami i puścił mnie, przez co wylądowałam twardo na tyłku. -Ała!
-No sama chciałaś żebym cię puścił.- co racja to racja...
-Cholera, cały koncert diabli wzięli.- rozpłakałam się.
Zayn jedna swoją rękę włożył mi pod kolana, a drugą złapał mnie w pasie. Odruchowo chwyciłam go za szyję, po czym się zarumieniłam. Dam sobie głowę uciąć że Zayn miał uśmieszek na twarzy. Cham! Podniósł mnie z ziemi a ja wtuliłam twarz w jego tors.
-Używasz niezłych perfum.- mruknęłam.
-A ty niezłego szamponu.- powiedział i schował twarz w moich długich blond włosach.- Nie masz nic przeciwko żebym się tobą zajął?- spytał.
Nie odpowiedziałam mu nic, bo byłam taka zmęczona że zasnęłam. Obudziłam się gdy wnosił mnie do jakiejś willi.
-Gdzie jesteśmy?- spytałam.
-U mnie.- usłyszałam jego głęboki głos.
Poruszyłam się niespokojnie.
-Spokojnie, nic ci nie zrobię, obiecuje.
-Mhm.- mruknęłam.
Zostawił mnie w salonie na kanapie. Salon był naprawdę ogromny. Na ścianie wielka plazma, puchaty dywan, stolik a na nim tablet i laptop. Chwile potem pojawił się przy mnie Zayn z apteczką i miską z wodą.
-Wygląda tylko na lekko przykręconą.- powiedział.
Najpierw przemył moja kostkę z zaschniętej krwi a następnie nałożył maść. Robił to tak delikatnie... Wypuściłam głośno powietrze.
-Nawet nie wiem jak masz na imię.- uśmiechnął się.
-Jestem Ariel.
-Ładnie.
Zayn wziął gazę i owinął nim moją kostkę. Następnie odkaził mi rany na łokciach i spojrzał na mnie wyczekująco.
-Hm?
-Jeszcze gdzieś masz ranę?- zapytał troskliwym głosem.
-No tak.. yy znaczy nie!- powiedziałam szybko.
Gdyby mnie tam chciał opatrzeć to musiałabym...
-Zdejmij spodenki.- powiedział.
-C-co? A, yy no dobra.- byłam pewna że jestem czerwona jak burak.
Kiedy opatrzył już moje biodro, dał mi tosta na kolację a potem pokazał sypialnie.
-No Ariel, ty śpij tu. Pościel jest czysta.
-A ty gdzie będziesz spał?- spytałam z ciekawości.
-No hehe jeśli chcesz to mogę spać z tobą hehe.- jakaś cząstka mojego ,,ja” bardzo tego chciała ale nie dopuściłam do siebie tego i zgromiłam Zayna wzrokiem.- Na kanapie.- dodał cichutko.
-Jakoś przetrwam tę noc. Kanapa jest okropnie twarda i wąska, no ale cóż...
-A to krętacz z niego. Mwhahaha dam mu nauczkę. - pomyślałam szatańsko.
-Um.. Zayn, to łóżko jest duże, możemy spać razem.. um.. nie myśl sobie za dużo, chcę być miła.
Spojrzał na mnie zdziwiony z iskierkami w oczach.
-No dooobrze.- powiedział z uśmieszkiem.
Chwile później leżeliśmy w łóżku.
-Hehe czas wcielić w życie mój plan.
-
Zayn...- mruknęłam słodko.
-Hmmm?- usłyszałam.
Czyli nie śpi. Uśmiechnęłam się i przybliżyłam do niego.
-Zayn.- wymruczałam i usiadłam na nim okrakiem.
-C-c-o ty r-r-obisz?- wyjąkał.
Złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. On wplótł palce w moje włosy i pogłębił pocałunek. Polizałam jego ucho a następnie przygryzłam jego płatek. Zayn cicho jęknął co ja skwitowałam uśmieszkiem. [Bardziej ,,erotyczna” część XD Jeśli nie chcesz nie czytaj. Jeśli chcesz, ZAZNACZ TEKST]

[[Ściągnęłam z niego koszulkę i zaczęłam opuszkami palców błądzić po jego torsie. Pocałowałam jego sutek po czym zaczęłam całować jego podbrzusze. Zaczęłam ściągać jego bokserki, ale....]]

-Idę spać, dobranoc.- powiedziałam, i wróciłam na swoje miejsce.
-E-ej Ariel! CO TY ROBISZ?! TO BYŁO SPECJALNIE?!
-Tak.- odpowiedziałam spokojnie. Plan zakończony pomyślnie.
-Ale nie wolno tak podniecać ludzi i zostawiać ich. Co ja teraz mam zrobić...- powiedział z miną zbitego psa.
-Nie wiem. Idź spać na kanapę żeby cię nie kusiło w nocy.- mruknęłam i zasnęłam.

Następnego dnia obudził mnie zapach z kuchni. Zwlokłam się z łóżka i poszłam do salonu a następnie do kuchni.
-Zayn. Co robisz?- spytałam.
-O Ariel. Już wstałaś? DOBRZE SIĘ SPAŁO?!
-Oj gniewasz się o to wczoraj? Przepraszam.- powiedziałam. Zmrużyłam oczy i pogłaskałam go po policzku.
-Skoro żałujesz, i wiesz że popełniłaś błąd swojego życia to dostaniesz śniadanie.- powiedział wesolutko.
Prychnęłam tylko i zjadłam naleśnika.
-Co robiłeś z Louisem na koncercie The Wanted?
-Emm no, chcieliśmy sprawdzić, co oni mają w sobie takiego.
-Są słodcy, kochani, fajni, szaleni, mają ładne głosy, fajne piosenki.- wyliczyłam.
-Jestem zazdrosny.- westchnął Zayn i oparł swoje czoło na moim i spojrzał mi głęboko w oczy.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
-Nie masz o co..
-Udowodnij.- powiedział Zayn i założył ręce.
-J-jak?- zdziwiłam się?
-Na przykład tak.- powiedział po czym przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował.
________________________________

Ohayo ! :> Troszke nie wyszło ale szczegół :D Zmobilizowałam się do dokończenia tego imagina chociaż mam dzisiaj zły dzień. Oliwka wybiła palca ! XD  Jakoś jeszcze się trzymam. :) 13 marca mam zawody powiatowe z siatkówki więc trzymać kciuki :D
Mam bzika na punkcie imienia Ariel ♥ stąd właśnie imię bohaterki. :D
Pozdrawiam wszystkie Wantedki ♥

  SAYONARA ♥
...~~
OL


poniedziałek, 4 marca 2013

# 87. Liam.

We are pleased to see that on our blog are also fans from abroad. Comment !!


