Statystyka

środa, 17 lipca 2013

#126. Niall

Miłość, która się zmienia nie jest miłością. Miłość jest jak nieusu­wal­ne zna­mię, przetrwa burze i nig­dy nie zadrży. Miłość nie zmienia się z cza­sem, w ciągu godzin czy ty­god­ni, ale pot­wier­dza się, na­wet u pro­gu przeznaczenia.’ 
(William Szekspir)

- Z nami koniec  - powiedział zimnym tonem, pozbawionym jakichkolwiek uczuć. Jakby to było zwykłe zdanie oznajmiające. Nic więcej… Jego twarz, niczym kamienna maska zakryła wszystkie emocje. Czułam się, jakbym właśnie stanęła twarzą w twarz z posągiem
- Ale… Niall… - jęknęłam zupełnie zbita z tropu, nie wiedząc jak ubrać w słowa to, co działo się w moim sercu i głowie. Przecież nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy! Jeszcze kilka minut temu siedzieliśmy na łące, wtuleni w siebie i wyznawali sobie miłość.
Teraz wydawało mi się, że wszystkie uczucia, jakimi mnie darzył uleciały z jego serca. Odkąd wypowiedział te feralne słowa nie spojrzał na mnie ani razu. Błądził oczami po ścianie drzew starając się zachowywać naturalnie. Ale przecież tak nie było! Co zmieniło się w tak krótkim czasie?!
- Dlaczego…? – czułam jak mój głos się łamie, a w oczach zaczynają pojawiać się łzy.
- Daj spokój, {T.I.} – odparł podnosząc się z ziemi – To nie ma sensu.
Nim zdążyłam jakoś zareagować jego sylwetka znikła za pniami drzew. Siedziałam na kocu oniemiała. W mojej głowie panował kompletny chaos, nie miałam pojęcia, co dzieje się wokół. Nie płakałam, po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Co się przed chwilą stało? Przecież to nie była prawda! Nie mogła…

Jak przez mgłę pamiętam powrót do domu. Na dworze panował już mrok, kiedy weszłam do opustoszałego mieszkania. Tak dawno tu nie byłam, większość czasu spędzałam w domu chłopaków…  Właśnie w tym momencie, sama pośród czterech ścian, poczułam się bardziej samotnia niż kiedykolwiek. Weszłam do salonu po czym usiadłam na ziemi opierając się o tył kanapy. Przede mną stała komoda, a na niej… nasze wspólne zdjęcia.
Uśmiechnęłam się pobłażliwie. To wszystko wydawało się tylko snem, cholernym koszmarem. Byliśmy tacy szczęśliwi… Myślałam, że jestem ważną osobą w jego życiu, że zależy mu na mnie, przecież tyle razy mi to powtarzał. Planowaliśmy już wspólne wakacje. Fani mnie akceptowali, a nawet jeśli nie, to przynajmniej na tyle, że życie nie było dla mnie zbyt uciążliwie. Miałam wrażenie, że ten chłopak jest w stanie obronić mnie przed złem tego świata gołymi rękami. Że moje miejsce na ziemi znajduje się tylko w jego ciepłych ramionach. Nadal nie mogłam zrozumieć gdzie popełniłam błąd. Co takiego zrobiłam, że niebieskooki postanowił zakończyć tę znajomość. Jak to się mogło stać, że przeoczyłam tak ważny moment, kiedy to… przestało mu zależeć? … przestałam mu się podobać? … przestał cieszyć się moim towarzystwem? … przestał mnie kochać?!
Z kieszeni kurtki wyciągnęłam paczkę papierosów, po czym zapaliłam jednego. Wiem, że to szkodzi zdrowiu, że mogę potem żałować, że to co robię jest złym postępowaniem i nie rozwiązuje żadnego z nawarstwiających się problemów. Ale ludzie są tylko ludźmi i często nie postępują tak, jak powinni. Na przykład pozwalają darzyć się głębokim uczuciem, a potem to niszczą... Zaciągnęłam się dymem, myśląc o tym jak kiedyś było nam dobrze. Kiedyś, jak to brzmi? Wydaje się, jakby to była zapomniana przeszłość, coś nieuchwytnego. A tym czasem, moim kiedyś były zaledwie godziny spędzone bez niego…

Minęły 3 dni. Bez jego głosu, uśmiechu, dotyku. Przez ten czas łudziłam się, że do mnie zadzwoni, że da mi jakiś znak i zapragnie naprawić tę straszną pomyłkę. A wystarczyłoby tylko jedno jego słowo i byłabym mu skłonna przebaczyć dosłownie wszystko. O, jakże złudne były moje marzenia… W tym czasie stałam się wrakiem człowieka. Nie dbałam o swój wygląd, przestałam komunikować się ze światem, zaprzestałam uczęszczać na studia, mimo że tak bardzo to wszystko kochałam. Bez niego, nawet to, co przedtem wydawało się dla mnie ważne, teraz nie miało najmniejszego znaczenia.
Ale nigdy nie przestałam go kochać. I na dnie serca tliła się we mnie nadzieja, że on również nie przestał darzyć mnie tym pięknym uczuciem. Chciałam walczyć. Pokazać mu, że jest dla mnie jak powietrze i nie zrezygnuje z niego… dopóki nie polegnę. Nie byłam osobą, która się poddaje, zawsze walczyłam do końca, z uporem i wiarą w swoje ideały. I tym razem miało być dokładnie tak samo…

Nie zastanawiając się ani chwili narzuciłam na siebie kurtkę i skierowałam się w stronę domu One Direction. Kiedy szłam w tamtą stronę byłam bojowo nastawiona do mojej misji. Chciałam pokazać wszystkim wokół, że jestem silna i odważna. Że się nie boję. Ale kiedy stałam pod jego drzwiami okazało się, że światu ukazała się krucha osóbka, która desperacko pragnie odzyskać miłość swojego życia. Nic więcej.
Drżącą dłonią zapukałam do drzwi. Przez chwilę wydawało się, że nikogo nie ma w domu. Ale to były tylko pozory. Znałam ich wszystkich zbyt dobrze… Zapukałam po raz drugi, trzeci, a potem szósty. W końcu gałka zaczęła się przekręcać. Dopiero wtedy zorientowałam się, że cała drżę, a w gardle urosła mi ogromna gula. W drzwiach stanął Liam.
- {T.I.}, co ty tu robisz? – wydawał się zbyć zdziwiony i nieco niezadowolony z mojej obecności.
- Przyszłam porozmawiać z Niall’em – odparłam ostro, próbując ukryć pojawiające się w moich oczach łzy.
- To nie jest dobry pomysł – jęknął drapiąc się nerwowo po karku.
Za to ja z każdą chwilą czułam, że dłużej nie dam rady udawać silnej i odważnej kobiety. Byłam słaba i bezbronna. Byłam nikim bez niego. A przede mną stał chłopak, którego do tej pory uważałam za przyjaciela. Tym czasem nawet on nie chciał wyciągnąć w moją stronę pomocnej dłoni. Dlaczego właśnie teraz wszyscy się ode mnie odwrócili…?
- Liam, błagam, pomóż mi – załkałam, posyłając w diabli mój pierwotny plan – Dlaczego on mi to zrobił? Dlaczego mnie zostawił?
- Przykro mi, mała – odparł stłumionym głosem, zostawiając mnie bez odpowiedzi. Bez słowa zamknął mi drzwi przed nosem, a ja poczułam się tak, jakby ktoś  wbił ostry sztylet w moje, biedne i poranione już, serce.