- Nadine, pójdziesz do sklepu ? Brakuje kilku produktów, a przecież wieczorem będziemy mieć gości.
Nie pozostało mi nic innego, jak tylko spełnić prośbę ojca.
- Okej. I tak chciałam wejść do Empika zobaczyć, czy wyszła już książka.
- Yhym. A jaka książka ?
- Biografia One Direction. Spokojnie, sama za nią zapłacę - wiedziałam, że moim rodzicom się nie przelewa. Nie chciałam ich obciążać. - Pa. Będę za godzinkę.
Ubrałam botki i fioletowy płaszczyk i wyszłam. Do sklepu nie miałam daleko, dlatego też po pół godzince robienia zakupów dla rodziców przekroczyłam próg Empika. Od razu skierowałam się w stronę półki z nazwą " Biografie " . Jednak tego, co chciałam dostać jeszcze nie było. Ze spuszczoną głową wyszłam ze sklepu. Szłam i myślałam, co by było, gdyby 1D przyjechali do mojej miejscowości. Eh, marzenie ...
Nagle poczułam, że spod nóg ucieka mi grunt. Poślizgnęłam się i upadłam. Oczywiście chciałam od razu wstać i cała wrócić do domu, jednak ból w nodze mi to uniemożliwił. Złapałam się za bolącą kończynę.
- Pomogę Ci - obok mnie pojawił się jakiś chłopak. Podniosłam głowę. Nade mną stał dość wysoki, zakapturzony ktoś.
- Chyba będę tego potrzebować. Pomożesz mi wstać ? - poprosiłam.
- Poczekaj. Pokaż tę nóżkę - odsłonił moją kończynę - o kurde, chyba ją złamałaś. Zadzwonię po pogotowie !
- Nie, nie musisz. Wystarczy, że zaprowadzisz mnie do taksówki.
- Podwiozę Cię samochodem, oki ? - zaproponował.
- Zgoda - zgodziłam się, gdyż ból w nodze stawał się coraz dotkliwszy.
Chłopak pomógł mi wstać. Zaprowadził mnie do auta ( a była to nie byle jaka fura ) i zawiózł do szpitala. Tam zaprowadził mnie do gabinetu zabiegowego. Pielęgniarka zadała mi mnóstwo niepotrzebnych pytań. Dopiero po około 20 minutach poinformowano mnie, iż noga jest złamana i potrzebny jest gips. Założono mi go i wysłano do domu. Otrzymałam jakieś szpitalne kule i wyszłam na korytarz. Miałam nadzieję, że tajemniczy chłopak na mnie poczekał. Nie dostrzegłam go. Nagle ktoś stanął za mną i położył dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się. A przede mną stał ... o mamusiu ! Przede mną stał Liam Payne we własnej osobie. Wcześniej nie poznałam go, gdyż ukrywał się pod kapturem.
- L - Liam ? Nie poznałam Cię na początku. Dziękuję bardzo za pomoc, sama nie dałabym sobie rady.
- Nie ma o czym mówić. Jak już wiesz, ja jestem Liam, a Ty ?
- Nadine. Mogłabym Cię jeszcze  o coś poprosić ?
- O co tylko chcesz - uśmiechnął się szeroko.
- Zawiózłbyś mnie do domu ? Sama raczej nie dam rady, mieszkam po drugiej stronie miasta.
- Pewnie, dla mnie to sama przyjemność, Nadine.
Liam, jak przyrzekł, zawiózł mnie pod sam dom. Poprosił także mnie o numer telefonu. Dałam.
W domu każdy ubolewał nad moją nogą. Ale takie są uroki zimy.
Następnego dnia obudził mnie dźwięk przychodzącego esemesa. Odblokowałam telefon i sprawdziłam, kto mnie tak kocha.
" Jak się czuję mój połamaniec ? 
Liam.

Zdziwiłam się. Co sławnego Li Payne obchodzi moje samopoczucie ? dziwne, jednak mu odpisałam, iż wszystko w jak najlepszym porządku. Od tego dnia, choć już się nie odzywał, ciągle o nim myślałam. Ciągle.
Nastał maj. Dobre trzy miesiące od mojego upadku. Jak co dzień wracałam ze szkoły wraz z Lily. Na parkingu niedaleko dostrzegłam dość znajomy samochód. Ale przecież nie jeden taki jeździ po ulicach Anglii. Jednak wysiadła z niego znajoma mi osoba. Liam. Ruszył w moim kierunku. 
- Nadine ! Zaczekaj - przystanęła i obróciłam głowę.
- Liam, co Ty tutaj robisz ?
- Chciałem Cię zobaczyć. I przy okazji zapytać czy miałabyś ochotę pójść na koncert One Direction. Nie wiem czy znasz, nieźli są - przekomarzał się ze mną.

- Nie kojarzę - uśmiechnęłam się zalotnie. 
- To poznasz. Jutro o 19 bądź gotowa. Ktoś z moich znajomych po Ciebie przyjedzie - poinformował mnie.
Ja na koncercie 1D ? Nie wierzę. Jutro spełnię marzenie,. a nawet dwa. Pójdę na koncert i w dodatku poznam chłopców. Zawsze ubóstwiałam Hazzę, ale oni wszyscy byli dla mnie bardzo ważni. Taki lek na wszystko. 

Tak jak obiecał Payne przyjechał po mnie jego kumpel, Andy. Nadal nie mogłam uwierzyć, w co tak naprawdę się wplątałam. 
- Offf ... jesteście - brunet przywitał mnie buziakiem w policzek - Nadine, zapraszam Cię za kulisy.
- Liam ... Dziękuję. Ja na początku myślałam, że to głupi żart. Nie wierzyłam.
- Też Ci dziękuję.
- Ale za co ? 
- Za wszystko.
Dali najwspanialszy koncert, o jakim mogłam sobie pomarzyć. Światła reflektorów, cudowna akustyka i ich hipnotyzujące wokale. Wybrzmiały ostatnie takty " One Way Or Another ", które jako bonus zaśpiewali chłopcy. Nagle ktoś podszedł od tyłu i złapał mnie za rękę. 
- Zmywamy się, Nad.
I ruszyliśmy w stronę plaży, znajdującej się niedaleko miejsca koncertu. 
- Liam, wybacz, ale ja nic z tego nie rozumiem.
- Miłości nie musisz rozumieć. Ważne, że ona gdzieś tam jest, chowa się przed światłem i boi ujawnić, ale jest.
- Liam ... - zaczęłam.
- Nic nie mów. Nadine, twój charakterek uwiódł mnie już podczas naszego pierwszego spotkania. Ja nie mógłbym przepuścić tej znajomości, jesteś zbyt wyjątkowa.
Już chciałam coś powiedzieć, ale Liam zamknął mi usta pocałunkiem. Nasze języki tańczyły w dzikim tańcu, by po chwili do moich uszu dotarło cichutkie " Kocham Cię " wyszeptane przez Payne'a.

Nie było już Nadine i Liama. Byliśmy razem wbrew myślom niedowierków. W przerwie między koncertami Liam do mnie przyjeżdżał. Kochaliśmy oglądać filmy, w szczególności pokochaliśmy " 3 metry nad niebem ".
- Skarbie, mam pomysł - Liam podniósł się z kanapy i spojrzał na mnie oczyma, w których tańczyły iskierki.
- Słucham Cię - byłam ciekawa, co tym razem wymyślił mój chłopak.
- Nie byłaś nigdy ciekawa czasów dzieciństwa ? Przecież my tego nie pamiętamy. Ostatnio oglądałem z mamą filmy z dzieciństwa. Miałem wówczas trzy latka i byłem strasznie przystojny. 
- O, to akurat Ci zostało. A co do pomysłu to może i fajnie byłoby poszperać w starych pudłach na strychu.
- No pewnie, że by było.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. W pęku kluczy znalazłam ten pasujący do drzwi strychu. Weszliśmy. W powietrzu unosiło się pełno kurzu. W tyle pomieszczenia stało wielkie pudło. Na wieku napisane było " Nadine ". 
- To pewnie tu - pokazałam Liamowi - Pomóż mi otworzyć.
Razem daliśmy radę otworzyć kufer. Na wierzchu leżało pełno maskotek, grzechotki, stare śpioszki czy pudełeczko z mleczakami. Wyjęłam je. Na dnie znalazłam jakieś dokumenty. Byłam strasznie ciekawa, co się w nich znajduje. Wzięłam pierwszą z brzegu teczkę. Otworzyłam ją. Wypadła z niej jakaś kartka. Podniosłam ją i zaczęłam czytać.
- O Boże, to niemożliwe. 
- Co się stało ? Nadine, powiedz co się stało.
Podałam mu kartkę, w którą wcześniej wbijałam wzrok. 
- Nie wiedziałaś o tym wcześniej, prawda ? - spojrzał na mnie oczyma pełnymi współczucia.
- Niby skąd ? Myślisz, że rodzicom byłoby łatwo powiedzieć mi, że jestem adoptowana ? - nie wytrzymałam. Zaczęłam płakać - I że mam bliźniaka. 
- Nie martw się, pomogę Ci odnaleźć Twoich biologicznych rodziców - wiedziałam, że Liam obwinia się, że to przez niego dowiedziałam się o tym. Ale prędzej czy później wyszłoby to na światło dzienne. 
- Zobacz, tu jest napisane, że urodziłaś się niedaleko. To około 30 kilometrów, w pobliżu mojego rodzinnego Wolverhampton. 
- Liam, naprawdę chcesz mi pomóc ? I tak masz urwanie głowy z koncertami.
- Dam radę. Dla Ciebie. 

Po dwóch miesiącach poszukiwań nie wiedziałam zbyt dużo. Jedynie to, iż moja matka urodziła mnie, gdy sama tak naprawdę była dzieckiem, miała 17 lat. Wysoka, ładna, ciemna włosy - tak według opisów jej starych sąsiadów wyglądała. Po porodzie wyprowadziła się stamtąd. I tyle. Utknęło w martwym punkcie. Dlaczego ? 

- Nadine ! Ja ... ja muszę Ci coś powiedzieć - do mojego mieszkania wpadł bardzo zziajany Payne.
- Skarbie, spokojnie. Usiądziemy i mi powiesz o co chodzi - zaproponowałam.
- Dobrze, ale ... nie wiem, czy to dobra wiadomość. Zależy jak to odbierzesz.
- Mów, proszę.
- Nad, ja powiedziałem mamie o Tobie. Chciałem, żeby nam pomogła. Przecież od dziecka mieszka w okolicy. Nie gniewasz się, prawda ?
- No coś Ty ! I jak ? Wiedziała coś ? 
Brunet głośno przełknął ślinę i spojrzał na mnie swoimi smutnymi oczyma.
- Tak. Wie na ten temat dość dużo. Za dużo.
- Moja matka żyje ? Chciałabym się z nią spotkać.
- Nadine ! Ty ją ostatnio spotkałaś - Liam wbił wzrok w niebieską ścianę salonu. 
- Ale jak to możliwe ? Kim jest moja matka ? Liam, nie ukrywaj tego przede mną.
- To moja matka jest Twoją matką.
Zdębiałam. Poczułam okropny mętlik w głowie. Co on do licha mówi ? 
- Nadine, to ja jestem Twoim bliźniakiem. Pewnie dlatego od pierwszego momentu stałaś się dla mnie bliska. Moja ... nasza matka miała 17 lat, gdy nas urodziła. Stwierdziła, że nie da rady z dwójką dzieci, więc oddała Ciebie do adopcji. Przykro mi skarbie.
- Wyjdź. Zostaw mnie samą. Przepłakałam cały dzień i noc. Nie ze szczęścia. Z powodu tego cholernego zamieszania. Liam był moim bratem, bliźniakiem w dodatku. Nie mogłam z nim być i to bolało najbardziej. Na nic zdało się namawianie mnie, bym się uspokoiła. Spakowałam walizki i wyjechałam. Nie mogłam pozbierać się po dowiedzeniu się prawdy. Chciałam zacząć nowe życie, które dotąd było przeciwko mnie. Które doświadczyło mnie brakiem biologicznych rodziców i stratą miłości życia, dzięki której miałam chęć do walki o zmianę biegu istnienia. Miałam ... 



Dziękuję Wam za wszystko. Jak się sypie, to myślę o Was ♥
Aga x2
Paula
Oliwia x2
Gosia
Eva ( Albanka ♥ )
Kamila
i wiele innych.

Wielkie THANK U ♥

Dominika ♥

piątek, 1 marca 2013

#86. Harry.

DLA NIEZNANEJ


 - [T.I], ja muszę gdzieś wyjechać - usłyszałam któregoś dnia od przyjaciółki - Muszę odpocząć od tego wszystkiego. Chłopak ze mną zerwał, mam totalnie zniszczone włosy i złamałam paznokieć. - skarżyła się - Najlepiej do Włoch, podobno Barcelona jest piękna o tej porze.
 - Po pierwsze, Maciek z tobą zerwał, bo zdradziłaś go z Patrykiem. - starałam się nie zgrzytnąć zębami przy wypowiadaniu tych słów. Dlaczego akurat Maciek ? Przecież to najfajniejszy chłopak w naszej szkole. - Po drugie - kontynuowałam - włosy i paznokcie to jeszcze nie koniec świata. I po trzecie, Barcelona leży w Hiszpanii. - Ola to typowa blondynka : na pierwszym miejscu ciuchy, imprezy i chłopacy, z cała reszta daleko z tyłu. To dlaczego się z nią kumpluję, zapytacie ? Bo w głębi ducha wierzę, że gdzieś tam istnieje ta druga, mądra, inteligentna i wierna Aleksandra, która mam nadzieję, kiedyś ujrzy światło dzienne. Łączy nas jedna rzecz : obie mamy bogatych starych i kontakty ułatwiające nam życie. Z tym, że moi rodzice są normalni, a ciągła śpiewka rodziców Oli to :
 - Jesteśmy zajęci. Później się tobą zajmiemy. Idź na zakupy albo coś.
 Tak właśnie jest u Olki. Jej rodzice wolą poświęcać czas na rozmnażanie pieniędzy, niż na własną córkę. może właśnie dlatego Ola jest, jaka jest. Ale ja już na to wpływu nie mam, niestety. A wakacje ? Bardzo chętnie. Ale nie żadne ciepłe kraje. Zawsze marzyłam o Anglii, ale nigdy nie było okazji, aby tam polecieć. Nie mówiąc o tym, że moi rodzice są nadopiekuńczy i nie puściliby mnie samej, ale z kimś to już co innego. I już po dwóch dniach siedzimy w samolocie lecącym na Wyspy Brytyjskie. Postanowiłyśmy zamieszkać w domku letniskowym, ale takim na nasze standardy. Full wypas. Spokojna okolica, świeże powietrze, czyli wszystko czego mi potrzeba.
 - To który to był numer ? - zapytałam Olę, gdy ciągnąc za sobą walizki, odliczałyśmy kolejne numery domów.
 - Trzynasty - odpowiedziała dziewczyna, gdy byłyśmy dokładnie naprzeciwko tegoż oto domku.
 - No chyba sobie żartujesz - nie jestem przesądna, ale trzynasty ? I to dzisiaj, trzynastego ?
 Wzięłam od Oli klucz i włożyłam go w zamek, a raczej próbowałam, bo klucz nie pasował.
 - Co jest ? - zapytałam sama siebie i zaczęłam się szarpać z drzwiami.
 - Jesteś pewna, że to tutaj ? - zapytałam Olkę.
 - Na 100%. Musieli dać mi zły klucz albo coś. Spróbuj kopnąć, w Polsce wiele razy mi się zdarzało, że drzwi się zacinały.
 Zrobiłam, jak kazała, ale nic nie pomogło, tylko rozbolała mnie noga.
 - No pięknie. I co teraz ?
 - Nie wiem - odpowiedziała Ola, jakby to miało cokolwiek pomóc.
 W chwili, gdy miałam się już załamać psychicznie, drzwi się otworzyły i wyszło pięciu chłopaków.
 - Co się dzieje ? - zapytał jeden z nich.
 " O Boże, ale się wkopałam " - pomyślałam z paniką, gdy ich rozpoznałam.
 - Przepraszam, nie miałam pojęcia, że ktoś tu już mieszka - zaczęłam się tłumaczyć - Moja koleżanka musiała coś przeoczyć.
 - Spokojnie, nic wielkiego się nie stało - uspokoił nas loczek, a pozostała czwórka wróciła do środka, niezainteresowana.
 - To w jakim domku ostatecznie mieszkacie ? - zapytał Harry.
 Gdy sprawdziłyśmy wszystko jeszcze raz, okazało się, że nie trzynaście, tylko trzydzieści jeden. Taka pomyłka była w stylu Oli.
 - W takim razie mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy - uśmiechnął się Hazz.
 - Prawdopodobieństwo jest bardzo duże - odpowiedziałam, a potem tuszyłyśmy z Olą w poszukiwania już na 1000% naszego domu.
 Wieczorem, gdy leżałam już w łóżku, myślałam o tym, co mi się przydarzyło. Boże, jaka ze mnie idiotka !! Chłopacy siedzą sobie w swoim towarzystwie, a tu nagle jakaś wariatka zaczyna dobijać się do ich drzwi. Może gdyby to był ktoś inny, to bym się tak nie przejmowała, ale One Direction ? W dodatku wygląda na to, że będziemy się widywali przez następny tydzień. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Jest wręcz przeciwnie.