Z podkulonym ogonem wróciłam do swojej samotni. Byłam zmęczona, wyziębnięta i przemoczona do suchej nitki. Kiedy wracałam, z jeszcze bardziej złamanym sercem, nie obchodziły mnie strugi deszczu, przed którymi uciekali ludzie do pobliskich kawiarni czy sklepów. Ale mnie było wszystko jedno. Ani deszcz, ani dziwne spojrzenia przechodniów, ani mój wygląd. W tamtym momencie już nic nie było dla mnie ważne.
Nie zdejmując mokrych ubrań usiadłam na kanapie i po raz kolejny tego dnia zapaliłam papierosa. Spojrzałam na popielniczkę, leżącą na stole. Była zapełniona popiołem i resztkami używek. Już nawet nie pamiętałam czy to ja aż tak bardzo się zaniedbałam czy to może pozostałości po ostatniej wizycie Zayna tutaj. Ach, Zayn. Wydawało mi się, że wszyscy przestali się mną przejmować. Wraz z odejściem Niall’a odeszli i oni.

Poczułam jak moim ciałem targają zimne dreszcze, a głowa, która dawała o sobie znać od samego rana, bolała tak bardzo, że prawie traciłam zmysły. Powlekłam się do szafki z lekami i wysypałam wszystkie pudełka na stół. Drżącymi rękami zaczęłam przebierać w opakowaniach, szukając środka na ból głowy. W końcu znalazłam. Całe, jeszcze nie napoczęte. Wzięłam do ust 2 tabletki popijając je napojem gazowanym. Ale zamiast oczekiwanej ulgi ból narastał z każdą chwilą.
Czułam się jak wrak człowieka, który w swoim życiu przeszedł przez ogrom cierpienia i bólu, nie mając przy sobie bliskich osób, pokonując napotkane przeszkody z ogromną trudnością. Tym czasem byłam tylko młodą dziewczyną, którą rzucił chłopak. A że był moją jedną i największą miłością… to już nikogo nie obchodziło. Połknęłam kolejną tabletkę, a potem jeszcze jedną i jedną.
Dopiero kiedy zauważyłam, że opakowanie po lekach jest puste zdałam sobie sprawę, że popełniłam błąd. Ale nie pierwszy i … nie ostatni? Zaczęłam tracić świadomość, kontury mebli  i ścian zaczęły się ze sobą zlewać. Próbowałam złapać się czegoś, ale nie było nic w zasięgu moich dłoń.
- Niall… Niall… - łkałam tracąc zmysły.
"Pamiętasz, jak mi obiecałeś, że mimo wszystkiego i wszystkich będziesz przy mnie? Że cały czas będziesz trzymać mnie za rękę i nigdy nie puścisz? Pamiętasz Niall? Dlaczego nie dotrzymałeś obietnicy? Dlaczego odszedłeś?!"
Z każdą kolejną chwilą czułam się coraz lżej, a myśli już nie ciążyły tak bardzo. Nie miałam już na nic sił. Ale było mi dobrze, bo wreszcie mogłam na chwilę zapomnieć. Przestać żyć tym co było, choć na tak krótką chwilę. Nigdy nie chciałam się poddać, nigdy nie chciałam przegrać. Ale w wcale tak już jest, że jeden wygrywa, a drugi odchodzi z niczym. Tylko dlaczego to ja musiałam polec?
Wybacz mi Niall, ale mam już siły walczyć o n a s z e szczęście…


***

Siedziałem na krześle wbijając paznokcie w blat stołu, czując jak wszystko skręca mnie od środka. Od tygodnia na mojej twarzy nie zagościł uśmiech. Nie miał prawa. {T.I.} była jedną osobą, która była w stanie sprawić, że zacząłem widzieć świat w jasnych kolorach, a co jeśli teraz jej nie ma? Przecież była moim życiem.
Nie… nie była moim życiem, bo w życiu zazwyczaj piękne są tylko chwile… Była jego sensem, powodem, dla którego budziłem się codziennie rano z uśmiechem na twarzy, bo wiedziałem, że ona jest blisko… Ona nie była moim sercem, bo serce to tylko narząd pompujący krew do tkanek w moim  ciele… Była tą tajemniczą siłą, która wprawiała je w ruch i dzięki któremu biło. Ona nie była moim powietrzem, bo ono niekiedy jest brudne, zanieczyszczone, suche… Była tlenem w najczystszej postaci…
Cholera jasna! Dlaczego jacyś obcy ludzie mają prawo decydować o tym czy mogę być szczęśliwy czy nie!? I dlaczego ja się na to wszystko zgodziłem?! Dlaczego byłem tak naiwny?! Dlaczego nie posłuchałem tego, co mówiło wtedy moje serce?! Dlaczego…?!
Do kuchni wszedł Liam z niewyraźną miną. Nie spojrzałem na niego, ale doskonale wiedziałem, że jego oczy wpatrują się we mnie z ogromną intensywnością.
- {T.I.} tu była – zaczął cicho, jakby bał się, że zaraz mnie spłoszy, niczym jakieś dzikie zwierzę.
- Wiem, słyszałem – odpowiedziałem przez zaciśnięte zęby starając się nie rozpłakać. Chociaż wylałem już tyle łez, że wydawało się, że więcej nie będę w stanie…
- Niall – zaczął znowu chłopak kładąc mi rękę na ramieniu. Nie wytrzymałem. Nie mogłem dłużej udawać, że wszystko jest dobrze, kiedy tak naprawdę zawalił się cały mój świat.
- Dlaczego?! Powiedz mi, do jasnej cholery, dlaczego!? – krzyknąłem podrywając się gwałtownie. Złość buzowała w całym moim ciele. Byłem wściekły… ale tylko na siebie samego.
Chłopak w milczeniu patrzył jak toczę walkę sam ze sobą. Nie miałem pojęcia co robić. Kochałem ją, jak nikogo innego jestem i będę w stanie pokochać. Pragnąłem trzymać ją za rękę i tak przejść całe życie. Wydawało mi się, ba! byłem pewien, że jej delikatna dłoń idealnie pasuje do mojej. Jakby od zawsze na siebie czekały. Ale z drugiej strony… Modest! Dyktował nam warunki. Dlaczego Liam mógł być z Danielle, kiedy Lou za kilka dni musiał zerwać z Eleanor? Po co ta cała szopka z Zaynem i Perrie, skoro darzą się jedynie niechęcią? Czemu Harry musi widywać się z kobietami, które nic dla niego nie znaczą? I w tym wszystkim ja… skazany na samotność dla dobra zespołu. Miłość była w naszym przypadku zakazana i to pod każdym względem…
- Walcz o nią – usłyszałem za plecami głos przyjaciela. Odwróciłem się napięcie i spojrzałem mu  w oczy. Po raz pierwszy od t e g o dnia dostrzegłem, że wydają się być napełnione nadzieją. – Obiecałeś, że nigdy jej nie opuścisz, więc dotrzymaj słowa…
Przecież obiecywałem, że nie pozwolę jej odejść, prawda…? A obietnic powinno się dotrzymywać. Nie mogłem tak tego zostawić… Po prostu nie mogłem, bowiem ona była dla niego wszystkim… I zdecydowałem, że będę o nią walczyć. O nią i o naszą miłość.
Jednak życie pisze inny scenariusz niż sami byśmy chcieli. I po raz kolejny nasza miłość została wystawiona na, jakże, ciężką próbę.