 * 4 dni później *

Z Harry'm bardzo się do siebie zbliżyliśmy przez ten czas. Może w innych przypadkach 4 dni to niewiele, ale gdy ma się do dyspozycji 24 godziny na dobę można stać się najlepszymi przyjaciółmi, a może nawet coś więcej. Dzisiaj Hazz oficjalnie zaprosił mnie na randkę, a był przy tym bardzo zdenerwowany, co chyba świadczy o tym, jak mu zależy.

* kolejny dzień później - po randce *

 Nade mną piękne gwieździste niebo, a za mną najwspanialsza randka w życiu. Przed chwilą rozstałam się ze Stylesem, a teraz wracam do domu. Pani Green, moja sąsiadka, Polka, która wyszła za Anglika, spędza wieczór na świeżym powietrzu. Bardzo miła kobieta, jej mąż też zresztą. Mają słodką córeczkę. Pomachałam do niej i przywitałam się. Kobieta uśmiechnęła się nieśmiało i podeszła do mnie.
 - Dobrze, że cię widzę, [T.I]. Masz minutkę ? Musimy porozmawiać - zaczęła.
 - Oczywiście. Czy coś się stało ?
 - Nie bardzo wiem, jak mam ci to powiedzieć - zacięła się, a potem zapytała - Skąd wracasz ?
 - Z randki z Harry'm. Byliśmy ... - gdy zaczęłam opowiadać gdzie byliśmy i jak świetnie się bawiliśmy, pani Green spuściła wzrok.
 - Pani Justyno, proszę mi nie mydlić oczu. Widzę, że coś jest nie tak. - zachęcałam ją do mówienia.
 - Tylko nie miej mi za złe tego, co usłyszysz. Dzisiaj rano widziałam Harry'ego. Był z jakąś dziewczyną, z którą się całował i nie wyglądało to na tylko przyjacielski buziak.
 - Ale co też pani mówi ? Skąd pani wie ?! Przecież ludzi łatwo jest pomylić ! - zdenerwowałam się.
 - Wiedziałam, że mi nie uwierzysz i dlatego zrobiłam zdjęcie - wyjęła telefon i pokazała fotkę całującej się pary.
 - Ale przecież to jest ... - nie dokończyłam, bo coś mi stanęło w gardle. Ze wszystkich sił starałam się nie rozpłakać. Nie chciałam okazać swojej słabości, a poza tym mój tusz do rzęs jest strasznie drogi.
 - Właśnie dlatego uprzedzam cię teraz - mówiła pani Green - Jeśli zdradził cię raz, to prędzej czy później zrobi to kolejny. A w towarzystwie, w jakim się obraca, jest to tym prostsze. On jest sławny, zrozum to [T.I].
 - Dziękuję, że mi pani to uświadomiła - powiedziałam i poszłam do siebie. Weszłam po cichu, Ola była w swoim pokoju, szykowała się na kolejną imprezę.
 - O, hej. Już wróciłaś ? Jak randka ? - zapytała. Zachowywała się jakby nic się nie stało.
 - Ty mnie pytasz jak poszła randka ?! - wybuchłam - Nie sądziłam, że jesteś do tego zdolna ! Nie ważne czyj chłopak : przyjaciółki, czy zupełnie obcy. Ważne, żeby go zaliczyć za wszelką cenę, nie ? W Polsce robiłaś tak samo : przespałaś się z Maćkiem chociaż wiedziałaś, że mi się podoba, a potem i tak go zdradziłaś. - wyrzuciłam Oli w twarz - Nie zachowujesz się jak przyjaciółka. Wiesz, kim jesteś ? Zwykłą, tanią dziwką !
 Pobiegłam do siebie i szybko spakowałam walizkę. Następnie zapukałam do państwa Green, pań Charli zgodził się podwieźć mnie na najbliższe lotnisko. Nie chciałam zostać tu ani chwili dłużej.

***

Od miesiąca jestem w Polsce. Z Olą nie gadam, rodzice o wszystkim się dowiedzieli, zrozumieli i na jakiś czas dali mi spokój. Harry próbował się ze mną skontaktować, na początku dzwonił kilka razy dziennie, a potem ... cóż. Najwyraźniej przestało mu zależeć. W chwili, gdy zdecydowałam się dać mu szanse wytłumaczenia się, on przestał dzwonić, a ja sama nie zamierzałam.

* z perspektywy Hazzy *

 Zdenerwowałem się. Po prostu się zdenerwowałem. Jestem zdruzgotany tą sytuacją z [T.I]. Nie dała mi nic wytłumaczyć, tylko wyjechała. Jasne, mogę dzwonić do woli, ale co to daje, gdy ona nie odbiera ? I dlatego w jednym z wywiadów wykrzyczałem, że jest mi ciężko i że zastanawiam się, czy nie odejść z zespołu. Oczywiście po moich słowach rozpętała się burza. W każdej gazecie o tym pisali. A mnie po prostu poniosło. Odejście z zespołu to ostatnia rzecz, jaką bym teraz zrobił. To właśnie Louis, Zayn, Liam i Niall dodają mi otuchy, nie mógłbym ich opuścić. Kilka dni później daliśmy koncert mający zaprzeczać jakoby ktokolwiek z nas odchodził z zespołu. Muszę odnaleźć [T.I], a okazja do tego nadarzyła się niedługo potem.

* [T.I] *

Brakuje mi go coraz bardziej. Może jednak popełniłam błąd. Nie powinnam była tak postąpić. Mogłam dać mu się chociaż wytłumaczyć. Przekonać się co by mi powiedział, jak się bronił. Chociaż z drugiej strony, gdybym tylko usłyszała jego głos zapomniałabym o wszystkim i ot tak wpadła mu w ramiona i dalej żylibyśmy "szczęśliwie". Obiecałam sobie, że nie zadzwonię, ale najwyraźniej jestem zbyt słaba. Wybrałam numer Hazzy i czekałam na połączenie.

* Harry *

 - No zadzwoń do niej ! Chcesz się poddać ? Ty ? Harry Styles ? - przekonywał mnie Louis.
 - Ale ... - próbowałem zaprotestować, ale on mi nie pozwolił.
 - Żadnego "ale". Dzwoń i już - rozkazał, wciskając mi telefon do ręki. Wybrałem znany mi na pamięć numer i czekałem. Jeden sygnał, drugi, trzeci, a gdy już myślałem, że za chwilę usłyszę jej głos odezwała się sekretarka.
 - Abonent jest czasowo zajęty. Proszę zadzwonić później lub zostawić wiadomość po sygnale.
 Wkurzony rzuciłem telefon o najbliżej stojącą kanapę.
 - I co ? - zapytał pełen nadziei Loui.
 - Nic. Zajęte - odpowiedziałem i wyszedłem z pokoju.

* [T.I] *

 Gorzej być nie mogło. Zajęte. No tak. Pewnie rozmawia z kolejną swoją panienką. Ale skoro do mojej głowy przychodzą takie myśli, to dlaczego mam nadzieję, że jeszcze coś się wydarzy ? Że przyjedzie do mnie, jak rycerz na białym koniu i będzie prosił o wybaczenie ? Boże, jakie to wszystko skomplikowane.
 Dwa dni później usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstaję sprzed telewizora i wlokę, aby otworzyć. A tam czekają na mnie osoby, których najmniej się teraz spodziewałam.
 - No hej !! - krzyknęli razem.
 - Ale ... Jak ? - nie mogłam się wysłowić - Co wy tutaj robicie ? Wiecie, co się stanie, gdy ktoś was zobaczy ? Nie chcę mieć zlotu fanek w moim domu.
 - To może nas wpuścisz, co ? - powiedziała Lou i nie czekając na moje zaproszenie, weszli do środka.
 - Dobra, a teraz mówcie, po co tak naprawdę tu przyjechaliście i skąd w ogóle wiecie, gdzie mieszkam ? - stanęłam przed chłopakami z rękami założonymi na piersiach.
 - Przyjechaliśmy powiedzieć ci "cześć" - odezwał się Zayn.
 - I przy okazji oczyścić ci lodówkę - dodał Nialler i udał się w kierunku kuchni. Za nim poszli pozostali. Widocznie byli naprawdę głodni. Poszłam się przebrać. Jeśli to jakaś intryga, aby przekonać mnie do rozmowy ze Stylesem, to ... udało im się. Nie mam zamiaru dłużej czekać, aż on się do mnie odezwie. Przez ten tydzień uzależniłam się od niego : od jego dotyku. śmiechu, loczków, w których zanurzałam palce ilekroć się całowaliśmy. Teraz czułam się totalnie wypalona, jakby uleciało ze mnie życie. Zeszłam na dół, a przy drzwiach wyjściowych czekali na mnie Lou, Zayn i Niall.
 - Idziemy na miasto !! - zawołali.
 - A fanki ? - powątpiewałam.
 - Porobią zdjęcia i pójdą - zlekceważył Malik. Ale on nie wiedział, jak jest w Polsce. Nie wiedzą, że czekamy na ich koncert ze zniecierpliwieniem, że nie pozwolimy im tak po prostu odejść.
 Przechodziliśmy właśnie przez ulicę, gdy poczułam na ramieniu obejmującą mnie rękę Louis.
 - Co tam, stara ? - zapytał, śmiejąc się.
 - Ja stara ? - oburzyłam się i posłałam mu kuksańca w bok.
 - Żarty żartami, ale ... - spoważniał - Wytłumacz mi, co się dzieje. O co ci chodzi z Harry'm ?
 - O nic - odpowiedziałam wymijająco. Wiedziałam, że kiedyś ktoś będzie chciał o tym pogadać.
 - Nie udawaj. Wiesz, że głównie po to tu przyjechaliśmy. Hazza jest jak cień człowieka. Zamknął się w sobie, z nikim nie gada i tylko myśli o tym, jak ma do ciebie dotrzeć. - mówił Tomlinson.
 - Mógł wcześniej myśleć o tym, co robi - powiedziałam. Miałam ochotę skulić się w sobie i uciec jak najdalej od tej rozmowy, ale musiałam mu pokazać, że nie cierpię, chociaż było zupełnie inaczej. Jestem silna, jestem silna - powtarzałam sobie, idąc z wysoko podniesioną głową.
 - Myślisz, że to tylko jego wina ? Wszyscy wiedzą, że to ta Ola. On wcale tego nie chciał i się przed tym bronił - perswadował Brytyjczyk.
 - Dlaczego go tak bronisz ?
 - Bo mu ufam - odparł - Po prostu mu ufam. I znam go. Wiem, że nie skrzywdziłby osoby, którą kocha. Przypomnij sobie wakacje. Wasz wspólny czas i powiedz mi, że za nim nie tęsknisz.
 - Tęsknię - chlipnęłam. Zaczęłam szybko mrugać, aby się nie rozpłakać. Nasze pierwsze spotkanie, pierwsza rozmowa w cztery oczy, pierwsza i ostatnia randka. Wszystko to do mnie wróciło. - Nawet nie wiesz, jak cholernie tęsknię. Zrobiłabym wszystko, aby cofnąć czas, aby on był tu teraz przy mnie.
 - Wiesz, chyba szczęście się do ciebie uśmiechnęło - powiedział Louis i wskazał mi tłum ludzi. Zatrzymałam się i w napięciu czekałam, kogo za chwilę zobaczę. Nagle fanki się rozstąpiły, a przed moimi oczami stał Harry. Podszedł bliżej i zatrzymał się na krok przede mną.
 - Przepraszam - powiedzieliśmy razem.
 Bajka ? Nie, to rzeczywistość, która może spotkać każdą z nas. Musimy po prostu uwierzyć, zrobić pierwszy krok, a reszta potoczy się sama.


____________________________________________________

1. Końcówka jak zwykle nie wyszła, ale początki i końce są najgorsze.
2. Jeśli nie podobają wam się takie długie imaginy, to piszcie. Pod moim ostatnim postem było 6 komentarzy. Nie wiem, może wam nie chce się czytać albo jak już przeczytacie, to niezbyt się wysilacie.
3. Miło nam widzieć, że na naszym blogu są też fani z zagranicy. Komentujcie. / We are pleased to see that on our blog are also fans from abroad. Comment !!
4. Dzisiaj zgłosiłam naszego bloga na konkurs miesiąca <link> . W prawdzie nie wiem od kiedy się głosuje, ale byłoby nam miło, gdybyście weszły i to zrobiły.
5. Jeśli czyta to jakaś Aleksandra i poczuła się urażona postacią, która wystąpiła w tym imaginie : nie chciałam nikogo obrazić !!