***


Wszystko wirowało. Czułam się tak, jakbym przez cały czas siedziała na karuzeli, która nie chciała się zatrzymać. Całe moje ciało przeszywał ogromny ból, tylko ręka jakby emanowała kojącym ciepłem. Dryfowałam gdzieś w nicości próbując wynurzyć się na powichrzenie, czując jak jakaś siła próbuje wypchnąć mnie ku górze. Jakby moja dłoń, opanowana przez tajemniczą siłę wyrywała się do czegoś.
W końcu zaczęłam odzyskiwać przytomność. Wokół roznosił się zapach kroplówki. Szpital… Co ja takiego zrobiłam? Wspomnienia zaczęły zalewać mnie jak woda. Zerwanie z Niall’em, nieudolna próba odzyskania jego miłości, a potem te tabletki. Bałam się otwierać oczu, bo nie chciałam zdać sobie sprawy, że jestem tu całkiem sama.
Po chwili uniosłam powieki ku górze. Białe ściany, medyczne sprzęty i Niall. "Och… Czyżbym oszalała? Tak, oszalałam, albo to skutek tych leków, które wstrzykują mi do żył…" Na fotelu obok łóżka ujrzałam  jego…  Z jaką dokładnością mój mózg odtworzył szczegóły! Wyglądał zupełnie jak żywy…
Próbując dotknąć jego idealnego policzka zerwałam z siebie sprzęty, które narobiły hałasu. Jego powieki się uchyliły ukazując błękit tęczówek. Chłopak widząc, że nie śpię doskoczył do mojego łóżka i złapał mnie za rękę.
- {T.I}, jak dobrze! Jestem przy tobie! I przepraszam za wszystko! Już nigdy więcej nie pozwolę ci odejść!
- Och, wydajesz się taki prawdziwy. To niesamowite…
- O czym ty mówisz? Przecież ja jestem prawdziwy. Jestem tutaj i już cię nie zostawię. Tak bardzo za tobą tęskniłem! Zanim odeszłaś, nie wiedziałem, co to znaczy "szaleć z miłości!"! Proszę cię tylko: Wybacz mi! To Modest! kazało mi z tobą zerwać, bo to miało być lepsze dla zespołu. Ale zrozumiałem, że bez ciebie nie ma mnie! I nie mogę żyć ze świadomością, że nie możemy być razem!
- Och, Niall – po policzkach zaczęły spływać mi strużki łez – Myślałam, że mnie już nie kochasz. Że nic już dla ciebie nie zacznę. Tak się cieszę, że tu jesteś, tak bardzo cię kocham!
Chłopak uśmiechnął się po czym zaczął całować moje mokre policzki. W końcu nasze usta połączyły się w tak długo wyczekiwanym pocałunku, w którym wyjaśnialiśmy sobie wszystko to, czego nie dało się opisać słowami. I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że miłość to najpiękniejsze uczucie jakie potrafi zawładnąć ciałem i duszą człowieka…

‘Moja miłość równie jest głęboka jak morze, równie jak ono bez końca. Im więcej Ci jej udzielam, tym więcej czuję jej w sercu.’
(William Szekspir)



 Cześć kochane! 
Przed wami Imagin, dzięki któremu został przyjęta na tego bloga. Było to moje pierwsze opowiadanie z udziałem One Direction, które napisałam w czasie mojej pisarskiej kariery. I muszę wam się przyznać, że co jak co, ale jestem z niego naprawdę duma :) A wy, co o nim sądzicie? Podoba się wam? Odpowiada wam taka długość moich opowiadań?

Teraz nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam dalszych wspaniałych wakacji! <3

Aga

poniedziałek, 15 lipca 2013

UWAGA !

Wiem, że dwa dni temu pojawić się miał imagin Agnieszki. Jednakże na moim nowym laptopie jeszcze nie mam Microsoft'a, więc jednocześnie nie mogę go dodać.
Ale obiecuję, że u jutro wejdę na stary komputer i go dodam.
Dalej, miały też pojawić się imaginy Agaty, która na kłopoty z komputerem bodajże. Ale wysłała mi w nowej wersji Microsoft'a, a ja mam starą na stacjonarnym. Wszystko nadrobimy, bez obaw :D

Do końca lipca raczej nie dam rady dodać imagina, chyba że babci albo cioci coś napiszę ♥