 ~ by AGNIESZKA

środa, 27 lutego 2013

#85. Louis

Imagin z dedykacją dla : ZUZKI


Louis kilka dni temu złamał rękę. Mieszkaliście razem, więc starałaś się mu jak najwięcej pomagać. Louis często miał jakieś wywiady, próby i inne rzeczy związane z zespołem. Ty chodziłaś na uczelnie, musiałaś utrzymywać dom w porządku, gotować itp. Ledwo wyrabiałaś się z czasem. Louis tego nie doceniał. Często przychodził naburmuszony z pracy. Przymykałaś na to oko. Często przesadzał. Tobie pewnego dnia puściły nerwy na niego.
                *tego dnia*
Louis wraca zmęczony i naburmuszony z wywiadu. Ty w tym czasie zdążyłaś przyjść z uczelni, ogarnąć w domu i kończyłaś gotować obiad, gdy on już wrócił. Głośno zamknął drzwi, włączył telewizor i usiadł na kanapie :
- Przynieś mi wody ! - krzyknął
- Zaraz ! - odkrzyknęłaś
- Wracam do domu zmęczony po pracy, mogłabyś się trochę mną zająć, przecież rękę złamałem ! - krzyczał ze złości
- Wyobraź sobie, że ja też jestem zmęczona !
Louis zezłoszczony podchodzi do kuchni i staje w drzwiach :
- Przynieść szklankę wody to przecież nie tak dużo !
- Podnieść się i samemu sobie wziąć to też nie dużo !
- Dobra, wiesz co, daj mi spokój !
Tobie już puszczają nerwy na niego. Nie dość, że utrzymywałaś dom w porządku, chodziłaś na uczelnie, gotowałaś i zajmowałaś się nim, to on tego nie docenia :
- Tak ? Chcesz mieć spokój, to będziesz go miał. Będziesz miał święty spokój !
Wychodzisz z kuchni i zaczynasz pakować swoją walizkę. Zabierasz swoje rzeczy i wychodzisz z domu. Louis próbuje cię zatrzymać, ale nie udaje mu się to.
          *trzy miesiące później*
Po wyprowadzeniu się z waszego domu zamieszkałaś w hotelu. Było ci o wiele łatwiej. Miałaś sporo czasu na przemyślenia. Jednak nie zamierzałaś jeszcze wracać do waszego domu. Idąc z uczelni natrafiasz na Harr'ego :
- Hej [T.I], jak dobrze, że cię widzę. Louis'owi kompletnie odbiło po twoim odejściu. - mówił
- Jeśli chcesz mnie przekonywać, żebym do niego wróciła to tylko marnujesz czas. - odpowiedziałaś
- Posłuchaj. Louis przesadził, słyszałem o tym. On żałuje tego. Jednej nocy tak się upił, że trzeba było go do szpitala zawozić. - mówił
- Ale wytrzeźwiał. - mówiłaś
Chciałaś już odchodzić, ale Harry złapał cię za rękę :
- To może zmienisz zdanie, gdy ci powiem, że chciał się zabić ? - spytał
- Co ? Co chciał zrobić ?!
- Zabić się. Dobrze, że Zayn w porę zareagował. Chciał skoczyć z okna ! - mówił
- Kurcze, muszę do niego szybko jechać, pójdę zostawię rzeczy i przyjadę do niego. Cześć Harry, dzięki, że mi o tym powiedziałeś. - mówisz przytulając go i odchodzisz
           *w twoim pokoju hotelowym*
Zostawiasz swoje rzeczy. Chcesz już wychodzić, gdy dostajesz SMS-a od Harr'ego : ,,[T.I] przyjedź szybko do szpitala, Louis wpadł pod samochód". Nogi się pod tobą ugięły. Louis wpadł pod samochód. Pędzisz jak najszybciej możesz do szpitala, w którym znajduje się Louis.
          *w szpitalu*
Jesteś już na miejscu. Zayn, Niall, Liam i Harry siedzą przed salą, gdzie leży Louis :
- Chłopaki, mogę do niego wejść ? - pytasz, gdy tylko ich zauważasz
- Tak, tylko, nie pokazuj, że płaczesz, on by się też od razu rozkleił. - mówił Liam
Wchodzisz do sali. Widzisz Louis'a leżącego na łóżku szpitalnym. Jest cały podrapany, jedną rękę i nogę ma w gipsie. Oko jest podbite, z obydwu lecą łzy. Wygląda przerażająco :
- Louis, boże. - mówisz, gdy tylko go widzisz
- [T.I], to na prawdę ty ? - pyta
- Tak, to ja, Louis, boże co ty zrobiłeś, co ja zrobiłam zostawiając cię. Boże tak strasznie cię przepraszam. - mówisz, łzy samowolnie lecą ci po policzkach
Siadach obok niego na krześle :
- [T.I] to nie twoja wina, ja po prostu, nie chciałem żyć bez ciebie. Brakowało mi ciebie. I przepraszam za moje zachowanie. - mówił
Ty płaczesz, lekko chwytasz za jego rękę :
- [T.I] chcę ci coś dać, zanim umrę. - mówił, kilka łez spływało mu po policzkach
- Louis, nie umrzesz, nie mów tak ! - zaczynasz coraz bardziej płakać
- Wiem jak jest, mój czas dobiega już końca. Chcę ci dać wisiorek z moim imieniem. Gdy tylko będziesz na niego patrzeć, przypomnij sobie o mnie. Obiecaj mi, że będziesz żyć dalej. Żyć tak jak żyłaś, beze mnie. Obiecaj mi to, proszę. - mówił
- Louis, nie umrzesz, na pewno ! - płakałaś
- Obiecaj [T.I], obiecaj, proszę.
- Louis, obiecuję ci ! - mówisz mu
- [T.I] ? - pyta
- Tak ?
- Kocham cię i z całej siły, jaka mi jeszcze została, przepraszam cię. Nie doceniałem twoich starań. Zachowałem się jak idiota. Wybacz mi, proszę ! - mówi
- Louis, wiesz, że zawsze ci wybaczę. - mówisz całując go w usta
- Louis, Louis proszę powiedz coś, proszę popatrz na mnie ! - krzyczysz
Louis zaczyna zamykać oczy. Maszyny zaczynają piszczeć. Jego serce powoli przestaje bić. Lekarze wyciągają cię płaczącą z sali. Próbują uratować jego życie. Może im się nie udać, obiecałaś Louis'owi żyć, nawet bez niego. Słowa na pewno mu dotrzymasz. Nie zrobisz żadnego głupstwa.
             * w twojej głowie*
Trzymasz w mocno zaciśniętych rękach wisiorek, który dostałaś od niego :
- Louis, dlaczego mnie zostawiasz, dlaczego go zostawiłam wtedy, co ja zrobiłam ! - tysiące pytać przeskakuje ci przez myśli
Może widziałaś Louis'a już po raz ostatni. Przypominają ci się wszystkie wasze momenty. Gdy się całowaliście, kłóciliście, wygłupialiście i razem spędzaliście czas. Początki były zawsze trudne. Dawaliście zawsze jakoś radę. Płaczesz i siedzisz na podłodze. Nikt nie jest w stanie cię pocieszyć. Louis, może już nigdy nie otworzyć oczu, nie przytulić cię ani nie powiedzieć żadnego słowa. Gdy umrze pozostanie tylko pustka w twoim sercu. Nic. Zupełne nic.
              *30 min. później*
Lekarz wychodzi z sali. Zrobili wszystko, co było w ich mocy. Chłopcy szybko podchodzą do niego. Ty nadal siedzisz na podłodze, bez ruchu :
- Udało nam się go uratować, Louis przeżył. - mówił
Ty gdy tylko usłyszałaś to, od razu pobiegłaś do sali. Wszystko jest takie same, jak wchodziłaś pierwszy raz do niego. Tylko Louis wygląda troszkę lepiej, a maszyny pokazują lepszy stan jego serca. Podchodzisz do niego. Obydwoje patrzycie się na siebie. Powoli zaczynasz płakać i przysuwać się do niego. On głaszcze cię po głowie i szeptem mówi :
- [T.I] nie płacz, będzie dobrze.
Kładziesz się obok Louis'a na łóżku. Mocno przytulasz się do niego. On robi to samo.
          *dwa lata później*
Wszystko z Louis'em w porządku. Pogodziliście się na dobre. Stworzyliście wszystko od nowa. W waszym życiu pojawił się ktoś nowy. Wasza córeczka Hope. Kochacie ją z całych sił. Nie dopuszczacie do siebie myśli o żadnych kłótniach ani problemach.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Happy birthday Agnieszka ! ♥

Agnieszko ♥ :

Z okazji urodzin, życzę ci wszystkiego co najlepsze. Szczęścia, zdrowia, pomyślności. Radości czerpanej z każdego nowego dnia. Nowych wspaniałych znajomości. Przede wszystkim dobrych ocen. Przyjemnej pracy na blogu. Tony świetnych pomysłów na opowiadania. Pogody ducha. Żeby uśmiech nigdy nie znikał z twojej twarzy. Byś spotkała całe One direction. Abyś jednym słowem, była szczęśliwa ! ♥


                                                                                              Załoga bloga :
                                                                                      Gosia, Dominika i Oliwia ♥

# 84. Niall.



~ Dla Oliwii M.

♥ Koniecznie włącz to (dodaje atmosfery) ♥

~ Niall ~ 

Obudziłem się z potwornym kacem. Cholera. Co się wczoraj działo? Aaa.. Impreza... Ogarnąłem wzrokiem moją chatę. No tak... Nathan leżał nieprzytomny na stole, Harry na podłodze, Zayn na kanapie, Louis pod stołem a Liama nie było. Musiało być wczoraj ostro. Wszędzie leżały puszki po piwie, papierosy, a waliło niemiłosiernie.
Podniosłem się z kanapy. Szybko tego pożałowałem. Czułem się jak by ktoś od środka rozwalał mi łeb. Jęknąłem i ujrzałem w drzwiach Liama niosącego aspirynę.
-Masz.- podał mi szklankę.
-Aha.- mruknąłem i wypiłem lekarstwo.- A ty jakim cudem trzymasz się na nogach?
Liam roześmiał się i powiedział:
-Ja nie schlałem się jak świnia.
Wyszedł z pokoju a ja jakimś cudem doszedłem do łazienki. Wziąłem zimny prysznic. Ooo taaak... Nawet zacząłem śpiewać. Byłem strasznie zachrypnięty więc fałszowałem.
-Niall zamknij się.- usłyszałem marudzenie Liama.
Ubrałem się w czyste ciuchy i wróciłem do salonu.
-Hmmm... Trzeba ich jakoś obudzić.- powiedział Liam.
-Ta.- przytaknąłem.
Sam byłem zdziwiony kiedy po pięciu minutach wszyscy byli na nogach. Szczęka Liama była gdzieś przy ziemi, a jego oczy zrobiły ogromny wytrzeszcz. Zachichotałem w duchu na ten widok i poszedłem coś zjeść.
-Ej Nathan.- powiedziałem do wysokiego bruneta ( brunet – czarne włosy. (Niektórzy mylą) dop. aut.)
-Yhym.- mruknął.
-Zrób śniadanie.- poprosiłem.
-Sam se zrób.- burknął i strzelił focha.
-Ej no stary.
-Zamknij się.- powiedział i podszedł do lodówki.
Zaczął wyjmować składniki do naleśników. Po dziesięciu minutach leżał przede mną stos naleśników polanych nutellą. Oczy zaświeciły mi się a na ustach pojawił się banan. Z uśmiechem pałaszowałem śniadanie. Nathan stał przy blacie z założonymi rękami i patrzył jak jem.
~ Nathan ~

Ten debil jest naprawdę nie możliwy. Czasami wydaje mi się że przyjaźni się ze mną tylko przez moje zdolności kulinarne. Z Niallem znamy się od piaskownicy. Kiedy poszedł do tego cholernego x factora zapomniał o mnie. Na początku dzwonił i wysyłał bilety na koncerty 1D ale potem przestał. Zapomniał... Cholernie bolało... Aż pewnego zimowego dnia, stanął w moich drzwiach i zapytał czy może liczyć na gorącą czekoladę. Miałem zatrzasnąć mu drzwi przed nosem? Nie... to nie w moim stylu. Dałem mu tą cholerną czekoladę, a potem wykrzyczałem mu wszystko w twarz. ,,Jakim prawem wróciłeś?! Chcesz żebym znów przez ciebie cierpiał?! Byliśmy jak bracia, a tobie wystarczył bilet do sławy i tłumy fanek żeby zapomnieć o najlepszym przyjacielu!”
Wysłuchiwał się w każde moje zdanie, każde słowo, każdą sylabę. To mnie jeszcze bardziej wkurzyło. Wysłuchał nawet każdą obelgę pod swoim adresem... Potem wstał i ze łzami w oczach powiedział ,,Przepraszam”. Wiedziałem że nie uda nam się nadrobić straconego czasu, bo mi zostało go już nie wiele. W każdym momencie mogłem przegrać walkę o swoje życie.

~ Niall ~

Coraz częściej obserwowałem Nathana. Wiedziałem że jest coś nie tak, ale nie chciał powiedzieć.
Koniec w końcu postanowiłem go śledzić. ,,Zachowuje się jak zazdrosna żona” Zachichotałem w myślach. Przeraziłem się kiedy zobaczyłem dokąd zmierza. ,,Centrum Szpitalne, Walka z rakiem” (nazwa mojego autorstwa xD dop. aut.) Dobra, na pewno jest jakieś logiczne wyjaśnienie. Hmm...

* Następny dzień *


~ Niall ~

Zaciskając pięści czekałem na Nathana. Dobra Niall. Ogar. Poczochrane czarne włosy opadały mu na zielone oczy.
-Siema, co tam.- powiedział i usiał przy stole. ( Tak, mieszkają razem, 1D i Nathan dop. aut.)
-Cholera Nathan nie udawaj.- krzyknąłem.
-O co ci chodzi?- spytał zdziwiony.
-Jak to o co?! Przecież cię widziałem. Po cholerę chodzisz do tego szpitala?!
Momentalnie pobladł i wpatrywał się we mnie z wściekłością.
-Śledziłeś mnie?!- wrzasnął.
-Tak, a bo co?!
-Jakim prawem?!
-Martwiłem się o ciebie Nathan.- powiedziałem spokojnie.
-Mam raka.- powiedział smutno.
    Wmurowało mnie. Cholera! Straciliśmy tyle czasu, a teraz on znów odejdzie?! Nie, nie Niall. Przecież raka da się wyleczyć. On jest silny. Poradzi sobie.
-Pamiętasz jak ukradliśmy kota sąsiadce?- spytałem z uśmiechem.
-Ta.- mruknął a jego kąciki ust poszły lekko w górę.
-No. Mieliśmy szlaban.
-Ta.- zaśmial się.
-Ale...
-Ale co?- spytał.
-Poradziliśmy sobie.- odparłem.
-Nie musiałeś brać całej winy na siebie.- uśmiechnął się.- I tak mi się dostało.
-Nathan... Teraz też tak będzie. Poradzimy sobie.
-Dzięki Niall.
-Za co?
-Za wszystko...
~ KONIEC ~
___________________________

     Ohayo ! :) Hmm... Imagin taki sobie wyszedł. To smutne :C Jestem chora i czuje się jak bym miała umierać. A propos imagina, ten Nathan miał jeszcze umrzeć, ale nie jestem w stanie pisać tego dalej. Okropnie się czuje i głowa mnie strasznie boli. Aha, jest mi niezmiernie przykro, ponieważ ktoś dał mi ,,1" pod ostatnim imaginem :C Domyślam się kto ale nie ważne. Rozumiem że mogło się komuś nie spodobać, ale miło by było, gdyby w komentarzu napisał dlaczego wystawił mi taką notę. W tedy bym wiedziała co poprawić. :)