Dominikaa x

czwartek, 11 lipca 2013

#125. Zayn

Imagin dedykuję Magdzie ♥


- [T.I] wychodzę na próby, będę wieczorem, kocham cię, pa - Zayn właśnie wychodzi
- Paa - krzyczysz z kuchni
Zayn jak zwykle musiał wyjść na próby. Już nawet nie macie czasu dla siebie. Przychodzi do domu, 5 minut i już go nie ma. Całe dnie spędzasz sama w waszym domu. Rozumiesz go, on chce robić karierę, nie chce zawieść fanów i w ogóle. Czasami chciałabyś żeby przerwał karierę i był z tobą, ale wiesz, że nie możesz mu tego zrobić. Jeżeli on jest szczęśliwy to ty też. Jesteś właśnie teraz w kuchni i popijasz herbatę, nagle nachodzi cię wspaniała myśl :
- Hmm, skoro Zayn powiedział, że będzie wieczorem, to zrobię mu niespodziankę. Romantyczna kolacja ? Tak, Zayn będzie szczęśliwy i w końcu spędzimy razem trochę czasu !
Jak pomyślałaś tak też zrobiłaś. Od razu poszłaś do sklepu zakupić potrzebne produkty.
W sklepie powoli wybierasz potrzebne ci produkty na kolację. Jesteś właśnie w dziale z nabiałem. Bierzesz serek, chcesz go włożyć do koszyka, ale czujesz ogromny ucisk w brzuchu. Serek wypada ci z rąk. Jedną ręką trzymasz za brzuch, okropnie boli. Po chwili przestaje. Zdziwiło cię to :
- Ehh, pewnie skurcz ! - myślisz
Podnosisz serek z podłogi i idziesz dalej.
Po zakończonych zakupach bierzesz się za gotowanie i sprzątanie. W salonie ustawiasz na stole sztućce i talerze. Na środku stołu stawiasz kilka świeczek w kolorze czerwieni. Serwetki pozostawiasz białe. Wszystko idealnie dobierasz do wszystkiego. Gdy wszystko jest skończone wyjmujesz w lodówki wino i stawiasz na stole. Zaczynasz czekać.
Jest już po 23, a Zayn'a nadal nie ma. Nie dostałaś żadnego SMS-a, zaczynasz się martwić. Z tego wszystkiego postanawiasz nalać sobie kieliszek wina. Gdy kończysz pierwszy Zayn'a nadal nie ma, więc nalewasz sobie następny i następny. Powoli butelka robi się pusta, a ty nadal nalewasz sobie. Straciłaś panowanie nad sobą, ale nie przestajesz pić. Zayn'a wciąż nie ma. Nie chcąc czekać na niego chcesz iść spać. Idziesz pijana do sypialni. W sypialni nie możesz zasnąć, więc idziesz do kuchni po tabletki nasenne, popijasz je winem i zasypiasz.
Rankiem Zayn wraca do domu. W rękach trzyma bukiet pięknych róż. Nie zastaje cię w salonie, ale widzi, że przygotowałaś kolację. Rusza wiec w stronę waszej sypialni. Po cichu otwiera drzwi, widzi, że śpisz. Wchodzi dalej, na podłodze leży butelka wina i reszta tabletek nasennych. Jest w szoku, że sama wypiłaś całe wino :
-[T.I] obudź się, proszę ! - próbuje cię obudzić
Ty nie reagujesz na to. Zayn'a ogarnia niepokój. Przez kilka minut próbuje cię obudzi, bez żadnej reakcji, więc postanawia, że pojedzie z tobą do szpitala.
W szpitali Zayn czeka na korytarzu. Po dłuższej chwili wychodzi lekarz :
- I co, co z [T.I] ?! - pyta od razu
- Niech pan usiądzie, muszę panu coś przekazać - obydwoje siadają - Otóż panna [T.I] jest w ciąży, a raczej była - oznajmia mu lekarz
- Co ? Jak to była ? Co się stało ? - Zayn nie może uwierzyć w słowa lekarza
- Pewnie ona nie wiedziała, że jest w ciąży. Wypiła całe wino i jeszcze zażyła tabletki nasenne. To spowodowało, że poroniła. Przykro mi - lekarz odchodzi
Zayn nie może w to uwierzyć. [T.I] była w ciąży. Od razu wchodzi do ciebie, jest zły na siebie, że nie napisał ci SMS-a, że nie będzie go w domu na noc :
- Cześć [T.I] ! - mówi wchodząc
Ty odkręcasz się w jego kierunku i uśmiechasz się. Zayn siada obok ciebie :
- [T.I] przepraszam cię z całego serca, ale próby nam się przeciągnęły, wiesz jak jest ? - chwyta cię za rękę i całuje
- Nic się nie stało, przywykłam - leciutko się uśmiechasz
- A ty wiesz, co tak w ogóle się stało ? - pyta cię Zayn
- No napiłam się i ... - nie dokańczasz, bo Zayn ci przerywa
- Do jasnej cholery poroniłaś - w Zayn'ie coś właśnie pękło - Ile ty wypiłaś ? Nawet nie wiedziałaś, że jesteś w ciąży ? Boże jaki ja byłem głupi, że ci wtedy nie napisałem SMS-a ! Nasze dziecko nie żyje i to moja wina, bo nie napisałem ci jednego głupiego SMS-a !
Ty jesteś w szoku, nerwowo patrzysz na Zayn'a, który głowę ma schowaną w dłoniach :
- Zayn, gdybym wiedziała, że jestem w ciąży na pewno bym nie piła - w końcu wydusiłaś z siebie parę słów
- Boże, jak mogłaś nie wiedzieć ?! Nie czułaś nic, nie zorientowałaś się ?! - Zayn próbuje opanować swoje nerwy
Wasze pierwsze dziecko nie żyje. Zayn obwinia się, że mógł chociaż napisać, że się spóźni. Z kolei ty się obwiniasz, że wypiłaś całe te wino :
- Boże jaka ja jestem głupia ! - zaczynasz płakać
- Co ? - Zayn ze zdziwioną miną patrzy na ciebie
- Wczoraj w sklepie, jak byłam na zakupach, nagle poczułam jakiś ucisk w brzuchu. Boże co ja zrobiłam, olałam to, to moja wina ! - zaczynasz mocniej płakać
Zayn nie może patrzeć jak płaczesz i od razu cię mocno przytula :
- [T.I] nie płacz, poradzimy sobie jakoś, nie płacz ! - Zayn'owi też zaczynają spływać łzy
Właśnie wracacie do domu. Zayn prowadzi, ty siedzisz obok. On patrzy na drogę a ty w okno, czasem na niego spoglądając. W pewnej chwili Zayn łapie cię za rękę :
- Wszystko będzie dobrze, damy sobie radę ! - uśmiecha się do ciebie
- Musi być ! - uśmiechasz się i obydwoma rękoma trzymasz rękę Zayn'a


Dla odpoczynku od rzeczywistości ty wraz z Zayn'em wybraliście się do wesołego miasteczka. Właśnie siedzicie sobie na ławce i rozmawiacie :
- Wiesz co [T.I], jestem szczęśliwy mając ciebie - całuje cię w czoło
Ty na odpowiedź na jego pytanie przytulasz się do niego mocniej :
- Poczekasz tu 5 minut na mnie ?
- Tak, a dlaczego ? - robisz zdziwioną minę
- Po prostu poczekaj , ok ? - zaśmiał się
Ty kiwasz głową na znak, że tak. Nie wiesz po co, a nawet gdzie poszedł Zayn.
Czekasz już 5 minut. Nagle słyszysz czyjś głos, to głos Zayn'a. Śpiewa jakąś miłosną piosenkę, ale go nie widzisz. Kierujesz się w stronę, gdzie jego głos się wydobywa. Ku twojemu zdziwieniu znajdujesz Zayn'a na scenie, trzymającego w ręku kwiaty, ale nie byle jakie. Wielki bukiet czerwonych róż, każda owinięta w piękną kokardkę. Patrzysz na niego, on na ciebie, oboje się do siebie uśmiechacie. Zayn powoli schodzi ze sceny w twoją stronę, wszyscy się patrzą i uśmiechają. Gdy Zayn dotarł do ciebie skończył piosenkę :
- [T.I], kocham cię - Zayn przyklęka nad tobą - wyjdziesz za mnie ?
Tobie konkretnie odebrało mowę. Jesteś mile zaskoczona. Nie możesz wymówić z siebie ani jednego słowa.


  *Miesiąc później*
Jesteście właśnie na rodzinnym obiedzie u Liam'a i Danielle. Jest tam cały zespół : Louis z Eleanor, Niall i Harry ze swoimi dziewczynami i oczywiście ty z Zayn'em. Nagle Zayn wstaje i chce coś ogłosić :
- Hmm, od czego by tu zacząć - zaczyna, wszystcy z skupieniu się na niego patrzą - Jestem niezmiernie szczęśliwy, że mam was, że jesteście przy mnie i że wspieraliście mnie w trudnych sytuacjach. Chcę, abyście wiedzieli o pewnej rzeczy pierwsi - Zayn bierze cię za rękę, ty wstajesz - [T.I] jest w ciąży i niedługo bierzemy ślub !
Wszystkich ogarnęła radość. Wszyscy wiedzieli, że nie poddacie się i będziecie szczęśliwi. Że z optymizmem patrzycie w przyszłość.




Cześć wszystkim ♥ :)
1. Mam nadzieję, że się spodobał ? :)
2.Kochana Madziu ♥ Mam nadzieję, że imagin ci się spodoba. I że spodobają ci się sceny dodane przeze mnie, oczywiście nie byłabym sobą, gdyby nie dodała czegoś od siebie :)

                                              Do następnego, trzymajcie się ♥ :)
                                                               Gosia ♥

sobota, 6 lipca 2013

# 124. Louis.

Imagin Agi - koniecznie przeczytajcie notkę pod imaginem :)


Tego dnia w Londynie świeciło słońce, a na niebie nie było ani jednej chmury, która mogłabym przeszkodzić w pięknej i słonecznej pogodzie, która mogłaby trwać do końca dnia. Wracałam właśnie ze szkoły, a moje myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół pysznego obiadu i błogiego lenistwa przed telewizorem, kiedy zostałam przez kogoś złapana za nadgarstek i zatrzymana.

Niezadowolona z tego faktu obróciłam się w stronę osoby, która to zrobiła i zamarłam. Przede mną, w całej swojej okazałości, stał nie kto inny jak tylko Louis Tomlinson – członek One Direction. Zmarszczyłam brwi zastanawiając się, czego może chcieć od zwyczajnej dziewczyny, ktoś taki jak on?
- Potrzebuję pomocy! – szepnął konspiracyjnie, zbliżając swoją twarz do mojej – Chłopcy zrobili mi kawał, zabrali mi wszystkie pieniądze i komórkę, a potem zostawili tutaj. Nie mam jak wrócić do domu... Czy mógłbym liczyć na twoje dobre serce?
Uśmiechnął się miło, składając ręce jak do modlitwy. Wzruszyłam tylko ramionami i wyciągnęła z torebki portfel, w którym znalazłam kilkanaście funtów. Nie byłam wielką fanką tego zespołu, co wcale nie znaczyło, że go nie lubię, a ten chłopak nie wyglądał jakby sobie ze mną żartował, więc postanowiłam, że zlituję się nad nim i ofiaruję mu te pieniądze, żeby mógł wrócić do swojego domu, gdzie wiedzie idealne życie światowej gwiazdy.
- Proszę, mam nadzieję, że ci się przydadzą – uśmiechnęłam się podając chłopaki kilka banknotów
- Jesteś wspaniała! – ucieszył się Louis , chowając pieniądze do kieszeni – Dziękuję, yyy…
Chciał wymówić moje imię, ale niestety go nie znał. Poprawiłam torbę zwisającą z mojego ramienia i wyciągnęłam przed siebie dłoń, którą chłopak po chwili uścisnął.
- {T.I}, miło mi poznać – odpowiedziałam, czując jak po ciele przechodzi mi przyjemny dreszcz
- Jesteś czwartą osobą, którą proszę o pomoc i pierwszą, która mi jej udzieliła – uśmiechnęłam się tylko, mówiąc, że to nic takiego. Odparłam, że muszę wracać do swoich spraw i obróciłam się zmierzając w stronę przejścia dla pieszych. Po chwili usłyszałam za sobą krzyk Lou - To przeznaczenie!
Ostatni raz spojrzałam w jego stronę, po czym uśmiechnęłam się lekko ironicznie, kiwając głową. Następnie przeszłam na drugą stronę ulicy, a kiedy spojrzałam w stronę, gdzie jeszcze kilka minut temu rozmawiałam z członkiem One Direction, nie było tam już nikogo…

Przemierzając kolejne ulice miasta, dostałam wiadomość od swojej współlokatorki, która prosiła mnie, bym po powrocie ze szkoły wstąpiła jeszcze do sklepu po coś słodkiego, a potem sama przypomniałam sobie, że powinnam udać się jeszcze do biblioteki, żeby oddać kilka zaległych książek, które nosiłam w torbie od 2 tygodni.
Skręciłam w kolejną uliczkę i skierowałam się w stronę sklepu spożywczego. Po kilku minutach stałam przed półką z różnymi słodyczami, zastanawiając się, co mogły byśmy zjeść dzisiejszego wieczoru. W końcu wrzuciłam do koszyka paczkę cukierków i czekoladę z orzechami.
- Na twoim miejscu wziąłbym tę z truskawkami – o mało nie przewróciłam półki słysząc za trochę znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam, że przede mną stoi nie kto inny jak Louis!
- Louis?! Co ty tutaj robisz do cholery? – spytałam, bardziej zaskoczona, niż zezłoszczona jego widokiem – Przecież miałeś jechać do domu! – tak naprawdę już zapomniałam o tym, co wydarzyło się kilka godzin temu i ponowne spotkanie Tomlinsona było dla mnie niemałym szokiem.
- To prawda, ale stwierdziłem, że ważniejsze jest udowodnienie ci, że nasze spotkanie to czyste przeznaczenie – odparł poruszając zabawnie brwiami, podążając krok w krok za mną
- Och, dałbyś już spokój – przewróciłam oczami, zmierzając w stronę – Nie musisz nagrywać jakieś płyty, czy coś?
- Aktualnie muszą podążać za swoim przeznaczeniem – westchnęłam słysząc jego słowa, nie odzywając się już więcej, gdyż stwierdziłam, że to i tak nie miałoby sensu.
Zapłaciłam za produkty i skierowałam się w stronę biblioteki, a Louis nie odstępował mnie nawet na krok. Coraz bardziej zaczynało mnie denerwować, że śledzi mnie, niby sławny, ale i tak natrętny, chłopak, który wziął sobie za cel honory wyprowadzenie mnie z równowagi. Kiedy dałam mu pieniądze, powinien jej wziąć, wsiąść do najbliższej taksówki i wrócić, jak sam mówił, do domu. Nie wiem, po co dalej tak bardzo chciał spędzać ze mną czas.
W końcu zatrzymałam się gwałtownie, tak, że Lou, który szedł za mną, nieprzygotowany na takie coś wpadł w moje plecy. Skrzyżowałam ręce na piersi i posłałam chłopaki znaczące spojrzenie.
- Słuchaj… Lou. Wiem, że na pewno jesteś mi wdzięczny za te pieniądze, nie musisz się aż tak bardzo odwdzięczać. Cieszę się, że mogłam ci pomóc i to doceniasz, ale to, co robisz jest ponad to, ile ci ofiarowałam. To nie jest przeznaczenie, mój drogi, po prostu ci pomogłam i to wszystko…
Chłopak już otwierał usta, ale pokręciłam tylko głową i nie czekając na więcej szybko skierowałam się w stronę ulicy prowadzącej do budynku biblioteki. Kiedy byłam na miejscu oddałam książki i wybierałam sobie kilka nowych. Między półkami spotkałam też koleżankę z uczelni, która zaprosiła mnie na kawę do pobliskiej kawiarenki. Zadowolona z jej propozycji, zgodziłam się bez namysłu. Kierując się do kawiarni, z ulgą stwierdziłam, że Louis wreszcie zostawił mnie w spokoju i odszedł. Z drugiej jednak strony poczułam się źle, że byłam dla niego niemiła i mogłam sprawić mu przykrość.