    Ohh i namęczyłam się z piosenką, żadna mi nie spasowała :/ Zdecydowałam się więc na Adele ♥

Sayonara ♥
...~~
Ol.



sobota, 23 lutego 2013

# 83. Zayn.

PRZEPRASZAM

- [T.I.], mam świetną wiadomość - już z połowy korytarza słychać było dość donośny głos Violi.
- Violet, ciszej. A teraz zamieniam się w słuch - moja przyjaciółka uwielbiała dużo mówić, a ja byłam już do tego przyzwyczajona.
- Zostałam wybrana z samorządu, by zorganizować imprezę walentynkową. Mam świetny pomysł - spojrzała na mnie. Pewnie myślała, że jestem jasnowidzem i zgadnę, co ma na myśli.
- Tak ? Jaki ? 
- Czytałam kiedyś o takim pomyśle, znaczy się był on wydarzeniem ... -zaczęła.
- Do rzeczy, Violet !
- Każdy z nas dostanie numerek. Każda dziewczyna i każdy chłopak, rzecz jasna. I w taki oto sposób stworzą się parki. Oh, wiem, że jestem genialna - wykonała dziwny ruch ręką i spojrzała na mnie - A Ty co o tym sądzisz ? 
- Hmm, brzmi dość nieźle. Pomogę Ci, ale jeśli wylosuję jakiegoś luzera nie ręczę za siebie.
- Dobrze, dobrze. Tobie wybiorę jakieś ciacho.
- Kochana jesteś - przytuliłam przyjaciółkę i ruszyłyśmy do sali od matematyki, którą to właśnie miałyśmy mieć.

- Nie, nie tu ! [T.I.], gdzie Ty masz głowę ? Przecież to nie pasuje - Viola narzekała, choć powinna się cieszyć, że jej pomagam.
- Wiem, że chcesz, żeby wszystko wyszło idealnie, ale spokojnie. Damy radę. A teraz powiedz mi, kogo dla mnie wybierzesz ? - zaświeciły mi się oczy. - Błagam, powiedz, że chodziło Ci o Lukasa.
- No coś Ty ! Przecież Lukas jest zajęty, on kocha Cammile. Są szczęśliwi. Wiem, że Luka jest mega przystojny, ale wybrałam kogoś lepszego - uśmiechnęła się tajemniczo.
- Przystojniejszy ? No nie mów, że kogoś takiego znasz.
- A Daniel ? 
- Dan ? To mój kumpel. Myślałam, że mi kogoś znajdziesz, no wiesz, kogoś z kim nie mam tak dobrego kontaktu.
- [T.I.[, przymknij się. Nie powiem Ci wszystkiego, bo nie będzie niespodzianki.
- Violet, o czym ty mówisz ? - byłam naprawdę zdziwiona. - Tą niespodzianką będzie mój prezent urodzinowy, tak ?
W walentynki miałam skończyć szesnaście lat. Pewnie dlatego powiedziała o niespodziance.
- Yyy, tak. A teraz dmuchaj te balony, bo nie zdążymy - roześmiała się serdecznie i poszła po serpentyny i serduszka.

Walentynkowy wieczór. Stałam przed szafą niby pełną ubrań, ale ja nie mogłam w niej niczego znaleźć. Przeklnęłam w duchu. Nie miałam, co na siebie włożyć. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Prooszę !
- Skarbie, chcemy Ci na urodziny dać tą sukienkę. Widziałam, że Ci się spodobała - faktycznie. Piękna, butelkowa zieleń wspaniale komponowała się z moimi brązowymi włosami i zielonymi oczyma.
- Dziękuję. Nie trzeba było - przytuliłam się do rodziców.
- Musisz ślicznie wyglądać. Może akurat ktoś wpadnie Ci w oko.
- Mamuś !
- Dobra, dobra. Nie musisz się pieklić.Już Ci nie przeszkadzamy.
I wyszli. A ja zostałam sama z sukienką w ręce, odliczając czas do 18.

" Idziesz już ? " - Violet przysłała mi takiego esemesa. Niecierpliwość to główna  cecha mojej kumpeli. Pogładziłam materiał, starając się, by ładnie wyglądał. Poprawiłam włosy, założyłam buty i zbiegłam po schodach.

- Wychodzę - krzyknęłam w stronę salonu.
- Baw się dobrze - usłyszałam tylko i zamknęłam drzwi.
Na dworzec było wietrznie. Sukienka zawiewała mi, utrudniając poruszanie się. Viola już czekała na mnie w samochodzie postawionym na podjeździe.
- Nareszcie - na jej twarzy zagościła ulga - Przecież ja muszę być tam pierwsza, zobaczyć czy wszystko gra.
- To mogłaś powiedzieć Danielowi, żeby po mnie przyjechał - fochnęłam się.
- To on nie pisał Ci, że się rozchorował ? - Viola udała zdziwienie.
- Skąd ja niby mam to wiedzieć ? To nawet nie wiem, po co ja jadę.
- Daj działać i nie przerywaj - poprosiła.
Co ona kombinuje ? Ciekawa jestem.
Do szkoły dotarłyśmy w 10 minut. Violet wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę głównej sali, która na tę okazję stała się salą balową.
- Idę sprawdzić czy dają sobie radę z muzyką. Zaraz wracam.
Kiwnęłam głową, ale Viola gnała już w kierunku Toma, szkolnego DJ-a. Usiadłam na ławeczce pod ścianą. Obróciłam w dłoniach numerek, który otrzymałam przy wejściu. Przywiesić czy nie ? I tak Daniel się nie pojawi, więc się nie przyda.
- Mogę się przysiąść ?
Podskoczyłam. Podniosłam głowę i ujrzałam wysokiego, bardzo przystojnego chłopaka o kruczoczarnych, świetnie ułożonych włosach. Spod rękawa koszuli wyłaniały się tatuaże.
- Pewnie, ale nie szukasz swojej połówki ? - zapytałam.
- Już ją znalazłem - odparł, jednak widząc moją minę dodał - Trzynaście, prawda ? 
Spojrzałam na numerek, który nadal trzymałam w dłoniach. Trzynaście. Ale jak to możliwe ? Przecież Daniel miał mieć ten numerek.
- To na pewno nie pomyłka ? 
- Nie, [T.I.]. To nie pomyłka. Zayn jestem - zdezorientowało mnie to. Dostrzegłam wracającą Violet i zapytałam - Może mi to wyjaśnisz ? 
- No dobrze. Bo tak naprawdę to moja sprawka. To miała być niespodzianka. Nie chciałam, żebyś wiedziała, dlatego Daniel mi pomógł. Chciałam poznać Cię z kimś naprawdę interesującym, a Zayn nadawał się do tego. A teraz zostawiam Cię z Twoim urodzinowym prezentem.
Spojrzałam na Zayna. Ten uśmiechnął się i poprosił mnie do tańca.
Przyznam, że była to jedna z najlepiej spędzonych nocy. Cała w ramionach Malika. Zayn nie odstępowął mnie na krok.
Intryga mojej szalonej kumpeli się udała. Jestem z Zaynem szczęśliwa. Nigdy nie przypuszczałabym, że Violet tak mnie uszczęśliwi. Bo miłość to najlepsze, co mogło mnie spotkać.



Przepraszam, że musicie czytać takie coś. Nie mam weny. Imagin dokończony dopiero dzisiaj, na szybko. Pełno sprawdzianów i brak czasu dla Was. Ale teraz szykuję dwupartowca z Liamem, o lepszej tematyce, ciekawszy moim zdaniem.
Kocham Was xox

Dominika ♥
Szablon by S1K