Podczas rozmowy z koleżanką nie mogłam skupić się na niczym innym, jak tylko na błękitnych oczach Louisa oraz jego promiennym uśmiechu. W jednej chwili pożałowałam, że odprawiłam go z kwitkiem, sprawiając tym samym, że nasze drogi już nigdy w życiu mogłyby się ze sobą nie skrzyżować. Było mi szkoda, że nie było go ze mną w bibliotece – może pomógłby mi wybrać jakąś wartą uwagi książkę albo polecił jeszcze nieznanego przeze mnie autora? Teraz i tak było już na wszystko za późno. Byłam smutna i zła, że zachowałam się w tak dziecinny sposób i sprawiłam, że to, co mogło okazać się wspaniałą przygodą, na bardzo długi czas, zakończyło się po kilku chwilach.

Słońce powoli chowało się za wysoki budynki, kiedy wolnym krokiem wracałam do domu, nadal mając przed oczami twarz chłopaka, którego spotkałam kilka godzin temu. Byłam już prawie pod domem, kiedy w jeden chwili zatrzymałam się i otwarłam szeroko buzię. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom w to, co widziałam!
Na schodach prowadzących do mojego mieszkania siedział wesoły Louis, który przebierał w miejscu nogami i rozglądał się ciekawsko na boki. Dopiero po chwili zauważył, że stoję przed nim i intensywnie mu się przyglądam, wyprostował się i uśmiechnął.
- Louis, dobry Boże, co ty tutaj robisz? – starałam się panować nad emocjami i nie pokazywać, że jednak naprawdę cieszę się, że widzę go siedzącego na stopniach prowadzących do mojego domu.
- Już ci mówiłem, to przeznaczenie – uśmiechnęłam się tylko, pochylając głowę na prawą stronę – I nie mam zamiaru tak tego zastawić, więc… Czy umówisz się ze mną w sobotę?
- Jeśli się zgodzę, to dasz mi w końcu spokój? – spytałam krzyżując ręce na piersi
- O nie! Wtedy to dopiero się zacznie! – posłał mi jedno ze swoich najlepszych spojrzeń
Jeszcze raz obejrzałam chłopaka od góry do dołu. Miał uroczy uśmiech i magnetyczne spojrzenie. Wyglądał słodko, mając na sobie czerwone spodnie, koszulkę w paski i białe trampki, spod których nie wystawały skarpety. Został obdarzony wspaniałym uosobieniem, wielką cierpliwością, ale nie można mu było również odmówić natarczywości. Jednak te wszystkie cechy sprawiały, że wydawał się w moich oczach po prostu idealny…
- W takim razie zgoda! – odparłam po chwili namysłu, po czym wspólnie z Lou zaczęliśmy się śmiać.


Cześć i czołem! 
Z tej strony Aga i jestem nową redaktorką na tym blogu. 
Bardzo serdecznie dziękuję Dominice za przyjęcie do ekipy oraz mam nadzieję, że wraz z pozostałymi dziewczynami będziemy się tutaj świetnie bawić! Jestem naprawdę szczęśliwa, że mogę tutaj być i dla was pisać :)

Ciekawa jestem czy podobał wam się imagin o Lou. Naczytałam się już za dużo smutnych historii, więc stwierdziłam, że jedna wesoła i trochę mało poważna, na pewno nikomu nie zaszkodzi, a może nawet poprawi komuś humor.

Mam nadzieję, że mój styl pisania i historie przypadną wam do gustu i będziecie wyrażać swoje opinie na ich temat, te pozytywne, ale i negatywne. Chciałabym żebyście nie miały przede mną żadnych tajemnic i krytykując (oczywiście uzasadniając), pomagały mi stawać się jeszcze lepszą pisarką!

Życzę wam, moje kochane, przepięknych wakacji! ;*

Aga 

środa, 3 lipca 2013

# 123. Zayn.

- Tato, jak myślisz ? Zostanę kiedyś zawodowym piłkarzem ? To moje marzenie, wierzę, że tak będzie. Ty swoje spełniłeś. Było trudno ? - mój piętnastoletni syn zadał mi dość nietypowe pytanie. Od ośmiu lat trenował piłkę nożną i chciałby wiedzieć, jak to jest z tą karierą. A ja, jako ojciec powinienem mu to wytłumaczyć.

Poprosiłem Go, by usiadł ze mną w ogrodzie tak dokładnie i z całym sercem pielęgnowanym przez moją małżonkę. W maleńkiej drewnianej altance ustawiłem ławeczkę. Właśnie teraz z moją pociechą ją zajęliśmy. Zacząłem opowiadać historię mojej kariery.


- Zayn, synku kochany ! Wstawaj ! Nie zdążysz na pociąg ! - moja mama zaczęłam mną trząść w celu obudzenia. Nie powiem, udało się jej. Ale po co tak wcześnie mnie budziła ? Zaraz, zaraz. O cholercia, o 6.45 miałem pociąg, którym miałem dojechać do miasta, w którym odbywały się castingi do X-Factor'a.
W pośpiechu się ubrałem, ucałowałem mamę w policzek i biegiem ruszyłem w stronę dworca.
Zdążyłem.


Co za szczęście. Mały włos, a nie zdążyłbym w drodze po marzenia. Pierwszy krok, choć trudny, wykonany.

Do budynków, w którym miały mieć miejsce castingi zaprowadziła mnie bardzo miła blondynka. Powiedziała, że kiedy będę sławny, będzie bardzo dumna, bo to właśnie ona mnie tu zaprowadziła. Jakże to niesamowite, że się nie myliła.

Dotarłem tam z zapasem malutkich dwudziestu minut. Myślałem, że będzie gorzej. Zaśpiewałem swoje i po prostu pojechałem do domu. Wyniki pre-castingów miały dotrzeć pocztą w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Nic, tylko czekać.

DOSTAŁEM SIĘ ! Najcudowniejszy dzień w moim krótkim żywocie. Byłem naprawdę przeszczęśliwy. Musiałem przygotować się do głównych przesłuchań, zaśpiewać i po prostu zachwycić jury.

Nie będę opisywał przeżyć towarzyszących mi przed występem. Ciśnienie zdecydowanie mi podskakiwało, to znów opadało. Istny rollercoaster. Ale wyszedłem na scenę, wykonałem piosenkę najlepiej jak mogłem i pozostawało mi czekać.

Nie będę, Ci synku, przytaczać każdego etapu programu, powiem pokrótce, dobrze ?

Do dalszych etapów nie dostałem się jako samodzielny wokalista. Połączono mnie i wujków Nialla, Harry'ego, Liama i Louisa w zespół. Zespół, który chociaż nie wygrał X-Factora zyskał niebywałą liczbę fanek - Directionerek. 

Początki nie były łatwe, ale wystarczyło nagrać "What Makes You Beautiful" , a usłyszał o nas świat. W przeciągu roku, może troszkę więcej zyskaliśmy szacunek całego globu. O bilety na nasze koncerty biły się rzesze fanek. Cudowne uczucie, to na pewno.


I wiesz co, synu ? Chociaż może Ci się wydawać, że moja droga na szczyt wv\cale nie była skomplikowana, grubo się mylisz. Wielu w nas nie wierzyło. Sądziło, że nagramy jedną, nędzną piosenkę i dziewczyny wymażą nas z pamięci. Ale tak się nie stało. Byliśmy, może i nadal jesteśmy, ich powodem, by żyć. By trwać i wierzyć w marzenia, tak jak Ty, synu.

Kocham Cię i trzymam za Ciebie kciuki. Mnie się udało, Twojej mamie w jej girlsbandzie - również. Mam cichutka nadzieję, że za kilka lat będziesz grał w reprezentacji Anglii. I wówczas uświadomisz sobie, jaką pracę musiałeś wykonać, by tam być. Ale nie będziesz żałować. Bo przecież nikt nie żałuje, że spełnił marzenia. Chcę być dla Ciebie autorytetem. Chcę, żebyś za każdym razem, gdy będzie źle spojrzał na mnie i pomyślał - " Skoro mój staruszek dążył zdeterminowany do celu, jaki sobie postawił, dlaczego ja nie mam taki być ? " .

Nigdy nie mów nigdy. Kiedyś będziesz kimś wielkim - stwierdziłem i pocałowałem syna w czoło. Był moim okiem w głowie i nie chciałem, by po pierwszej porażce upadł i się nie podniósł. Każdy potrzebuje wsparcia. Mam nadzieję, że nim dla niego będę. Bardzo bym tego chciał.



Przepraszam za takie opóźnienie. Imagin miał pojawić się wczoraj, niestety problemy czysto techniczne mi to uniemożliwiły.

Mam nadzieję, że Wam się spodobało :)

I mam pytanie : Chcecie w najbliższym czasie kolejne pytania do redaktorek, tym razem nie tylko do mnie ?
A może wykażecie się inwencją i same wymyślicie jakiś konkurs lub inne urozmaicenie. 
Na propozycje czekam w komentarzach - 15 i na pewno dodam jakiegoś posta z niespodzianką :)


Dominika xx

#122. Niall

Jest już po północy. Razem z Niall'em oglądacie film. Akurat teraz oglądacie komedię romantyczną. Oboje pijecie gorącą czekoladę i jecie ciasteczka. Gdy film się skończył Niall zaczął gładzić lekko twoją rękę :
- Może pójdziemy do sypialni ? - spytał
- Spać ? - zachichotałaś
- No spać tak, ale później - zaśmiał się
- A teraz co ? - zapytałaś dociekliwiej
- Poleżeć - posłał w twoim kierunku ciepły uśmiech
Niall wstał, wziął cię za rękę i poszliście do sypialni. Tam oboje usiedliście na łóżku. Chłopak zaczął delikatnie muskać twoje usta, po chwili pocałunki stały się bardziej namiętne. Powoli zdejmował z ciebie i z siebie ubrania. Delikatnie głaskał twoją skórę. Pocałunku przeszły na twoją szyję, powoli przesuwały się na brzuch ...
 
Dwa tygodnie później Niall budzi się na łóżku w waszej sypialni. Patrzy w okno, przeciera oczy, patrzy na miejsce obok. Ciebie tam nie ma. Wstaje i idzie do kuchni, tam ciebie też nie ma. Znajduje cie dopiero w łazience, płaczącą obok umywalki. Podchodzi do ciebie :
- [T.I] co się stało, dlaczego płaczesz ? - pyta przykucając nad tobą
- Jestem w ciąży ! - mówisz roztrzęsiona, nadal nie przestajesz płakać
- Co ? Przecież sie zabezpieczaliśmy ! - odruchowo wstaje
Niall zaczyna nerwowo chodzić w kółko po łazience :
- Musisz usunąć ! - mówi po dłuższej chwili myślenia
Ty popatrzyłaś się na niego, który stał nad tobą i pomagał ci wstać :
- Jak to ? - pytasz
- A co z naszym życiem, ja  jestem w zespole, ty pracujesz, a czas dla dziecka ? - mówi
trzymając cię za ręce
- Poradzilibyśmy sobie jakoś - mówisz, nadal pojedyncze łzy spływają ci po policzkach
- Jak ? - pyta nie czekając na twoją odpowiedz
Niall wychodzi z łazienki, zostawia cię samą.

Mijają miesiące, twój brzuszek robi się coraz większy. Właśnie stoisz przed lustrem i oglądasz swój brzuch, lekko go gładząc. Oglądasz go uważnie i dokładnie. Właśnie do pokoju wchodzi Niall. Staje w drzwiach nic nie mówiąc. Na twarzy nie pojawia się uśmiech, lecz smutek. Jak wy poradzicie sobie z tym wszystkim ? Niall jest w zespole, jeździ po świecie, często go nie ma w domu. Ty pracujesz jako modelka, często i ciebie nie ma w domu. Rzucić to wszystko dla dziecka ?
Niall podchodzi do ciebie, patrzy ci głęboko w oczy. Unosi lekko kącik ust. Patrzy na twój brzuch, nie uśmiecha się. Nie chciał tego dziecka. Nie chciał kończyć kariery. Nie teraz, gdy tyle osiągnął :
- Co my teraz zrobimy ? - pyta poddenerwowany
- Niall, chce wychować to dziecko. Z tobą czy bez ciebie dam sobie radę. Rób ze swoim życiem co chcesz, rób karierę, żyj beztrosko. Ja będę z tym dzieckiem. Dam mu to czego potrzebuje każde dziecko - pojedyncza łza spływa po twoim policzku
- Jak sobie poradzisz beze mnie ? - zadaje kolejne pytanie
- Dam radę - odpowiadasz
Niall ze spuszczoną głową i smutną miną wychodzi z pokoju. Tobie pozostaje być silną, niezależną mamą, która chce wychować swoje dziecko. Nie cofniesz się przed niczym dla swojego dziecka. Musisz dać radę, choćby nawet bez Niall'a.
 
Tydzień później Niall przychodzi pijany do domu. Ty akurat siedzisz w salonie i przeglądasz czasopisma. Niall głośno wchodzi do domu. Mocno trzaska drzwiami. Wchodzi do salonu, przytrzymuje sie o ścianę :
- Niall, coś ty zrobił ? - nerwowo wstajesz
- Pijany do domu przyszedłem - mówi próbując odkleić się od ściany
- Boże ! - krzyczysz zdenerwowana
Ty trzymasz się za głowę, Niall wyjmuje zza siebie bukiet pięknych róż. Odkleja się od ściany i wręcz ci :
- Niall ? - pytasz go, trzymając bukiet
- Wybaczysz mi ? - pyta kołysząc się z boku na bok
Ty rzucasz bukiet na podłogę i mocno przytulasz się do Niall'a :
- Chce tego dziecka, zrozumiałem to w końcu, bez względu na wszystko, chcę tego dziecka. Kocham cię - mówi i całuje cię namiętnie w usta
 
Niedługo przyjdzie na świat wasza córeczka [T.U.I]. Ty teraz musisz być w szpitalu na badaniach. Niall jest z tobą na sali :
- Kocham cię - mówi całując cię w rękę - bardzo - dodaje
Ty uśmiechasz się do niego :
- Ja ciebie też - patrzysz na niego uśmiechając się
- Wiesz, na początku nie chciałem tego dziecka, bo nie chciałem kończyć kariery. Ale teraz wiem, że mogę i robić karierę i opiekować się naszym dzieckiem. Czas nie ma tu znaczenia, ważne żebym był z wami. Kilometry jakie nas dzielą też sie nie liczą. Będę z wami, chociażbym musiał przerwać koncert albo trase dla was - całuje cię ponownie w rękę
- Cieszę się, że to zrozumiałeś - uśmiechasz się
Nagle czujesz ucisk w brzuchu :
- Ałć - krzyczysz, trzymając się za brzuch
- [T.I] co się dzieje ? - pyta cię wstając z krzesła
- No wiesz chyba zapiszę się do opery albo no wiesz rodzę ! - krzyczysz
- Aaa ! To ja lecę po lekarzy ! - Niall wybiega z sali
Po chwili pojawiają się lekarze, pomagają ci urodzić dziecko. Niall musiał wyjść z sali.
 
Po kilku godzinach Niall w końcu może wejść do sali. W miarę cicho otwiera drzwi i wchodzi :
- Cześć [T.I] - siada obok ciebie na krześle
Ty przekręcasz głowę w stronę Niall'a i posyłasz w jego kierunku delikatny uśmiech :
- Co z [T.U.I], byłeś u niej ? - pytasz zmęczona
- Nie, najpierw chciałem wejść do ciebie i zobaczyć jak sie czujesz - uśmiecha się, chwyta za twoją rękę i całuje ją
Po paru minutach wchodzi lekarz z waszą córeczką. Lekko i powoli daje ci ją w ramiona :
- Jest cudna - mówisz
Niall uśmiecha się i siada obok was na łóżku :
- Śliczna - dodaje Niall
[T.U.I] urodziła się zdrowa i silna. Jesteście szczęśliwi, że jej życiu nic nie zagraża.
 
*rok późnej*
 
Jesteście właśnie razem na spacerze. Chodzicie powoli po parku. Niall prowadzi wózek, ty idziesz obok a [T.U.I] jest w wózku. Zatrzymujecie się obok fontanny i siadacie na ławce :
- Może pójdę po coś do picia ? - pyta Niall
- Jak chcesz - uśmiechasz się do niego
- Ok, zaraz wrócę !
Niall poszedł po coś do picia, ty zostałaś z [T.U.I]. Patrzysz na Niall'a jak się oddala. Zatrzymuje się, żeby przejść przez ulicę. Rozgląda się, nic nie jedzie, więc przechodzi. Nagle zza rogu wyjeżdża rozpędzony samochód, uderza w Niall'a. Tobie odebrało mowę, szybko biegniesz do niego :
- Niall, proszę odezwij się ! - krzyczysz przerażona
Niall stracił przytomność, może już z tego nie wyjść. Samochód, który w niego uderzył rozbił się o drzewo. Przyjeżdża karetka i zabiera Niall'a do szpitala. Musiałaś zostać z [T.U.I], szybko jednak dzwonisz do swojej mamy i prosisz by zaopiekowała się nią. Ty jedziesz do szpitala.
 
Jesteś cała roztrzęsiona, trzęsiesz się i płaczesz. W szpitalu nie możesz wejść do sali, bo lekarze zajmują się Niall'em. Płaczesz, siedzisz skulona na podłodze, głowę masz schowaną w rękach. Nie potrafisz się uspokoić. Po kilku godzinach lekarze wychodzą, ty szybko wstajesz :
- Co z nim, mogę do niego wejść ? - pytasz jednego z lekarzy
Lekarz nic nie mówi. Tylko kiwa głową na znak, że tak. Ty od razu tam wchodzisz. Widzisz Niall'a leżącego na łóżku szpitalnym. Jest cały podrapany i posiniaczony. Lewą rękę ma w gipsie, prawą nogę też. Wygląda strasznie. Siadasz obok na krześle :
- Niall - odzywasz się po cichu
On powoli otwiera oczy i przekręca głowę w twoim kierunku, tobie spływają po policzku pojedyncze łzy :
- Nawet nie wiesz, jak się przestraszyłam, jak się o ciebie bałam - nie przestają ci spływać łzy
Niall lekko unosi kącik ust :
- Gdzie [T.U.I] ? - pyta
- U mojej mamy - odpowiadasz chwytając go za rękę
- [T.I] dobrze wiemy, że z tego nie wyjdę, więc chce ci coś jeszcze powiedzieć. Kiedy umrę, chcę żebyś zajęła się [T.U.I] tak, jak zawsze chciałaś, ale beze mnie - przełyka ślinę - wiedz, że zawsze będę z wami, nawet gdy mnie nie zobaczycie. Będę tam z góry patrzył, jak nasza córeczka rośnie.
- Niall, nie mów tak - płaczesz coraz mocniej
- Obydwoje wiemy jak jest i jak będzie. Pamiętaj [T.I], kocham was i zawsze będę z wami. Pamiętaj o tym - Niall zamyka oczy, tętno spowalnia, maszyny powoli zaczynają piszczeć, praca serca Niall'a kończy się ...
 
* dwa lata później*
 
- No ulep jeszcze jedną babkę z piasku dla mamusi, dobrze ? - mówisz swojej córce
Bawisz się właśnie z [T.U.I] w piaskownicy. Dziewczynka ma obok siebie zabawki i jest nimi zafascynowana, w rączkach przesypuje sobie piasek. Uśmiecha się i śmieje do ciebie. Wygląda przesłodko, jak mały cukiereczek. Ktoś zasłania ci oczy ręką :
- Niall głupku puść mnie ! - krzyczysz
- Chyba chciałaś powiedzieć Niall, ty słodki głupku puść mnie, prawda ? - pyta roześmiany
ty uśmiechasz się i rzucasz w niego zabawką :
- Hej, nie zabieraj [T.U.I] zabawek ! - śmieje się
Niall'a udało się uratować. Lekarze zrobili wszystko, by go uratować. Teraz tworzycie jedną szczęśliwą rodzinę.
 
 
 
Cześć wszystkim :) Miło jest wrócić, stęskniłam się trochę :) Mam nadzieję, że imagin się spodoba :)


                                                                                   Do następnego :
                                                                                     Gosiaczek .♥

poniedziałek, 1 lipca 2013

♥ .

Przepraszam, ale dzisiaj nie dam rady dokończyć imagina.
Oczekujcie go jutro.

Przepraszam i wysyłam Horan Hug'gi ♥

Dominika xx
Szablon by S1K